Ryszard Czarnecki: "Wielka" Turcja z bliska z polskimi wątkami w tle

Ankara. Półfinałowy mecz mistrzostw Europy w siatkówce kobiet. Na trybunach 9 tys. Turków i garstka Polaków. W czwartym secie Polki walczą o zwycięstwo, mecz jest wyrównany. Spiker „organizuje” publiczność: „Pokażmy, jak się gwiżdże na naród polski”. Cytat dosłowny. Wyłapał to turkolog, polski dyplomata. U nas gwiżdże się, gdy przeciwnicy serwują, ale nie do pomyślenia jest, aby spiker podjudzał ludzi w jakikolwiek sposób. Turczynki wspierane fanatycznym dopingiem wygrywają z Biało-Czerwonymi, a w finale minimalnie ulegają mistrzyniom świata – Serbkom.
/ fot. screen YouTube
We współczesnej Turcji spośród sportów zespołowych najsilniejsza jest właśnie kobieca siatkówka. Dawno minęły czasy, gdy piłkarze byli w pierwszej czwórce na świecie (rok 2002 – mundial w Korei i Japonii), a koszykarze podbijali Europę. Turcy bardzo silnie identyfikują się ze swoją żeńską reprezentacją w siatce. Na mecze przychodzi bardzo dużo kobiet, w tym sporo – uwaga! – w chustach na głowach, masa dzieciaków, a także ludzie starsi. „Mistrz” – ryczy etatowy zapiewajło, „Turcja” – brzmi odpowiedź skandowana przez tysiące ludzi. Morze czerwonych flag z białą gwiazdą i poczucie, że jesteśmy w piekle dla gości. Jednak to piekło kończy się zaraz po ostatnim gwizdku – znów są mili i gościnni dla cudzoziemców. 

Ostra walka wewnątrz – monolit na zewnątrz 
Czy to niebywałe łaknienie sportowych sukcesów to efekt gospodarczej dekoniunktury i pogarszania się sytuacji ekonomicznej tureckich rodzin? Może i tak, jednak sytuację widziałbym w szerszym kontekście. Turcy to naród dumny i ambitny. Pamiętają o swojej wielkiej roli w historii, ale też wiedzą, że na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie są w jakiejś mierze mocarstwem ponadregionalnym. Stąd niespecjalnie zdziwiły mnie słowa skandowane przez miejscowych kibiców podczas meczu z nami. To odzwierciedlenie aspiracji nie tylko władzy, lecz także samego narodu. I to – uwaga! – niezależnie od wewnętrznych podziałów politycznych. 

Dochodzimy tu do rzeczy niezmiernie ciekawej, która różni Turków od Polaków. Dodajmy: niestety. Otóż mieszkańcy tego państwa, obojętnie czy żyjący nad Bosforem (może zwłaszcza oni), czy w biedniejszej Anatolii, politycznie różnią się na śmierć i życie, wzajemnie oskarżają się o zdradę i wszystko, co najgorsze, nie rezygnują z wsadzania się do więzień lub eliminowania z wyborów (kiedyś to robiono wobec zwolenników Erdoğana, dziś jest odwrotnie), a jednocześnie na forum międzynarodowym zachowują niebywałą jedność, wręcz jednolitość. Demonstrują, jak bardzo łączy ich turecka racja stanu. Czy widzą Państwo różnicę między tym, co jest dogmatem w Ankarze, a tym, co jest normą w Warszawie? Ja widzę, słyszę i czuję. 

Byłem na mszy w kraju islamu 
Niedzielna msza św. jest dla mnie tu, w stolicy dużego muzułmańskiego państwa, niezwykłym przeżyciem. W siedmio- czy ośmiomilionowej Ankarze są tylko dwa miejsca, w których regularnie odbywają się cotygodniowe msze. Jestem w jednym z nich, w budynku tuż przy ambasadzie Watykanu w tym kraju. Niedziela, godz. 10, jadę niemal przez pół miasta, aby zobaczyć i spektakularnie uświadomić sobie, dlaczego mój Kościół określa sam siebie jako „powszechny”. Kazanie jest po angielsku, ale już czytania także po francusku i hiszpańsku. Czasami także po polsku, choć akurat nie teraz. Chórem dyryguje sędziwy Murzyn, sporo jest Azjatów, słyszę wyraźnie „American English”, przecież stacjonują tu wciąż (i bynajmniej nie zamierzają się stąd wynosić) amerykańscy żołnierze. Wreszcie są Polacy: dyplomaci, stażyści, wykładowcy z ankarskich uczelni, ludzie z tutejszego, niedawno powstałego, stowarzyszenia polskiego. Sporo jest też polskich dzieci od lat dwóch do kilkunastu. Koncelebruje dwóch kapłanów: francuski jezuita i Polak, diecezjalny ksiądz z Poznania. Nasz rodak mówi swobodnie po angielsku i włosku, a teraz intensywnie uczy się trudnego tureckiego. Chce i musi, bo z końcem września jedzie na „wysuniętą placówkę”, aż pod granicę z Syrią do miasta Iskender. Iskender, czyli po prostu „Aleksander”. 

Pragmatyczna Ankara przestawia polityczną zwrotnicę 
Jeśli chodzi o politykę międzynarodową, Ankara jest na wskroś pragmatyczna. Turecki interes jest tu drogowskazem – nic, tylko się uczyć. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan potrafi całkowicie przestawić wajchę w polityce zagranicznej. Jeśli nie z dnia na dzień, to z miesiąca na miesiąc. Tak było po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu wojskowego Su-24 w czerwcu 2016 r. Turcy wielokrotnie ostrzegali Moskwę, że jej statki powietrzne naruszają ich przestrzeń. Rosjanie nic sobie z tego nie robili, pewni zwyczajowej bezkarności. Skończyło się to strąceniem rosyjskiego myśliwca i śmiercią dwóch pilotów. Ankara wymusiła respekt i przestrzeganie jej suwerenności terytorialnej w powietrzu. Zapłaciła za to pewną cenę: dziesiątki tysięcy rosyjskich turystów, dla których Turcja od lat była jedną z głównych wakacyjnych destynacji, solidaryzując się z rządem, zrezygnowało z wyjazdu do Antalyi i innych kurortów. Jednak po zaledwie paru miesiącach Ankara zmieniła kurs. Erdoğan uznał, że turecka racja stanu wymaga odwilży w relacjach z Kremlem. Miało to zapewnić spokój na flance syryjskiej i wolną rękę w rozwiązywaniu odwiecznego węzła gordyjskiego, a raczej kurdyjskiego. I tak się stało. Zbiegło się to w pewnej mierze z ochłodzeniem relacji Turcji z USA. To z kolei wynikało ze swoistej neutralności, jaką Waszyngton zaprezentował w czasie wewnątrztureckiego zamachu stanu (lipiec 2016 r. – byłem tam tuż po tym z oficjalną delegacją frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów). Co prawda absolutnie go oficjalnie nie poparł, ale jednocześnie odrzucił żądanie Ankary o ekstradycję duchowego przywódcy spiskowców Fethullaha Gülena. 

Gdzie jest polski ambasador? 
Skądinąd relacje turecko-amerykańskie to osobny rozdział. Turcja przez lata gościła – i mimo oficjalnie napiętych relacji dalej gości – amerykańskie bazy wojskowe, co zwłaszcza w kontekście baz lotniczych ma dla Waszyngtonu strategiczne znaczenie. Z drugiej jednak strony twardo egzekwowała od Jankesów wysokie opłaty z tego tytułu. Od paru lat Turcja taktycznie gra na zbliżenie z Rosją, ale mimo publicznego krytykowania władz w Ankarze przez prezydenta Trumpa obu stronom nie zależy na dolewaniu oliwy do ognia. 
A co z relacjami Warszawa–Ankara? Za rządów PiS z inicjatywy ministra Witolda Waszczykowskiego stworzono w ramach NATO specjalny trójkąt Polska–Rumunia–Turcja. Dziś ma on w praktyce mniejsze znaczenie niż wtedy, gdy powstawał, ale uważam, że należy go pielęgnować. Podobnie warto inwestować w relacje polityczne i gospodarcze z Ankarą – mimo ocieplenia jej stosunków z Moskwą. Mam nadzieję, że sytuacja, w której od roku nie mamy tam ambasadora, wreszcie się zmieni – strona turecka nie rozumie braku decyzji w tym zakresie polskiego MSZ. Czas też najwyższy na realizację dwukrotnie już odkładanej – co z tego, że z uzasadnianych powodów – wizyty polskiego ministra obrony narodowej w tym kraju. 

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (16.09.2019) - pod tytułem: "Dumny pragmatyk na Bliskim Wschodzie".

 

POLECANE
Co z ewakuacją Polaków z Bliskiego Wschodu? MSZ zapowiada komunikat Wiadomości
Co z ewakuacją Polaków z Bliskiego Wschodu? MSZ zapowiada komunikat

Wiceszef MSZ Marcin Bosacki wyraził przekonanie, że w ciągu najbliższych godzin resort będzie gotowy, by zakomunikować możliwość pomocy w wydostaniu się m.in. ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich tym, którzy tam utknęli na skutek działań wojennych w regionie.

Nie żyje znany muzyk, partner artystyczny Lennona i McCartneya Wiadomości
Nie żyje znany muzyk, partner artystyczny Lennona i McCartneya

W wieku 84 lat zmarł Len Garry, angielski muzyk, najbardziej znany jako członek zespołu Quarrymen, który później przekształcił się w legendarnych The Beatles. Garry zmarł 2 marca 2026 roku w domu na zapalenie płuc po przebytej infekcji klatki piersiowej.

Nie żyje znany fotoreporter Adam Chełstowski. Jest komunikat opisujący okoliczności śmierci z ostatniej chwili
Nie żyje znany fotoreporter Adam Chełstowski. Jest komunikat opisujący okoliczności śmierci

Zmarł Adam Chełstowski, ceniony fotoreporter związany z agencją Forum. Wydarzenia z poniedziałkowego wieczoru budzą emocje, a dramatyczna relacja z walki o życie fotografa wywołała burzę w sieci. Opublikowano oświadczenie Związku Polskich Artystów Fotografików.

Migranci z UE rozczarowani Niemcami? Wyniki nowego badania Wiadomości
Migranci z UE rozczarowani Niemcami? Wyniki nowego badania

Ponad jedna trzecia obywateli Unii Europejskiej mieszkających w Niemczech zastanawia się nad opuszczeniem tego kraju – wynika z najnowszego badania przedstawionego przez pełnomocniczkę niemieckiego rządu ds. migracji i integracji, Natalie Pawlik. Ankieta pokazuje, że chociaż obywatele UE formalnie mają takie same prawa jak Niemcy, to ich codzienne doświadczenia często są inne – podkreślono w komunikacie.

Irański koszmar Putina tylko u nas
Irański koszmar Putina

Jak można się było spodziewać, ledwo amerykańskie i izraelskie rakiety walnęły w ajatollahów i ich arsenał, poniosła się szeroko w mediach teza „Rosja na tym korzysta”. Cóż, to samo słyszałem, gdy Amerykanie porwali Maduro z serca Caracas.

Karol Wagner: TDI Panie Premierze! Wiadomości
Karol Wagner: TDI Panie Premierze!

Rzecz o pospolitej, nie w Polsce, koncepcji rozwoju turystyki. Polska osiąga historycznie wysokie wyniki w globalnym Travel & Tourism Development Index (TTDI), rośnie szybciej niż Europa i generuje rekordowy wkład turystyki w PKB. Mimo tego sektor nie ma własnego, autonomicznego resortu, co ogranicza jego dalszy rozwój i zdolność do monetyzacji potencjału. Krótko i merytorycznie prezentuje dane, porównania międzynarodowe i argumenty ekonomiczne, które wskazują, że turystyka powinna otrzymać samodzielne miejsce w rządowej architekturze.

GIF podjął decyzję o wycofaniu popularnego leku Wiadomości
GIF podjął decyzję o wycofaniu popularnego leku

Główny Inspektor Farmaceutyczny zdecydował o natychmiastowym wycofaniu leku Veriflo oraz zakazał jego dalszego wprowadzania do obrotu. Preparat musi niezwłocznie zniknąć z aptek w całym kraju.

Pałac Buckingham: Gest króla Karola III szansą na pojednanie? Wiadomości
Pałac Buckingham: Gest króla Karola III szansą na pojednanie?

Rodzina królewska przechodzi trudny okres. Książę Harry i Meghan Markle od kilku lat mieszkają w Stanach Zjednoczonych i zdystansowali się od monarchii, krytykując ją w mediach i książkach. 

USA kończą współpracę handlową z Hiszpanią Wiadomości
USA kończą współpracę handlową z Hiszpanią

Prezydent USA Donald Trump oświadczył we wtorek, że nie jest zadowolony z Hiszpanii i powiadomił, że Stany Zjednoczone nie będą już handlować z tym krajem. Dodał, że nie jest też zadowolony z Wielkiej Brytanii.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka Wiadomości
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

W najbliższych dniach możemy spodziewać się zachmurzenia, deszczu i mżawki, które będą powodować mgły ograniczające widzialność do 500 m – poinformował synoptyk IMGW Michał Kowalczuk. W środę w południowej części Polski do 14 st. C.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: "Wielka" Turcja z bliska z polskimi wątkami w tle

Ankara. Półfinałowy mecz mistrzostw Europy w siatkówce kobiet. Na trybunach 9 tys. Turków i garstka Polaków. W czwartym secie Polki walczą o zwycięstwo, mecz jest wyrównany. Spiker „organizuje” publiczność: „Pokażmy, jak się gwiżdże na naród polski”. Cytat dosłowny. Wyłapał to turkolog, polski dyplomata. U nas gwiżdże się, gdy przeciwnicy serwują, ale nie do pomyślenia jest, aby spiker podjudzał ludzi w jakikolwiek sposób. Turczynki wspierane fanatycznym dopingiem wygrywają z Biało-Czerwonymi, a w finale minimalnie ulegają mistrzyniom świata – Serbkom.
/ fot. screen YouTube
We współczesnej Turcji spośród sportów zespołowych najsilniejsza jest właśnie kobieca siatkówka. Dawno minęły czasy, gdy piłkarze byli w pierwszej czwórce na świecie (rok 2002 – mundial w Korei i Japonii), a koszykarze podbijali Europę. Turcy bardzo silnie identyfikują się ze swoją żeńską reprezentacją w siatce. Na mecze przychodzi bardzo dużo kobiet, w tym sporo – uwaga! – w chustach na głowach, masa dzieciaków, a także ludzie starsi. „Mistrz” – ryczy etatowy zapiewajło, „Turcja” – brzmi odpowiedź skandowana przez tysiące ludzi. Morze czerwonych flag z białą gwiazdą i poczucie, że jesteśmy w piekle dla gości. Jednak to piekło kończy się zaraz po ostatnim gwizdku – znów są mili i gościnni dla cudzoziemców. 

Ostra walka wewnątrz – monolit na zewnątrz 
Czy to niebywałe łaknienie sportowych sukcesów to efekt gospodarczej dekoniunktury i pogarszania się sytuacji ekonomicznej tureckich rodzin? Może i tak, jednak sytuację widziałbym w szerszym kontekście. Turcy to naród dumny i ambitny. Pamiętają o swojej wielkiej roli w historii, ale też wiedzą, że na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie są w jakiejś mierze mocarstwem ponadregionalnym. Stąd niespecjalnie zdziwiły mnie słowa skandowane przez miejscowych kibiców podczas meczu z nami. To odzwierciedlenie aspiracji nie tylko władzy, lecz także samego narodu. I to – uwaga! – niezależnie od wewnętrznych podziałów politycznych. 

Dochodzimy tu do rzeczy niezmiernie ciekawej, która różni Turków od Polaków. Dodajmy: niestety. Otóż mieszkańcy tego państwa, obojętnie czy żyjący nad Bosforem (może zwłaszcza oni), czy w biedniejszej Anatolii, politycznie różnią się na śmierć i życie, wzajemnie oskarżają się o zdradę i wszystko, co najgorsze, nie rezygnują z wsadzania się do więzień lub eliminowania z wyborów (kiedyś to robiono wobec zwolenników Erdoğana, dziś jest odwrotnie), a jednocześnie na forum międzynarodowym zachowują niebywałą jedność, wręcz jednolitość. Demonstrują, jak bardzo łączy ich turecka racja stanu. Czy widzą Państwo różnicę między tym, co jest dogmatem w Ankarze, a tym, co jest normą w Warszawie? Ja widzę, słyszę i czuję. 

Byłem na mszy w kraju islamu 
Niedzielna msza św. jest dla mnie tu, w stolicy dużego muzułmańskiego państwa, niezwykłym przeżyciem. W siedmio- czy ośmiomilionowej Ankarze są tylko dwa miejsca, w których regularnie odbywają się cotygodniowe msze. Jestem w jednym z nich, w budynku tuż przy ambasadzie Watykanu w tym kraju. Niedziela, godz. 10, jadę niemal przez pół miasta, aby zobaczyć i spektakularnie uświadomić sobie, dlaczego mój Kościół określa sam siebie jako „powszechny”. Kazanie jest po angielsku, ale już czytania także po francusku i hiszpańsku. Czasami także po polsku, choć akurat nie teraz. Chórem dyryguje sędziwy Murzyn, sporo jest Azjatów, słyszę wyraźnie „American English”, przecież stacjonują tu wciąż (i bynajmniej nie zamierzają się stąd wynosić) amerykańscy żołnierze. Wreszcie są Polacy: dyplomaci, stażyści, wykładowcy z ankarskich uczelni, ludzie z tutejszego, niedawno powstałego, stowarzyszenia polskiego. Sporo jest też polskich dzieci od lat dwóch do kilkunastu. Koncelebruje dwóch kapłanów: francuski jezuita i Polak, diecezjalny ksiądz z Poznania. Nasz rodak mówi swobodnie po angielsku i włosku, a teraz intensywnie uczy się trudnego tureckiego. Chce i musi, bo z końcem września jedzie na „wysuniętą placówkę”, aż pod granicę z Syrią do miasta Iskender. Iskender, czyli po prostu „Aleksander”. 

Pragmatyczna Ankara przestawia polityczną zwrotnicę 
Jeśli chodzi o politykę międzynarodową, Ankara jest na wskroś pragmatyczna. Turecki interes jest tu drogowskazem – nic, tylko się uczyć. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan potrafi całkowicie przestawić wajchę w polityce zagranicznej. Jeśli nie z dnia na dzień, to z miesiąca na miesiąc. Tak było po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu wojskowego Su-24 w czerwcu 2016 r. Turcy wielokrotnie ostrzegali Moskwę, że jej statki powietrzne naruszają ich przestrzeń. Rosjanie nic sobie z tego nie robili, pewni zwyczajowej bezkarności. Skończyło się to strąceniem rosyjskiego myśliwca i śmiercią dwóch pilotów. Ankara wymusiła respekt i przestrzeganie jej suwerenności terytorialnej w powietrzu. Zapłaciła za to pewną cenę: dziesiątki tysięcy rosyjskich turystów, dla których Turcja od lat była jedną z głównych wakacyjnych destynacji, solidaryzując się z rządem, zrezygnowało z wyjazdu do Antalyi i innych kurortów. Jednak po zaledwie paru miesiącach Ankara zmieniła kurs. Erdoğan uznał, że turecka racja stanu wymaga odwilży w relacjach z Kremlem. Miało to zapewnić spokój na flance syryjskiej i wolną rękę w rozwiązywaniu odwiecznego węzła gordyjskiego, a raczej kurdyjskiego. I tak się stało. Zbiegło się to w pewnej mierze z ochłodzeniem relacji Turcji z USA. To z kolei wynikało ze swoistej neutralności, jaką Waszyngton zaprezentował w czasie wewnątrztureckiego zamachu stanu (lipiec 2016 r. – byłem tam tuż po tym z oficjalną delegacją frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów). Co prawda absolutnie go oficjalnie nie poparł, ale jednocześnie odrzucił żądanie Ankary o ekstradycję duchowego przywódcy spiskowców Fethullaha Gülena. 

Gdzie jest polski ambasador? 
Skądinąd relacje turecko-amerykańskie to osobny rozdział. Turcja przez lata gościła – i mimo oficjalnie napiętych relacji dalej gości – amerykańskie bazy wojskowe, co zwłaszcza w kontekście baz lotniczych ma dla Waszyngtonu strategiczne znaczenie. Z drugiej jednak strony twardo egzekwowała od Jankesów wysokie opłaty z tego tytułu. Od paru lat Turcja taktycznie gra na zbliżenie z Rosją, ale mimo publicznego krytykowania władz w Ankarze przez prezydenta Trumpa obu stronom nie zależy na dolewaniu oliwy do ognia. 
A co z relacjami Warszawa–Ankara? Za rządów PiS z inicjatywy ministra Witolda Waszczykowskiego stworzono w ramach NATO specjalny trójkąt Polska–Rumunia–Turcja. Dziś ma on w praktyce mniejsze znaczenie niż wtedy, gdy powstawał, ale uważam, że należy go pielęgnować. Podobnie warto inwestować w relacje polityczne i gospodarcze z Ankarą – mimo ocieplenia jej stosunków z Moskwą. Mam nadzieję, że sytuacja, w której od roku nie mamy tam ambasadora, wreszcie się zmieni – strona turecka nie rozumie braku decyzji w tym zakresie polskiego MSZ. Czas też najwyższy na realizację dwukrotnie już odkładanej – co z tego, że z uzasadnianych powodów – wizyty polskiego ministra obrony narodowej w tym kraju. 

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (16.09.2019) - pod tytułem: "Dumny pragmatyk na Bliskim Wschodzie".


 

Polecane