Marcin Królik: Gdy ludzie rozsądni oddają pole

Ludzie rozsądni oddali kluczowe tematy cywilizacyjne lewicy, która zrobiła z nich to, co jedynie potrafi – nacechowaną skrajnym fanatyzmem pseudoreligię.
/ pexels.com

No więc umarł Roger Scruton. Nie będę się tutaj silił na udawanie, jakim to wielkim admiratorem jego myśli jestem, jak wszystko jego przeczytałem i dogłębnie przyswoiłem. Akurat w kwestii lektur, które powinienem znać, mam gigantyczne zaległości. I nie dotyczy to tylko dzieł Scrutona. Nie da się jednak zaprzeczyć, że czuję się przez niego jakoś uformowany - choćby pośrednio, poprzez fakt, że jego wizja świata żywo cyrkuluje w bliskich mi ideowo kręgach. W końcu to on zdefiniował pojęcie "ojkofobia", które wiele mi wyjaśniło odnośnie tego, czemu niektórzy moi rodacy pałają tak zapiekłą nienawiścią do własnego kraju i kultury, że gotowi są nawet publicznie je oczerniać.

Powiecie "Scruton", ja odpowiem "rozsądek". Z tym mi się chyba przede wszystkim kojarzy. Bronisław Wildstein, wspominając go na antenie Radia Wnet, stwierdził, że Scruton rozumiał filozofię, tak jak ją należy rozumieć, czyli jako umiłowanie mądrości - poza modami, presjami ideologicznymi i doraźną korzyścią. Słono zresztą za to płacił. Na przykład tym, że wyrzucano jego książki z uniwersyteckich bibliotek, a jego samego nazywano - oczywiście, bo jakżeby inaczej - faszystą. Wśród mnóstwa jego niepoprawnych tez znalazła się również i ta, z którą ja sam ostatnio się zmagam - a mianowicie, że ludzie rozsądni oddali kluczowe tematy cywilizacyjne lewicy, która zrobiła z nich to, co jedynie potrafi - nacechowaną skrajnym fanatyzmem pseudoreligię.

Weźmy choćby tak ostatnio modną ekologię. Przykładami można przecież sypać jak z rękawa. Greta Thunberg apeluje do Rogera Federera, by zerwał lukratywny kontrakt z Credit Suisse, który to bank popełnia śmiertelny grzech angażowania się w poszukiwanie nowych źródeł paliwa. Olga Tokarczuk - ach, nasza nieoceniona bogini - głosi z wyżyn swego noblowskiego autorytetu, że powinno się wpisać zwierzęta do konstytucji. Jakieś petycje, by kategorycznie i raz na zawsze zakazać fajerwerków. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Nie chce mi się już nawet szukać, bo zależy mi na resztkach nerwów. Ach, no i jeszcze nagonka na arcybiskupa Jędraszewskiego, który ośmielił się nazwać rzecz po imieniu.

I tak, zauważmy, jest właściwie we wszystkich istotnych dla zbiorowego funkcjonowania obszarach. Prawa człowieka, kultura, rodzina, uchodźcy, miejsce religii w przestrzeni publicznej, media i wiele innych aspektów, których nie sposób tutaj wymienić. W każdej z tych dziedzin niepodzielnie panuje progresywistyczna optyka. Instytucje europejskie prędzej zjedzą psi bobek, niż poprą jakiekolwiek rozwiązania mające na celu ochronę dzieci nienarodzonych. Jedyna dopuszczalna oferta w galeriach sztuki czy teatrach, przynajmniej tych liczących się, to transgresja, queer, dekonstrukcja - zwłaszcza symboliki chrześcijańskiej, bo z muzułmańską czy żydowską to już tak raczej średnio - i inne podobne. Znacie? Znamy.

Znamy i może niekoniecznie lubimy. Może czasem troszeczkę pozżymamy się na fejsie czy w naszych mediach, ale ogólnie cóż - taki jest świat. W pewnym sensie wszyscy uznali to za normę. Pogada się o kolejnej profanacji mszy na marszu LGBT, podpisze jakiś proteścik przeciw kolejnemu bluźnierczemu spektaklowi, czy tam nawet demonstrację pod teatrem zorganizuje, a potem życie potoczy się swoim rytmem - aż do następnego wzmożenia. No bo cóż począć? Niby prawica - nie tylko w Polsce - odbija się od dna, ale przecież nieformalne struktury i kanały dystrybucji władzy są o wiele bardziej złożone i zakorzenione w świecie.

Jak to ujął świętej pamięci nieodżałowany Kisiel? Pół biedy, że jesteśmy w dupie. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać. No tak, może i ciut śmierdzi, ciasno jest, czasami w pysk zasolą, ale na łeb przynajmniej nie pada i nawet zazwyczaj jest co jeść. Brutalna prawda jest taka, że po prostu się do tej asymetrii przyzwyczailiśmy. Rządzi ona życiem społecznym od tak dawna, że prawie nikt już nie pamięta, jak może być inaczej. Przecież wszyscy wiedzą, jak do tego doszło. Zostało to już dawno przeanalizowane, opisane, a teraz jest ubijane przez wszystkich Karoniów, Wielomskich, Lisickich, Rolów, Gadowskich, Ziemkiewiczów… Gramschi, Spinelli, rewolucja '68… no po prostu załatwili nas, cholera. Zaszli od tyłu, wślizgnęli się, przeorali.

To przecież ich świat. My tu tylko próbujemy przetrwać. Czasem coś nam się uda, ale ogólnie klapa za klapą. Na przykład my, katolicy: niby coraz odważniej podnosimy głos, że nas obrażają, dyskryminują i takie tam, ale kiedy tak dobrze poskrobać, to okaże się, że spora część z nas ma głęboko wdrukowane przekonanie, że jesteśmy tutaj tylko gośćmi na drodze do niebiańskiej ojczyzny, więc w sumie nie ma się co za bardzo rzucać. I nawet jak opinia publiczna milczy w kwestii prześladowania chrześcijan, to się wprawdzie oburzymy, napiszemy kilka artykułów o zdominowanych przez lewactwo mediach, ale potem dojdziemy do wniosku, że męczeństwo stanowi nieodzowny element Kościoła.

Owszem, możliwe, że przesadzam, a nawet jestem niesprawiedliwy. Ale zastanówmy się na chłodno: czy tak trochę jednak nie jest? Co więcej, nauczyliśmy się chować za bardzo dogodną wymówką, że to po prostu się stało. No i tu od nowa odpala się ta sama wyliczanka: Gramschi, Spinelli, rewolucja 68, Soros, Netflix, masoneria, Greta Thunberg, WHO, lobby homoseksualne, feministki, Michnik, Gazeta Wyborcza… i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście - jakaś część prawdy w tym jest, jednak sęk w tym, że nic nie dzieje się samo ot tak na pstryknięcie albo dlatego, że ktoś mocno sypnął forsą. Często niestety mylimy skutek z przyczyną.

By te wszystkie sztuczki mogły zadziałać, musiały najpierw znaleźć podatny grunt. Ów grunt składa się z wielu warstw, o których można się długo i niezwykle mądrze rozpisywać. Lecz jedną z kwestii, która najbardziej rzuca się w oczy, jest to, że sprawy w znacznej mierze mają się tak, jak się mają, bo ludzie rozsądni, czyli kierujący się rozumem a nie rozbuchaną fantazją i mrzonkami o szczęśliwszym świecie, oddali pole najróżniejszym anielogłowym ideologom. Popełnili karygodny grzech zaniedbania, który teraz mści się na nas okrutnie. Dlaczego to zrobili? Może za bardzo uwierzyli, że pewne rzeczy są tak oczywiste i niezmienne, iż nie należy traktować poważnie tych, którzy próbują przy nich majstrować. To najbardziej prawdopodobna przyczyna.

Efekty są takie, że w chwili, gdy piszę te słowa, po sieci krąży kolejna petycja w obronie pracownika naukowego szykanowanego na uczelni za to, że ośmielił się zakwestionować święte, górujące ponad wszelkimi dowodami i badaniami, dogmaty LGBTQ. Tym razem obiektem wściekłego ataku jest prof. Ewa Budzyńska z Uniwersytetu Śląskiego. Popełniła niewybaczalną zbrodnię, nazywając człowieka w fazie prenatalnej dzieckiem oraz prezentując jakże obskurancki pogląd, że rodzina jest podstawową komórką społeczną opartą - uwaga, uwaga, coś potwornego - o związek kobiety i mężczyzny. To się nie odbywa w Kanadzie rządzonej przez Justina Trudeau, lecz w tej strasznej pisowskiej Polsce.

Fakt, że takie koszmary jakby żywcem przeniesione wprost z epoki najciemniejszego stalinizmu dzieją się właśnie na uczelni, jest tu szczególnie symboliczny. Przecież co jak co, lecz uniwersytet powinien być przestrzenią swobodnej debaty i dociekania prawdy, nawet jeżeli miałoby się to wiązać z ostrymi sporami. A jeżeli uniwersytet dezerteruje z tej funkcji, zmieniając się przy tym w machinę do polowań na czarownice, to znaczy, że naprawdę zabrnęliśmy już w ślepy zaułek. Można wręcz powiedzieć, że oddaliśmy ziemię bez jednego strzału. Dawno temu zlekceważyliśmy siłę przeciwnika i teraz zbieramy gorzki plon.

Czy jest jakiś sposób, by jeszcze odbić zagarnięte tereny? Czy nie jest już za późno? Sam się nad tym, psiakrew, zastanawiam. Ano właśnie, możliwe, że stare dobre "psiakrew" będzie niedługo ścigane z paragrafu o mowę nienawiści wobec osób nieludzkich, które Olga Tokarczuk pragnęłaby dopisać do konstytucji. Scruton był nieustępliwy i być może to jedyna godna postawa w obliczu panoszącego się coraz odważniej szaleństwa - jedyna możliwa, gdy orientujemy się, że w zasadzie jest już za późno. A może nie jest? Może to, że jest, stanowi kolejny mit, który daliśmy sobie wkręcić? Czasem coś jednak się udaje.

Może warto zacząć choćby od podpisania petycji w obronie prof. Ewy Budzyńskiej. Sam się dziwię, że to komukolwiek zalecam. Zawsze trochę wyśmiewałem takie internetowe pospolite ruszenia. Jednak po sukcesie w przypadku prof. Nalaskowskiego lekko zmieniłem zdanie. Tak, presja ma sens. Ci ludzie muszą wreszcie poczuć, że nie są panami i władcami. A autorom donosu na prof. Budzyńską życzę, by pewnego poranka spojrzeli w lustro i przerazili się tym, co tam ujrzą.

Marcin Królik
/k

 

POLECANE
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów Wiadomości
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów

Ruch turystyczny do Wietnamu wyraźnie rośnie, a wśród odwiedzających coraz większą grupę stanowią Polacy. Dane za styczeń 2026 roku pokazują, że kraj w Azji Południowo-Wschodniej odwiedziło 17 240 turystów z Polski. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że od Atlantyku, przez Półwysep Iberyjski, centralną Europę, po północ Rosji rozciągać się będą układy wysokiego ciśnienia. Resztę kontynentu obejmą aktywne niże z układami frontów atmosferycznych. Przeważający obszar kraju będzie w zasięgu klina wyżu znad południowej Skandynawii i Bałtyku, natomiast nad południowe rejony, z południowego zachodu nasunie się zatoka niżowa wraz z pofalowanym frontem atmosferycznym, związana z niżem znad Włoch. Z północy zacznie napływać powietrze arktyczne.

Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych tylko u nas
Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych

W obliczu rosnącego niepokoju o bezpieczeństwo energetyki jądrowej, Niemcy coraz głośniej domagają się wyłączenia szwajcarskich elektrowni atomowych (AKW) położonych blisko granicy. Studia i raporty podkreślają ogromne zagrożenia dla Badenii-Wirtembergii i całych Południowych Niemiec w przypadku awarii.

Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole Wiadomości
Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole

Amerykański Chicago Fire złożył konkretną ofertę Robertowi Lewandowskiemu. Trener Gregg Berhalter poleciał do Barcelony, by osobiście spotkać się z napastnikiem, jego żoną i agentem. Klub z MLS ma też pierwszeństwo w rozmowach - dopóki negocjacje trwają, inne zespoły ligi nie mogą rozpocząć starań o transfer.

Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie Wiadomości
Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie

Zakopane przeżywa walentynkowe oblężenie. Już od rana na popularnej zakopiance panował wzmożony ruch samochodowy, a w sobotę w mieście pod Giewontem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Na ulicach panuje tłok, a Krupówki są wypełnione spacerującymi parami

Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce Wiadomości
Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce

Ewa Bem w rozmowie z mediami wróciła do trudnych chwil związanych z chorobą nowotworową i śmiercią męża, Ryszarda Sibilskiego. Artystka przyznała, że przez długi czas była przekonana, iż to ona odejdzie pierwsza.

Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków z ostatniej chwili
Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków

Czy Polska powinna powrócić do obowiązkowej służby wojskowej? Zapytała o to Polaków pracownia Social Changes na zlecenie Telewizji wPolsce24.

Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego tylko u nas
Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego

Wyrok w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcin Romanowski wywołał burzliwą debatę o granicach niezależności sędziowskiej. Po decyzji sędziego Dariusz Łubowski i użyciu w uzasadnieniu słowa „kryptodyktatura” pojawiły się zmiany w jego obowiązkach służbowych. Czy to zwykła reorganizacja pracy sądu, czy element szerszego sporu o praworządność? Sprawa budzi pytania o relacje między władzą wykonawczą a wymiarem sprawiedliwości.

Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis

Książę i księżna Walii postanowili uczcić walentynki uroczym czarno-białym zdjęciem, które opublikowali w mediach społecznościowych. „Szczęśliwych walentynek!” – życzyli fanom rodziny królewskiej.

To koniec Polski 2050? Kolejny poseł mówi o odejściu z ostatniej chwili
To koniec Polski 2050? Kolejny poseł mówi o odejściu

– W ciągu kilku dni podejmę decyzję w sprawie przyszłości w partii – poinformowała w rozmowie z Polsat News posłanka Polski 2050 Aleksandra Leo. Wcześniej decyzję o odejściu z partii podjęła Żaneta Cwalina-Śliwowska.

REKLAMA

Marcin Królik: Gdy ludzie rozsądni oddają pole

Ludzie rozsądni oddali kluczowe tematy cywilizacyjne lewicy, która zrobiła z nich to, co jedynie potrafi – nacechowaną skrajnym fanatyzmem pseudoreligię.
/ pexels.com

No więc umarł Roger Scruton. Nie będę się tutaj silił na udawanie, jakim to wielkim admiratorem jego myśli jestem, jak wszystko jego przeczytałem i dogłębnie przyswoiłem. Akurat w kwestii lektur, które powinienem znać, mam gigantyczne zaległości. I nie dotyczy to tylko dzieł Scrutona. Nie da się jednak zaprzeczyć, że czuję się przez niego jakoś uformowany - choćby pośrednio, poprzez fakt, że jego wizja świata żywo cyrkuluje w bliskich mi ideowo kręgach. W końcu to on zdefiniował pojęcie "ojkofobia", które wiele mi wyjaśniło odnośnie tego, czemu niektórzy moi rodacy pałają tak zapiekłą nienawiścią do własnego kraju i kultury, że gotowi są nawet publicznie je oczerniać.

Powiecie "Scruton", ja odpowiem "rozsądek". Z tym mi się chyba przede wszystkim kojarzy. Bronisław Wildstein, wspominając go na antenie Radia Wnet, stwierdził, że Scruton rozumiał filozofię, tak jak ją należy rozumieć, czyli jako umiłowanie mądrości - poza modami, presjami ideologicznymi i doraźną korzyścią. Słono zresztą za to płacił. Na przykład tym, że wyrzucano jego książki z uniwersyteckich bibliotek, a jego samego nazywano - oczywiście, bo jakżeby inaczej - faszystą. Wśród mnóstwa jego niepoprawnych tez znalazła się również i ta, z którą ja sam ostatnio się zmagam - a mianowicie, że ludzie rozsądni oddali kluczowe tematy cywilizacyjne lewicy, która zrobiła z nich to, co jedynie potrafi - nacechowaną skrajnym fanatyzmem pseudoreligię.

Weźmy choćby tak ostatnio modną ekologię. Przykładami można przecież sypać jak z rękawa. Greta Thunberg apeluje do Rogera Federera, by zerwał lukratywny kontrakt z Credit Suisse, który to bank popełnia śmiertelny grzech angażowania się w poszukiwanie nowych źródeł paliwa. Olga Tokarczuk - ach, nasza nieoceniona bogini - głosi z wyżyn swego noblowskiego autorytetu, że powinno się wpisać zwierzęta do konstytucji. Jakieś petycje, by kategorycznie i raz na zawsze zakazać fajerwerków. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Nie chce mi się już nawet szukać, bo zależy mi na resztkach nerwów. Ach, no i jeszcze nagonka na arcybiskupa Jędraszewskiego, który ośmielił się nazwać rzecz po imieniu.

I tak, zauważmy, jest właściwie we wszystkich istotnych dla zbiorowego funkcjonowania obszarach. Prawa człowieka, kultura, rodzina, uchodźcy, miejsce religii w przestrzeni publicznej, media i wiele innych aspektów, których nie sposób tutaj wymienić. W każdej z tych dziedzin niepodzielnie panuje progresywistyczna optyka. Instytucje europejskie prędzej zjedzą psi bobek, niż poprą jakiekolwiek rozwiązania mające na celu ochronę dzieci nienarodzonych. Jedyna dopuszczalna oferta w galeriach sztuki czy teatrach, przynajmniej tych liczących się, to transgresja, queer, dekonstrukcja - zwłaszcza symboliki chrześcijańskiej, bo z muzułmańską czy żydowską to już tak raczej średnio - i inne podobne. Znacie? Znamy.

Znamy i może niekoniecznie lubimy. Może czasem troszeczkę pozżymamy się na fejsie czy w naszych mediach, ale ogólnie cóż - taki jest świat. W pewnym sensie wszyscy uznali to za normę. Pogada się o kolejnej profanacji mszy na marszu LGBT, podpisze jakiś proteścik przeciw kolejnemu bluźnierczemu spektaklowi, czy tam nawet demonstrację pod teatrem zorganizuje, a potem życie potoczy się swoim rytmem - aż do następnego wzmożenia. No bo cóż począć? Niby prawica - nie tylko w Polsce - odbija się od dna, ale przecież nieformalne struktury i kanały dystrybucji władzy są o wiele bardziej złożone i zakorzenione w świecie.

Jak to ujął świętej pamięci nieodżałowany Kisiel? Pół biedy, że jesteśmy w dupie. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać. No tak, może i ciut śmierdzi, ciasno jest, czasami w pysk zasolą, ale na łeb przynajmniej nie pada i nawet zazwyczaj jest co jeść. Brutalna prawda jest taka, że po prostu się do tej asymetrii przyzwyczailiśmy. Rządzi ona życiem społecznym od tak dawna, że prawie nikt już nie pamięta, jak może być inaczej. Przecież wszyscy wiedzą, jak do tego doszło. Zostało to już dawno przeanalizowane, opisane, a teraz jest ubijane przez wszystkich Karoniów, Wielomskich, Lisickich, Rolów, Gadowskich, Ziemkiewiczów… Gramschi, Spinelli, rewolucja '68… no po prostu załatwili nas, cholera. Zaszli od tyłu, wślizgnęli się, przeorali.

To przecież ich świat. My tu tylko próbujemy przetrwać. Czasem coś nam się uda, ale ogólnie klapa za klapą. Na przykład my, katolicy: niby coraz odważniej podnosimy głos, że nas obrażają, dyskryminują i takie tam, ale kiedy tak dobrze poskrobać, to okaże się, że spora część z nas ma głęboko wdrukowane przekonanie, że jesteśmy tutaj tylko gośćmi na drodze do niebiańskiej ojczyzny, więc w sumie nie ma się co za bardzo rzucać. I nawet jak opinia publiczna milczy w kwestii prześladowania chrześcijan, to się wprawdzie oburzymy, napiszemy kilka artykułów o zdominowanych przez lewactwo mediach, ale potem dojdziemy do wniosku, że męczeństwo stanowi nieodzowny element Kościoła.

Owszem, możliwe, że przesadzam, a nawet jestem niesprawiedliwy. Ale zastanówmy się na chłodno: czy tak trochę jednak nie jest? Co więcej, nauczyliśmy się chować za bardzo dogodną wymówką, że to po prostu się stało. No i tu od nowa odpala się ta sama wyliczanka: Gramschi, Spinelli, rewolucja 68, Soros, Netflix, masoneria, Greta Thunberg, WHO, lobby homoseksualne, feministki, Michnik, Gazeta Wyborcza… i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście - jakaś część prawdy w tym jest, jednak sęk w tym, że nic nie dzieje się samo ot tak na pstryknięcie albo dlatego, że ktoś mocno sypnął forsą. Często niestety mylimy skutek z przyczyną.

By te wszystkie sztuczki mogły zadziałać, musiały najpierw znaleźć podatny grunt. Ów grunt składa się z wielu warstw, o których można się długo i niezwykle mądrze rozpisywać. Lecz jedną z kwestii, która najbardziej rzuca się w oczy, jest to, że sprawy w znacznej mierze mają się tak, jak się mają, bo ludzie rozsądni, czyli kierujący się rozumem a nie rozbuchaną fantazją i mrzonkami o szczęśliwszym świecie, oddali pole najróżniejszym anielogłowym ideologom. Popełnili karygodny grzech zaniedbania, który teraz mści się na nas okrutnie. Dlaczego to zrobili? Może za bardzo uwierzyli, że pewne rzeczy są tak oczywiste i niezmienne, iż nie należy traktować poważnie tych, którzy próbują przy nich majstrować. To najbardziej prawdopodobna przyczyna.

Efekty są takie, że w chwili, gdy piszę te słowa, po sieci krąży kolejna petycja w obronie pracownika naukowego szykanowanego na uczelni za to, że ośmielił się zakwestionować święte, górujące ponad wszelkimi dowodami i badaniami, dogmaty LGBTQ. Tym razem obiektem wściekłego ataku jest prof. Ewa Budzyńska z Uniwersytetu Śląskiego. Popełniła niewybaczalną zbrodnię, nazywając człowieka w fazie prenatalnej dzieckiem oraz prezentując jakże obskurancki pogląd, że rodzina jest podstawową komórką społeczną opartą - uwaga, uwaga, coś potwornego - o związek kobiety i mężczyzny. To się nie odbywa w Kanadzie rządzonej przez Justina Trudeau, lecz w tej strasznej pisowskiej Polsce.

Fakt, że takie koszmary jakby żywcem przeniesione wprost z epoki najciemniejszego stalinizmu dzieją się właśnie na uczelni, jest tu szczególnie symboliczny. Przecież co jak co, lecz uniwersytet powinien być przestrzenią swobodnej debaty i dociekania prawdy, nawet jeżeli miałoby się to wiązać z ostrymi sporami. A jeżeli uniwersytet dezerteruje z tej funkcji, zmieniając się przy tym w machinę do polowań na czarownice, to znaczy, że naprawdę zabrnęliśmy już w ślepy zaułek. Można wręcz powiedzieć, że oddaliśmy ziemię bez jednego strzału. Dawno temu zlekceważyliśmy siłę przeciwnika i teraz zbieramy gorzki plon.

Czy jest jakiś sposób, by jeszcze odbić zagarnięte tereny? Czy nie jest już za późno? Sam się nad tym, psiakrew, zastanawiam. Ano właśnie, możliwe, że stare dobre "psiakrew" będzie niedługo ścigane z paragrafu o mowę nienawiści wobec osób nieludzkich, które Olga Tokarczuk pragnęłaby dopisać do konstytucji. Scruton był nieustępliwy i być może to jedyna godna postawa w obliczu panoszącego się coraz odważniej szaleństwa - jedyna możliwa, gdy orientujemy się, że w zasadzie jest już za późno. A może nie jest? Może to, że jest, stanowi kolejny mit, który daliśmy sobie wkręcić? Czasem coś jednak się udaje.

Może warto zacząć choćby od podpisania petycji w obronie prof. Ewy Budzyńskiej. Sam się dziwię, że to komukolwiek zalecam. Zawsze trochę wyśmiewałem takie internetowe pospolite ruszenia. Jednak po sukcesie w przypadku prof. Nalaskowskiego lekko zmieniłem zdanie. Tak, presja ma sens. Ci ludzie muszą wreszcie poczuć, że nie są panami i władcami. A autorom donosu na prof. Budzyńską życzę, by pewnego poranka spojrzeli w lustro i przerazili się tym, co tam ujrzą.

Marcin Królik
/k


 

Polecane