[Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Zabawa zielonych szaleńców się kończy. Wykorzystajmy naszą szansę

Już w najbliższych tygodniach okaże się, czy będziemy mieli szansę na to, aby nadchodząca jesień i zima nie były tak tragiczne w swoich skutkach, jak to jest obecnie prognozowane. I żeby była jasność – nie mówimy tu o przejściu przez ten okres tak jak w ostatnich wielu latach. Mówimy wyłącznie o tym, czy będzie bardzo tragicznie czy trochę mniej tragicznie. Skutki zabawy zielonych ekstremistów rozlewają się bowiem szeroko po świecie, a ciężar tej żałosnej maskarady muszą ponosić już teraz setki milionów ludzi na całym świecie. I o ile tych szaleńców nie uda się powstrzymać, to skazani jesteśmy na długotrwałe konsekwencje.
Turbina wiatrowa [Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Zabawa zielonych szaleńców się kończy. Wykorzystajmy naszą szansę
Turbina wiatrowa / Pixabay.com

W minionym tygodniu prezydent Biden przebywał w Arabii Saudyjskiej. Z wielkim opóźnieniem dotarło do obecnej administracji amerykańskiej, że klucz do pokonania Rosji leży dzisiaj właśnie w tym kraju. Należałem do nielicznych analityków, którzy jeszcze jesienią 2021 roku zwracali uwagę na to, że o ile administracja Bidena nie odbuduje pozycji USA w Zatoce Perskiej, to skutkiem tego zarysowujący się kryzys energetyczny będzie jeszcze bardziej się napędzał. Wskutek zaś tego, napasiona pieniędzmi ze sprzedaży ropy, gazu i węgla, Rosja, podejmie jeszcze bardziej agresywne działania. Wystarczyło pół roku, aby przestrogi te w pełni się zmaterializowały.

 

Biden wywraca stolik

Biden i jego ekipa tak bardzo chcieli być inni niż ich wielcy konserwatywni poprzednicy, czyli Reagan i Trump, że postanowili wywrócić stworzony przez nich z mozołem, układ sił w tej części świata. Porządek ten opierał się na współpracy USA i Arabii Saudyjskiej, co w obszarze energetycznym przekładało się na pośrednią kontrolę USA nad OPEC. W ostatnich kilkunastu latach kontrola ta nie była już tak USA potrzebna, bowiem rozwój własnych źródeł wydobycia ropy i gazu, uczynił ten kraj jednym z pierwszych producentem tych surowców na świecie, a jednocześnie czołowym ich eksporterem. Saudowie, jako główni oponenci Iranu w świecie islamskim, byli też fundamentem wpływów amerykańskich w tej przestrzeni.
Jednak Biden, opętany manią „porozumienia z Iranem”, postanowił już w pierwszych tygodniach urzędowania wywrócić ten porządek do góry nogami. Niezależnie bowiem od meandrów polityki saudyjskiej, idiotyczne poczynania amerykańskie doprowadziły do tego, iż głównym gwarantem obrony Arabii przed Iranem stała się … Rosja. Putin sprytnie wykorzystując slalomy Waszyngtonu wszedł w ścisłe porozumienie z Rijadem, w efekcie czego rozpoczął się drastyczny wzrost cen ropy i gazu, stymulowany do tego kolejnymi postępami „zielonych eksperymentów”. 

W konsekwencji najtwardsi sojusznicy USA poza Arabią – Kuwejt, Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie – właściwie zerwały relacje z Ameryką i ramię w ramię z Rosją, kierowany przez nich OPEC wywindował ceny surowców do niebotycznych poziomów.

Stało się zatem coś co było radykalnym zaprzeczeniem polityki Reagana i Trumpa. 

 

Zielone szaleństwo

Na te ruchy nałożyły się działania związane z implementacją najbardziej ekstremistycznej zielonej agendy i w USA i w Europie. Neobolszewickie elity po obu stronach oceanu postanowiły bowiem wykorzystać wywindowanie cen tych podstawowych źródeł energii do tego, aby wmówić światu, że energia z wiatru jest i tańsza i stabilniejsza niż energia z węgla. Jedna z komisarek ludowych zasiadających w Brukseli pyszczyła właśnie dokładnie to, jakieś 3 – 4 miesiące temu i z maniakalną determinacją wrzeszczała, aby jeszcze szybciej wyłączać wszystkie elektrownie węglowe. Co z tego, że dzisiaj siedzi cicho i raczej się nie wypowiada – system się tak rozregulował, że jeśli ktoś w ogóle się w tej Brukseli opamięta, to przywrócenie normalności zajmie wiele długich lat.

Dziś prasa w najbardziej bodaj zaawansowanym w „zielonej energetyce” kraju w Europie czyli w Niemczech, bije na alarm podkreślając, że niemiecka gospodarka i niemieckie społeczeństwo przejdą przez tragiczny okres. Przychodzi bowiem czas płacenia rachunków, za wybieranie do rządzenia idiotów, którzy nie licząc się ani z nauką, ani z kosztami, ani bacząc na to co mówi rozum, brnęli w utopijne brednie, jak ćmy sumą ku płomieniowi. Przyjrzyjmy się tym wzorcowym Niemcom. Wyłączane z użycia, najstabilniejsze i najtańsze (jeśli nie liczyć manipulacji mechanizmem ETS) źródła energii – czyli węglowe i jądrowe – ciągle dostarczają 43% prądu. Jeśli doliczyć do tego energię z gazu, to daje to prawie 54 %.  Wiatraki dostarczają 23 % a baterie słoneczne 10%. Gdy dodamy prąd z biomas otrzymamy już łącznie 42%. Jak to zatem jest możliwe, że owe – jak twierdzi komisarka ludowa – tanie źródła energii nie uratowały Niemców? Sarkastycznie można byłoby pani komisarce odpowiedzieć tak – bo wiatr się nie słucha i słońce też nie. Że do jej umysłu te prawdy nie docierają, to raczej oczywiste. Ale co sądzić o tzw. niemieckim przemyśle, który na poważnie przez ostatnie ćwierć wieku łykał ten ideologiczny kit i budował swoją pozycję na takich „perspektywicznych” źródłach energii? Pozostawię to bez komentarza.
Podobną ścieżką podążyli Brytyjczycy. Też uwierzyli we wiatr (prawie 40% udziału w miksie) i skutki tego właśnie ponoszą (o czym szerzej już pisałem). 

Właśnie ponosimy konsekwencje realizowania przez neobolszewickich szaleńców ich obłąkanych ideologicznych zielonych ekstremizmów. Możemy spuentować ich „dzieło” tak jak niezapomniany Grek Zorba – „szefie, jaka piękna katastrofa”. Ci szaleńcy próbują dzisiaj - trzymając cały czas podniesione sztandary z wypisanymi zielonymi obłędnymi hasłami – po cichu wycofywać się ze swoich pozbawionych wszelkiej racjonalności pomysłów. Nadchodzący zimowy Armagedon, zmusi ich jednak do tego, aby swoim wyborcom powiedzieli, dlaczego te ich „nowe łady” nie działają. Dlaczego skoro ropa i gaz są tak drogie, wiatr czy słońce nie chcą nas – podobno – taniej, ogrzać, czy napędzać silników wspaniałych elektrycznych samochodów. Już czekam z niecierpliwością na kolejną porcję ich „mądrości”. Jasne, zza węgła otwierają już ponownie kopalnie węgla czy zwożą ten surowiec skąd się da, po cichu odpalają zamknięte elektrownie węglowe, na wyścigi chcą budować elektrownie atomowe. Ta „nielegalna” w ich pojęciu machina już ruszyła, bowiem ci idioci wiedzą doskonale, że aby utrzymać się przy korycie, muszą zadbać o minimum energii, żeby ogrzać mieszkania i dać ciepłą wodę w kranie swoim wyborcom.

 

Biden w Rijadzie

Wycieczka Bidena do Rijadu jest elementem tej gry. Do administracji w Waszyngtonie dotarło, że bez dogadania się z krajami OPEC-u kryzys energetyczny nie minie. Biden nolens volens poleciał ukorzyć się przed szejkami bowiem liczy, że w ten sposób przynajmniej ceny ropy spadną na tyle, że pozwoli to mu uratować się przed klęską w listopadowych wyborach. Jednak liczenie na to, że dzięki temu działaniu stanie się cud, jest naiwne. Jasne – ceny ropy, a w ślad za nimi gazu zapewne trochę spadną. Ale jedyny tego skutek – z naszej akurat perspektywy bardzo dobry – będzie taki, że ograniczone zostaną korzyści napływające do Rosji. To zaś ograniczy jej agresywną politykę.

 

Co robić?

Ale żeby świat zachodni wrócił do normy, kwestia ta nie ma żadnego znaczenia. Co zatem trzeba zrobić, abyśmy nie musieli tak jak Niemcy już myśleć o obniżeniu temperatury w domach zimą czy ograniczeniu dostaw ciepłej wody? Recepta naprawdę jest bardzo prosta i niech nikt nie da się zwieść opowiastkom, jakie to trudne. Oto kilka istotnych punktów:

  1. Wycofanie się administracji Bidena z rozporządzeń kreujących „New Green Deal”,
  2. Przywrócenie pełnych mocy produkcyjnych amerykańskiego sektora wydobywczego gazu i ropy,
  3. Wycofanie się Rady Komisarzy Ludowych w Brukseli z „Fit for 55”,
  4. Przywrócenie do ruchu wyłączonych w Niemczech elektrowni atomowych,
  5. Zniesienie restrykcji ETS na produkcję energii elektrycznej z węgla w Europie.

Realizacja tych pięciu punktów natychmiast zmieni warunki gry na rynkach surowców energetycznych na całym świecie. Ich ceny spadną w ciągu kilku tygodni do poziomów sprzed ostatniej erupcji, bowiem skończy się manipulowanie cenami przez spekulantów z całego świata. Przy okazji ugodzi to ciężko w interesy Rosji, która straci całkowicie zdolność do prowadzenia agresywnej polityki. 

 

A Polska?

W przypadku Polski program ten sprowadza się do jak najszybszego odbudowania możliwości wydobywczych polskich kopalni węgla oraz odblokowania rozwoju tradycyjnej energetyki. Będzie nam łatwiej, bo nie zagalopowaliśmy się w tym zielonym obłędzie tak jak inni. Będziemy zatem mieli przewagę konkurencyjną nad innymi. 

Pisałem już o tym ponad dwa lata temu, kiedy rozkręcała się pierwsza fala pandemii wskazując na to, jaki będzie los realizacji poronionych pomysłów zielonych ekstremistów. Mógłbym krzyczeć dziś – a nie mówiłem? Wolę jednak dziś krzyczeć przynajmniej do polskich decydentów – wykorzystajcie ten czas, bo inni już wiedzą, że z promowanych w ostatnich latach idiotyzmów i tak trzeba się wycofać. To jest nasz czas i musimy go wykorzystać.
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe