Agnieszka Radwańska opowiedziała o trudnej relacji z ojcem. Robert Radwański odpowiada

– To nie tak, że kładziesz się pod stołem, wyciągasz tylko po coś rękę i osiągasz sukces. Panowała w naszym zespole afirmacja pracy. Podkreślam jeszcze raz: współpracę z córkami oceniam jako bardzo dobrą – powiedział w rozmowie z WP Sportowe Fakty Robert Radwański.
Agnieszka Radwańska Agnieszka Radwańska opowiedziała o trudnej relacji z ojcem. Robert Radwański odpowiada
Agnieszka Radwańska / fot. YouTube

Agnieszka Radwańska, jedna z najbardziej utytułowanych polskich tenisistek, skończyła karierę w 2018 roku. W ostatnim czasie mogliśmy ją zobaczyć na korcie w turnieju charytatywnym dla Ukrainy, zorganizowanym przez Igę Świątek. W piątek dwudziestokrotna zwyciężczyni singlowych turniejów WTA podzieliła się swoimi odczuciami w szczerym wywiadzie.

– Przez 15 lat treningów z ojcem nigdy nie padło pytanie: jak się czujesz? Wszystko było idealnie zaplanowane, ale tata nie pytał, jakie są moje przemyślenia, jak widzę daną sprawę. Wszystko narzucał z góry. Liczyło się tylko to, co on mówił. Nieustannie tłumiłam uczucia i potem nie potrafiłam inaczej – przyznała.

CZYTAJ WIĘCEJ: Radwańska o trudnych relacjach z ojcem: „Czułam strach”

Jest odpowiedź ojca

Wieloletni trener i ojciec Agnieszki oraz Urszuli Robert Radwański w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty stwierdził, że „córki miały rację, że nie był wylewny, a w zespole panowała afirmacja pracy”. 

– Czy żałuję? Na korcie z ojca zamieniałem się w trenera. Oceniam moją współpracę z córkami jako bardzo udaną. W tenisie było wiele podobnych układów, które nie doprowadziły zawodniczek do triumfów – powiedział Radwański.

– To nie tak, że kładziesz się pod stołem, wyciągasz tylko po coś rękę i osiągasz sukces. Panowała w naszym zespole afirmacja pracy. Podkreślam jeszcze raz: współpracę z córkami oceniam jako bardzo dobrą. Gdyby były krzyki, wrzaski, to przecież nie dawałoby to wyników. Nigdy nie przekroczyłem granic – dodał.

Zapytany o to, czym byłoby „przekroczenie granic”, odparł, że dziennikarz ma się domyślić. – Nigdy się nie mściłem na córkach. Było naprawdę OK. Pilnowałem wręcz, byśmy za bardzo nie „świrowali” w domu. Wiedziałem, że jeśli nawet przy zupie będziemy w kółko rozprawiali o tenisie i ten tenis będzie wypadał z lodówki, to nic z tego nie wyjdzie – stwierdził.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe