[Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Globalizacja się nie sprawdziła i oglądamy właśnie jej spektakularny upadek

- Świat który znamy z ostatnich 30 lat właśnie się kończy. Globalizacja nie sprawdziła się i oglądamy właśnie jej spektakularny upadek. Z tym wiąże się wiele problemów okresu przejściowego, kiedy wyłaniać się będzie nowy porządek. Jeśli zachód nie wróci do swoich fundamentów, to zostanie zepchnięty na margines przez większych barbarzyńców – mówi w rozmowie z Jakubem Pacanem prof. Grzegorz Górski, prawnik i amerykanista z Kolegium Jagiellońskiego.
prof. Grzegorz Górski [Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Globalizacja się nie sprawdziła i oglądamy właśnie jej spektakularny upadek
prof. Grzegorz Górski / fot. YouTube / TVP World

– Rosja i Chiny chcą zmienić porządek światowy, do jakiego stopnia im się to udaje?

– Próby w tym zakresie podejmowane były przynajmniej od 2014 roku. Zarówno Putin jak i Xi stopniowo wzmacniali naciski w różnych rejonach świata. Kiedy prezydentem był Trump, powstrzymał agresywność oby rywali, ale ta konfrontacja przeniosła się w cyberprzestrzeń, przestrzeń kosmiczną, obszary arktyczne. Rosjanie, a zwłaszcza Chińczycy wzmogli ataki i penetrację Ameryki – rynków finansowych, rynków nieruchomości, co chwilę organizowali wrogie przejęcia amerykańskich firm, wreszcie w nieograniczony sposób finansowali wszelkie „zielone” programy i organizacje, aby rozkładać ekonomicznie Europę i USA. A kiedy nastała administracja Bidena i ogłosiła swoje naiwne koncepcje, obaj liderzy uznali, że przyszedł czas na raptowne przyspieszenie. Punktem zwrotnym był Kabul, który miał się stać symbolem upadku dotychczasowej roli USA. Rosyjski atak na Ukrainę miał być uwerturą do siłowej fazy konfrontacji, a oba kraje gotowe były do generalnej konfrontacji. Ujawnienie obiektywnej słabości militarnej Rosji na Ukrainie, zainicjowany przez Polskę proces wyizolowywania Rosji i sankcjonowania jej przez państwa zachodnie, nie tylko dodatkowo osłabiły Rosję, ale również natychmiast stępiły ochotę Chin do ostrzejszej konfrontacji. Dzisiaj można powiedzieć, że plany osi Moskwa – Pekin zostały storpedowane. Są w impasie i szukają wyjścia z sytuacji, w której się znaleźli.

CZYTAJ WIĘCEJ: Panika w Rosji? „Złamanie ręki” najnowszym hitem w serwisach z ogłoszeniami

– Proces transformacji postzimnowojennego ładu trwa nieprzerwanie od 1989 roku, dojdzie do wymiany game changerów?

– Chiny stanęły w obliczu potężnych problemów wewnętrznych. Fiaskiem zakończył plan realizacji „Chinese dream”, gospodarka chińska jest w głębokim kryzysie, potężny kryzys społeczny i demograficzny stawia pod znakiem zapytania zdolność Chin do utrzymania ich obecnej pozycji. W mojej ocenie Chiny zachowają zdolność do zrekompensowania sobie tych niepowodzeń kosztem Rosji i to stanie się wkrótce ich podstawowym celem. Już to zresztą robią, czego dowodzi ewolucja sytuacji w Kazachstanie. O wiele większe perspektywy mają na dzisiaj Indie, które obrały inną ścieżkę rozwoju i dzisiaj stają się głównym kandydatem do zastąpienia Chin w rejonie indo-pacyficznym. Ale to zajmie jeszcze przynajmniej ćwierć wieku. To oznacza, że w takiej właśnie perspektywie nie ma szans, aby ktokolwiek strącił z piedestału USA i ich anglosaskich aliantów. Chyba że zrobią to sami sobie.

– Na ile Chinom udaje się budować konstrukcję hub-and-spokes?

– To szło dobrze do pandemii, ale teraz od ponad dwóch lat trwa impas. Chińczycy stracili dynamikę w tym zakresie, poza tym działania ich przywódcy stawiają jednak wielu partnerów Chin wobec różnych dylematów. Chiny w obliczu swoich problemów wewnętrznych, nie są teraz w stanie utrzymać dynamiki jaką mieli w tym zakresie jeszcze trzy lata temu. I nie wygląda na to, aby szybko byli w stanie do realizacji tej koncepcji mogli wrócić.

– W ładzie opartym o rywalizację mocarstw z silnymi centrami cywilizacyjnymi państwom średnim, takim jak Polska trudno wzmacniać swoją pozycję zewnętrzną.

– To nie jest łatwe, ale w ostatnim półwieczu wielu się to udało. Korea Pd., Turcja, Arabia Saudyjska to tylko kilka przykładów krajów, które stały się kluczowymi graczami. Stało się tak dzięki połączeniu wewnętrznych wysiłków z umiejętnością poruszania się w przestrzeni międzynarodowej. Polska ma jeszcze wiele do zrobienia w obu wymiarach, choć z pewnością od 2015 roku wiele tu nadrobiliśmy. Oby tak było dalej i był to proces i intensywniejszy i szybszy.

CZYTAJ TAKŻE: Czołowy rosyjski naukowiec zajmujący się lotnictwem zginął w tajemniczych okolicznościach

– Pozycję można umacniać poprzez lojalność wobec game changera?

– W naszej sytuacji, naszym podstawowym oparcie muszą być USA i Wielka Brytania. To jest oczywiste z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego i tego chyba szerzej nie trzeba tłumaczyć. Ale wobec coraz szybciej postępującego upadku znaczenia i pozycji Unii Europejskiej, za chwilę okaże się że także perspektywa ekonomiczna będzie musiała przeorientowywać się właśnie na ten układ.

– Jaką rolę w obecnym koncercie mocarstw pełnią Francja i Niemcy i jakie to ma dla nas konsekwencje?

– Francja jest byłym mocarstwem z coraz większymi problemami wewnętrznymi i coraz mniej poważanym jako istotny element sytuacji międzynarodowej. To widać wyraźnie i mimo rozpaczliwych prób takich figur jak Macron, proces ten ma charakter stały i nieprzerwany. Niemcy zaś nie tylko skompromitowali się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, ale przede wszystkim wchodzą w zafundowany sobie przez samych siebie potężny kryzys ekonomiczny, który podważy ich dotychczasową pozycję gospodarczą w świecie. Oba procesy leżą w interesie Polski. Oba te kraje kierując się wyłącznie egoistycznymi interesami doprowadziły do strukturalnego wszechogarniającego kryzysu projekt europejski. Ich obecna słabość i niezdolność do narzucania swojej woli otwiera możliwość do powrotu Unii do swoich wspólnotowych korzeni.

– UE jako uczestnik stosunków międzynarodowych dla sporej części naszej sceny politycznej jest wzmocnieniem na arenie międzynarodowej, jak to wygląda naprawdę?

– Znaczna część polskiej opinii publicznej ma ciężki kompleks wobec tzw. Zachodu. Ma skłonność do bezkrytycznego i bezrefleksyjnego chłonięcia wszystkiego, co stamtąd przychodzi. Dla poważnej jej części jest to zastąpienie podobnej skłonności względem Rosji. To niestety nie jest nic nowego. To trwa od XVIII wieku i jest przechodzącą z pokolenia na pokolenie przypadłością. I właśnie ta część polskiego społeczeństwa – pewno jakaś 1/3 – chętnie wyzbyłaby się wręcz suwerenności i zdała na rządy owego „Zachodu”. Na szczęście jest ich mniejszość, ale są wpływowi. Trzeba walczyć cały czas o to, aby grupę tę pomniejszać, ale tu – znowu na szczęście – największą rolę grają neobolszewickie elity zachodu. Ich wybryki i gry powoli otwierają oczy kolejnym grupom Polaków.

– Rosja wróciła do gry na głównej arenie międzynarodowej m.in., na „własne życzenie” Zachodu, który bardziej nienawidzi Ameryki niż obawia się Rosji?

– Mówimy o tej części zdegenerowanego Zachodu, który dzisiaj dominuje w Unii Europejskiej czy w rządach większości krajów oraz ma potężne wpływy w mediach i w biznesie. Jest jednak wiele symptomów, że ich czas się kończy. Jeszcze chwilę to potrwa, ale skutki ich żałosnych projektów odczuwa dziś większość Europejczyków. Bieda i niedostatki w które wpędzają ich ci żałośni neobolszewicy, w końcu doprowadzą ich do otrzeźwienia. Te noebolszewickie elity były również autorami owego proputinowskiego zafascynowania. Właśnie zbierają owoce swoich zachwytów.

ZOBACZ WIDEO: "Obiecywał pan: pojadę do Brukseli i załatwię! Załatwił pan?!". Incydent na spotkaniu z Tuskiem

– Rosja sama z siebie nie jest chyba w stanie destabilizować świata na dużą skalę? Raczej wchodzi tam, gdzie USA ustąpiły?

– Rosja – jak wcześniej Związek Sowiecki – nigdy nie ustawała w permanentnym destabilizowania swoich potencjalnych ofiar. A ponieważ ten kraj – jak sam deklaruje – nie ma żadnych naturalnych granic w których mógłby funkcjonować, musi podejmować takie działania wszędzie gdzie się da. I rzecz jasna im słabsza Ameryka, tym większa. Intensywność tych działań.

– Pax Americana ma się dobrze? Próby detronizacji Ameryki trwają długo, a ta nadal potrafi przywołać destabilizatorów do porządku.

– Raczej trzeszczy w posadach, wskutek własnych poczynań elit amerykańskich. Ameryki nie powali wróg zewnętrzny, ale sama się może rozłożyć na łopatki. Ten proces niestety trwa i się nasila. Nie byłbym pewny, czy w perspektywie 10 lat Amerykanie zdołają utrzymać swoją pozycję. Pytanie, kto wyłoni się jako mocarstwo realnie rywalizujące z nimi. A może będzie to kilka mocarstw.

– Czy „jednobiegunowa wielobiegunowość”, o której pisał Samuel Huntington stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego?

– To dzisiaj jedno z wielu zagrożeń. Świat który znamy z ostatnich 30 lat właśnie się kończy. Globalizacja nie sprawdziła się i oglądamy właśnie jej spektakularny upadek. Z tym wiąże się wiele problemów okresu przejściowego, kiedy wyłaniać się będzie nowy porządek.

– Jak mogłyby wyglądać nowe normy międzynarodowe, te niezbudowane na standardach świata zachodniego?

– Problem polega na tym, że świat zachodni sam zakwestionował te normy, wyrastające z chrześcijańskich fundamentów. Kiedy przestał się nimi kierować i nie dał nic w zamian, stosunki międzynarodowe powróciły do swoich barbarzyńskich korzeni. Historia pokazuje, że to nigdy nie przynosiło nic dobrego. Jeśli zachód nie wróci do swoich fundamentów, to zostanie zepchnięty na margines przez większych barbarzyńców. To właśnie dzisiaj obserwujemy, ale to sam zachód kapitulując i zdradzając swoje korzenie i źródła siły, otwiera drogę do barbaryzacji świata.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe