[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Duch wolności

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5, 1).
/ pixabay.com/thommas68

Czy katolik może?

„Czy katolik może” - oto początek frazy pojawiający się niczym mantra w tytułach rozmaitych moralnych rozważań, filmików, internetowych dobrych rad etc. Jest to również jedno z najczęściej pojawiających się pytań dotyczących funkcjonowania w Kościele: „czy katolik może…”, „czy katolikowi wolno…” coś tam robić, czegoś tam nie robić. „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”, mówi św. Paweł w 1 Liście do Koryntian (1 Kor 13.11) w odniesieniu do poznania Boga i całą myśl kończy słowami: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13, 13).

Póki jesteśmy dziećmi odpowiedzialność za nasze postępowanie biorą na siebie inni. Malutkie dzieci trzeba pilnować bez przerwy, żeby przez własną niewiedzę i brak rozeznania tego, co może im zaszkodzić same nie zrobiły sobie krzywdy, np. nie spadły ze schodów. Stopniowo, gdy rośniemy dostajemy do rąk coraz więcej wolności, najpierw dotyczącej rzeczy błahych, potem ważniejszych, wreszcie przejmujemy pełną odpowiedzialność za całe swoje życie. Pytanie sformułowane w sposób „czy katolik może” jest pytaniem z poziomu dziecka, które pyta, czy może iść na podwórko lub później, czy wolno mu pójść na imprezę. W odpowiedzi słyszy np. że nie, bo to nieodpowiednia pora albo że tak, ale ma wrócić o 21.00. To pytanie osoby, która nie objęła pełnej odpowiedzialności i oczekuje, że ktoś zrobi to za nią.

Sumienie

Oczywiście możemy zadawać sobie pytanie o sprawę, która nurtuje nasze sumienie i co do której nie mamy pewności jak postąpić, ale takie pytanie brzmi raczej: czy Kościół zajmuje stanowisko w sprawie takiej a takiej? Często może się zdarzyć, że mimo iż wiele mówi się w środowiskach katolickich na jakieś tematy, to są to tylko mniej lub bardziej słuszne opinie prywatnych osób, a Kościół w danej sprawie w ogóle nie zabiera głosu. Poza tym, choć w kwestiach moralnych znajomość nauczania Kościoła jest rzeczą bardzo ważną, stanowi ono bowiem rodzaj rusztowania, które ma za zadanie pomóc sumieniu, dać mu światło, nauczyć Bożej logiki, to jednak właśnie praca nad sumieniem, czyli miejscem spotkanie duszy z głosem Boga owocującym sądami rozumu - powtarzam raz jeszcze rozumu, nie emocji - w podejmowaniu decyzji wyboru tego, co dobre jest sprawą najważniejszą. „Sumienie jest pierwszym ze wszystkich namiestników Chrystusa”, pisał do księcia Norfolk John Henry Newman, za nim powtarza ów fragment nasz katechizm. „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie potrzeba, do miłowania i czynienia dobra a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu nakazem... Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo... Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa”, czytamy w konstytucji Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II.

„Sumienie moralne (por. Rz 2, 14-16) obecne we wnętrzu osoby nakazuje jej w odpowiedniej chwili pełnić dobro, a unikać zła. Osądza ono również konkretne wybory, aprobując te, które są dobre, i potępiając te, które są złe (…) Człowiek roztropny słuchając sumienia moralnego, może usłyszeć Boga, który mówi”, brzmi punkt 1777 Katechizmu Kościoła Katolickiego. Bywa ono nazywane trybunałem odpowiedzialności człowieka za jego czyny, normą praktycznego postępowania, św. Tomasz z Akwinu miał nauczać, że sumieniu winniśmy posłuszeństwo, nawet gdy ono błądzi. Tu napotykamy zatem na problem, czyli właściwe kształtowanie sumienia. Wymaga to od nas dojrzałości, odpowiedzialności, roztropności i wiedzy. Czasem, gdy sprawa jest naprawdę złożona, trzeba się porządnie natrudzić, żeby móc powiedzieć, że zrobiłem/-am wszystko, by moja decyzja była świadoma, poczytać, potrwać przy Bogu. Ale do tego jesteśmy zaproszeni, do wolności, którą czasem wykuwa się w ciężkiej pracy, bo podyktowana lenistwem niewiedza nie jest żadną okolicznością usprawiedliwiającą czynienie zła.

Ogólnie sprawa sumienia jest kwestią bardzo rozległą i nie o wgryzanie się w meandry etyki chrześcijańskiej i teologii moralnej mi w tym miejscu chodzi, a o to, by zachęcić siebie i innych do „walki” o wolność, bo gra jest warta świeczki, prowadzi ona do wyjścia z przestrzeni okolonej granicami kary i nagrody i sięgnięcia po dar bycia prawdziwym partnerem, przyjacielem Boga. Kierowanie się sądami sumienia to ani nie chodzenie za własnymi zachciankami, ani nie przyjęcie kajdanów, to po prostu etap duchowej dorosłości.

Harry Potter

Drobny przykład dla zobrazowania sprawy, może nie z pułapu najważniejszych życiowych pytań, ale za to znany. Ostatnio popularne stają się znów dyskusje na temat tego, czy „katolik może” czytać Harrego Pottera. Może to i śmieszne, bo w końcu, stosując znane powiedzonko - kto bogatemu zabroni? Abstrahując na chwilę od Pottera, na tak zadane pytanie odpowiedział już św. Paweł, mówiąc, że wszystko mogę, choć nie wszystko przynosi mi korzyść. Wydaje mi się, że zadający pytanie w taki sposób chcieliby uniformizacji, w której poczuliby się bezpiecznie, ale spróbujmy się przyjrzeć temu, czy lektura ta przyniesie korzyść? Odpowiedź brzmi, moim zdaniem, to zależy i trzeba to poddać osądowi własnego sumienia. Jeśli coś w tej książce cię niepokoi, nie lubisz fantasy, nie chcesz wgryzać się w baśniową symbolikę albo np. oceniasz, że książka ma na ciebie zły wpływ, to lektura nie przyniesie ci korzyści. Na pewno nie skorzystają na niej także dzieci, w sensie małe dzieci, bo książka ma wysoki poziom przemocy, która nie nadaje się dla dzieci, co najwyżej dla starszych nastolatków. By czytać tego typu książki potrzeba także mieć rozwinięty aparat myślenia abstrakcyjnego i oddzielania fikcji literackiej od rzeczywistości. Ale… jest to opowieść posiadająca wiele poziomów i jako taką należy ją rozpatrywać.

Producenci perfum opisują składy swoich produktów na trzech płaszczyznach: najpłytsza, najbardziej zewnętrzna sfera zapachu to nuta głowy, ona jest początkowo najsilniejsza, ale najszybciej wietrzeje; kolejna jest nuta serca, która wypływa, gdy zapach się rozwija, zostaje ona z nami dłużej i nadaje aromatowi głębi i wielowymiarowości; ostatnią jest nuta bazy, czyli akordy wykwitające na końcu i najdłużej się utrzymujące, zapewniające mu pełnię. Podobnie jest z niektórymi opowieściami, szczególnie z baśniami. Mają one swoje uniwersum, czyli rodzaj fikcyjnej rzeczywistości stanowiącej swoistą nutę głowy np. świat tolkienowski, świat serii George’a Martina, Roberta Jordana etc. Takim uniwersum jest także Narnia. Wewnątrz tego świata istnieją wymyślone przez autora prawa, istoty, obyczaje, przyroda, geografia, historia i wiele innych czynników, słowem wszystko, co składa się na opis zewnętrzny. Nutą serca opowieści jest to, co my przeżywamy, co ona z nami robi. Nutą bazy są sprawy, do których owa opowieść nas odsyła, jakieś prawdy i wartości, które chce w nas obudzić, podkreślić, na które chce zwrócić naszą uwagę, do których się odwołać. I Harry Potter ma wszystkie te sfery.

Kiedy czytałam te książki po raz pierwszy, każdy kolejny tom publikowany był co rok lub dwa. Były to pierwsze wydania i na kolejne części czekało się dlatego, że autorka jeszcze ich nie napisała. Była to książka, która w pewnym sensie rosła wraz z czytelnikami, bo zaczynaliśmy ją czytać na ogół jako nastolatki, kończyliśmy już jako młodzi dorośli, dlatego choć kolejne tomy stanowią jedną opowieść, to jednak bardzo różnią się od siebie stopniem dojrzałości, która potrzebna jest do ich przeżycia.

Ostatnio, gdy dyskusja o Harrym rozgorzała na nowo, głównie chyba za sprawą walki sporej części świata showbiznesu i lewicowych aktywistów z autorką J.K. Rowling - chodzi o krytyczne wypowiedzi pisarki ws. niektórych aspektów zmiany płci u dzieci - po wielu latach przesłuchałam cykl o Harrym ponownie, by nabrać do sprawy dorosłej perspektywy, zresztą niewiele w niego pamiętałam.

Moje odczucia i przemyślenia po tej powrót†tej lekturze są następujące: po pierwsze, pomimo rozgrywania się historii w świecie czarodziejów, to książka ta nie jest żadnym podręcznikiem do stosowania magii, bo wszystko to zupełnie wymyślone i bajkowe opisy. Co innego zatem baśń, a co innego okultyzm, zresztą spotkałam się książkami znacznie bardziej hardcorowymi pod tym względem i nikt się o nich nawet nie zająknie. Jeśli mamy wątpliwości, czy nasze dzieci są już w stanie rozróżnić fikcyjny i symboliczny charakter opowieści od realiów, to po prostu im ich nie dawajmy, bo mogą być za małe. Inna sprawa, że uczą się tego właśnie przez baśnie, ale dla młodszych odbiorców. Ta książka nie wyzwala, przynajmniej we mnie, jakiejś pokusy magicznych wtajemniczeń, treść stanowi tło dla ważniejszych rzeczy, jednak jeśli u ciebie wyzwala, po prostu jej nie czytaj.

Po drugie, jest ona ciepła, wyzwala wrażenie jakiegoś otulenia, doświadczenia jedności, przyjaźni, ratunku i wbrew pozorom bezpieczeństwa. To chyba stanowiło klucz do sukcesu tej serii - umiejętny miks przygody z klimatem dziadkowych bajek opowiadanych w zimowy wieczór przy rozpalonym kominku. Pogoń za kryjącą się za rogiem tajemnicą, ale w otuleniu ciepłej kołdry i z gorącym napojem w ręku. Mimo moich ładnych paru lat przeżytych na tym łez padole ten efekt się nie zmienił.

Po trzecie, opowieść jasno rozgranicza zło i dobro, przynajmniej sprawach istotnych, bo że bohaterowie są niesforni, nie zaprzeczam. Treść zapięta jest w klamry dwóch bardzo podobnych w gruncie rzeczy wydarzeń z początku i końca serii - nauki o tym, że ofiara z życia czyniona w imię miłości ratuje tych, których kochamy. Cały cykl to dojrzewanie głównego bohatera to takiej miłości i odwagi. To właśnie jest, moim zdaniem, istotą tej książki - kochanie innych na tyle, by ofiara nie była jakimś rozkazem, ale by pragnieniem serca było uratowanie kochanych od zła i by było ono tak silne, że nie zatrzyma go nawet cena życia. Konkluzją jest uznanie, że takiej miłości nie da się zabić. Jest tam także odkrycie, że tego typu postawa powoduje, że nie jesteśmy sami oraz że zło nie rozumie dobra i jest wobec niego bezbronne, że tylko miłością da się owo zło pokonać. W pełnym przygód i zmagań świecie opowieść pokazuje drogę dorastania do takiej postawy. Pewnie nie jest to historia idealna i do tego lub tamtego można by się przyczepić, ale warto zapytać siebie, co z niej po latach będę pamiętać?

Dbanie o dzieci

Jeszcze jedna istotna sprawa to to, że podobnie jak rozmaite narracje chrześcijańskie kierowane są do różnych odbiorców, tak i książki również. Nie wszystko musi przemawiać do ciebie, ta konkretna lektura skierowana była do bardzo szerokiego grona młodych osób, które pragnęły przygody, nieświadomie szukały także tajemnicy i ukojenia, ale pod powierzchnią akcji znalazły również wiele wartości i opowieść o miłości, która jest decyzją.

Istotnym jest by powiedzieć, że nie każda historia musi w zewnętrznej warstwie zawierać rzeczywistość całkowicie zgodną z nauczaniem KK. Od takiego myślenia blisko już do indeksu ksiąg zakazanych i palenia bibliotek. Taka postawa to pierwszy krok w stronę fundamentalizmu. Albo i nie pierwszy. A jeśli boimy się, że samo wspomnienie o magii może zaszkodzić dzieciom, to znak, że powinniśmy sami zająć się tłumaczeniem dzieciom podstaw wiary, nauki bliskości z Bogiem i nielękowego podejścia do rzeczywistości, kształtowania sumienia. To przywilej rodziców. Na swojej drodze młodzi ludzie będą spotykać się z całą paletą rozmaitych spraw, które godzą w chrześcijański etos. Samymi nakazami i zakazami ich przed tym wpływem nie ochronimy. Tylko spokojne wprowadzanie dzieci w istotę ich tożsamości może przesądzić o ich postawie. Tylko kształtowanie w nich zdrowego sumienia da im wolność.


 

POLECANE
Wenezuela miała zostać zaatakowana przez USA. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy z ostatniej chwili
Wenezuela miała zostać zaatakowana przez USA. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy

Rząd Wenezueli w sobotę oskarżył USA o atak na instalacje cywilne i wojskowe w kraju oraz poinformował, że przywódca Nicolas Maduro ogłosił w kraju stan wyjątkowy. Według relacji mediów i mieszkańców wcześniej tego dnia w stolicy kraju, Caracas, słychać było eksplozje i przelatujące samoloty.

„Po prostu usiadł i trzymał krzyżyk w dłoni”. Ocalona z pożaru mówi o cudzie w Crans-Montana wideo
„Po prostu usiadł i trzymał krzyżyk w dłoni”. Ocalona z pożaru mówi o cudzie w Crans-Montana

Kobieta będąca ocaloną z pożaru w Crans-Montana, twierdzi, że w pewnym momencie stał się cud. Świadectwo przytacza francuska telewizja informacyjna C News, która robiła relację z dramatycznych wydarzeń w barze Le Constellation.

Pracodawcy mogą trafić do sądu, jeśli nie spełnią przepisów o neutralności płciowej nazw stanowisk Wiadomości
Pracodawcy mogą trafić do sądu, jeśli nie spełnią przepisów o neutralności płciowej nazw stanowisk

Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) obecnie nie może nakładać mandatów na pracodawców publikujących ogłoszenia o pracę naruszające nowe przepisy dotyczące neutralnych płciowo nazw stanowisk, jednak kandydaci mogą dochodzić roszczeń na drodze sądowej – poinformowała PAP Inspekcja.

Młodzież tańczyła do ognia pożaru zamiast uciekać. Szokujące nagranie ze spalonego baru w Szwajcarii wideo
Młodzież tańczyła do ognia pożaru zamiast uciekać. Szokujące nagranie ze spalonego baru w Szwajcarii

Do internetu trafiło szokujące nagranie nastolatków z baru w Crans-Montanie, na którym młodzi ludzie widząc ogień trawiący piankę na suficie, tańczą do niego, nagrywają telefonami komórkowymi i pokazują środkowy palec.

Petru, Mucha, Hennig-Kloska i Kobosko zawarli sojusz wyborczy. Chcą zablokować Pełczyńską-Nałęcz polityka
Petru, Mucha, Hennig-Kloska i Kobosko zawarli sojusz wyborczy. Chcą zablokować Pełczyńską-Nałęcz

Rywale Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w wyborach na przewodniczącego Polski 2050 zawarli nieformalny sojusz taktyczny, by zablokować jej zwycięstwo. Wśród nich są Ryszard Petru, Paulina Hennig-Kloska, Joanna Mucha i Michał Kobosko, który zrezygnował ze startu - przekazały PAP źródła zbliżone do partii.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe doniesienia z ostatniej chwili
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe doniesienia

W barze w Crans-Montanie, gdzie w sylwestrową noc wybuchł pożar zabijając około 40 osób, znajdowały się ścianki wykonane z łatwopalnej pianki - podała w piątek włoska agencja Ansa. Właściciele lokalu twierdzą natomiast, że wszystko było zgodne z normą.

PKP Intercity wydał komunikat z ostatniej chwili
PKP Intercity wydał komunikat

Pociągi na odcinkach przebiegających przez tereny zalesione w województwach pomorskim i zachodniopomorskim mogą poruszać się wolniej, co może skutkować wydłużeniem czasu przejazdu - poinformowało w piątek PKP Intercity. W nocy prognozowane są opady śniegu m.in. na północy Polski.

Sławosz Uznański-Wiśniewski przekazał radosną wiadomość. Lawina gratulacji Wiadomości
Sławosz Uznański-Wiśniewski przekazał radosną wiadomość. Lawina gratulacji

To będzie wyjątkowy rok w życiu Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Polak, który poleciał w kosmos, ogłosił, że wraz z żoną Aleksandrą spodziewa się dziecka. Radosną nowiną podzielił się w mediach społecznościowych na początku nowego roku.

Tȟašúŋke Witkó: Polityczne niepokoje Friedricha Merza tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Polityczne niepokoje Friedricha Merza

Friedrich Merz ma poważne powody do niepokoju. Nie, nie dlatego, że w grudniu 2025 roku to Annegret Kramp-Karrenbauer została powołana na stanowisko prezesa Fundacji Konrada Adenauera, a nie protegowany kanclerza, Günter Krings. Posadzenie byłej minister obrony Niemiec i pupilki Angeli Merkel w tym prestiżowym fotelu wcale nie było jakimś większym przesileniem w szeregach współrządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, a jedynie zewnętrznym urealnieniem tego, co faktycznie dzieje się w ugrupowaniu.

Tragiczny wypadek w święta. Nie żyje były reprezentant Polski Wiadomości
Tragiczny wypadek w święta. Nie żyje były reprezentant Polski

Nie żyje Robert Wolski, były reprezentant Polski w skoku wzwyż i uczestnik igrzysk olimpijskich w Atenach. Sportowiec zmarł kilka dni po poważnym wypadku samochodowym, do którego doszło w województwie łódzkim w czasie świąt Bożego Narodzenia.

REKLAMA

[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Duch wolności

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5, 1).
/ pixabay.com/thommas68

Czy katolik może?

„Czy katolik może” - oto początek frazy pojawiający się niczym mantra w tytułach rozmaitych moralnych rozważań, filmików, internetowych dobrych rad etc. Jest to również jedno z najczęściej pojawiających się pytań dotyczących funkcjonowania w Kościele: „czy katolik może…”, „czy katolikowi wolno…” coś tam robić, czegoś tam nie robić. „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”, mówi św. Paweł w 1 Liście do Koryntian (1 Kor 13.11) w odniesieniu do poznania Boga i całą myśl kończy słowami: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13, 13).

Póki jesteśmy dziećmi odpowiedzialność za nasze postępowanie biorą na siebie inni. Malutkie dzieci trzeba pilnować bez przerwy, żeby przez własną niewiedzę i brak rozeznania tego, co może im zaszkodzić same nie zrobiły sobie krzywdy, np. nie spadły ze schodów. Stopniowo, gdy rośniemy dostajemy do rąk coraz więcej wolności, najpierw dotyczącej rzeczy błahych, potem ważniejszych, wreszcie przejmujemy pełną odpowiedzialność za całe swoje życie. Pytanie sformułowane w sposób „czy katolik może” jest pytaniem z poziomu dziecka, które pyta, czy może iść na podwórko lub później, czy wolno mu pójść na imprezę. W odpowiedzi słyszy np. że nie, bo to nieodpowiednia pora albo że tak, ale ma wrócić o 21.00. To pytanie osoby, która nie objęła pełnej odpowiedzialności i oczekuje, że ktoś zrobi to za nią.

Sumienie

Oczywiście możemy zadawać sobie pytanie o sprawę, która nurtuje nasze sumienie i co do której nie mamy pewności jak postąpić, ale takie pytanie brzmi raczej: czy Kościół zajmuje stanowisko w sprawie takiej a takiej? Często może się zdarzyć, że mimo iż wiele mówi się w środowiskach katolickich na jakieś tematy, to są to tylko mniej lub bardziej słuszne opinie prywatnych osób, a Kościół w danej sprawie w ogóle nie zabiera głosu. Poza tym, choć w kwestiach moralnych znajomość nauczania Kościoła jest rzeczą bardzo ważną, stanowi ono bowiem rodzaj rusztowania, które ma za zadanie pomóc sumieniu, dać mu światło, nauczyć Bożej logiki, to jednak właśnie praca nad sumieniem, czyli miejscem spotkanie duszy z głosem Boga owocującym sądami rozumu - powtarzam raz jeszcze rozumu, nie emocji - w podejmowaniu decyzji wyboru tego, co dobre jest sprawą najważniejszą. „Sumienie jest pierwszym ze wszystkich namiestników Chrystusa”, pisał do księcia Norfolk John Henry Newman, za nim powtarza ów fragment nasz katechizm. „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie potrzeba, do miłowania i czynienia dobra a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu nakazem... Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo... Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa”, czytamy w konstytucji Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II.

„Sumienie moralne (por. Rz 2, 14-16) obecne we wnętrzu osoby nakazuje jej w odpowiedniej chwili pełnić dobro, a unikać zła. Osądza ono również konkretne wybory, aprobując te, które są dobre, i potępiając te, które są złe (…) Człowiek roztropny słuchając sumienia moralnego, może usłyszeć Boga, który mówi”, brzmi punkt 1777 Katechizmu Kościoła Katolickiego. Bywa ono nazywane trybunałem odpowiedzialności człowieka za jego czyny, normą praktycznego postępowania, św. Tomasz z Akwinu miał nauczać, że sumieniu winniśmy posłuszeństwo, nawet gdy ono błądzi. Tu napotykamy zatem na problem, czyli właściwe kształtowanie sumienia. Wymaga to od nas dojrzałości, odpowiedzialności, roztropności i wiedzy. Czasem, gdy sprawa jest naprawdę złożona, trzeba się porządnie natrudzić, żeby móc powiedzieć, że zrobiłem/-am wszystko, by moja decyzja była świadoma, poczytać, potrwać przy Bogu. Ale do tego jesteśmy zaproszeni, do wolności, którą czasem wykuwa się w ciężkiej pracy, bo podyktowana lenistwem niewiedza nie jest żadną okolicznością usprawiedliwiającą czynienie zła.

Ogólnie sprawa sumienia jest kwestią bardzo rozległą i nie o wgryzanie się w meandry etyki chrześcijańskiej i teologii moralnej mi w tym miejscu chodzi, a o to, by zachęcić siebie i innych do „walki” o wolność, bo gra jest warta świeczki, prowadzi ona do wyjścia z przestrzeni okolonej granicami kary i nagrody i sięgnięcia po dar bycia prawdziwym partnerem, przyjacielem Boga. Kierowanie się sądami sumienia to ani nie chodzenie za własnymi zachciankami, ani nie przyjęcie kajdanów, to po prostu etap duchowej dorosłości.

Harry Potter

Drobny przykład dla zobrazowania sprawy, może nie z pułapu najważniejszych życiowych pytań, ale za to znany. Ostatnio popularne stają się znów dyskusje na temat tego, czy „katolik może” czytać Harrego Pottera. Może to i śmieszne, bo w końcu, stosując znane powiedzonko - kto bogatemu zabroni? Abstrahując na chwilę od Pottera, na tak zadane pytanie odpowiedział już św. Paweł, mówiąc, że wszystko mogę, choć nie wszystko przynosi mi korzyść. Wydaje mi się, że zadający pytanie w taki sposób chcieliby uniformizacji, w której poczuliby się bezpiecznie, ale spróbujmy się przyjrzeć temu, czy lektura ta przyniesie korzyść? Odpowiedź brzmi, moim zdaniem, to zależy i trzeba to poddać osądowi własnego sumienia. Jeśli coś w tej książce cię niepokoi, nie lubisz fantasy, nie chcesz wgryzać się w baśniową symbolikę albo np. oceniasz, że książka ma na ciebie zły wpływ, to lektura nie przyniesie ci korzyści. Na pewno nie skorzystają na niej także dzieci, w sensie małe dzieci, bo książka ma wysoki poziom przemocy, która nie nadaje się dla dzieci, co najwyżej dla starszych nastolatków. By czytać tego typu książki potrzeba także mieć rozwinięty aparat myślenia abstrakcyjnego i oddzielania fikcji literackiej od rzeczywistości. Ale… jest to opowieść posiadająca wiele poziomów i jako taką należy ją rozpatrywać.

Producenci perfum opisują składy swoich produktów na trzech płaszczyznach: najpłytsza, najbardziej zewnętrzna sfera zapachu to nuta głowy, ona jest początkowo najsilniejsza, ale najszybciej wietrzeje; kolejna jest nuta serca, która wypływa, gdy zapach się rozwija, zostaje ona z nami dłużej i nadaje aromatowi głębi i wielowymiarowości; ostatnią jest nuta bazy, czyli akordy wykwitające na końcu i najdłużej się utrzymujące, zapewniające mu pełnię. Podobnie jest z niektórymi opowieściami, szczególnie z baśniami. Mają one swoje uniwersum, czyli rodzaj fikcyjnej rzeczywistości stanowiącej swoistą nutę głowy np. świat tolkienowski, świat serii George’a Martina, Roberta Jordana etc. Takim uniwersum jest także Narnia. Wewnątrz tego świata istnieją wymyślone przez autora prawa, istoty, obyczaje, przyroda, geografia, historia i wiele innych czynników, słowem wszystko, co składa się na opis zewnętrzny. Nutą serca opowieści jest to, co my przeżywamy, co ona z nami robi. Nutą bazy są sprawy, do których owa opowieść nas odsyła, jakieś prawdy i wartości, które chce w nas obudzić, podkreślić, na które chce zwrócić naszą uwagę, do których się odwołać. I Harry Potter ma wszystkie te sfery.

Kiedy czytałam te książki po raz pierwszy, każdy kolejny tom publikowany był co rok lub dwa. Były to pierwsze wydania i na kolejne części czekało się dlatego, że autorka jeszcze ich nie napisała. Była to książka, która w pewnym sensie rosła wraz z czytelnikami, bo zaczynaliśmy ją czytać na ogół jako nastolatki, kończyliśmy już jako młodzi dorośli, dlatego choć kolejne tomy stanowią jedną opowieść, to jednak bardzo różnią się od siebie stopniem dojrzałości, która potrzebna jest do ich przeżycia.

Ostatnio, gdy dyskusja o Harrym rozgorzała na nowo, głównie chyba za sprawą walki sporej części świata showbiznesu i lewicowych aktywistów z autorką J.K. Rowling - chodzi o krytyczne wypowiedzi pisarki ws. niektórych aspektów zmiany płci u dzieci - po wielu latach przesłuchałam cykl o Harrym ponownie, by nabrać do sprawy dorosłej perspektywy, zresztą niewiele w niego pamiętałam.

Moje odczucia i przemyślenia po tej powrót†tej lekturze są następujące: po pierwsze, pomimo rozgrywania się historii w świecie czarodziejów, to książka ta nie jest żadnym podręcznikiem do stosowania magii, bo wszystko to zupełnie wymyślone i bajkowe opisy. Co innego zatem baśń, a co innego okultyzm, zresztą spotkałam się książkami znacznie bardziej hardcorowymi pod tym względem i nikt się o nich nawet nie zająknie. Jeśli mamy wątpliwości, czy nasze dzieci są już w stanie rozróżnić fikcyjny i symboliczny charakter opowieści od realiów, to po prostu im ich nie dawajmy, bo mogą być za małe. Inna sprawa, że uczą się tego właśnie przez baśnie, ale dla młodszych odbiorców. Ta książka nie wyzwala, przynajmniej we mnie, jakiejś pokusy magicznych wtajemniczeń, treść stanowi tło dla ważniejszych rzeczy, jednak jeśli u ciebie wyzwala, po prostu jej nie czytaj.

Po drugie, jest ona ciepła, wyzwala wrażenie jakiegoś otulenia, doświadczenia jedności, przyjaźni, ratunku i wbrew pozorom bezpieczeństwa. To chyba stanowiło klucz do sukcesu tej serii - umiejętny miks przygody z klimatem dziadkowych bajek opowiadanych w zimowy wieczór przy rozpalonym kominku. Pogoń za kryjącą się za rogiem tajemnicą, ale w otuleniu ciepłej kołdry i z gorącym napojem w ręku. Mimo moich ładnych paru lat przeżytych na tym łez padole ten efekt się nie zmienił.

Po trzecie, opowieść jasno rozgranicza zło i dobro, przynajmniej sprawach istotnych, bo że bohaterowie są niesforni, nie zaprzeczam. Treść zapięta jest w klamry dwóch bardzo podobnych w gruncie rzeczy wydarzeń z początku i końca serii - nauki o tym, że ofiara z życia czyniona w imię miłości ratuje tych, których kochamy. Cały cykl to dojrzewanie głównego bohatera to takiej miłości i odwagi. To właśnie jest, moim zdaniem, istotą tej książki - kochanie innych na tyle, by ofiara nie była jakimś rozkazem, ale by pragnieniem serca było uratowanie kochanych od zła i by było ono tak silne, że nie zatrzyma go nawet cena życia. Konkluzją jest uznanie, że takiej miłości nie da się zabić. Jest tam także odkrycie, że tego typu postawa powoduje, że nie jesteśmy sami oraz że zło nie rozumie dobra i jest wobec niego bezbronne, że tylko miłością da się owo zło pokonać. W pełnym przygód i zmagań świecie opowieść pokazuje drogę dorastania do takiej postawy. Pewnie nie jest to historia idealna i do tego lub tamtego można by się przyczepić, ale warto zapytać siebie, co z niej po latach będę pamiętać?

Dbanie o dzieci

Jeszcze jedna istotna sprawa to to, że podobnie jak rozmaite narracje chrześcijańskie kierowane są do różnych odbiorców, tak i książki również. Nie wszystko musi przemawiać do ciebie, ta konkretna lektura skierowana była do bardzo szerokiego grona młodych osób, które pragnęły przygody, nieświadomie szukały także tajemnicy i ukojenia, ale pod powierzchnią akcji znalazły również wiele wartości i opowieść o miłości, która jest decyzją.

Istotnym jest by powiedzieć, że nie każda historia musi w zewnętrznej warstwie zawierać rzeczywistość całkowicie zgodną z nauczaniem KK. Od takiego myślenia blisko już do indeksu ksiąg zakazanych i palenia bibliotek. Taka postawa to pierwszy krok w stronę fundamentalizmu. Albo i nie pierwszy. A jeśli boimy się, że samo wspomnienie o magii może zaszkodzić dzieciom, to znak, że powinniśmy sami zająć się tłumaczeniem dzieciom podstaw wiary, nauki bliskości z Bogiem i nielękowego podejścia do rzeczywistości, kształtowania sumienia. To przywilej rodziców. Na swojej drodze młodzi ludzie będą spotykać się z całą paletą rozmaitych spraw, które godzą w chrześcijański etos. Samymi nakazami i zakazami ich przed tym wpływem nie ochronimy. Tylko spokojne wprowadzanie dzieci w istotę ich tożsamości może przesądzić o ich postawie. Tylko kształtowanie w nich zdrowego sumienia da im wolność.



 

Polecane