Tadeusz Płużański: Przedwojenny prawnik. Stalinowski morderca. Józef (Goldberg) Różański

22 czerwca 1941 roku, gdy Armia Czerwona - wobec nacierających Niemców - uciekała z terenów II Rzeczpospolitej zagarniętych przez ZSRS w 1939 roku, funkcjonariusze NKWD wymordowali w więzieniach tysiące Polaków, m. in. we Lwowie, w Łucku i Wilnie. Wśród mordujących był Józef Goldberg (późniejszy Jacek Różański).
Józef/ Jacek (Goldberg) Różański
Józef/ Jacek (Goldberg) Różański / Wikipedia domena publiczna

Co musisz wiedzieć?

  • Józef/ Jacek Różański urodził się jako Józef Goldberg
  • Przedwojenny, komunizujący prawnik stał się jednym z najgorszych katów stalinowskiego aparatu przemocy
  • Jego bratem był inny komunistyczny aparatczyk Jerzy Borejsza, który urodził się jako Beniamin Goldberg

 

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m. in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila". Pułkownik Jacek Różański (Józef Goldberg), pełniący funkcję dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchiwał także mojego ojca. Stosował wobec więźniów katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wymyślne tortury fizyczne i psychiczne. 

 

Ochotnik w NKWD

Urodził się w 1907 roku w Warszawie, jako Józef Goldberg. Był synem redaktora naczelnego dziennika "Hajnt", działacza syjonistycznego Abrahama Goldberga i Chany Różańskiej. W 1929 roku ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Prawdopodobnie już wtedy rozpoczął współpracę z NKWD. Aplikował przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. W 1936 roku, po zaliczeniu egzaminu adwokackiego, do wybuchu wojny prowadził samodzielną praktykę.

Komunistą był już w szkole. Działał w Organizacji Młodzieży Socjalistycznej (OMS) "Życie", Związku Młodzieży Komunistycznej (ZMK), Komunistycznej Partii Polski (KPP), gdzie pracował w Centralnym Biurze Żydowskim. Był również aktywnym działaczem organizacji żydowskich.

Po wybuchu wojny razem z towarzyszką życia Belą Frenkiel przedostał się do Kostopola, gdzie pracowali w NKWD. W 1940 roku został wezwany do Lwowa, do oddziału NKWD do spraw polskich, gdzie zajmował się polskimi jeńcami (oficer polityczno-wychowawczy, tłumacz). Słynął z donosicielstwa, również na towarzyszy-komunistów. Tak wszedł w łaski gen. NKWD Iwana Sierowa. 22 czerwca 1941 roku dobrowolnie wstąpił do Armii Czerwonej, ale został oddelegowany do zadań w NKWD. W czasie ewakuacji więzień brał udział w rozstrzeliwaniu osadzonych.

W lutym 1944 roku wstąpił do III Dywizji im. Romualda Traugutta, gdzie ukończył szkołę oficerów polityczno-wychowawczych i rozpoczął pracę jako politruk w redakcji pisma "Na Zachód", a następnie w redakcji gazety I Armii "Zwyciężymy". W kwietniu 1944 roku wraz z 3 Dywizją brał udział w walkach na Wołyniu, a w sierpniu na przyczółku warecko-magnuszewskim.

Gdy Armia Czerwona wkraczała na terytorium obecnej Polski, został przeniesiony z wojska do Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN w Lublinie. Od tego momentu aż do 5 marca 1954 roku służył w "polskiej" bezpiece. Wtedy też zaczął posługiwać się panieńskim nazwiskiem swej matki - Różański. Dyrektorem Departamentu Śledczego MBP, a zarazem pułkownikiem został 1 lipca 1947 roku. W latach 1949-1951 był dodatkowo lektorem KC PZPR z ramienia MBP. Wykłady o metodach śledztwa operacyjnego prowadził w Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie k. Warszawy.

 

Kat

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m. in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila". Mój ojciec, Tadeusz Płużański, kurier Witolda, usłyszał od Różańskiego w śledztwie na Rakowieckiej:

- My wiemy, że ty masz twardą d..., ale obok jest ktoś, z kogo wszystko wybijemy.

Te słowa tata zapamiętał do końca życia. W celi obok siedziała żona Stanisława, aresztowana w ramach odpowiedzialności rodzinnej. We wznowionych właśnie wspomnieniach "Z otchłani" ojciec przytacza pismo, jakie napisał w lipcu 1955 roku z więzienia we Wronkach do Rady Państwa PRL:

"W stosunku do żony mojej zastosowano system maltretowania, zalewania potokiem rynsztokowych wymysłów, deptania jej godności kobiecej. Szantażowano ją, że jeżeli nie podpisze wszystkiego, co podsuwają jej do podpisu, ja zostanę rozstrzelany. Była w ciąży. Spowodowano poronienie, które pociągnęło za sobą krwotoki (poronienie przeżyła w karcerze i nie udzielono jej żadnej pomocy lekarskiej). Doprowadzono ją do stanu krańcowego wyczerpania fizycznego i nerwowego, w którym traciła świadomość, bredziła, krzyczała, przerażona jakimiś zjawami".

Pod koniec blisko rocznego śledztwa Różański powiedział tacie:

"Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć".

Wyrok z dwóch paragrafów: szpiegostwo i próby zamachów na czołowe osobistości MBP ojciec usłyszał potem podczas pokazowego procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie w marcu 1948 roku, po czym karę śmierci na dożywocie zamienił mu Bolesław Bierut.

Dowódca taty, Witold Pilecki, 14 maja 1947 roku napisał do Różańskiego piękny, wierszowany list:

"Dlatego więc piszę niniejszą petycję, By sumą kar wszystkich - mnie tylko karano, Bo choćby mi przyszło postradać me życie - Tak wolę - niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę".

Prześladowca pozostał odporny na prośbę rotmistrza.

 

"Człowiek honoru"

Równie dramatyczna była historia Emilii Malessy "Marcysi" - kapitana AK, żołnierza II konspiracji niepodległościowej. Po aresztowaniu, w więzieniu przy ul. Rakowieckiej, ujawniła kierownictwo Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zrobiła tak - jak dziś wiemy - na rozkaz swoich dowódców: płk Jana Rzepeckiego i płk Antoniego Sanoccy. Płk Różański ręczył jej "oficerskim słowem honoru", że żadna z ujawnionych osób nie zostanie aresztowana i osądzona. Ober-ubek przekonywał: "Tylu już Polaków niepotrzebnie zginęło, trzeba z tym skończyć". Jeśli nie pójdzie na ugodę - argumentował dalej Różański - "będzie odpowiedzialna za mordownię". Różański oczywiście słowa nie dotrzymał, rozpoczynając aresztowania WiN-owców. Po latach twierdził, że jego honor ma swoją wagę, ale zwolnieniu aresztowanych kategorycznie sprzeciwił się Bierut, który - dodatkowo - zarzucił mu uleganie drobnomieszczańskim przesądom. Z kolei radziecki doradca MBP - płk NKWD Jurij Nikołaszkin zdziwił się ponoć:

- Co to znaczy, że ty dałeś słowo honoru? Jeśli dałeś, to znaczy ono było twoje, a jak było twoje, to możesz je odebrać.

Ruta Czaplińska, inna więźniarka Rakowieckiej, wspominała "Marcysię":

"Mimo, że w procesie dostała tylko dwa lata i była ułaskawiona przez Bieruta (mogła być natychmiast zwolniona), nie chciała opuścić więzienia. Cały czas była namawiana na wyjście z obietnicą zwolnienia pozostałych aresztowanych. Ale ona uparcie trwała przy swoim. Wyszła wreszcie parę miesięcy potem i swoją walkę prowadziła już na wolności, wierząc, że będzie mogła więcej osiągnąć. Prowadziła liczne pertraktacje z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, przypominając bezustannie o wszystkich przyrzeczeniach wypuszczenia na wolność ujawnionych osób, wymieniając wszystkich z nazwiska".

W kwietniu 1949 roku Malessa napisała list do Różańskiego:

"Po wyczerpaniu na przestrzeni trzech i pół lat wszystkich środków dla uzyskania zwolnienia pozostałych ujawnionych, donoszę Panu Pułkownikowi, że od 9 kwietnia podjęłam głodówkę (przechodnie na ul. Rakowieckiej widzieli ją skuloną pod więziennym murem) jako ostatni z mojej strony akt protestu przeciwko niedotrzymaniu umowy dotyczącej akcji ujawniania WiN i grupy 'Liceum'. Mając za sobą wypełnienie wszystkich obowiązków wobec mego kraju w okresie okupacji oraz w pierwszym okresie niepodległości przez dokonanie aktu ujawniania, mam niewątpliwie prawo oczekiwać od władz bezpieczeństwa, a w szczególności od Pana Pułkownika jako głównego inicjatora akcji ujawniania, decyzji, która zapobiegnie mojej śmierci i dalszemu więzieniu lojalnie ujawnionych wobec państwa ludzi".

Bezsilna, obarczona poczuciem winy, bojkotowana i odrzucona przez część środowiska byłych żołnierzy Armii Krajowej, które oskarżało ją o zdradę i "wsypanie" kolegów, 5 czerwca 1949 roku popełniła samobójstwo.

Miała 40 lat.

 

"Zabronione metody"

Różański osobiście z sadystyczną lubością znęcał się nad więźniami, stosując zestaw wymyślnych metod nacisku fizycznego, a przede wszystkim psychicznego. Czasem osobiście "pilotował" w sądzie nadzorowane przez siebie sprawy. Tak było podczas procesu biskupa Czesława Kaczmarka we wrześniu 1953 roku. Kiedy ordynariusz kielecki przestał czytać przygotowany mu przez "oficerów" śledczych maszynopis, czerwony ze wściekłości Różański wyszedł nagle z salki obok i upominał Kaczmarka:

"Ja już skułem mordy obrońcom i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie".

Kiedyś Różański postawił sprawę jasno: "obowiązkiem rady obrońców jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym. Sędziowie, chcąc stanąć po właściwej stronie tajnej policji politycznej, dzwonili do Różańskiego z pytaniem, jaki wyrok sugerowałby, będąc na ich miejscu. Różański odpowiadał lakonicznie: 'pięć... dziesięć lat... dożywocie... kara śmierci'".

Na fali propagandowej destalinizacji w listopadzie 1954 roku Józef Różański został aresztowany, a w 1955 roku skazany na 5 lat więzienia (na mocy amnestii zmniejszono mu karę do 3 lat i 4 miesięcy). W czasie drugiego procesu w 1957 roku skazany ostatecznie na 14 lat więzienia. Podczas obu procesów całkowicie pominięto jego odpowiedzialność za aresztowania i torturowanie członków polskiego podziemia niepodległościowego.

Oskarżony i skazany jedynie za stosowanie "niedozwolonych metod" wobec kilkudziesięciu członków PZPR (w latach 1948-1950 Różański kierował grupą rozpracowującą "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne"). Udowodniono mu "zabronione przez prawo metody w toku śledztw przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową, (…) bezpośredni udział w biciu przesłuchiwanych oraz stosowaniu innych niedozwolonych środków". Stwierdzono ponadto, że jego postępowanie "spowodowało demoralizację podległych mu oficerów śledczych, którzy widzieli w nim wzór do naśladowania".

Wyszedł na wolność w 1964 roku. Do przejścia na emeryturę w 1969 roku był urzędnikiem w Mennicy Państwowej w Warszawie. Zmarł w 1981 roku w wyniku choroby nowotworowej. Został pochowany na cmentarzu żydowskim, przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Starszy o dwa lata brat Jacka Różańskiego Jerzy Borejsza (również zmienił nazwisko) stalinizował po wojnie polską kulturę, przede wszystkim prasę i wydawnictwa. Aleksander Wat w "Moim wieku" pisał:

"Borejsza objął Ossolineum i trochę profesorów wysłał do mamra".


 

POLECANE
Opluł ołtarz i cisnął krzyżem. Policja opublikowała szokujące nagranie z ostatniej chwili
Opluł ołtarz i cisnął krzyżem. Policja opublikowała szokujące nagranie

W Białymstoku zatrzymano 33-latka, który opluł ołtarz i rzucił krzyżem w tabernakulum. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty, za które grozi mu poważna kara.

Żurek straci immunitet? Jest wniosek do Sądu Najwyższego z ostatniej chwili
Żurek straci immunitet? Jest wniosek do Sądu Najwyższego

Jest wniosek o uchylenie Prokuratorowi Generalnemu Waldemarowi Żurkowi – poinformował w środę rano mec. Bartosz Lewandowski. Stało się to po skierowaniu prywatnego aktu oskarżenia przeciwko Waldemarowi Żurkowi do Sądu Najwyższego.

Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć z ostatniej chwili
Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć

Ważący około 7 ton meteoryt przeleciał nad Ohio z prędkością ponad 72 tys. km/godz. i rozpadł się z potężnym hukiem. Nagrania ze zdarzenia obiegły sieć.

Dwutonowe bomby. Potężny atak w pobliżu cieśniny Ormuz z ostatniej chwili
Dwutonowe bomby. Potężny atak w pobliżu cieśniny Ormuz

Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że we wtorek amerykańskie siły przeprowadziły atak z wykorzystaniem dwutonowych bomb penetrujących na irańskie, podziemne składy pocisków przeciwokrętowych w pobliżu cieśniny Ormuz.

Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową z ostatniej chwili
Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową

„Moskwa rozszerza zakres wymiany informacji wywiadowczych i współpracy wojskowej z Iranem, dostarczając mu zdjęcia satelitarne i udoskonaloną technologię dronową” – napisał we wtorek dziennik „Wall Street Journal”. Ma to pomóc Teheranowi w atakowaniu amerykańskich sił na Bliskim Wschodzie.

USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP pilne
USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP

Jak poinformował portal dw.com, Amerykańskie Archiwum Narodowe udostępnia w sieci pełne kartoteki członków NSDAP. Tymczasem te same materiały w archiwach niemieckich nadal pozostają tajne, oficjalnie ze względu na ochronę danych.

Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców, apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD z ostatniej chwili
Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców, apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD

Jak poinformował brytyjski portal Daily Mail, Angela Merkel wywołała gniew w Niemczech po tym, jak apelowała do migrantów, aby głosowali przeciwko skrajnie prawicowej partii AfD.

„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy «s…synami»”. Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu z ostatniej chwili
„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy «s…synami»”. Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał na platformie X oświadczenie w związku z wyrokiem nakazującym mu przeproszenie reżyser Agnieszki Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazanie 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu”.

Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA? tylko u nas
Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA?

Apel prezydenta Donald Trump o wsparcie dla operacji w rejonie Cieśnina Ormuz spotkał się z chłodną reakcją Europy. W tle rośnie napięcie wokół konfliktu z Iran i pytania o przyszłość współpracy w ramach NATO oraz bezpieczeństwo energetyczne kontynentu.

Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej granicy” z ostatniej chwili
Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej granicy”

Polityk Suwerennej Polski i były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro musi przeprosić reżyserkę Agnieszkę Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazać 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu” - wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie.

REKLAMA

Tadeusz Płużański: Przedwojenny prawnik. Stalinowski morderca. Józef (Goldberg) Różański

22 czerwca 1941 roku, gdy Armia Czerwona - wobec nacierających Niemców - uciekała z terenów II Rzeczpospolitej zagarniętych przez ZSRS w 1939 roku, funkcjonariusze NKWD wymordowali w więzieniach tysiące Polaków, m. in. we Lwowie, w Łucku i Wilnie. Wśród mordujących był Józef Goldberg (późniejszy Jacek Różański).
Józef/ Jacek (Goldberg) Różański
Józef/ Jacek (Goldberg) Różański / Wikipedia domena publiczna

Co musisz wiedzieć?

  • Józef/ Jacek Różański urodził się jako Józef Goldberg
  • Przedwojenny, komunizujący prawnik stał się jednym z najgorszych katów stalinowskiego aparatu przemocy
  • Jego bratem był inny komunistyczny aparatczyk Jerzy Borejsza, który urodził się jako Beniamin Goldberg

 

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m. in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila". Pułkownik Jacek Różański (Józef Goldberg), pełniący funkcję dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchiwał także mojego ojca. Stosował wobec więźniów katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wymyślne tortury fizyczne i psychiczne. 

 

Ochotnik w NKWD

Urodził się w 1907 roku w Warszawie, jako Józef Goldberg. Był synem redaktora naczelnego dziennika "Hajnt", działacza syjonistycznego Abrahama Goldberga i Chany Różańskiej. W 1929 roku ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Prawdopodobnie już wtedy rozpoczął współpracę z NKWD. Aplikował przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. W 1936 roku, po zaliczeniu egzaminu adwokackiego, do wybuchu wojny prowadził samodzielną praktykę.

Komunistą był już w szkole. Działał w Organizacji Młodzieży Socjalistycznej (OMS) "Życie", Związku Młodzieży Komunistycznej (ZMK), Komunistycznej Partii Polski (KPP), gdzie pracował w Centralnym Biurze Żydowskim. Był również aktywnym działaczem organizacji żydowskich.

Po wybuchu wojny razem z towarzyszką życia Belą Frenkiel przedostał się do Kostopola, gdzie pracowali w NKWD. W 1940 roku został wezwany do Lwowa, do oddziału NKWD do spraw polskich, gdzie zajmował się polskimi jeńcami (oficer polityczno-wychowawczy, tłumacz). Słynął z donosicielstwa, również na towarzyszy-komunistów. Tak wszedł w łaski gen. NKWD Iwana Sierowa. 22 czerwca 1941 roku dobrowolnie wstąpił do Armii Czerwonej, ale został oddelegowany do zadań w NKWD. W czasie ewakuacji więzień brał udział w rozstrzeliwaniu osadzonych.

W lutym 1944 roku wstąpił do III Dywizji im. Romualda Traugutta, gdzie ukończył szkołę oficerów polityczno-wychowawczych i rozpoczął pracę jako politruk w redakcji pisma "Na Zachód", a następnie w redakcji gazety I Armii "Zwyciężymy". W kwietniu 1944 roku wraz z 3 Dywizją brał udział w walkach na Wołyniu, a w sierpniu na przyczółku warecko-magnuszewskim.

Gdy Armia Czerwona wkraczała na terytorium obecnej Polski, został przeniesiony z wojska do Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN w Lublinie. Od tego momentu aż do 5 marca 1954 roku służył w "polskiej" bezpiece. Wtedy też zaczął posługiwać się panieńskim nazwiskiem swej matki - Różański. Dyrektorem Departamentu Śledczego MBP, a zarazem pułkownikiem został 1 lipca 1947 roku. W latach 1949-1951 był dodatkowo lektorem KC PZPR z ramienia MBP. Wykłady o metodach śledztwa operacyjnego prowadził w Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie k. Warszawy.

 

Kat

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m. in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila". Mój ojciec, Tadeusz Płużański, kurier Witolda, usłyszał od Różańskiego w śledztwie na Rakowieckiej:

- My wiemy, że ty masz twardą d..., ale obok jest ktoś, z kogo wszystko wybijemy.

Te słowa tata zapamiętał do końca życia. W celi obok siedziała żona Stanisława, aresztowana w ramach odpowiedzialności rodzinnej. We wznowionych właśnie wspomnieniach "Z otchłani" ojciec przytacza pismo, jakie napisał w lipcu 1955 roku z więzienia we Wronkach do Rady Państwa PRL:

"W stosunku do żony mojej zastosowano system maltretowania, zalewania potokiem rynsztokowych wymysłów, deptania jej godności kobiecej. Szantażowano ją, że jeżeli nie podpisze wszystkiego, co podsuwają jej do podpisu, ja zostanę rozstrzelany. Była w ciąży. Spowodowano poronienie, które pociągnęło za sobą krwotoki (poronienie przeżyła w karcerze i nie udzielono jej żadnej pomocy lekarskiej). Doprowadzono ją do stanu krańcowego wyczerpania fizycznego i nerwowego, w którym traciła świadomość, bredziła, krzyczała, przerażona jakimiś zjawami".

Pod koniec blisko rocznego śledztwa Różański powiedział tacie:

"Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć".

Wyrok z dwóch paragrafów: szpiegostwo i próby zamachów na czołowe osobistości MBP ojciec usłyszał potem podczas pokazowego procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie w marcu 1948 roku, po czym karę śmierci na dożywocie zamienił mu Bolesław Bierut.

Dowódca taty, Witold Pilecki, 14 maja 1947 roku napisał do Różańskiego piękny, wierszowany list:

"Dlatego więc piszę niniejszą petycję, By sumą kar wszystkich - mnie tylko karano, Bo choćby mi przyszło postradać me życie - Tak wolę - niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę".

Prześladowca pozostał odporny na prośbę rotmistrza.

 

"Człowiek honoru"

Równie dramatyczna była historia Emilii Malessy "Marcysi" - kapitana AK, żołnierza II konspiracji niepodległościowej. Po aresztowaniu, w więzieniu przy ul. Rakowieckiej, ujawniła kierownictwo Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zrobiła tak - jak dziś wiemy - na rozkaz swoich dowódców: płk Jana Rzepeckiego i płk Antoniego Sanoccy. Płk Różański ręczył jej "oficerskim słowem honoru", że żadna z ujawnionych osób nie zostanie aresztowana i osądzona. Ober-ubek przekonywał: "Tylu już Polaków niepotrzebnie zginęło, trzeba z tym skończyć". Jeśli nie pójdzie na ugodę - argumentował dalej Różański - "będzie odpowiedzialna za mordownię". Różański oczywiście słowa nie dotrzymał, rozpoczynając aresztowania WiN-owców. Po latach twierdził, że jego honor ma swoją wagę, ale zwolnieniu aresztowanych kategorycznie sprzeciwił się Bierut, który - dodatkowo - zarzucił mu uleganie drobnomieszczańskim przesądom. Z kolei radziecki doradca MBP - płk NKWD Jurij Nikołaszkin zdziwił się ponoć:

- Co to znaczy, że ty dałeś słowo honoru? Jeśli dałeś, to znaczy ono było twoje, a jak było twoje, to możesz je odebrać.

Ruta Czaplińska, inna więźniarka Rakowieckiej, wspominała "Marcysię":

"Mimo, że w procesie dostała tylko dwa lata i była ułaskawiona przez Bieruta (mogła być natychmiast zwolniona), nie chciała opuścić więzienia. Cały czas była namawiana na wyjście z obietnicą zwolnienia pozostałych aresztowanych. Ale ona uparcie trwała przy swoim. Wyszła wreszcie parę miesięcy potem i swoją walkę prowadziła już na wolności, wierząc, że będzie mogła więcej osiągnąć. Prowadziła liczne pertraktacje z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, przypominając bezustannie o wszystkich przyrzeczeniach wypuszczenia na wolność ujawnionych osób, wymieniając wszystkich z nazwiska".

W kwietniu 1949 roku Malessa napisała list do Różańskiego:

"Po wyczerpaniu na przestrzeni trzech i pół lat wszystkich środków dla uzyskania zwolnienia pozostałych ujawnionych, donoszę Panu Pułkownikowi, że od 9 kwietnia podjęłam głodówkę (przechodnie na ul. Rakowieckiej widzieli ją skuloną pod więziennym murem) jako ostatni z mojej strony akt protestu przeciwko niedotrzymaniu umowy dotyczącej akcji ujawniania WiN i grupy 'Liceum'. Mając za sobą wypełnienie wszystkich obowiązków wobec mego kraju w okresie okupacji oraz w pierwszym okresie niepodległości przez dokonanie aktu ujawniania, mam niewątpliwie prawo oczekiwać od władz bezpieczeństwa, a w szczególności od Pana Pułkownika jako głównego inicjatora akcji ujawniania, decyzji, która zapobiegnie mojej śmierci i dalszemu więzieniu lojalnie ujawnionych wobec państwa ludzi".

Bezsilna, obarczona poczuciem winy, bojkotowana i odrzucona przez część środowiska byłych żołnierzy Armii Krajowej, które oskarżało ją o zdradę i "wsypanie" kolegów, 5 czerwca 1949 roku popełniła samobójstwo.

Miała 40 lat.

 

"Zabronione metody"

Różański osobiście z sadystyczną lubością znęcał się nad więźniami, stosując zestaw wymyślnych metod nacisku fizycznego, a przede wszystkim psychicznego. Czasem osobiście "pilotował" w sądzie nadzorowane przez siebie sprawy. Tak było podczas procesu biskupa Czesława Kaczmarka we wrześniu 1953 roku. Kiedy ordynariusz kielecki przestał czytać przygotowany mu przez "oficerów" śledczych maszynopis, czerwony ze wściekłości Różański wyszedł nagle z salki obok i upominał Kaczmarka:

"Ja już skułem mordy obrońcom i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie".

Kiedyś Różański postawił sprawę jasno: "obowiązkiem rady obrońców jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym. Sędziowie, chcąc stanąć po właściwej stronie tajnej policji politycznej, dzwonili do Różańskiego z pytaniem, jaki wyrok sugerowałby, będąc na ich miejscu. Różański odpowiadał lakonicznie: 'pięć... dziesięć lat... dożywocie... kara śmierci'".

Na fali propagandowej destalinizacji w listopadzie 1954 roku Józef Różański został aresztowany, a w 1955 roku skazany na 5 lat więzienia (na mocy amnestii zmniejszono mu karę do 3 lat i 4 miesięcy). W czasie drugiego procesu w 1957 roku skazany ostatecznie na 14 lat więzienia. Podczas obu procesów całkowicie pominięto jego odpowiedzialność za aresztowania i torturowanie członków polskiego podziemia niepodległościowego.

Oskarżony i skazany jedynie za stosowanie "niedozwolonych metod" wobec kilkudziesięciu członków PZPR (w latach 1948-1950 Różański kierował grupą rozpracowującą "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne"). Udowodniono mu "zabronione przez prawo metody w toku śledztw przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową, (…) bezpośredni udział w biciu przesłuchiwanych oraz stosowaniu innych niedozwolonych środków". Stwierdzono ponadto, że jego postępowanie "spowodowało demoralizację podległych mu oficerów śledczych, którzy widzieli w nim wzór do naśladowania".

Wyszedł na wolność w 1964 roku. Do przejścia na emeryturę w 1969 roku był urzędnikiem w Mennicy Państwowej w Warszawie. Zmarł w 1981 roku w wyniku choroby nowotworowej. Został pochowany na cmentarzu żydowskim, przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Starszy o dwa lata brat Jacka Różańskiego Jerzy Borejsza (również zmienił nazwisko) stalinizował po wojnie polską kulturę, przede wszystkim prasę i wydawnictwa. Aleksander Wat w "Moim wieku" pisał:

"Borejsza objął Ossolineum i trochę profesorów wysłał do mamra".



 

Polecane