I Transport [Polaków] do Auschwitz: kpt. Tadeusz Paulone ps. "Lisowski" nr. obozowy 329 Część II
![I Transport [Polaków] do Auschwitz: kpt. Tadeusz Paulone ps. "Lisowski" nr. obozowy 329 Część II](https://www.tysol.pl/imgcache/750x530/c//zdj/zdjecie/43579.jpg)
Służąc w Cieszynie, w roku 1936 poznał panienkę o nazwisku Roma Sygnarska. Była to córka nauczycieli mieszkających pod Dębicą. Do gimnazjum chodziła w Cieszynie. Miłość była głęboka i wzajemna.
Oto co pisze o tym sama Roma Sygnarska w liście do matki Tadeusza:
„Chodziłam wówczas do ósmej klasy gimnazjalnej w Cieszynie, gdy w lutym 1936 roku poznałam Pani syna. Nie mogłam go nie pokochać – Miał coś czarującego w obejściu (...) a poza tym był człowiekiem nadzwyczaj uczciwym, bardzo dobrym i uczynnym, o prawym charakterze (...) Był ceniony w wojsku przez przełożonych (...) przepowiadano mu świetną karierę. Dosyć na tym, że nie widziałam poza nim świata.
Nie wiem dlaczego pokochał mnie i on (...) pewnie wiedział, że jestem mu oddana i bardzo go kocham, bo było przecież mnóstwo kobiet ładniejszych i bardziej wartościowych ode mnie, które chętnie nazwałyby go „swym”.
Niestety, ja jestem biedna, a aby wyjść za mąż za wojskowego, który nie był kapitanem, trzeba było złożyć parę ładnych tysięcy w ministerstwie. Tak więc czekaliśmy: ja koło Dębicy, u moich rodziców, on w Cieszynie. Od czasu do czasu przyjeżdżał do mnie, a gdy ja miałam więcej wolnego czasu niż on, to z kolei ja jeździłam do Cieszyna. (...) Ale nie doczekałam się na ślub. Wybuchła wojna...”
Piękna to miłość i warta opisu – szkoda tylko, że nie doszło do szczęśliwego finału, jak to bywa w romansach lub bajkach. Widmo wojny było natomiast realne.
W połowie roku 1939 nastąpiły nominacje oficerskie. Jan Homa, wujek Tadeusza – na stopień majora, zaś Tadeusz - na stopień kapitana. Radość, gdyż teraz – jako kapitan – będzie mógł zawrzeć związek małżeński z ukochaną Romą. Radość jednak przedwczesna. Dnia 1 września Tadeusz, jako dowódca zwiadu konnego 4 PSP w Cieszynie, wyrusza na front.
Niestety, nie znamy jego udziału w kampanii wrześniowej. Przeżył ją jednak zdrowo, bez odniesienia ran. Uniknął niewoli. Natomiast jego wujek – Jan Homa – poległ na polu walki. O dalszych losach Tadeusza dowiadujemy się nieco dzięki temu samemu listowi Romy, który cytowaliśmy powyżej. Czytamy w nim:
„10 września 1939 roku przyszedł do nas Tadzio zarośnięty (...) z dwoma kolegami w pełnym uzbrojeniu. (Niemcy byli tu już od trzech dni). (...) Przebraliśmy ich w cywilne ubrania i tego samego wieczoru wywiozłam ich do znajomego leśniczego. Tam odpoczęli dwa dni i już w cywilu, ale z bronią w ręku (co groziło śmiercią) poszli za wojskiem, aby dołączyć do oddziałów”.
Z tych zdań wynika, że oddział Tadeusza został rozbity, a jemu i jego kolegom udało się wymknąć i uniknąć niewoli. Po odpoczynku udali się w kierunku frontu, by kontynuować walkę. To jednak im się nie udało i wkrótce – jak pisze dalej pani Roma w swym obszernym liście: „Dokładnie po tygodniu wrócił do nas Tadzio. Rosjanie wkroczyli i nie było sensu iść dalej. Siedział u nas trzy tygodnie.”
Te trzy tygodnie to okres przygotowania do dalszego życia. Wraz z panną Romą snuli plany na przyszłość. Ponieważ w szkole, w której uczyli rodzice Romy, kwaterowało wojsko, zaś Tadeusz nie miał żadnych cywilnych dokumentów, pobyt w tej miejscowości stawał się niebezpieczny. Postanowiono więc, że wróci do Tymbarku, gdzie w sposobnym czasie zawrą związek małżeński. W Tymbarku, ze względów bezpieczeństwa, nie zamieszkał u ciotki, lecz w tzw. „Starym Dworze”, u administratora miejscowych dóbr ziemskich, Mariana Prekla. Wcześniej jeszcze – z tych samych powodów – przez krótki czas ukrywał się na terenie Rabki, w willi inż. Antoniego Grochowolskiego. Mieszkając tam nawiązał kontakt z majorem Franciszkiem Galicą, szefem tworzącego się na tamtejszym terenie podziemia.
W Tymbarku zjawił się pod koniec października i został zatrudniony (fikcyjnie) przez dziedziczkę tutejszych dóbr ziemskich, Zofię Turską na stanowisku gajowego lasów pod Mogielicą. To daje mu dużą możliwość kontaktowania się z innymi oficerami WP, z którymi rozpoczyna organizować w terenie tajne komórki ruchu oporu.
W pierwszych dniach stycznia 1940 r., dzięki pracownikom Urzędu Gminy w Tymbarku,
a szczególnie Michałowi Macko, Tadeusz Paulone otrzymuje nowe dokumenty na nazwisko „Tadeusz Lisowski, urodzony w miejscowości Krzywczyce koło Lwowa, dnia 23 lipca 1909 roku.” Pod takim też nazwiskiem Podhalańska Spółdzielnia Owocarska w Tymbarku wydała mu dokument (również fikcyjny), że jest zatrudniony w tej placówce jako zbieracz ziół i runa leśnego, co dawało mu możność stosunkowo swobodnego poruszania się w terenie.
6 stycznia 1940 r., w domu Stanisława Pyrcia w Tymbarku zorganizowano pierwszą formalną komórkę konspiracyjną, pod przewodnictwem kpt. Tadeusza Paulone. W jej skład weszli:
- kpt. Tadeusz Paulone – ps. „Lisowski”
- por. Szymon Pyrć – ps. „Jaskółka”
- Władysław Duchnik – ps. „Duchniewski”
- Józef Kulpa - ps. „Owoc”
- Andrzej Kruczyński – ps. „Horodenko”
- Michał Macko - ps. „Ryszard”
- Adam Niesiołowski - ps. „Gawin”
- Franciszek Sojka - ps.„Kajos”
- Antoni Surdziel - ps. „Dzik”
- Jan Zapała - ps. „Osa”
- bracia Kołowscy.
Wszyscy złożyli przysięgę na krzyż, według tekstu:
„Wobec Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty krzyż – znak nadziei i zbawienia – i przysięgam być wiernym Rzeczypospolitej, stać na straży Jej honoru i Jej wyzwolenia. Walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary samego życia.
Przysięgam – Prezydentowi Rzeczypospolitej oraz Naczelnemu Wodzowi i jego rozkazom oraz wyznaczonemu Komendantowi będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg!”
Dokonanie tego aktu potwierdzili wszyscy swymi podpisami na tylnej stronie jednego z obrazów religijnych, znajdujących się w mieszkaniu Stanisława Pyrcia.
Tak rozpoczęła się oficjalna działalność Ruchu Podziemia na Tymbarskiej Ziemi. Oczywiście, działalność ta miała miejsce już wcześniej. Przecież już 11 grudnia 1939 r. we dworze Zofii Turskiej major Szyćko, ps. Wiktor”, wraz z porucznikiem Janem Cieślakiem, ps. „Maciej” przyjęli przysięgę od rodziny Zofii Turskiej i niektórych pracowników jej dworu. Było to jednak działanie nieoficjalne. Natomiast od dnia 6 stycznia, po złożeniu przysięgi w domu Pyrcia, działalność ta stała się już oficjalną.
Kapitan Paulone działał bardzo aktywnie, jednakże był żołnierzem „z krwi i kości” i dlatego praca konspiracyjna nie dawała mu zadowolenia. On pragnął walczyć jak przystoi na żołnierza – otwarcie, z bronią w ręku. Postanawia więc przedrzeć się przez kordon graniczny i dotrzeć do tworzącej się Armii Polskiej na Zachodzie, której organizatorem i naczelnym wodzem był gen. Władysław Sikorski Rozpoczyna więc odpowiednie przygotowania – rozpoznanie terenu i możliwości przekroczenia granicy. W lutym robi już osobiste przygotowanie do wymarszu..
Znów pojawia się u ciotki Kapturkiewiczowej, która pomaga mu w skompletowaniu ekwipunku. W daszek czapki wszywa prawdziwe jego dokumenty. Fałszywe natomiast mają mu służyć jedynie „na wszelki wypadek” – w czasie przekraczania granicy.
Wreszcie nastąpiła najcięższa chwila dla Tadeusza i jego najbliższych – chwila pożegnania. Było to pożegnanie bardzo czułe, a zarazem bardzo bolesne – wszyscy bowiem podświadomie przeczuwają, że jest to ich ostatnie już spotkanie. Ciotka, ze łzami w oczach, błogosławiąc go na drogę, czyni znak krzyża świętego na czole i szepce modlitewne błaganie o szczęśliwą drogę, gorąco całuje jego czoło. Tadeusz równie gorąco całuje ręce cioci, dziękując za wszelkie dobro, jakie mu wyświadczyła w życiu i przeprasza za wszystkie kłopoty, jakie jej sprawił swoją obecnością i prosi o pamięć w modlitwie. Ciotka wręcza mu jeszcze specjalny kawałek chleba, tzw. „ułomek”, aby mu nigdy chleba nie brakowało (taki jest bowiem zwyczaj w tej okolicy). Tadeusz ruszył w świat – „w nieznane”.
Przerzut został ustalony przez granicę w Szczawnicy – w marcu. Tam też zameldował się – w określonym miejscu i ustalonym terminie. Początek wyprawy odbył się bez żadnych przeszkód. Dalej jednak los mu nie sprzyjał. Ledwie zdążył przekroczyć granicę w Szczawnicy i wszedł na teren Słowacji, zatrzymany został przez tamtejszą, współpracującą z Niemcami, policję. Natychmiast powiadomiono placówkę gestapo w Nowym Sączu i wkrótce (w Muszynie) nastąpiło przekazanie Tadeusza przez policję słowacką funkcjonariuszom gestapo. Ci przewieźli go do swej siedziby w Nowym Sączu, gdzie przez pewien czas był przesłuchiwany i torturowany. Tadeusz był jednak odporny. Mimo różnych metod tortur i upokorzeń nie uległ, nie zdradził nikogo i nie ujawnił powiązań organizacyjnych. Śledztwo spełzło na niczym, podjęto więc decyzję przewiezienia go do Tarnowa, gdzie osadzono go w więzieniu i nadal prowadzono śledztwo. Jednakże i tu nie załamał się i nie zdradził nikogo. Uznano go jednak za osobę niebezpieczną i wysłano do nowopowstałego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Otrzymał tam numer 329. Był tam jednym z pierwszych więźniów i jednym z pierwszych działaczy konspiracyjnych walczących o wolność Ojczyzny.
Stanisław Wcisło
c.d.n.