[Tylko u nas] Marek Budzisz: Scenariusz moskiewski dla Białorusi. Rosja próbuje obalić Łukaszenkę?

Wiktar Babaryka, jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich na Białorusi, przy czym powszechnie uchodzący za takiego „gracza wagi ciężkiej”, który może zagrozić Aleksandrowi Łukaszence, udzielił wywiadu rosyjskiemu dziennikowi Kommersant. Wywiad jest ważny z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze warto zwrócić uwagę na to, co powiedział w kwestiach geostrategicznej orientacji swego kraju, jeśliby wygrał wybory. Otóż, jego zdaniem, najlepszą opcją dla Białorusi byłaby neutralizacja kraju. Choć, jak zaznaczył od razu z obecnością jego ojczyzny w zbudowanym przez Rosję bloku wojskowym ODKB wiąże się wiele umów, których nie można ot tak sobie rozwiązać. Dlatego też „może nie wystarczy jednej albo dwóch kadencji”, aby doprowadzić do uzyskania przez Białoruś statusu państwa neutralnego na wzór Szwajcarii. Warto przy okazji zaznaczyć, że prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon, też mówi o tym, że jego kraj winien być neutralny, co nie przeszkadza jego dążeniu do zacieśniania współpracy z Rosją.
/ screen YouTube Ruptly
Pytany o integrację gospodarczą z Rosją i ewentualną współpracę z Unią Europejską również udzielił dość ezopowych odpowiedzi. Integracja z Rosją nie powinna, w jego opinii, prowadzić do utraty suwerenności, a w interesie gospodarki kraju jest to, aby związki zostały utrzymane. Jeśli natomiast idzie o Unię Europejską, to w jego opinii Białoruś zawsze była „krajem pogranicza” i z takiego usytuowania czerpała korzyści, czego nie należy zmienić. Doprecyzował też, co jest drugą istotną informacją zawartą w wywiadzie, że nie kierował bankiem będącym spółką–córką Gazpromu na Białorusi, ale takim w którym rosyjski gigant gazowy miał większościowy pakiet akcji. A to, w jego opinii, nie to samo, bo bank nie wchodził nawet do grupy kapitałowej Gazpromu. Jest to niewątpliwa polemika z Aleksandrem Łukaszenką, który powiedział w ubiegły piątek w trakcie spotkania z załogą fabryki ciągników, że Babaryka kierował rosyjską spółką i za zagraniczne pieniądze robi kampanię. Wypowiedź byłego bankiera jest istotna nie dlatego, że poczyniona przez niego dystynkcja coś wnosi, ale stanowi świadectwo tego, że dla białoruskiej opinii publicznej utrzymanie niezależności, również wobec Rosji, jest istotnym czynnikiem politycznym.

W wywiadzie o nadmierną uległość wobec Moskwy Babaryka oskarżył właśnie Łukaszenkę, który prowadził, jak się wyraził, tajne rokowania z Moskwą, jego ekipa przygotowywała jakieś „karty drogowe”, których nikt na oczy nie widział. Sugestia jest dość czytelna, tym bardziej, że jak się wyraził pretendent w wyborach prezydenckich „gospodarka Białorusi jest w stanie agonalnym” a jeśli przystępuje się do wojowania to warto najpierw sprawdzić czy dysponuje się amunicją. Bo wygląda na to, że w starciu z Rosją Białorusi brak amunicji i wszystko sprowadza się do czczych pogróżek i deklaracji bez pokrycia. Innymi słowy Mińsk nie może sobie pozwolić na rozluźnienie związków gospodarczych z Rosją i to jest raczej kwestia pragmatyczna, a nie ideologiczna. Alternatywą, tak by wynikało z tego co powiedział Babaryka, polityki gospodarczego uniezależniania się od Rosji jest nędza. I wreszcie powiedział nieco na temat swych przygotowań wyborczych. Otóż jego zdaniem, białoruskie ustawodawstwo w tej materii pisane było już kilkanaście lat temu i obiektywnie rzecz biorąc jest dziś przestarzałe, bo nie uwzględnia rozwoju techniki, zwłaszcza mediów społecznościowych, a przy ich użyciu on prowadzi i będzie prowadził swoją kampanię. To oczywiście część wizerunku – nowoczesny Babaryka, kontra przaśny Łukaszenka, ale nie tylko. Inspiracje ubiegłorocznej kampanii na Ukrainie są w tym wypadku ewidentne i nie wykluczone, że mamy do czynienia z próbą przeniesienia ukraińskiego fenomenu, oczywiście w zmodyfikowanej postaci, na Białoruś. Kandydat Babaryka dodał również, że jego zdaniem sztab, któremu już udało się zgromadzić wymaganą liczbę podpisów (100 tys.) na tyle dobrze zbudował narzędzia ich weryfikacji, że nie będzie możliwa dyskwalifikacja dużej liczby zebranych podpisów. Dowodem na to, ma być, jego zdaniem to, że z liczącego niemal 10 tys. osób jego komitetu wyborczego władze były w stanie wykreślić jedynie dwie osoby. Podobne techniki, jak zapowiedział, choć nie rozwinął tego wątku, będą zastosowane w dniu głosowania po to, aby nie dopuścić do fałszerstw na większą skalę. Te zaś, zdaniem Wiktara Babaryki, nawet w takim kraju jak Białoruś, są możliwe, ale tylko do pewnego stopnia. W czasie poprzednich wyborów, właściwie nikt nie kwestionował faktu, że Łukaszenka zdobył większość głosów, jedynie wątpiono czy było to 80 %. Podobnie i teraz, można przekształcić 50 % w osiemdziesięciu-procentową  większość, ale nie można sprawić, że 10 % poparcia zamieni się w zwycięstwo. Otóż Łukaszenka jest w stanie sfałszować wybory, ale cały kraj będzie wiedział, że nie ma legitymacji aby rządzić, a przynajmniej nie jest nią wola wyborców. W opinii białoruskich politologów jest też mało prawdopodobne, choć nie wykluczone, że Łukaszenka nie zarejestruje swego konkurenta. Tylko, że tego rodzaju posunięcie po pierwsze pokazuje, że boi się stanąć do wyborów, a po drugie pozbawia go legitymacji, a przynajmniej jej części już przed wyborami. Tak czy owak wyjdzie z tego starcia osłabionym.

Co ciekawe, zdaniem Arsenija Sivitskiego z mińskiego Centrum Studiów Strategicznych i Polityki Zagranicznej na taki cel, czyli osłabienie legitymacji Łukaszenki, obliczona jest obecna polityka Kremla. Przy czym w swej pisanej na początku maja opinii zwraca on uwagę na czynniki, które w Polsce nie zostały dostrzeżone. Otóż na początku maja miała miejsce rozmowa telefoniczna Łukaszenki i Putina, której sens sprowadzał się do podjętej przez Putina próby odwiedzenia białoruskiego przywódcy od pomysłu zorganizowania uroczystej parady wojskowej w Mińsku w dniu 9 maja. Jak wiadomo, próba ta zakończyła się ona z punktu widzenia Moskwy fiaskiem, parada się odbyła. Ale jak niedawno powiedział w eterze rozgłośni radia Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow redaktor naczelny stacji i człowiek niewątpliwie dobrze poinformowany o stanie nastrojów na Kremlu jej wynikiem było to, że w Moskwie zapadła decyzja o tym aby wyeliminować Łukaszenkę, którego decyzja została odczytana jako rzucenie wyzwania Rosji i Putinowi oraz próba pokazania, że prezydent Rosji jest człowiekiem słabym, obawiającym się pandemii. Przesłanie, które popłynęło z Mińska do Rosji było czytelne – słaby Putin siedzi w bunkrze bojąc się wymyślonego wirusa, a Łukaszenka w tym czasie stoi na trybunie czcząc pamięć zwycięzców w II wojnie światowej. Jeśli przypomnimy sobie, że moskiewskie obchody 9 maja miały być kluczową datą zarówno w międzynarodowej, jak i wewnętrznej strategii Putina, to łatwo zrozumieć co oznacza tak demonstracyjne postępowanie Mińska. Tym bardziej, że Łukaszenka zaprosił liderów państw „przestrzeni postsowieckiej” co musiało być odebrane jako próba rzucenia wyzwania Kremlowi na najbardziej wrażliwym dla niego polu. To wkrótce potem, jak przypomina Sivitski rozpoczęła się „covidowa” wojna między Rosją a Białorusią polegająca m.in. na wyrzuceniu z Białorusi korespondenta rosyjskiej telewizji, który nakręcił reportaż ze Stołpców o tym jak Białoruś nie radzi sobie z pandemią.

Walerij Kostka, były pułkownik KGB, który na prośbę redakcji Białoruskiej Prawdy przeanalizował scenariusze wyborcze powiedział, że jego zdaniem z 15 komitetów wyborczych, 13 działa zgodnie ze „scenariuszem Mińska” a trzy realizuje „plan Moskwy”. Te trzy „moskiewskie” komitety wyborcze to oczywiście Wiktara Babaryki, Walerija Cepkało oraz żony blogera Siarhieja Cichanuskiego, Swietłany. Co ciekawe podobny punkt widzenia na swojej stronie na Facebooku prezentuje inny z analityków Centrum Studiów Strategicznych i Polityki Zagranicznej Jurij Tsarik. W swym dzisiejszym poście pisze on, że cała trójka to „kandydaci Moskwy” których celem jest rozchwianie sytuacji na Białorusi, osłabienie władzy a niewykluczone, że dezorganizacja funkcjonowania kraju. Jego zdaniem dopuszczenie do tego co już się zaczęło, co ciekawe takiego samego zdania jest Kostka, to błąd służb, a przynajmniej białoruskich, pro-państwych ośrodków analitycznych, do którego ośrodek z którym jest związany też zresztą się zalicza. Ten błąd jego zdaniem wykorzystała Moskwa, której długofalowym celem jest likwidacja geostrategicznej niezależności Mińska. Przy czym prognoza, którą formułuje jest niezwykle pesymistyczna. Na Białorusi nie narodzi się pokojowy pro-rosyjski reformator na kształt prezydenta Mirzijewa w Uzbekistanie. Łukaszenka nie odda łatwo władzy, a nawet jeśli to się stanie „to musimy przygotować się na represje, krew i wewnętrzne wstrząsy”. Wszystko to, jego zdaniem, i tak skończy się wkroczeniem wojsk rosyjskich i „jeśli Białoruś nie przeistoczy się w upadłe państwo w tej czy innej postaci, okupowane przez rosyjskie wojska na wzór Abchazji, to będziemy mogli mówić o cudzie.”

Marek Budzisz

 

POLECANE
Tragiczny wypadek z bronią. 2-letnia dziewczynka w szpitalu z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek z bronią. 2-letnia dziewczynka w szpitalu

W jednym z mieszkań w gminie Pasym (woj. warmińsko-mazurski) doszło prawdopodobnie do niekontrolowanego strzału z broni myśliwskiej, wskutek czego około dwuletnia dziewczynka została zraniona w stopę - podała w niedzielę policja.

Ten serial zabierze widzów w niesamowitą podróż. Odcinki już dostępne Wiadomości
Ten serial zabierze widzów w niesamowitą podróż. Odcinki już dostępne

Nowy serial dokumentalny z Willem Smithem to prawdziwa gratka dla fanów przygód. Produkcja zatytułowana „Will Smith: Wielka wyprawa” pokazuje aktora podczas 100-dniowego wyzwania inspirowanego słowami jego zmarłego mentora i poszukiwania odpowiedzi na wiele ważnych pytań.

Bez medalu dla Polski w Oberstdorfie. Triumf Japończyków Wiadomości
Bez medalu dla Polski w Oberstdorfie. Triumf Japończyków

Polacy zajęli ósme miejsce w drużynowym konkursie mistrzostw świata w lotach narciarskich w niemieckim Oberstdorfie. Złote medale zdobyli Japończycy. Srebro wywalczyli Austriacy, a brąz - Norwegowie. Słoweńcy byli na szóstej pozycji, gdyż Domen Prevc nie oddał pierwszego skoku.

Nie żyje 26-letnia influencerka. Ta wiadomość wstrząsnęła fanami Wiadomości
Nie żyje 26-letnia influencerka. Ta wiadomość wstrząsnęła fanami

Świat obiegła tragiczna wiadomość o śmierci Luli Lahfah, 26-letniej influencerki z Indonezji. Jej ciało znaleziono w apartamentowcu w prestiżowej dzielnicy Dharmawangsa w południowej Dżakarcie wieczorem 23 stycznia 2026 roku. Jak poinformowała lokalna policja, funkcjonariusze współpracują z rodziną, by ustalić dokładne okoliczności tragedii.

Czołowe zderzenie pod Grudziądzem. Są ranni, w tym troje dzieci z ostatniej chwili
Czołowe zderzenie pod Grudziądzem. Są ranni, w tym troje dzieci

Media obiegła informacja o tragicznym wypadku, do którego doszło w miejscowości Kłódka koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Droga jest zablokowana.

Prezydent: Polska, Litwa i Ukraina mierzą się z tym samym problemem Wiadomości
Prezydent: Polska, Litwa i Ukraina mierzą się z tym samym problemem

Niezależnie od ustroju jaki panuje w Rosji, to jest ona wciąż zagrożeniem dla regionu Europy Środkowej i Europy Wschodniej - podkreślił w niedzielę w Wilnie prezydent Karol Nawrocki podczas konferencji z przywódcami Litwy i Ukrainy.

Warszawskie zoo ma nowego mieszkańca Wiadomości
Warszawskie zoo ma nowego mieszkańca

Warszawskie zoo może pochwalić się nowym, wyjątkowym mieszkańcem. Półtora tygodnia temu na świat przyszedł tam kanczyl jawajski - niewielkie i bardzo rzadkie zwierzę pochodzące z Azji.

Erika Steinbach znów domaga się od Polski odszkodowań: To gigantyczny dług do spłacenia z ostatniej chwili
Erika Steinbach znów domaga się od Polski odszkodowań: To gigantyczny dług do spłacenia

Po tym, jak jeden z wiceszefów Alternatywy dla Niemiec (AfD) Kay Gottschalk zasugerował na platformie X, że Polska powinna zapłacić Niemcom 1,3 bln euro „odszkodowania” za rzekomy współudział w sabotażu Nord Stream, była szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych powróciła z tematem odszkodowań za „wypędzenia” Niemców z tzw. Ziem Odzyskanych.

Nowy rozdział w astronomii. Ruszył gigantyczny projekt w Chile Wiadomości
Nowy rozdział w astronomii. Ruszył gigantyczny projekt w Chile

W sercu pustyni Atakama w Chile rusza budowa CTAO - nowoczesnego obserwatorium, które pozwoli zgłębiać promieniowanie gamma i odkrywać największe tajemnice Wszechświata.

Polacy na podium Pucharu Świata w Inzell Wiadomości
Polacy na podium Pucharu Świata w Inzell

Panczenista Damian Żurek powtórzył osiągnięcie z piątku i wygrał rywalizację Pucharu Świata w Inzell na 500 m. Polak czasem 34,06 ustanowił rekord toru, wyprzedził o 0,06 s Amerykanina Jordana Stolza. Trzeci był Marek Kania, który stracił 0,23 s.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Scenariusz moskiewski dla Białorusi. Rosja próbuje obalić Łukaszenkę?

Wiktar Babaryka, jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich na Białorusi, przy czym powszechnie uchodzący za takiego „gracza wagi ciężkiej”, który może zagrozić Aleksandrowi Łukaszence, udzielił wywiadu rosyjskiemu dziennikowi Kommersant. Wywiad jest ważny z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze warto zwrócić uwagę na to, co powiedział w kwestiach geostrategicznej orientacji swego kraju, jeśliby wygrał wybory. Otóż, jego zdaniem, najlepszą opcją dla Białorusi byłaby neutralizacja kraju. Choć, jak zaznaczył od razu z obecnością jego ojczyzny w zbudowanym przez Rosję bloku wojskowym ODKB wiąże się wiele umów, których nie można ot tak sobie rozwiązać. Dlatego też „może nie wystarczy jednej albo dwóch kadencji”, aby doprowadzić do uzyskania przez Białoruś statusu państwa neutralnego na wzór Szwajcarii. Warto przy okazji zaznaczyć, że prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon, też mówi o tym, że jego kraj winien być neutralny, co nie przeszkadza jego dążeniu do zacieśniania współpracy z Rosją.
/ screen YouTube Ruptly
Pytany o integrację gospodarczą z Rosją i ewentualną współpracę z Unią Europejską również udzielił dość ezopowych odpowiedzi. Integracja z Rosją nie powinna, w jego opinii, prowadzić do utraty suwerenności, a w interesie gospodarki kraju jest to, aby związki zostały utrzymane. Jeśli natomiast idzie o Unię Europejską, to w jego opinii Białoruś zawsze była „krajem pogranicza” i z takiego usytuowania czerpała korzyści, czego nie należy zmienić. Doprecyzował też, co jest drugą istotną informacją zawartą w wywiadzie, że nie kierował bankiem będącym spółką–córką Gazpromu na Białorusi, ale takim w którym rosyjski gigant gazowy miał większościowy pakiet akcji. A to, w jego opinii, nie to samo, bo bank nie wchodził nawet do grupy kapitałowej Gazpromu. Jest to niewątpliwa polemika z Aleksandrem Łukaszenką, który powiedział w ubiegły piątek w trakcie spotkania z załogą fabryki ciągników, że Babaryka kierował rosyjską spółką i za zagraniczne pieniądze robi kampanię. Wypowiedź byłego bankiera jest istotna nie dlatego, że poczyniona przez niego dystynkcja coś wnosi, ale stanowi świadectwo tego, że dla białoruskiej opinii publicznej utrzymanie niezależności, również wobec Rosji, jest istotnym czynnikiem politycznym.

W wywiadzie o nadmierną uległość wobec Moskwy Babaryka oskarżył właśnie Łukaszenkę, który prowadził, jak się wyraził, tajne rokowania z Moskwą, jego ekipa przygotowywała jakieś „karty drogowe”, których nikt na oczy nie widział. Sugestia jest dość czytelna, tym bardziej, że jak się wyraził pretendent w wyborach prezydenckich „gospodarka Białorusi jest w stanie agonalnym” a jeśli przystępuje się do wojowania to warto najpierw sprawdzić czy dysponuje się amunicją. Bo wygląda na to, że w starciu z Rosją Białorusi brak amunicji i wszystko sprowadza się do czczych pogróżek i deklaracji bez pokrycia. Innymi słowy Mińsk nie może sobie pozwolić na rozluźnienie związków gospodarczych z Rosją i to jest raczej kwestia pragmatyczna, a nie ideologiczna. Alternatywą, tak by wynikało z tego co powiedział Babaryka, polityki gospodarczego uniezależniania się od Rosji jest nędza. I wreszcie powiedział nieco na temat swych przygotowań wyborczych. Otóż jego zdaniem, białoruskie ustawodawstwo w tej materii pisane było już kilkanaście lat temu i obiektywnie rzecz biorąc jest dziś przestarzałe, bo nie uwzględnia rozwoju techniki, zwłaszcza mediów społecznościowych, a przy ich użyciu on prowadzi i będzie prowadził swoją kampanię. To oczywiście część wizerunku – nowoczesny Babaryka, kontra przaśny Łukaszenka, ale nie tylko. Inspiracje ubiegłorocznej kampanii na Ukrainie są w tym wypadku ewidentne i nie wykluczone, że mamy do czynienia z próbą przeniesienia ukraińskiego fenomenu, oczywiście w zmodyfikowanej postaci, na Białoruś. Kandydat Babaryka dodał również, że jego zdaniem sztab, któremu już udało się zgromadzić wymaganą liczbę podpisów (100 tys.) na tyle dobrze zbudował narzędzia ich weryfikacji, że nie będzie możliwa dyskwalifikacja dużej liczby zebranych podpisów. Dowodem na to, ma być, jego zdaniem to, że z liczącego niemal 10 tys. osób jego komitetu wyborczego władze były w stanie wykreślić jedynie dwie osoby. Podobne techniki, jak zapowiedział, choć nie rozwinął tego wątku, będą zastosowane w dniu głosowania po to, aby nie dopuścić do fałszerstw na większą skalę. Te zaś, zdaniem Wiktara Babaryki, nawet w takim kraju jak Białoruś, są możliwe, ale tylko do pewnego stopnia. W czasie poprzednich wyborów, właściwie nikt nie kwestionował faktu, że Łukaszenka zdobył większość głosów, jedynie wątpiono czy było to 80 %. Podobnie i teraz, można przekształcić 50 % w osiemdziesięciu-procentową  większość, ale nie można sprawić, że 10 % poparcia zamieni się w zwycięstwo. Otóż Łukaszenka jest w stanie sfałszować wybory, ale cały kraj będzie wiedział, że nie ma legitymacji aby rządzić, a przynajmniej nie jest nią wola wyborców. W opinii białoruskich politologów jest też mało prawdopodobne, choć nie wykluczone, że Łukaszenka nie zarejestruje swego konkurenta. Tylko, że tego rodzaju posunięcie po pierwsze pokazuje, że boi się stanąć do wyborów, a po drugie pozbawia go legitymacji, a przynajmniej jej części już przed wyborami. Tak czy owak wyjdzie z tego starcia osłabionym.

Co ciekawe, zdaniem Arsenija Sivitskiego z mińskiego Centrum Studiów Strategicznych i Polityki Zagranicznej na taki cel, czyli osłabienie legitymacji Łukaszenki, obliczona jest obecna polityka Kremla. Przy czym w swej pisanej na początku maja opinii zwraca on uwagę na czynniki, które w Polsce nie zostały dostrzeżone. Otóż na początku maja miała miejsce rozmowa telefoniczna Łukaszenki i Putina, której sens sprowadzał się do podjętej przez Putina próby odwiedzenia białoruskiego przywódcy od pomysłu zorganizowania uroczystej parady wojskowej w Mińsku w dniu 9 maja. Jak wiadomo, próba ta zakończyła się ona z punktu widzenia Moskwy fiaskiem, parada się odbyła. Ale jak niedawno powiedział w eterze rozgłośni radia Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow redaktor naczelny stacji i człowiek niewątpliwie dobrze poinformowany o stanie nastrojów na Kremlu jej wynikiem było to, że w Moskwie zapadła decyzja o tym aby wyeliminować Łukaszenkę, którego decyzja została odczytana jako rzucenie wyzwania Rosji i Putinowi oraz próba pokazania, że prezydent Rosji jest człowiekiem słabym, obawiającym się pandemii. Przesłanie, które popłynęło z Mińska do Rosji było czytelne – słaby Putin siedzi w bunkrze bojąc się wymyślonego wirusa, a Łukaszenka w tym czasie stoi na trybunie czcząc pamięć zwycięzców w II wojnie światowej. Jeśli przypomnimy sobie, że moskiewskie obchody 9 maja miały być kluczową datą zarówno w międzynarodowej, jak i wewnętrznej strategii Putina, to łatwo zrozumieć co oznacza tak demonstracyjne postępowanie Mińska. Tym bardziej, że Łukaszenka zaprosił liderów państw „przestrzeni postsowieckiej” co musiało być odebrane jako próba rzucenia wyzwania Kremlowi na najbardziej wrażliwym dla niego polu. To wkrótce potem, jak przypomina Sivitski rozpoczęła się „covidowa” wojna między Rosją a Białorusią polegająca m.in. na wyrzuceniu z Białorusi korespondenta rosyjskiej telewizji, który nakręcił reportaż ze Stołpców o tym jak Białoruś nie radzi sobie z pandemią.

Walerij Kostka, były pułkownik KGB, który na prośbę redakcji Białoruskiej Prawdy przeanalizował scenariusze wyborcze powiedział, że jego zdaniem z 15 komitetów wyborczych, 13 działa zgodnie ze „scenariuszem Mińska” a trzy realizuje „plan Moskwy”. Te trzy „moskiewskie” komitety wyborcze to oczywiście Wiktara Babaryki, Walerija Cepkało oraz żony blogera Siarhieja Cichanuskiego, Swietłany. Co ciekawe podobny punkt widzenia na swojej stronie na Facebooku prezentuje inny z analityków Centrum Studiów Strategicznych i Polityki Zagranicznej Jurij Tsarik. W swym dzisiejszym poście pisze on, że cała trójka to „kandydaci Moskwy” których celem jest rozchwianie sytuacji na Białorusi, osłabienie władzy a niewykluczone, że dezorganizacja funkcjonowania kraju. Jego zdaniem dopuszczenie do tego co już się zaczęło, co ciekawe takiego samego zdania jest Kostka, to błąd służb, a przynajmniej białoruskich, pro-państwych ośrodków analitycznych, do którego ośrodek z którym jest związany też zresztą się zalicza. Ten błąd jego zdaniem wykorzystała Moskwa, której długofalowym celem jest likwidacja geostrategicznej niezależności Mińska. Przy czym prognoza, którą formułuje jest niezwykle pesymistyczna. Na Białorusi nie narodzi się pokojowy pro-rosyjski reformator na kształt prezydenta Mirzijewa w Uzbekistanie. Łukaszenka nie odda łatwo władzy, a nawet jeśli to się stanie „to musimy przygotować się na represje, krew i wewnętrzne wstrząsy”. Wszystko to, jego zdaniem, i tak skończy się wkroczeniem wojsk rosyjskich i „jeśli Białoruś nie przeistoczy się w upadłe państwo w tej czy innej postaci, okupowane przez rosyjskie wojska na wzór Abchazji, to będziemy mogli mówić o cudzie.”

Marek Budzisz


 

Polecane