[Tylko u nas] Kuczyński: Dlaczego Putinowi zależy na zdjęciu z Rosji odium "wspólnika Hitlera"? Czekistowska szkoła historii II WŚ
![[Tylko u nas] Kuczyński: Dlaczego Putinowi zależy na zdjęciu z Rosji odium](https://www.tysol.pl/imgcache/750x530/c//uploads/cropit/15989951031d3a3fff9e90f37a15a1de260cc0b372b4e3c786f205211d5e0ad5da4914940d.jpg)
Dla czekistowskiej szkoły historycznej 1 września większego znaczenia nie ma. Ot, jedni faszyści napadli na drugich. Wszak światowa wojna zaczęła się dopiero inwazją niemieckich faszystów na miłującą pokój ojczyznę komunizmu, niemal dwa lata później. Ale 1 września to początek roku szkolnego, także w Rosji.
No i Władimir Władimirowicz skorzystał z okazji i zrobił rosyjskim uczniom lekcję historii. Występując poprzez łącze wideo, Putin porównał ludzi, którzy „zgadzają się z inicjatorami pisania na nowo historii”, do kolaborantów z czasów wojny. - Można ich jak najbardziej nazwać kolaborantami dnia dzisiejszego – podkreślił prezydent Rosji, ostatnio coraz częściej znawca historii (skoro Stalin mógł być wybitnym lingwistą…). Historyk historykiem, ale zawsze i wszędzie czekista, więc i tu musiał nakłamać, odwracając kota ogonem. Oto on jest obrońcą historycznej prawdy, a wszyscy ci, którzy śmią mówić o pakcie Ribbentrop-Mołotow i leżącym u źródeł światowej hekatomby sojuszu Hitler-Stalin, to „inicjatorzy pisania historii na nowo”.
Wszystko, co robi od dłuższego czasu w dyskusji na temat przyczyn wybuchu II wojny światowej Putin, służy powrotowi do historycznej narracji sprzed upadku Związku Sowieckiego i zatarciu wszelkich śladów i wykasowaniu pamięci, iż w samej Rosji w latach 90. przestano odrzucać oczywiste historyczne fakty, także dotyczące współpracy sowiecko-niemieckiej.
Dlaczego Putinowi tak bardzo zależy na tym, by zdjąć z Moskwy odium wspólnika Hitlera? By znów mówić, że Bałtowie dobrowolnie przyłączyli się do Sowietów, zaś z tym Katyniem to wcale nie jest tak oczywiste…? Od wieków dla państwa moskiewskiego historia jest bardzo ważnym narzędziem uprawiania polityki. Interpretacja wydarzeń historycznych może legitymizować roszczenia Rosji wobec innych, lub wręcz przeciwnie. To ważne również dla wizerunku i pozycji Moskwy na scenie międzynarodowej. Jako reżim odwołujący się do tradycji Stalina-wspólnika Hitlera, putinowska władza ma słabszą pozycję – choćby próbując inicjować różne „pokojowe” inicjatywy o zasięgu światowym – niż jako reżim odwołujący się do Stalina-pogromcy Hitlera.
Niewątpliwie Kreml woli epatować zdjęciami z konferencji w Jałcie, niż z podpisania paktu 23 sierpnia 1939. Ofensywa rosyjska w tej wojnie pamięci – tak, nie polityce historycznej czy polityce pamięci, ale wojnie pamięci (termin ukuty przez samych Rosjan) – idzie w dwóch kierunkach. Po pierwsze, układ z III Rzeszą przedstawia się jako błysk geniuszu Stalina, który już wtedy miał widzieć w Hitlerze wroga śmiertelnego, ale grał na czas, by zebrać więcej sił i dogadać się z zachodnimi wrogami Niemiec. W tej interpretacji zabór krajów bałtyckich czy części Polski to wręcz błogosławieństwo dla mieszkającej tam ludności, bo na jakiś czas nie trafiła ona pod ludobójczą okupację niemiecką.
Drugi kierunek ofensywy „historyka” Putina to szukanie innych winnych wybuchu II wojny światowej, innych wspólników Hitlera – skoro to nie byli Stalin z Mołotowem. W ramach tej strategii Rosjanie próbują z układu monachijskiego uczynić prawdziwe źródło wojny. Gdyby nie Monachium i rozbiór Czechosłowacji, ustępstwa Francji i Wielkiej Brytanii, nie byłoby paktu Ribbentrop-Mołotow – przekonują Rosjanie – bo Hitler nie urósłby tak bardzo w siłę, że Stalin musiał grać z nim na czas. Zachodnich uczestników Monachium (były tam też Włochy) Putin nie chce jednak zbyt mocno atakować. Wszak to z Paryżem, Rzymem i Berlinem chce się dogadać na nowo (na własnych warunkach, rzecz jasna).
Znalazł więc idealny cel: wspólnika III Rzeszy i współwinnego wojny uczynić z Polski. Wykorzystuje do tego zajęcia Zaolzia i autorytarne elementy w sanacyjnej II RP – nie przypadkiem atakując pod koniec ub.r. pierwszy raz tak mocno w tej kwestii Polskę, Putin mówił o „systemowym antysemityzmie” przedwojennych władz polskich. Putin i jego akolici będą nadal kłamać, być może nawet coraz bardziej bezczelnie. Kolejna okazja na pewno będzie 17 września. Pozostaje nam tylko zdecydowanie i głośno opowiadać światu, jak było naprawdę. Mamy tę przewagę nad czekistami z Moskwy, że nie musimy kłamać i kombinować, przemawiają za nami fakty. Spokojna i konsekwentna polityka w tym obszarze na razie przynosi efekty – czego najlepszym dowodem neutralizacja rosyjskiej prowokacji związanej z uroczystościami w Jerozolimie w styczniu tego roku.