[Tylko u nas] Jakub Pacan: Polityzacja teorii seksuologicznych. Jesteśmy polem bitwy

Doczekaliśmy czasów, kiedy z zachowań seksualnych około półtora procent ludzi wielcy tego świata uczynili polityczną świętość. Prawa LGBT stały się tak ważne dla rządów, że są w stanie nakładać sankcje na inne rządy i ograniczać z nimi kontakty. List 50 ambasadorów to dopiero początek.
LGBT [Tylko u nas] Jakub Pacan: Polityzacja teorii seksuologicznych. Jesteśmy polem bitwy
LGBT
Pixabay.com

Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher opublikowała list 50 ambasadorów ws. rzekomej dyskryminacji osób LGBT w Polsce. – Prawa człowieka to nie ideologia, są one uniwersalne. 50 ambasadorów i przedstawicieli się z tym zgadza – pisze pani Mosbacher. Najwyższy przedstawiciel państwowy naszego głównego sojusznika geostrategicznego, wojskowego i politycznego decyduje się łajać nas publicznie na oczach całego świata za rzekomą dyskryminację osób LGBT. W innych sprawach pani ambasador nie jest aż tak wrażliwa i listów nie wysyła. Podobnie jak nie robią tego przedstawiciele m.in. Albanii, Indii, Dominikany, Macedonii Północnej, Ukrainy, Japonii czy Wenezueli. Ekscelencje tych państw także dały swoje nazwisko pod tym dokumentem. Co dokładnie, jaki przymus wewnętrzny skłonił ambasadorów tych 50 państw do obrony osób i ideologii LGBT w Polsce? 


„Pandemia homofobii”
Zresztą na naszym rodzimym podwórku politycy ze świecznika też zaczynają zaliczać prawa LGBT do najważniejszej agendy swoich działań. Oto Tomasz Grodzki – trzecia osoba w państwie, jak lubi o sobie mawiać Marszałek Senatu – na posiedzeniu Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej wyrzucił jednym tchem: „Przez kraj przetacza się pandemia nepotyzmu, chaosu, homofobii”.

Jak to się stało, że prawa dotyczące najwyżej 1,5 proc. ludności zaczynają być traktowane jako racja stanu wielu krajów na świecie? Dlaczego z nieheteronormatywnych zachowań seksualnych wielcy tego świata uczynili normę polityczną? Czy prawa kilku najwyżej procent ludzi o nietypowej seksualności muszą być najważniejszym zadaniem dla państwa? Z obszaru, którym przez długi czas zajmowali się seksuolodzy, w ostatnich dekadach zrobiono polityczną świętość. Potem przeszczepiono je do nauk społecznych. Następnie wciśnięto to zjawisko w sferę kultury, by na końcu uczynić z tego normę polityczną. Wystarczyło kilkanaście lat, by ideologie LGBT i gender stały się ideologiami panującymi w świecie zachodnim. Wspiera je Unia Europejska, ONZ oraz lewicowe rządy. Są one wykładane na uniwersytetach. W Niemczech jest ponad 170 profesorek gender. 

To wszystko odbyło się w ekspresowym tempie. Dziś prawa około 1,5 proc. ludzi stały się nagle tak ważne dla poszczególnych rządów, że są w stanie nakładać sankcje na inne rządy, ograniczać z nimi kontakty, wzywać na dywanik ambasadorów i poświęcać mnóstwo czasu i pieniędzy na analizy, ekspertów, niekończące się debaty na temat homofobii, transfobii, szukaniu „stref wolnych od LGBT” itp. Gdy w 2013 roku spalona została tęcza na Placu Zbawiciela w Warszawie, z kwiatami udał się tam ambasador Szwecji Staffan Herrström. Wcześniej pan ambasador bronił praw osób LGBT na placówce w Wietnamie. To szlachetne. Ciekawe czy miał też świadomość, że katolicy w Wietnamie doświadczają od rządu już nawet nie dyskryminacji, lecz jawnych prześladowań…

Szacunek dla osób, nie ideologii
I warto tutaj podkreślić, że nie jest tak, że dla prawicy i konserwatystów prawdziwa, nie rzekoma dyskryminacja osób LGBT jest obojętna. Nikt przy zdrowych zmysłach nawet z tej okropnej prawicy nie będzie się cieszył czy przyklaskiwał sytuacjom, gdy człowiek o innej orientacji seksualnej jest poniżany lub obrażany. I dla wielu konserwatywnych katolików w Polsce bliskie są słowa papieża Franciszka, który powiedział ostatnio do rodziców osób homoseksualnych: „Kocham wasze dzieci takimi, jakimi są, gdyż są dziećmi Bożymi”. Czym innym jest jednak szacunek dla osób o innej orientacji seksualnej, a czym innym wrogie ideologie narzucane odgórnie i wbrew naszej tradycji.


Dobrym zobrazowaniem, w jaki sposób łączy się postęp i dobrobyt społeczeństwa ze sferą seksualną, jest Szczyt Londyński na temat Planowania Rodziny z 2012 roku, któremu wiele miejsca w swoich badaniach poświęca Marguerite A. Peeters. Wtedy premier Wielkiej Brytanii David Cameron stwierdził, że planowanie rodziny, w tym antykoncepcja, aborcja, ograniczenie liczby urodzin, prawa mniejszości seksualnych, są „złotą nicią rozwoju”. Antykoncepcja w biednych krajach to poszanowanie praw i uprawnień kobiet, „mniejsze i zdrowsze rodziny”. „Lepiej wykształcone” kobiety mają lepszą pracę i wyższe zarobki, rodziny posiadają większy majątek, to buduje zdrowsze społeczeństwo i zamożniejszy świat. 


Brytyjski premier z Partii Konserwatywnej stwierdził też, że kluczem do demokracji jest antykoncepcja. Jego zdaniem „żywotne fundamenty wolności i demokracji”, które jak mówi „są takie same na całym świecie”, czyli „brak konfliktów, dostęp do rynków, przejrzystość, prawa własności, rządy prawa, brak korupcji, wolne media i uczciwe wybory” – „nie mogą być budowane bez transformacji uczestnictwa kobiet”, która z kolei nie może mieć miejsca bez dostępu kobiet do antykoncepcji. „Planowanie rodziny działa nie dlatego, że mniejsze rodziny mogą być zdrowsze i bogatsze, ale dlatego, że uprawnienie kobiet jest kluczem do wzrostu gospodarki i zdrowych, otwartych społeczeństw”.


Czynniki utrudniające
Sekretarz Stanu ds. Rozwoju Międzynarodowego Andrew Mitchell także z Partii Konserwatywnej mówił wtedy zachwycony: „Dla dziewcząt i kobiet z najbiedniejszych krajów świata jest to przełomowy moment, który odmieni zarówno ich życie, jak i życie przyszłych pokoleń. Zobowiązania poczynione na dzisiejszym Szczycie będą miały na celu wspieranie praw kobiet do swobodnego podejmowania decyzji dotyczących ich samych – czy, ile i kiedy planują mieć dzieci. Umożliwienie dodatkowo 120 milionom kobiet z najbiedniejszych krajów świata dostępu do antykoncepcji i korzystania z niej – czegoś, co kobiety z rozwiniętych krajów przyjmują za pewnik – uratuje miliony istnień ludzkich oraz pozwoli dziewczętom i kobietom decydować o własnej przyszłości”. 

No i globalni partnerzy ustalili na szczycie, że czynniki „utrudniające” wprowadzanie praw seksualnych to praktyki kulturowe i religijne przeciwne swobodzie seksualnej. Schemat tego łączenia praw mniejszości seksualnych z postępem i dobrobytem na kolejnych szczytach był bardzo podobny. Bardzo często przedstawia się też dane pokazujące, że miejsca „gay-friendly” z liberalnym prawodawstwem sprzyjającym gender, LGBT, szybciej się rozwijają, ludziom żyje się lepiej i w ogóle to najlepsze miejsca na ziemi. Jako przykład podaje się najbogatszy stan USA – Kalifornię oraz bogate państwa UE, takie jak Holandia, Niemcy i Francja. Tak następuje polityzacja teorii seksuologicznych. 


Teoria gender czy ideologia LGBT nie wyrastały oddolnie. Ich twórcami są  intelektualiści, naukowcy i wizjonerzy, kawiorowa lewica i rewolucjoniści, którzy za pomocą odgórnych nacisków i za pośrednictwem wielkich organizacji międzynarodowych takich jak ONZ zaczęli upychać prawa mniejszości seksualnych do ustawodawstwa poszczególnych państw. 

Walce rewolucji
Zdobycze rewolucji seksualnej przemycane są odgórnie, tylnymi drzwiami, metodą faktów dokonanych lub w pakiecie z np. pomocą materialną. LGBT i gender to wyzwania, które „są tym bardziej złożone, że mają jednocześnie charakter społeczno-ekonomiczny, polityczny, prawny, ekonomiczny, kulturowy, antropologiczny i duchowy. Może ogarniać nas uczucie bezradności wobec fali tej narzuconej światu szarlatanerii, tym bardziej, że żadna instytucja ani rząd nie potrafiły do tej pory skutecznie powstrzymać procesu, przez który udaje się jej wnikać w tkankę społeczeństwa” – pisze Marguerite A. Peeters w książce „Gender – światowa norma polityczna i kulturowa”.

Niestety utarły się, szczególnie w społeczeństwach zachodnich, tendencje do dominacji ideologii LGBT wspierającej mniejszości seksualne i wycofania się społeczeństwa. Ludzie zajęci swoimi sprawami te krzyczące mniejszości traktują jako konieczność do zaakceptowania na zasadzie „lepiej im przytaknąć dla świętego spokoju”. Społeczeństwo w końcu przystosowuje się do nowo obowiązujących wartości i norm. Polska jest w tym momencie, gdy sytuacja jeszcze nie jest przesądzona. Nasz kraj jest teraz polem bitwy.

„Któż zdoła się oprzeć pokusie globalnego ruchu gender? Moc tego uwodzenia jest potężna, a socjotechniki subtelne, często niedostrzegalne. Przystąpienie do ruchu oznacza nabranie rozpędu, stanie się częścią jakby wielkiego «humanitarnego» planu, przyjęcia do globalnego «nowatorskiego» zespołu, wejście w powiązania międzynarodowe, otrzymanie wyższych płac i lepszej opieki zdrowotnej, bycia po stronie «bezpieczeństwa», dołączenie do ducha praw, demokracji, wolności, wyboru, możliwości opcji, słowem awangardy postępu i racjonalnego rozwoju” – dodaje Peeters w cytowanej książce.

Nie łudźmy się, nas to też nie ominie. Perspektywa płci kulturowej, równość płci kulturowej, rola płci kulturowej, tożsamość płci kulturowej, główne nurty płci kulturowej, przemoc wobec płci kulturowej, analiza płci kulturowej, niedostrzeganie płci kulturowej, dyskryminacja płci kulturowej – będą nieodłączną częścią naszego życia politycznego coraz częściej i bardziej nachalnie. Wyborcom pozostaje zachowanie zdrowego dystansu. 

Tekst ukazał się w Tygodniku Solidarność Nr 41
 


Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?
Tygodnik

Opinie

Popkultura