REKLAMA

[Tylko u nas] Tomasz Terlikowski: Bronię św. Jana Pawła II

Raport, który część polskiej liberalnej lewicy uznała za skierowany przeciwko św. Janowi Pawłowi II w istocie dotyczy Theodore’a McCarricka. Jan Paweł II występuje w nim, jako jeden z wprowadzonych w błąd, a nie jako oskarżony.
Jan Paweł II, Karol Wojtyła [Tylko u nas] Tomasz Terlikowski: Bronię św. Jana Pawła II
Jan Paweł II, Karol Wojtyła / Wikipedia CC BY-SA 4,0 Kotyłło Art Mal

Rozpalonym głowom, które domagają się usuwania Jana Pawła II nie tylko z nazw szkół czy ulic, ale nawet z historii Polski warto przypomnieć, że raport, który tak ich tak podniecił nie jest poświęcony papieżowi, a postępowemu byłemu już kardynałowi ze Stanów Zjednoczonych. McCarrick robił rzeczy straszne, wiedzieli o tym liczni jego koledzy księża i biskupi, ale - tak się składa - że nie informowali o tym Stolicy Apostolskiej. Jeśli już któryś poinformował, to inni zaczynali kłamać, by ukryć działania swojego kolegi. Dlaczego tak się działo? Odpowiedź jest prosty. McCarrick nie był jedynym amerykańskim hierarchą, który wykorzystywał seksualnie kleryków czy księży, a dla wielu - jak zaskakująco by to nie brzmiało - homoseksualne akty stały się czymś w rodzaju normy. O tym zresztą - choć nie wprost - także jest mowa w raporcie. Papież zatem jest jedną z ofiar oszustw nie tylko McCarricka, ale i innych amerykańskich biskupów, i o tym zapominać nie wolno 

Jest to szczególnie ważne teraz, gdy część - także amerykańskich mediów - zaczyna domagać się „dekanonizacji św. Jana Pawła II”. Wytłumienie, ograniczenie do sfery prywatnej kultu św. Jana Pawła II postuluje jeden z dwóch, najważniejszych, katolickich tygodników w Stanach Zjednoczonych. „Papież Jan Paweł II był pod wieloma, wieloma względami godnym najwyższego podziwu człowiekiem. Ostatnie dziesięciolecia XX wieku zostały niezmiernie wzbogacone dzięki zręcznemu wykorzystaniu papieskiego statusu do wzmocnienia głosu uciskanych ludów całej Europy Wschodniej, a także dzięki różnorodnym wysiłkom papieża na rzecz dialogu międzyreligijnego, a później jego osobistym świadectwem godności starzenia się. Ale jak ujawnia w szokujących szczegółach bezprecedensowy raport Watykanu o karierze zhańbionego byłego kardynała Theodore'a McCarricka, pierwsza dekada XXI wieku zostanie na zawsze zniszczona przez tragiczne, bezduszne decyzje Jana Pawła II. Czas na trudny rachunek. Ten człowiek, ogłoszony katolickim świętym przez papieża Franciszka w 2014 roku, świadomie narażał dzieci i młodzież w archidiecezji Waszyngtonu i na całym świecie. Czyniąc to, podważył siłę świadectwa globalnego Kościoła, podważył Jego wiarygodność jako instytucji i dał biskupom godny ubolewania przykład ignorowania relacji o ofiarach wykorzystywania seksualnego” - napisali w artykule redakcyjny dziennikarze „National Catholic Reporter” i zaapelowali do amerykańskich biskupów, by ci rozważyli podczas swojego spotkania skierowanie do Watykanu prośby o ograniczenie, wytłumienie, a może wręcz odrzucenie kultu św. Jana Pawła II. „Ofiary molestowania zasługują na to” - napisali. „Nie ma już sposobu, aby uciec przed prawdą. Jan Paweł, pod wieloma względami godny podziwu człowiek, był świadomie ślepy na wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży” - dodali.  „National Catholic Reporter” jest oczywiście medium skierowanym do progresywnych katolików, ale to właśnie jego dziennikarze rozpoczęli po stronie katolickiej trudną walkę z nadużyciami seksualnymi, oni informowali opinię publiczną o sprawach o. Degollado, ujawniali skandale w USA i wreszcie uważnie badali sprawę McCarricka. Trzeba oczywiście pamiętać także o tym, że „National Catholic Reporter” szczególną miłością do Jana Pawła II nie pałał od dawna, że głosił poglądy sprzeczne w wielu kwestiach z Ewangelią życia czy nauczaniem etycznym papieża z Polski, stąd jego ostra reakcja na doniesienia o niedopatrzeniach św. Jana Pawła II jest dla nich wygodną bronią w walce z nauczaniem papieskim. W niczym nie zmienia to jednak faktu - a o tym nie można już zapominać - że podobne sugestie (tyle, że wyrażone o wiele ostrzejszym językiem, o wiele dalej idące) płyną z wielu amerykańskich, brytyjskich, francuskich, a nawet polskich mediów. Autorytet św. Jana Pawła II, jego nauczanie, znaczenie jest systematycznie podważane w dziesiątkach, jeśli nie setkach tekstów, które jego postać przedstawiają a świetle jednoznacznie negatywnym i sprowadzonym wyłącznie do kwestii stosunku do sprawców przestępstw seksualnych.  Michelle Boorstein i Sarah Pulliam Bailey, dziennikarki „Washington Post” specjalizujące się w tematyce religijnej wprost zadały pytanie, czy „Jan Paweł II jest wciąż świętym”, a pytanie o to przez nich eksperci podzielili się na dwie grupy. Jedna z nich - w skład, której wchodził choćby George Weigel czy Kathleen Sprows Cummings, szefowa centrum amerykańskiego katolicyzmu na University of Notre Dame - przekonywali, że raport niczego nie zmienia, inni jednak, jak choćby dziennikarz śledczy Jason Berry wskazywali, że raport jest argumentem przeciwko świętości papieża. I nie ma co ukrywać, ten tekst nie jest jakimś szczególnym wyjątkiem. Światowe media coraz częściej wskazują, że konieczna jest rewizja procesu kanonizacyjnego, a na św. Jana Pawła II spoglądają głównie, a niekiedy jedynie z perspektywy skandali seksualnych. 

W takiej sytuacji konieczna jest obrona papieża Polaka. Ale nie może i nie powinna ona polegać na nieustannym powtarzaniu, że to oszczerstwa, że to wszystko nieprawda, ale na cierpliwym wyjaśnianiu sytuacji. Owszem w trakcie pontyfikatu papieża wydarzyło się kilka potężnych skandali. I rzeczywiście wydaje się, że decyzje w tych sprawach były podejmowane z opóźnieniem (albo w ogóle nie były podejmowane). Warto jednak przypomnieć po pierwsze, że papież, wbrew opiniom licznych - szczególnie niewierzących - nie jest wszechwiedzący, a wie jedynie tyle, ile powiedział mu inni. Jeśli ktoś uniemożliwia dopływ informacji (a tak robiła część amerykańskich biskupów w sprawie McCarricka, ale także część polskich biskupów w sprawie abp Juliusza Paetza) to papież nie będzie o tym wiedział. To dość oczywiste. Warto przypominać także, że papieże, nawet święci, są ludźmi swoich czasów. Jan Paweł II też nim był. I nie powinno to zaskakiwać. On w kilku kwestiach radykalnie zmienił kościelne status quo w sprawach przestępstw kapłanów, ale wydaje się, że uznawał, że dobro instytucji wymaga ukrywania takich spraw i załatwiania ich po cichu. Można też bez ryzyka błędu powiedzieć, że wydaje się, iż był zdania, że przestępcy seksualni zdolni są - za sprawą silnej woli - zmienić swoje postępowanie. Dziś wiemy, że to ogromna naiwność. I wreszcie trzeba pamiętać, że Jan Paweł II wywodził się z kraju, w którym służba bezpieczeństwa i władza nieustannie wymyślała przestępstwa seksualne, fabrykowała dowody przeciwko duchownym, i właśnie to swoje doświadczenie przeniesie on także na dalsze działania.

Warto też nieustannie powtarzać, co papież w tej sprawie zrobił. Nie będę się skupiał w tym tekście na kwestiach prawnych, choć one taż mają fundamentalne znaczenie, ale przypomnę kilka podstawowych wypowiedzi dotyczących skandalu molestowania nieletnich i niewinnych dorosłych. I tak w Liście do kapłanów z roku 2002 papież pisał: „… w tym okresie, jako kapłani jesteśmy osobiście głęboko wstrząśnięci grzechami niektórych naszych braci, którzy sprzeniewierzyli się łasce otrzymanej w sakramencie święceń, ulegając najgorszym przejawom misterium iniqitatis, jakie dokonuje się w świecie”. Pedofilia, przestępstwa seksualne duchownych zostały w ten sposób uznane za przejawy „tajemnicy nieprawości”, działania zła w świecie, i to jedne z najgorszych. Aby dobrze zrozumieć, jak mocne są to słowa, warto przypomnieć, że św. Jan Paweł II na krakowskich Błoniach w tym samym roku mówił o tym, że przejawem „tajemnicy nieprawości” w XX wieku były wielkie, antyludzkie i bezbożne totalitaryzmy: hitleryzm i komunizm. One były bezbożne, skierowane przeciwko Bogu i człowiekowi. I identycznie tak samo określone zostaje działanie kapłanów sprzeniewierzających się własnemu powołaniu kapłańskiemu i niszczącemu niewinność dzieci. Ich działanie jest bezbożne, jest zakorzenione w tym, który jest źródłem zła, w szatanie. Tyle wynika z tych słów, i nie sposób interpretować ich inaczej. Zniszczenie niewinności w dziecku, odebranie mu czystości jest działaniem demonicznym. Te same wątki, tylko o wiele mocniej, zostały podjęte także w przemówieniu do amerykańskich kardynałów. Papież nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do tego, że nadużycia seksualne wobec dzieci są zbrodnią. „Nadużycia, będące przyczyną obecnego kryzysu, są pod każdym względem złem i słusznie uznawane są przez społeczeństwo za zbrodnię; jest to również straszny grzech w oczach Boga”, a także zapewnia ofiary o „głębokiej solidarności i trosce”. Jednocześnie wyraża zrozumienie dla ludzi, których oburza grzech ludzi Kościoła, a także zaniedbania pasterzy. „Wielkie zło wyrządzone przez niektórych księży i zakonników sprawiło, że ludzie patrzą teraz na Kościół z nieufnością i wielu z nich oburza postawa, którą wobec tej sprawy przyjęli – jak im się wydaje – zwierzchnicy wspólnot kościelnych” – podkreśla Ojciec Święty. 

Te słowa, a także późniejsze decyzje (szczególnie te dotyczące Kościoła w USA), doskonale pokazują, że św. Jan Paweł II nie był bierny wobec skandali seksualnych. Można oczywiście zastanawiać się, czy w każdej ze spraw podejmował decyzje słuszne, można (i trzeba) szukać winnych zaniedbań czy blokowania informacji, a nawet zastanawiać się, czy tolerowanie systemu milczenia nie przyczyniło się do zwiększenia problemów. Tyle tylko, że trzeba mieć świadomość, że św. Jan Paweł II nie był w najmniejszych stopniu nietypowy, że w tamtych czasach świadomość dramatu, jakim jest molestowanie, była o wiele mniejsza, a wykorzystywanie skandali (niekiedy wymyślonych) do dyskredytowania odważnych kapłanów czymś absolutnie oczywistym. W takich właśnie okolicznościach żył i działał św. Jan Paweł II. Oskarżenie go o to, że nie miał wiedzy z czasów obecnych, że nie zawsze wszystko wiedział, jest zwyczajnym ahistoryzmem w ocenie. Uznanie zaś, że mylił się w ocenach, że może nie zawsze dobrze dobierał współpracowników, nie odbiera św. Janowi Pawłowi II osobistej świętości. Ta ostatnia bowiem nie opiera się na nieomylności, ale na relacji z Bogiem. 
 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura