[Tylko u nas] Policjant po służbie na granicy: Nawet imigranci, którzy rzucali w nas kamieniami, dostawali koce i ciepły posiłek

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia przyszło nam wszystkim obchodzić w niespotykanej od bardzo dawna niepewności co do bezpieczeństwa Polski, a zwłaszcza jej wschodnich granic. Nic więc dziwnego, że podczas grudniowego posiedzenia Rady Miasta Zabrze radni niemal jednogłośnie przyłączyli się do ogólnopolskiej kampanii społecznej i patriotycznej – „Murem za polskim mundurem”, wyrażając poparcie dla polskich służb i wojska strzegącego granicy z Białorusią.
sierżant Michał Dajos [Tylko u nas] Policjant po służbie na granicy:  Nawet imigranci, którzy rzucali w nas kamieniami, dostawali koce i ciepły posiłek
sierżant Michał Dajos / archiwum sierżanta Michała Dajosa

Wsparcie polskich pograniczników i żołnierzy nie jest jednak tylko symboliczne, bo bezpośrednim zabezpieczaniu terenów przygranicznych udział biorą na stałe funkcjonariusze zabrzańskiej policji drogowej. Jeden z nich wrócił niedawno z tej wyczerpującej służby, do której zgłosił się na ochotnika. W rozmowie z naszym dziennikarzem podzielił się swoimi doświadczeniami i opowiedział, czym się kierował, jadąc w tak ryzykowną misję i pozostawiając w domu żonę z małym dzieckiem.

W specjalnej uchwale przygotowanej na wniosek grupy radnych (głównie Prawa i Sprawiedliwości), Rada Miasta wyraziła wdzięczność i uznanie dla funkcjonariuszy straży granicznej, policji, żołnierzy Wojska Polskiego, funkcjonariuszy straży ochrony kolei. Na wniosek radnej Urszuli Potyki (Koalicja Obywatelska) w ostatniej chwili do tej swoistej listy wdzięczności dopisano także samorządy i mieszkańców przygranicznych miejscowości, kościoły w Polsce, służby medyczne i ratownicze, organizacje pozarządowe i wszystkich ludzi dobrej woli za solidarność, okazaną pomoc i człowieczeństwo wobec potrzebujących. 

„Migranci podejmujący próby nielegalnego przekraczania granicy są inspirowani i wspierani przez białoruski reżim prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Takie postępowanie stanowi część wojny hybrydowej, bezpośrednio wymierzonej w bezpieczeństwo naszego kraju. Wasz wysiłek podejmowany dla zapewnienia suwerenności Polski odbywa się często w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu, a także obarczony jest dużym ryzykiem zaistnienia niespodziewanych i groźnych działań ze strony sił, które wywołały przygraniczny kryzys. Dlatego z głęboką wdzięcznością i szacunkiem pragniemy uhonorować Waszą postawę i zaangażowanie w obronę polskiej granicy. Wierzymy jednocześnie, że Wasze działania przyniosą trwały efekt w postaci poszanowania nienaruszalności polskich granic – zarówno obecnie, jak i w przyszłości. Życzymy Wam i Waszym Rodzinom dużo zdrowia, wytrwałości, pogody ducha i poczucia satysfakcji ze służby na rzecz Ojczyzny” 
– napisali radni w podjętym stanowisku. 

Za taką treścią uchwały opowiedziało się 23 radnych, od głosu wstrzymał się tylko Dariusz Walerjański (Skuteczni dla Zabrza) i Kamil Żbikowski (Lepsze Zabrze). Co warte podkreślenia, nikt z samorządowców nie wykorzystał tej inicjatywy uchwałodawczej do atakowania polskiego rządu za konsekwentne działania wobec grup szturmujących w lasach polską granicę. A taka niestety narracja, czasem wręcz odczłowieczająca żołnierzy i straż graniczną, pojawiała się w mediach społecznościowych niektórych celebrytów (najgłośniej było o wulgarnym wpisie aktorki Barbary Kurdej-Szatan) i dość powielana przez część polityków w mediach tradycyjnych. Na szczęście zabrzańscy radni wykazali się w tej kwestii pełną zgodą i solidarnością z żołnierzami i funkcjonariuszami, pełniącymi służbą na granicy w śniegu i w mrozie. 

Otarł się o śmierć

Tymczasem okazuje się, że swój udział w ochronie wschodniej granicy kraju mają także zabrzańscy policjanci. Jednakże nie ci z prewencji, stojący bezpośrednio przy granicznych zasiekach, lecz  funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej. Do ich zadań należy wystawianie punktów kontrolnych na wszelkich drogach wiodących z granicy i przeprowadzanie kontroli przemieszczających się pojazdów, w poszukiwaniu przemytników ludzi oraz samych migrantów. Pracują bez ustanku przez 12 godzin, zaopatrzeni w cały rynsztunek zabezpieczający do zadań specjalnych. Na każdą taką zmianę, trwającą równe dwa tygodnie, za każdym razem jedzie swym radiowozem z Zabrza jeden dwuosobowy patrol miejscowej drogówki. 

32-letni starszy sierżant Michał Dajos wraz ze swym partnerem Grzegorzem Chebą pełnili służbę przy białoruskiej granicy (dokładnie w okolicach Augustowa) w okresie od 20 listopada do 4 grudnia. 

– Nie pojechałem tam na rozkaz, lecz zgłosiłem się na ochotnika. Uznałem bowiem, że wobec tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Ojczyzna, powinienem dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć żołnierzy i pograniczników w pilnowaniu naszej granicy. Za cel stawiałem sobie także wsparcie dla tamtejszej społeczności mieszkańców. Wszak dla nich to znacznie poważniejsza sytuacja niż dla nas mieszkających 500 kilometrów od granicy. Żona nie była oczywiście zachwycona, ale wierzyła, że sobie poradzę 

– podkreśla Dajos, który w mundurze służy od czterech lat. Zaczynał w wydziale prewencji, by ostatecznie przywdziać czapkę z białym otokiem i dbać o bezpieczeństwo drogowe na ulicach Zabrza. 

Choć nie obnosi się z tym, to otarł się już o śmierć podczas pełnienia służby. I to wcale nie tam – na wschodzie, lecz właśnie w trakcie patrolowania dróg na Śląsku. W mijającym roku gonił młodego pirata drogowego uciekającego na motorze głównymi ulicami (i chodnikami!) Zabrza. Pościg zakończył się na pustym parkingu, gdzie policjanci odcięli piratowi drogę ucieczki, stawiając radiowóz w poprzek jedynego wyjazdu. Osaczony mężczyzna nie chciał się jednak poddać i kiedy Dajos wyskoczył z radiowozu, próbując go zatrzymać, ten ruszył „szarżą” w jego kierunku, próbując go staranować motocyklem! Policjant odskoczył w ostatnim momencie, jednakże dzięki operatywności i wyszkoleniu patrolu chwilę później pirat siedział już na ziemi skuty kajdankami. 

Ciasto od mieszkańców

Wróćmy jednak na zabezpieczania wschodniej granicy kraju. Do zadań zabrzańskiego patrolu należało rozstawianie punktów kontrolnych zarówno na głównych trasach przelotowych, jak i pomniejszych drogach w bezpośredniej bliskości granicy. Nadto patrolowali teren radiowozem, wypatrywali grup nielegalnych migrantów, rozpytywali ludność miejscową. Przeważnie wyposażeni w rynsztunek „bojowy”, a więc kamizelki kuloodporne, hełmy kevlarowe oraz pistolety maszynowe z ostrą amunicją. W żadnej spektakularnej akcji nie uczestniczyli, ale też nie próżnowali.

– Kiedyś wytropiliśmy we dwójkę ślady, po których następnie inna ekipa zlokalizowała i zatrzymała uchodźców. Z kolei koledzy z Zabrza z wcześniejszej zmiany zatrzymali samochód z kilkoma nielegalnymi migrantami. Nas wysłano m.in. do zabezpieczenia akcji zatrzymania przemytnika ludzi, wszystko działo się na naszych oczach. Na szczęście żadne z tych działań nie rozwinęło się w jakiś niebezpieczny sposób

– wspomina zabrzański policjant.

Jak dodaje, służby były zupełnie inne od tych, które pełni na co dzień w Zabrzu. Trwały 12 godzin, a z organizacją podmian przeciągały się nieraz do 14. Gdy zmarznięty docierał do udostępnianego mu hostelu, marzył już tylko o gorącej kąpieli i posiłku oraz by położyć się spać. Na jakiekolwiek prywatne wypady nie miał już ani sił, ani czasu. Choć jak przyznaje, zachwycały go tamtejsze urokliwe pejzaże przyrodnicze. To, co jednak najbardziej go pozytywnie zaskoczyło, to ogromna życzliwość miejscowej ludności wobec pracy mundurowych. Doceniali ich ofiarne zaangażowanie na różne sposoby.

– Często częstowano nas ciastem i gorącą kawą, wręcz zapraszano nas na domowe obiady i udostępniano toalety. I to mimo tego, że w związku z tamtejszymi obostrzeniami legitymowaliśmy ich na drogach nieraz po 6–7 razy dziennie 

– wspomina Dajos.

A jak odbierał słowne, a czasem wręcz wulgarne ataki pod adresem służb mundurowych, wypowiadane przez niektórych celebrytów zarzucających im znieczulicę? 

– Będąc tam, przede wszystkim przyświecała mi myśl, aby także w jakiś sposób pomóc tym migrantom. Bo z naszej strony nic im nie zagrażało, w przeciwieństwie do zakusów przemytników i kurierów. Nie chciałem też, by umierali z zimna po lasach, a było tam wówczas prawie -10 st. C. Nawet ci, którzy rzucali w naszych żołnierzy kamieniami, po zatrzymaniu dostawali koce i ciepły posiłek. Każdy z nich miał też możliwość złożenia podania o azyl w Polsce czy podjęcie innych kroków prawnych 

– wyjaśnia Dajos.

Minione święta spędził wraz z najbliższymi w rodzinnym domu. W tym samym czasie dwóch kolejnych jego kolegów z wydziału chroni naszej polskiej granicy na wschodzie. W sumie to już czwarta taka zmiana. Nikt nie wie, kiedy będzie ostatnia. 

foto: KMP Zabrze, arch. pryw. Michał Dajos


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe