[Tylko u nas] Tomasz Terlikowski: „Nie patrz w górę”. Przegotowana satyra, przedobrzony katastrofizm

Nie żebym narzekał na poziom humoru, bo miejscami było naprawdę śmiesznie (choć nie ma co ukrywać, że śmialiśmy się - szczególnie my, dziennikarze i namiętni użytkownicy mediów społecznościowych - z samych siebie). Akcja trzymała w napięciu, a brak happy endu naprawdę nie był hollywoodzki. Nieźle więc spędziłem nieco ponad dwie godziny, a rozstrzygnięcie akcji było miejscami zaskakujące. To wszystko prawda i na to nie było co narzekać. Jeśli coś rozczarowało, to skonfrontowanie produktu, jaki otrzymałem, z zapowiedziami i zachwytami innych odbiorców.
Tak się bowiem składa, że zanim obejrzałem "Nie patrz w górę", naczytałem się zachwytów. To miała być - co ciekawe, obie strony naszego plemiennego sporu zachwycały się nim tak samo - miażdżąca krytyka nowoczesności, cywilizacji medialnej, polityków i życia społecznego. Moralitet w postaci satyry, głębia odkrycia. Tyle że w tym nieźle przygotowanym kulturowym fast foodzie tego wszystkiego nie było. "Oni" - tak, wiem, że to satyra, ale mimo wszystko - naszkicowani byli tak grubą kreską, że aż niewiarygodni. I dziennikarze, i politycy - nawet jeśli przerysowuje się ich cechy - muszą być minimalnie wiarygodni, a tu tacy nie byli. Relacje między nimi były jednowymiarowe, zupełnie pozbawione jakiejkolwiek głębi, ledwo zarysowane, sprowadzone do seksu i kasy.
Obraz mediów, nawet jeśli można w nim odnaleźć elementy prawdy, zupełnie rozmijał się z innymi prawdami o nich. I tak - największym chyba brakiem - było uznanie, że media odstąpiłyby od tematu apokalipsy i możliwości zaatakowania prawicowej prezydent tematami apokaliptycznymi. Apokalipsa jest tematem, który w mediach "żre", jak mało który, a możliwość dokopania władzy też dziennikarzy rajcuje. Relacje władzy i mediów są niekiedy bliskie, ale nie w takiej sytuacji. Zupełnie nie wiadomo więc, dlaczego w filmie temat nie "zażarł", a pani prezydent nie została zniszczona przed media. Politycy, nawet jeśli nie przepadają za konfrontowaniem się z wyzwaniami, to zazwyczaj raczej panikują, niż udają, że problemu nie ma, a nacisk mediów ich do tego skłania. To wątek filmu, który kompletnie się nie tłumaczy. I wyjaśnienie, że to satyra wszystkiego nie wyjaśnia, bo to satyra zbudowana na bazie apokaliptycznych wątków, a te powinny być minimalnie autentyczne.
In plus
Jeśli coś mnie w filmie zaskoczyło na plus, to fakt, jak liberalny reżyser, niechętny prawicy, pokazał religijność. Jest w filmie sporo krytyki, hipokryzji, fałszu, ale jest też uznanie, że jeśli coś nas przygotowuje do końca, to jest to… właśnie modlitwa. Jeśli zaś jest coś w życiu ludzkim naprawdę istotne, to jest to modlitwa, rodzina, przebaczenie i wspólne bycie razem. Szarlotka i chwycenie się za ręce, rodzina i bliscy. Kohelet - owszem w wersji fast food, ale zawsze - w miniaturze. To, przynajmniej dla mnie, jednak za mało. I choć film warto zobaczyć, to niezły kawałek rozrywki, to ani to moralitet, ani ostrzeżenie, ani tym bardziej arcydzieło. Ot, niezły kawałek kina na styczniowy wieczór.
Druga młodość, ostatnia podróż. Jak wypada Dalej jazda 2?

Premiera filmu „Najświętsze Serce” startuje z przesłaniem. Rusza Wielkie Zawierzenie
„Samodeportuj się i spędź Walentynki z ukochaną osobą” - niecodzienne nagranie administracji USA

"Claret" – poruszający film już od dziś na VOD. Mamy kody do rozdania!

Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko, legenda polskiego teatru i filmu

