[Tylko u nas] Rafał Woś: Dziękuję, Profesorze
Profesor Jerzy Osiatyński nie był już wtedy od lat czynnym politykiem. Zajmował się czymś dużo ważniejszym. Był tym polskim ekonomistą, który strzegł i popularyzował myśl wielkiego Michała Kaleckiego. Najważniejszego polskiego ekonomisty w historii.
Dla mnie spotkanie z Kaleckim zaczęło się właśnie wtedy. I właśnie dzięki Osiatyńskiemu. Trudno było o lepszy moment. Niby już wcześniej czułem, że z polskim kapitalizmem jest coś nie tak. A III RP - wbrew nieznośnej liberalnej propagandzie - nie jest bynajmniej zdrowo rozwijającym się krajem. Ale właśnie "czułem". A czuć to za mało. Trzeba jeszcze rozumieć.
Dopiero spotkanie z myślą Kaleckiego pokazało mi, co tak właściwie tutaj nie gra. Dzięki niemu zrozumiałem, że nasz "cud gospodarczy" stoi na glinianych nogach: na nierównościach, niskich płacach, strukturalnie słabej pozycji pracownika wobec pracodawcy. Mówiąc krótko, na niedomagającym popycie.
Ten problem był oczywiście szerszy. Bo problem z brakiem popytu w gospodarce nie charakteryzował tylko Polski. Pod wieloma względami także tzw. bogaty Zachód szedł od lat 80. w bardzo podobnym kierunku. W stronę stałego osłabiania pracownika, rosnących nierówności, deindustrializacji czy stałego okradania ludzi ze zdobyczy starego dobrego państwa dobrobytu. Kalecki to wszystko przewidział. Choć przecież jego prace powstawały w latach 40. czy 50. XX wieku.
To wreszcie dzięki Kaleckiemu można było zaplanować korektę. Plan wyjścia z neoliberalizmu drogą wyższych płac czy odbudowy państwa aktywnie angażującego się w gospodarkę. I to nie tylko w roli liberalnego regulatora. Ale także gracza dającego pracę, produkującego dobra albo chroniącego najsłabszych pracowników przed przemocą rynku. To wszystko - przynajmniej w Polsce - od paru lat się dzieje. I bardzo dobrze.
Pewnie gdyby nie Kalecki, to ja bym sobie takiej alternatywy wobec realnego neoliberalizmu w ogóle nie potrafił wyobrazić. A gdyby nie Osiatyński, nie byłoby dla mnie Kaleckiego. Za to jestem więc profesorowi wdzięczny. I tak już zostanie.
Nie byłem fanem politycznych dróg Osiatyńskiego z początków lat 90., gdy był krótko ministrem finansów z ramienia Unii Demokratycznej. Odniosłem wrażenie, że on też nie był z tamtego epizodu szczególnie dumny. "Sam chciałbym to wiedzieć..." - odpowiedział mi kiedyś na pytanie, czemu nie stosował się wtedy do nauk swego mistrza Kaleckiego. Warto też docenić ważną - choć nieformalną - rolę, jaką odegrał w latach 2008-2009, gdy wywodząca się z dawnej UD Platforma walczyła z kryzysem, odcinając się jednak (dzięki Bogu) od swoich liberalnych korzeni.
Profesor Jerzy Osiatyński zmarł kilka dni temu. Cześć jego pamięci.
Rafał Woś: Uśmiechnięci miesiąc po klęsce
"Zielony Ład to nieudany projekt biznesowy". Za nami debata na temat szans i wyzwań transformacji energetycznej

Zaproszenie na debatę "Zielony Ład – szanse i wyzwania"

[Felieton „TS”] Rafał Woś: 10 powodów, by pokochać futbol

[Felieton „TS”] Rafał Woś: Dlaczego to referendum odbyć się musi

