[Tylko u nas] Dr Piotr Łysakowski: "Katyń" pomaga zrozumieć rosyjskie zbrodnie na Ukrainie

Niedawno wydano książkę Thomasa Urbana „Katyń – Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw, Przekład Ewa Ziegler – Brodnicka, Bellona 2019. Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej”.
Zbrodnia w Katyniu. Związane ręce ofiary [Tylko u nas] Dr Piotr Łysakowski:
Zbrodnia w Katyniu. Związane ręce ofiary / Wikipedia domena publiczna

Dziś kiedy "Katyń" pomaga zrozumieć rosyjskie zbrodnie na Ukrainie - warto napisać o niej kilka słów.  
Na wstępie parę nieco o kwestiach technicznych - praca liczy sobie 710 stron podzielonych na 19 części (w tym dwie przedmowy do wydania niemieckiego i polskiego oraz posłowie) z załączonymi selektywną bibliografią, indeksem osób i charakterystyką źródeł, z których Autor czerpał ilustracje. Konstrukcja książki odpowiada chronologii opisywanych zdarzeń i obejmuje okres od 1939 roku do 2012 kiedy to „…Wraz z powrotem Putina na Kreml … dokumenty katyńskie w tym projekt Berii rozkazu egzekucji, zostały usunięte z internetowej strony archiwum prezydenta. Liczne pytania polskich historyków do rosyjskich archiwów pozostały bez odpowiedzi. … Katyń pozostał więc zbrodnią bezkarną.” (s.696).

Konstrukcja pracy jest pozornie zwarta. Jednak po dokładnym zagłębieniu się w treść książki zaczynamy czuć zawrót głowy. Gdy spodziewamy się opisu zdarzeń w kolejności chronologicznej nagle ni z tego ni z owego pojawiają się wątki „późniejsze” albo według fantazji Autora „wcześniejsze”. Mimo to krok po kroku Urban przeprowadza niezorientowanego czytelnika przez trudną tematykę katyńską. Ta „podróż” byłaby jednak dużo łatwiejsza, gdyby nie „dziennikarskie” nawyki Urbana i problemy ze zrozumieniem pewnych szczególnych cech polskości – tu odsyłam zainteresowanego czytelnika do wcześniejszej publikacji (Salon24: List Tomasza F. Krawczyka do Thomasa Urbana 1.05.2010 r). Autorowi brak naukowej dyscypliny - z jednej strony to zaleta, z drugiej, w sposób oczywisty, wada. Na dobrą sprawę każda z części książki mogłaby być osobną całością i nic na tym w mikroskali na tym, by nie straciła. Pytanie, na które nie potrafię w tej chwili precyzyjnie odpowiedzieć jest takie: czy to „wina” autora, czy (tylko) tłumacza!? Praca jest bowiem, niestety, pełna niedoróbek redaktorskich i tych wynikających z tłumaczenia – na przykład gdy mowa o oficerach, którzy uniknęli śmierci i znaleźli się to część z nich  w obozie w Griazowcu (później w „Małachówce”) miała spotykać się w „…czerwonym kącie…”. Mogli się spotykać ale nie w „…kącie…” tylko w „…kąciku…” (to miejsce nazywano „…krasnyj ugołok…”) s.85.

 

Dowody

Po odkryciu, przez Niemców miejsc mordu i zwłok ich stan badał Gerhard Bhutz. Z jego analiz wynikało jasno, kto mordował. Jednym z dowodów na winę Sowietów oprócz ran postrzałowych były też  ślady po pchnięciach charakterystycznym bagnetem mocowanym na stałe do karabinu „Mosin wz.1981”. Tekst opisujący to ustalenie brzmi „...Jako kolejny dowód sowieckiego sprawstwa jego raport przytacza rany kłute od bagnetu z czterema ostrzami ...”. (s.134, na stronie 353 bagnety te opisane są już prawidłowo jako „…czworokątne…”).  I dalej „pro domo sua” w materiale, który lata temu znalazłem i publikowałem w „Zeszytach Katyńskich” znajduje się fragment, który kończy się w sposób następujący „...Katyń i Oświęcim – jednacy wrogowie...”, w tekście pracy brzmi on „...Katyń i Oświęcim – tacy sami wrogowie...” (s.221) niby nic ale wyraźny dowód na to, że tłumacz nie sięgnął do oryginału tekstu źródłowego, a nie było to szczególnie trudne. Tam gdzie opisuje się hiszpańską publicystykę odwołującą się do zbrodni (nb bardzo interesującą) popełnianych przez „republikanów” w czasie wojny domowej na stronie 250 wymieniany jest tytuł prawicowej (falangistowskiej) gazety „Arriba”. Kilka linijek niże pojawia się ona jako „Arria”. Błędów w tłumaczeniu i braków redakcyjnych jest zresztą o wiele więcej (s.41, 42, 212, 250, 290, 298,…).  Z braków merytorycznych (opiałem je szczegółowo w artykule recenzyjnym dla ostatniego numeru Rocznika Polsko Niemieckiego) odnotujmy pominięcie nazwisk Jana Emila Skiwskiego (uczestnika delegacji „polskiej” skierowanej do Katynia), Marii Ordyniec (1951), Zofii Dwornik (1951).   

 

Anatomia kłamstwa

Teraz może o meritum Autor krok po kroku opisuje podłoże zbrodni, jej przebieg (nie odwzorowuję w tym co teraz piszę wiernie schematu narracji Urbana), intencje propagandy III Rzeszy wykorzystującej okazję „katyńską” do poróżnienia aliantów, działania różnych komisji (Burdenki, międzynarodowej złożonej z lekarzy), wizyty dziennikarzy i działaczy społecznych w różnych okresach „niemieckim” i później „sowieckim” na miejscu zbrodni. Widzimy reakcje, na wieść o zbrodni, różnych istotnych postaci życia politycznego Roosevelta, Churchilla, Stalina. Podobnie obserwujemy też i to co robiły dyplomacje państw, których przywódców właśnie wymieniłem. Wszyscy nurzali się w kłamstwie. Urban usprawiedliwia Prezydenta USA twierdząc, że jego wiedza spowodowane były  naiwnością i psychiczną trudnością uwierzenia w niemiecką narrację o sowieckiej winie (s.7, 8, 18 i dalej). Roosevelt wierzył też w rzetelność Stalina. Autor nie bierze jednak pod uwagę tego, że był otoczony przez sowiecką agenturę, kształtującą obraz otaczającej Prezydenta USA rzeczywistości. Różnie od wielu polskich historyków niemiecki dziennikarz twierdzi (i tu pełna zgoda), że w myśleniu Stalina ważne były „…kategorie etniczne i narodowe…” (s.14). W opowieści Urbana „ucieleśnieniem zła” jest w sprawie Katynia Chruchill, też zresztą nie do końca zorientowany ale prący bezwzględnie do zachowania jedności aliantów zagrożonej za sprawą odkrytego mordu.

Autor szczegółowo relacjonuje reakcje intelektualistów (dziennikarzy, pisarzy) z różnych krajów na wieść o zbrodni. Od razu trzeba dodać, że jest to opowieść fascynująca. Opisuje też losy (wojenne i powojenne) tych których historia związała z ponurym odkryciem w Kozich Górach. Podobnie zajmuje się też tym co spotkało świadków  i lekarzy biorących udział w pracach wspomnianej międzynarodowej komisji lekarskiej. To ciąg dalszy dramatu katyńskiego, sowieckie prześladowania i terror i odcinanie się od swoich poprzednich opinii. Vicenzo Palmieri stwierdził, że „…Prawdopodobnie zrobiłbym to samo, gdyby Neapol został oswobodzony przez Armię Czerwoną…” ( s. 440). Prawie wszyscy sowieccy świadkowie zeznający przed 1944 rokiem o zbrodni zginęli lub zaginęli bez śladu. Nie tylko oni zresztą (córka Helge Tramsena s.239, 240). Ważne miejsce w narracji Autora zajmuje wątek niemiecki sprawy katyńskiej. Ważne nazwiska to Friedrich Ahrens, Rudolf- Christoph von Gersdorff, Fabian von Schlaebendorff, Hennig von Tresckow, Reinhart von Eichborn, Ulrich von Hassel niemieccy oficerowie i dyplomaci, którzy przyczynili się do nagłośnienia mordu w Kozich Górach i odegrali istotną rolę później w Norymberdze, a także spiskowali przeciwko Hitlerowi (s.122/128, 225 i dalej). Nie jestem specjalistą od kwestii niemieckiego ruchu oporu. Wydaje mi się jednak, abstrahując od osobistego heroizmu tych postaci, że niekoniecznie służy to pracy dotyczącej Katynia, ale to wybór Urbana. Autor sporo miejsca poświęca temu co w kwestii „Katynia” działo się w Norymberdze i później zarówno w Europie jak i szerzej na świecie. Opisuje też „prosty chłopski” pragmatyzm Gomułki i ideologiczne uwikłania, które nie pozwalały na powiedzenie prawdy o zbrodni i ciężką walkę tych, którzy z tą prawdą próbowali się przebić do szerokiej opinii publicznej (Oleg Zakirow, o którym powinniśmy w Polsce pamiętać). Wnioski do jakich dochodzi nie są budujące. „Katyń” był i jest (i najprawdopodobniej będzie jeszcze długo) obszarem, na którym będą ścierały się prawda i kłamstwo, manipulacja i bezradność wobec tejże bowiem w rosyjskiej polityce zagranicznej  „ … nic nie dzieje się przypadkowo, a każde posunięcie … jest starannie przygotowane i obliczone na osiągnięcie konkretnych celów. … W każdej analizie posunięć rosyjskiej dyplomacji najważniejsza jest konstatacja, że długoterminowym celem władz rosyjskich jest uniemożliwienie Polsce prowadzenia aktywnej polityki wschodniej. Jest ona bowiem na ogół sprzeczna z interesami imperialnej Rosji…” (Andrzej Nowak „Prywatna zbrodnia Stalina” elektroniczne wydanie Rzeczpospolitej z dnia 30.11.2010). 

 

Koszmarny "finał"

Reasumując otrzymaliśmy książkę nasyconą wiedzą. Książkę potrzebną, dziś możemy zaryzykować twierdzenie (wobec tego co dzieje się na Ukrainie), że potrzebną uniwersalnie dla zrozumienia mechanizmów napędzających rosyjską machnię zbrodni, która jest machiną uniwersalną - stosowaną w każdym potrzebnym temu państwu momencie. Warto ją przeczytać. Prowokuje bowiem do refleksji nad złem, ale także i nad heroizmem w walce o prawdę – nie tylko (jak się dziś okazuje) historyczną. Do tego wszystkiego bowiem los dopisał koszmarny finał 10.04.2010 rok
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe