Paweł Jędrzejewski: To oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone

Początek nowego roku w naturalny sposób skłania do wróżenia, a raczej zgadywania, jaki będzie to rok dla świata. Z reguły najbardziej dramatycznych wydarzeń nie daje się przewidzieć. Czy wojna na Ukrainie zakończy się i czy jej klęską? Czy Chiny zaatakują Tajwan? Czy w konflikt na Bliskim Wschodzie włączą się bezpośrednio inne państwa?
Statua Wolności. Waszyngton Paweł Jędrzejewski: To oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone
Statua Wolności. Waszyngton / Pixabay.com

Jedno można powiedzieć z całą pewnością – rok 2024 będzie rokiem najważniejszych wyborów. W USA w listopadzie Joe Biden zmierzy się najprawdopodobniej po raz drugi z Donaldem Trumpem i wiele wskazuje na to, że może przegrać. Jednocześnie wyborcy amerykańscy wybiorą cały nowy skład Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu. Wynik tych wyborów będzie dotyczył ponad 340 milionów obywateli USA, a jego wpływ na politykę światową jest oczywisty. Parę miesięcy wcześniej odbędą się wybory w największej demokracji na kuli ziemskiej, czyli w Indiach – państwie o 1,44 miliarda mieszkańców. Hindusi wybiorą członków niższej izby parlamentu (Lok Sabha). Parę tygodni później 448 milionów obywateli państw należących do Unii Europejskiej powoła nowy Parlament Europejski. Już tylko te trzy wybory dotyczą w sumie ponad 2 miliardów i 200 milionów ludzi, a przecież walka polityczna zakończy się pójściem do urn wyborczych około 4 miliardów obywateli w sumie w 64 państwach, angażując potencjalnie prawie połowę całej populacji globu. Historycy twierdzą, że nigdy wcześniej w historii ludzkości tylu ludzi nie wzięło udziału w wyborach, ilu powinno w nadchodzącym roku 2024.

Czytaj również: Uwaga: Awaria państwa – nowy numer „Tygodnika Solidarność”

Sędzia z Iustitii wydał nakazy aresztowania Kamińskiego i Wąsika. Jest oświadczenie policji

 

W którą stronę pójdzie Europa?

W Europie decydują się plany drastycznego zmniejszenia roli państw narodowych na rzecz scentralizowanej władzy unijnej. To gwarantowałoby najsilniejsze wpływy Niemcom, a w drugiej kolejności Francji. Likwidacja jednostkowego weta w projektowanych zmianach traktatów unijnych będzie zabójczym ciosem w mniejsze państwa. Z powodów geopolitycznych przede wszystkim w Polskę. Czy polscy wyborcy mają pełną świadomość tego zagrożenia? Czy mają pewność, jak zareaguje na unijne naciski w tej kwestii nowy polski rząd? Szersze pytanie: czy takie perspektywy wpłyną na ogólny wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego? Czy partiom reprezentującym konserwatywne poglądy ułatwią wyborczy sukces, bo wyborcy dostrzegą niebezpieczeństwo radykalnych zmian traktatów?

Postępujące ustalenia dotyczące zmian w polityce imigracyjnej UE (jest już zgoda na tzw. przymusową solidarność, czyli relokację lub 20 tys. euro od imigranta) też powinny wpływać na wybory. Powinny, ale czy rzeczywiście wpłyną? Sądząc po wyniku ostatnich wyborów w Holandii, gdzie wygrała prawica – tak. Natomiast gdyby oceniać na podstawie wyniku wyborów w Polsce – raczej nie, skoro tak wielu wyborców chcących wyrwać się z zaklętego kręgu Kaczyńskiego i Tuska dało się nabrać jak dzieci na oczywisty kamuflaż w wykonaniu Hołowni i Kosiniaka-Kamysza, których Trzecia Droga różni się od Koalicji Obywatelskiej tylko z nazwy. Zdjęcie marszałka Sejmu Szymona Hołowni z nielegalnymi imigrantami mówi więcej niż tysiąc słów i przypomina niesławne zdjęcie kanclerz Merkel z imigrantami z roku 2015. Unia Europejska zastanawia się, jak rozdzielać pomiędzy indywidualne państwa nowych imigrantów, a nie zastanawia się, co trzeba zrobić, żeby setki milionów Afrykańczyków nie zdecydowały się na podróż na północ. Podróż, która dla nich jest przecież najbardziej rozsądnym i logicznym wyborem życiowym, jakiego mogą dokonać, uciekając przed biedą, a dla Europejczyków jest – w perspektywie nieubłaganych reguł demografii – apokalipsą. Najprościej mówiąc, ich przyrost naturalny jest imponujący, natomiast Europejczycy wymierają. A to oznacza wiele konfliktów, w tym podstawowy konflikt kulturowy, który zostanie wywołany przez zwielokrotnienie w Europie liczby wyznawców islamu. Napływu imigrantów z Afryki nie da się powstrzymać, jeśli sytuacja ekonomiczna w Afryce nie ulegnie głębokiej zmianie. A ta zmiana nie dokona się w efekcie cudu. Kto ma rozwiązywać ten problem, jeśli nie półmiliardowy, bogaty kontynent, najbardziej narażony na zalanie imigrantami z Afryki? To skrajnie trudne, ale przecież konieczne. Problem trzeba atakować, czyli rozwiązywać, u źródła. Niestety, w tej sprawie Europa nie robi nic, aby pomóc Afryce i sobie.

 

Trump rośnie

W Stanach narastająca nieudolność Bidena pracuje na rzecz Trumpa. Trump nie ma praktycznie żadnych liczących się rywali do nominacji ze strony republikanów. Trump ma tego pełną świadomość, dlatego zlekceważył republikańskie przedwyborcze debaty. Oczywiście Biden może wygrać, ale na razie nic na to nie wskazuje. Partia demokratyczna może także wystawić w wyborach innego kandydata, jednak Biden się upiera i chce zostać po raz drugi prezydentem. Postawienie Trumpa w kilku sprawach przed sądem miało dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego przez jego przeciwników. Po pierwsze, Trump zyskał wizerunkowo jako ofiara skorumpowanego systemu sprawiedliwości, który chce go nieuczciwymi metodami pozbawić prawa do kandydowania w wyborach. Po drugie, oskarżenia te dały mu szansę na publiczne wykazanie, że jest twardy i nie ma zamiaru się poddać. Jako kandydat Trump urósł i wzmocnił się w wyniku tych ataków. Dlatego w tej chwili Trump nie tylko wyprzedza innych republikanów, ale także ma przewagę w sondażach nad Bidenem. W tej sytuacji zaciekli przeciwnicy Trumpa próbują innej metody: urzędnicy stanowi usuwają go z list wyborczych (Kolorado i Maine) pod pretekstem, że uczestniczył (werbalnie) w rozruchach w Waszyngtonie w styczniu 2021 roku. Jest to argument szyty najgrubszymi nićmi z wyobrażalnych, bo przecież Trump nie został za ten rzekomy udział skazany ani nawet oskarżony. Podstawą tych decyzji jest więc wyłącznie widzimisię jego przeciwników. Jeżeli Sąd Najwyższy, który już zgodził się wypowiedzieć w tej kwestii, nie obali tych szalonych decyzji, to będzie oznaczało, że USA już nie istnieją. W tej chwili można odnieść wrażenie, że tylko zamach na życie Trumpa może go powstrzymać. Jednak do wyborów pozostało jeszcze 10 miesięcy, a w polityce to jest wieczność.

 

Obietnice Trumpa

Jedno jest pewne: o ile Trump jest nieprzewidywalny, co może być traktowane jak jego zaleta (Putin i Xi Jinping nie wiedzą, co zrobi) albo wada (nie wiedzą tego także wyborcy), o tyle Biden jest całkowicie obliczalny, przewidywalny i nie jest to komplement pod jego adresem. Wiadomo, że cokolwiek zamierzy, to zepsuje. Wystarczy powiedzieć, że teraz, gdy już jasne, jakim jest prezydentem, ma wśród wyborców oceny niższe, niż mieli Obama czy Trump na tym samym etapie ich prezydentur. Jest nawet gorzej: tak niskich notowań u wyborców nie miał żaden z siedmiu (!) ostatnich prezydentów USA. W dodatku Biden nawet nie udaje, że ma jakiś program, jakieś cele. Natomiast program wyborczy Trumpa jest łatwy do zapamiętania. Donald Trump nie jest cudotwórcą, ale obiecuje amerykańskim wyborcom dobrobyt gospodarczy, w polityce międzynarodowej – pokój przez siłę, wewnętrznie – zabezpieczenie granic Stanów przed nielegalną imigracją, przywrócenie bezpieczeństwa publicznego, powrót do pełni wolności słowa (zwalczanej zawzięcie przez zideologizowaną lewicę) oraz demontaż tzw. głębokiego państwa (deep state), czyli niejawnej sieci członków rządu federalnego (szczególnie FBI i CIA), działających w zmowie z podmiotami finansowymi i przemysłowymi. Jest to program, który przeciwnicy nazywają pogardliwie „populistycznym”, bo zbyt skutecznie – na ich gust – trafia do wyborców. Obietnice Trumpa atakują wprost podstawowe cele lewicy, która uprowadziła partię demokratyczną i siedzi w kieszeni wielkich, ponadnarodowych korporacji, które ją kupiły i używają do swoich celów. Demokratom zależy na niekontrolowanej imigracji (to ich przyszli wyborcy), lewicy – na społecznym chaosie (stąd te lewicowe pomysły „defundowania policji”), a jednym i drugim solą w oku jest wolność słowa, zwłaszcza słowa prawdy.

Przed każdymi wyborami obie strony przekonują, że te nadchodzące są najważniejszymi od długich dziesięcioleci. Wygląda, że tym razem takie twierdzenie ma realne podstawy. Stany są bowiem na rozdrożu. Konfrontacja z Chinami o światową hegemonię jest w perspektywie następnych lat nieunikniona. Joe Biden ma na swoim koncie wspomaganie Ukrainy, które dało boleśnie mniejsze efekty, niż opinia publiczna w USA się spodziewała. Szczególnie że media rozkręciły bez umiaru wizję ukraińskiej, zwycięskiej kontrofensywy, która się załamała. Tak jak przegrana Rosji byłaby klęską Putina, tak przegrana Ukrainy, czyli wojna zakończona w najlepszym przypadku kompromisem z utratą Krymu i części Donbasu, będzie klęską Bidena. To bardzo niebezpieczne, bo razem z nim będzie to klęska całego świata zachodniego. A dla Chin byłby to wyraźny sygnał, że Tajwan jest do wzięcia. Z kolei zajęcie Tajwanu przez Chiny oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone. A to zmieniłoby wszystko.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Tortury, bestialstwo, zapomnienie. Wyklętych skazywano na podwójną śmierć Wiadomości
Tortury, bestialstwo, zapomnienie. Wyklętych skazywano na podwójną śmierć

Często słyszymy zarzuty ze strony środowisk lewicowych (ale nie tylko) negujące sens walki Żołnierzy Wyklętych. Pojawiają się też skrajne głosy, jakoby żołnierze podziemia niepodległościowego zwalczali przeciwników „innej opcji politycznej” lub rozpętali „wojnę domową”. De facto zbrodnicze oddziały Gwardii/Armii Ludowej były ekspozyturą sowiecką instalowaną na terenie Polski przez mocodawców z Kremla. Nie był to więc spór o podłożu ideologicznym, lecz rozbieżność w kwestii priorytetowej. Niepodległościowa konspiracja dążyła do suwerenności, natomiast komuna realizowała politykę Stalina.

Lewacka terrorystka aresztowana. Ukrywała się jako aktywistka w organizacji finansowanej przez niemiecki rząd Wiadomości
Lewacka terrorystka aresztowana. Ukrywała się jako aktywistka w organizacji finansowanej przez niemiecki rząd

Berlin: aresztowano terrorystkę RAF, Danielę Klette. Okazuje się, że kobieta przez około trzy dekady ukrywała się w niemieckiej stolicy pod fałszywym nazwiskiem. Terrorystka dobrze ułożyła sobie życie: jako lewicowa aktywistka działała w promigracyjnych organizacjach związanych z rządem i finansowanymi przez podatników. Sieć organizacji, z którymi była związana, otrzymywała miliony euro wsparcia.

Wiele gróźb i kłamstw. Ekspert podsumował orędzie Putina z ostatniej chwili
"Wiele gróźb i kłamstw". Ekspert podsumował orędzie Putina

Władimir Putin kilkakrotnie podczas czwartkowego orędzia użył określenia "Noworosja" i mówił o Ukrainie jako o "terytorium naszego kraju". To potwierdzenie, że jego celem jest zajęcie całej Ukrainy, aż do granic z Polską i Rumunią - powiedział PAP Igor Grecki, rosyjski politolog pracujący w estońskim think tanku ICDS.

Prof. David Engels: To co minister Barbara Nowacka robi w Polsce, na Zachodzie skończyło się spektakularną klapą Wiadomości
Prof. David Engels: To co minister Barbara Nowacka robi w Polsce, na Zachodzie skończyło się spektakularną klapą

Program reform nowej polskiej minister edukacji jest boleśnie znajomy Europejczykowi z Zachodu. Cel jest oczywisty: chodzi o przeformatowanie młodzieży na modłę lewicową, po to aby uniemożliwić jakąkolwiek szansę powrotu do władzy partii konserwatywnych.

Rozbój się nie udał. Napastnik zatrzymany przez policję z ostatniej chwili
"Rozbój się nie udał". Napastnik zatrzymany przez policję

W Goczałkowicach-Zdroju pod Pszczyną (woj. śląskie) doszło do niebezpiecznego incydentu. Zamaskowany mężczyzna wtargnął do jednego z banków i zażądał pieniędzy.

USA reagują na niepokojące słowa Putina z ostatniej chwili
USA reagują na niepokojące słowa Putina

Nie po raz pierwszy słyszeliśmy nieodpowiedzialną retorykę Władimira Putina - powiedział w czwartek rzecznik Departamentu Stanu USA Matthew Miller. Dodał, że USA ostrzegały Rosję w sprawie konsekwencji użycia broni jądrowej i że nie ma oznak, by Moskwa szykowała się do jego użycia.

Znana aktorka odchodzi z popularnego serialu TVP z ostatniej chwili
Znana aktorka odchodzi z popularnego serialu TVP

Znana aktorka poinformowała w mediach społecznościowych o tym, że odchodzi z serialu „Na dobre i na złe”.

To żaden wstyd. Dramat gwiazdy M jak miłość z ostatniej chwili
"To żaden wstyd". Dramat gwiazdy "M jak miłość"

"M jak miłość" cieszy się dużym zainteresowaniem telewidzów. Jedna z gwiazd produkcji podzieliła się ostatnio ze światem szczerym wyznaniem. Okazuje się, że borykała się z poważnymi problemami.

Emmanuel Macron mówił o wysłaniu wojsk na Ukrainę. Każde moje słowo w tej sprawie jest przemyślane z ostatniej chwili
Emmanuel Macron mówił o wysłaniu wojsk na Ukrainę. "Każde moje słowo w tej sprawie jest przemyślane"

Prezydent Francji Emmanuel Macron zapewnił w czwartek, kilka dni po wypowiedzi o możliwości wysłania wojsk na Ukrainę, że każde jego słowo w tych kwestiach jest przemyślane i "starannie dobrane". Wiele państw zachodnich po słowach Macrona wykluczyło taką możliwość.

To nie jest wymarzony scenariusz. Tusk zabrał głos po spotkaniu z rolnikami z ostatniej chwili
"To nie jest wymarzony scenariusz". Tusk zabrał głos po spotkaniu z rolnikami

Prawdopodobnie 5 lub 7 marca dojdzie do kolejnego spotkania z protestującymi rolnikami - powiedział w czwartek premier Donald Tusk. Jak dodał, zamierza wtedy poinformować o efektach działań podjętych w sprawie rolniczych protestów.

REKLAMA

Paweł Jędrzejewski: To oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone

Początek nowego roku w naturalny sposób skłania do wróżenia, a raczej zgadywania, jaki będzie to rok dla świata. Z reguły najbardziej dramatycznych wydarzeń nie daje się przewidzieć. Czy wojna na Ukrainie zakończy się i czy jej klęską? Czy Chiny zaatakują Tajwan? Czy w konflikt na Bliskim Wschodzie włączą się bezpośrednio inne państwa?
Statua Wolności. Waszyngton Paweł Jędrzejewski: To oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone
Statua Wolności. Waszyngton / Pixabay.com

Jedno można powiedzieć z całą pewnością – rok 2024 będzie rokiem najważniejszych wyborów. W USA w listopadzie Joe Biden zmierzy się najprawdopodobniej po raz drugi z Donaldem Trumpem i wiele wskazuje na to, że może przegrać. Jednocześnie wyborcy amerykańscy wybiorą cały nowy skład Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu. Wynik tych wyborów będzie dotyczył ponad 340 milionów obywateli USA, a jego wpływ na politykę światową jest oczywisty. Parę miesięcy wcześniej odbędą się wybory w największej demokracji na kuli ziemskiej, czyli w Indiach – państwie o 1,44 miliarda mieszkańców. Hindusi wybiorą członków niższej izby parlamentu (Lok Sabha). Parę tygodni później 448 milionów obywateli państw należących do Unii Europejskiej powoła nowy Parlament Europejski. Już tylko te trzy wybory dotyczą w sumie ponad 2 miliardów i 200 milionów ludzi, a przecież walka polityczna zakończy się pójściem do urn wyborczych około 4 miliardów obywateli w sumie w 64 państwach, angażując potencjalnie prawie połowę całej populacji globu. Historycy twierdzą, że nigdy wcześniej w historii ludzkości tylu ludzi nie wzięło udziału w wyborach, ilu powinno w nadchodzącym roku 2024.

Czytaj również: Uwaga: Awaria państwa – nowy numer „Tygodnika Solidarność”

Sędzia z Iustitii wydał nakazy aresztowania Kamińskiego i Wąsika. Jest oświadczenie policji

 

W którą stronę pójdzie Europa?

W Europie decydują się plany drastycznego zmniejszenia roli państw narodowych na rzecz scentralizowanej władzy unijnej. To gwarantowałoby najsilniejsze wpływy Niemcom, a w drugiej kolejności Francji. Likwidacja jednostkowego weta w projektowanych zmianach traktatów unijnych będzie zabójczym ciosem w mniejsze państwa. Z powodów geopolitycznych przede wszystkim w Polskę. Czy polscy wyborcy mają pełną świadomość tego zagrożenia? Czy mają pewność, jak zareaguje na unijne naciski w tej kwestii nowy polski rząd? Szersze pytanie: czy takie perspektywy wpłyną na ogólny wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego? Czy partiom reprezentującym konserwatywne poglądy ułatwią wyborczy sukces, bo wyborcy dostrzegą niebezpieczeństwo radykalnych zmian traktatów?

Postępujące ustalenia dotyczące zmian w polityce imigracyjnej UE (jest już zgoda na tzw. przymusową solidarność, czyli relokację lub 20 tys. euro od imigranta) też powinny wpływać na wybory. Powinny, ale czy rzeczywiście wpłyną? Sądząc po wyniku ostatnich wyborów w Holandii, gdzie wygrała prawica – tak. Natomiast gdyby oceniać na podstawie wyniku wyborów w Polsce – raczej nie, skoro tak wielu wyborców chcących wyrwać się z zaklętego kręgu Kaczyńskiego i Tuska dało się nabrać jak dzieci na oczywisty kamuflaż w wykonaniu Hołowni i Kosiniaka-Kamysza, których Trzecia Droga różni się od Koalicji Obywatelskiej tylko z nazwy. Zdjęcie marszałka Sejmu Szymona Hołowni z nielegalnymi imigrantami mówi więcej niż tysiąc słów i przypomina niesławne zdjęcie kanclerz Merkel z imigrantami z roku 2015. Unia Europejska zastanawia się, jak rozdzielać pomiędzy indywidualne państwa nowych imigrantów, a nie zastanawia się, co trzeba zrobić, żeby setki milionów Afrykańczyków nie zdecydowały się na podróż na północ. Podróż, która dla nich jest przecież najbardziej rozsądnym i logicznym wyborem życiowym, jakiego mogą dokonać, uciekając przed biedą, a dla Europejczyków jest – w perspektywie nieubłaganych reguł demografii – apokalipsą. Najprościej mówiąc, ich przyrost naturalny jest imponujący, natomiast Europejczycy wymierają. A to oznacza wiele konfliktów, w tym podstawowy konflikt kulturowy, który zostanie wywołany przez zwielokrotnienie w Europie liczby wyznawców islamu. Napływu imigrantów z Afryki nie da się powstrzymać, jeśli sytuacja ekonomiczna w Afryce nie ulegnie głębokiej zmianie. A ta zmiana nie dokona się w efekcie cudu. Kto ma rozwiązywać ten problem, jeśli nie półmiliardowy, bogaty kontynent, najbardziej narażony na zalanie imigrantami z Afryki? To skrajnie trudne, ale przecież konieczne. Problem trzeba atakować, czyli rozwiązywać, u źródła. Niestety, w tej sprawie Europa nie robi nic, aby pomóc Afryce i sobie.

 

Trump rośnie

W Stanach narastająca nieudolność Bidena pracuje na rzecz Trumpa. Trump nie ma praktycznie żadnych liczących się rywali do nominacji ze strony republikanów. Trump ma tego pełną świadomość, dlatego zlekceważył republikańskie przedwyborcze debaty. Oczywiście Biden może wygrać, ale na razie nic na to nie wskazuje. Partia demokratyczna może także wystawić w wyborach innego kandydata, jednak Biden się upiera i chce zostać po raz drugi prezydentem. Postawienie Trumpa w kilku sprawach przed sądem miało dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego przez jego przeciwników. Po pierwsze, Trump zyskał wizerunkowo jako ofiara skorumpowanego systemu sprawiedliwości, który chce go nieuczciwymi metodami pozbawić prawa do kandydowania w wyborach. Po drugie, oskarżenia te dały mu szansę na publiczne wykazanie, że jest twardy i nie ma zamiaru się poddać. Jako kandydat Trump urósł i wzmocnił się w wyniku tych ataków. Dlatego w tej chwili Trump nie tylko wyprzedza innych republikanów, ale także ma przewagę w sondażach nad Bidenem. W tej sytuacji zaciekli przeciwnicy Trumpa próbują innej metody: urzędnicy stanowi usuwają go z list wyborczych (Kolorado i Maine) pod pretekstem, że uczestniczył (werbalnie) w rozruchach w Waszyngtonie w styczniu 2021 roku. Jest to argument szyty najgrubszymi nićmi z wyobrażalnych, bo przecież Trump nie został za ten rzekomy udział skazany ani nawet oskarżony. Podstawą tych decyzji jest więc wyłącznie widzimisię jego przeciwników. Jeżeli Sąd Najwyższy, który już zgodził się wypowiedzieć w tej kwestii, nie obali tych szalonych decyzji, to będzie oznaczało, że USA już nie istnieją. W tej chwili można odnieść wrażenie, że tylko zamach na życie Trumpa może go powstrzymać. Jednak do wyborów pozostało jeszcze 10 miesięcy, a w polityce to jest wieczność.

 

Obietnice Trumpa

Jedno jest pewne: o ile Trump jest nieprzewidywalny, co może być traktowane jak jego zaleta (Putin i Xi Jinping nie wiedzą, co zrobi) albo wada (nie wiedzą tego także wyborcy), o tyle Biden jest całkowicie obliczalny, przewidywalny i nie jest to komplement pod jego adresem. Wiadomo, że cokolwiek zamierzy, to zepsuje. Wystarczy powiedzieć, że teraz, gdy już jasne, jakim jest prezydentem, ma wśród wyborców oceny niższe, niż mieli Obama czy Trump na tym samym etapie ich prezydentur. Jest nawet gorzej: tak niskich notowań u wyborców nie miał żaden z siedmiu (!) ostatnich prezydentów USA. W dodatku Biden nawet nie udaje, że ma jakiś program, jakieś cele. Natomiast program wyborczy Trumpa jest łatwy do zapamiętania. Donald Trump nie jest cudotwórcą, ale obiecuje amerykańskim wyborcom dobrobyt gospodarczy, w polityce międzynarodowej – pokój przez siłę, wewnętrznie – zabezpieczenie granic Stanów przed nielegalną imigracją, przywrócenie bezpieczeństwa publicznego, powrót do pełni wolności słowa (zwalczanej zawzięcie przez zideologizowaną lewicę) oraz demontaż tzw. głębokiego państwa (deep state), czyli niejawnej sieci członków rządu federalnego (szczególnie FBI i CIA), działających w zmowie z podmiotami finansowymi i przemysłowymi. Jest to program, który przeciwnicy nazywają pogardliwie „populistycznym”, bo zbyt skutecznie – na ich gust – trafia do wyborców. Obietnice Trumpa atakują wprost podstawowe cele lewicy, która uprowadziła partię demokratyczną i siedzi w kieszeni wielkich, ponadnarodowych korporacji, które ją kupiły i używają do swoich celów. Demokratom zależy na niekontrolowanej imigracji (to ich przyszli wyborcy), lewicy – na społecznym chaosie (stąd te lewicowe pomysły „defundowania policji”), a jednym i drugim solą w oku jest wolność słowa, zwłaszcza słowa prawdy.

Przed każdymi wyborami obie strony przekonują, że te nadchodzące są najważniejszymi od długich dziesięcioleci. Wygląda, że tym razem takie twierdzenie ma realne podstawy. Stany są bowiem na rozdrożu. Konfrontacja z Chinami o światową hegemonię jest w perspektywie następnych lat nieunikniona. Joe Biden ma na swoim koncie wspomaganie Ukrainy, które dało boleśnie mniejsze efekty, niż opinia publiczna w USA się spodziewała. Szczególnie że media rozkręciły bez umiaru wizję ukraińskiej, zwycięskiej kontrofensywy, która się załamała. Tak jak przegrana Rosji byłaby klęską Putina, tak przegrana Ukrainy, czyli wojna zakończona w najlepszym przypadku kompromisem z utratą Krymu i części Donbasu, będzie klęską Bidena. To bardzo niebezpieczne, bo razem z nim będzie to klęska całego świata zachodniego. A dla Chin byłby to wyraźny sygnał, że Tajwan jest do wzięcia. Z kolei zajęcie Tajwanu przez Chiny oznaczałoby, że Stany, jakie znamy od 248 lat, są skończone. A to zmieniłoby wszystko.



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe