loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Ustawa o jawności życia publicznego krytykowana przez związki i pracodawców
Opublikowano dnia 16.03.2018 12:39
Brak konsultacji społecznych, także na etapie wprowadzania zmian do projektu, podejrzenie co do niezgodności z konstytucją i wymieszanie zagadnień, które powinny być zawarte z kilku różnych aktach prawnych – to kluczowe zarzuty partnerów społecznych z Rady Dialogu Społecznego do projektu ustawy o jawności życia publicznego.

Tygodnik Solidarność
Anna Grabowska

Projekt był omawiany na posiedzeniu zespołu RDS ds. rozwoju dialogu społecznego. Generalnie związki zawodowe i pracodawcy stwierdzili, że nie zgadzają się z filozofią ustawy. W ich opinii narazi ona podmioty gospodarcze i osoby fizyczne na nieuzasadnione ujawnianie majątku, a być może także danych osobowych. Jak zaznaczył Sławomir Adamczyk w imieniu NSZZ Solidarność, w tym ostatnich zakresie projekt może być również niezgodny z prawem Unii Europejskiej.

Według partnerów społecznych konieczne jest jednoznacznie rozróżnienie lobbingu i działalności statutowej organizacji reprezentatywnych, do których zaliczają się związki zawodowe i organizacje pracodawców zrzeszone w RDS. Nie może być bowiem wątpliwości, że ich działalność statutowa nie jest objęta zakresem ustawy o jawności życia publicznego. Nie jest bowiem finansowana ze środków publicznych.
Takie zagadnienia jak: zasady dotyczące sygnalizowania oraz status sygnalisty, regulacje antymonopolowe, antykorupcyjne, dotyczące stanowienia prawa czy dostępu do informacji publicznej, powinny być regulowane osobno.

Jak podkreślali pracodawcy, przepisy o sygnalistach, „choć bardzo potrzebne, zostały w projekcie wypaczone, a mogą wręcz zachęcać do działań sprzecznych z prawem, choć wykonywanych w majestacie prawa”. Nie przeprowadzono też dogłębnej analizy, czy sygnaliści będą mieli zapewnione należyte bezpieczeństwo...



Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Prymas przyjął nagrodę Tygodnika Powszechnego. Wielka szkoda
Wczoraj prymas Polski abp Wojciech Polak został laureatem „Tygodnika Powszechnego”, otrzymał medal św. Jerzego. Jak opublikowano na stronach tygodnika, otrzymał go „za walkę ze smokiem podziałów, które oddaliły od siebie Polaków. Za to, że jest siłą spokoju naszego Kościoła. Za to, że jednoczy wspólnotę swoim opanowaniem i pokorą – w naszych czasach cechami unikalnymi”.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: "Bawaria: tradycja, nowoczesność, tożsamość"
Jeżeli miałoby dojść – drugi raz w historii Bawarii – do podzielenia się przez CSU władzą z koalicjantem to będzie to dla Seehofera, Soedera i reszty liderów twardy orzech do zgryzienia. Najbardziej oczywista koalicja z liberałami – przynajmniej według sondaży – nie dawałaby większości rządowej w monachijskim Landtagu. Również odtworzenie ze szczebla centralnego, szereg razy ćwiczonej w całych Niemczech i kilku innych landach, choć w Bawarii nie praktykowanej – „Grosse Koalizion” czyli „Wielkiej Koalicji”, czarno-czerwonego rządu CSU-SPD – jest trudne ze względów nawet nie politycznych a … matematycznych. Po prostu może nie starczyć nie tyle woli, co szabel w lokalnym parlamencie. Teoretycznie − i arytmetycznie − jest możliwa egzotyczna, nigdy nie stosowana na terenie RFN koalicja CSU z „Alternatywą dla Niemiec”. Tyle, że jest ona politycznie wykluczona. Po pierwsze dlatego, że obie partie niesłychanie ostro rywalizują o przynajmniej częściowo podobny elektorat. Po drugie, że taki polityczny mezalians wywołałby wściekłość w Berlinie i pewnie osłabiłby pozycję Horsta Seehofera w niemieckim rządzie. Najbardziej więc prawdopodobny scenariusz to, jak mówił mi mój wysoko postawiony w CDU znajomy, koalicja „schwarz-gruen” czyli CSU z Zielonymi. A więc taka, która była już praktykowana w niektórych niemieckich landach. Ba, CDU i CSU rozważały ją również na szczeblu centralnym przed ostatnimi wyborami do Bundestagu.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: "Ostre wyrazy w walce politycznej nie są nieparlamentarne"
Słowo „parlamentum” znaczyło pierwotnie tyle, co „sklep z gadaniną” i dlatego nawet bardzo ostre potyczki werbalne w nim nie powinny razić, ani wywoływać zgorszenia.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.