Szukaj
Konto

Felieton "TS". Cezary Krysztopa: Dajcie mi przyczepę żyta, a poruszę ziemię

16.08.2018 21:40
Felieton "TS". Cezary Krysztopa: Dajcie mi przyczepę żyta, a poruszę ziemię
Źródło: pixabay.com
Komentarzy: 0
Będąc na krótkim urlopie w rodzinnej miejscowości, pomagałem Szwagrowi zrzucać żyto z przyczepy. Dużo pracuję, że tak powiem, umysłowo, a od tego, proszę ja Was, to się tu i ówdzie przewraca i człowiek zapomina o najprostszych rzeczach i zasadach. Ruchu mi brakuje, to mi dobrze zrobiło. A że robota prosta, to i porozmawiać można i pomyśleć o złożoności wszechświata.
I tak na przykład mogliśmy z Siostrą i Szwagrem porozmawiać o wywiadzie, który zrobiłem dla "Tygodnika Solidarność" z ministrem rolnictwa Janem Ardanowskim. Pan minister nawet nie wie, że moimi konsultantami w tym zakresie była moja Siostra i Szwagier, pewnie ich nie zna, ale konsultantów efekt mojej pracy żywo interesował. A jako aktywni rolnicy podchodzą do polityki rolnej dosyć krytycznie.

Porozmawialiśmy też o wyższości jedzenia podlaskiego nad wielkomiejskim. Poutyskiwaliśmy na przemysł spożywczy, który pracę rolnika przetwarza na beznadziejnej jakości produkty, które ludzie w miastach jedzą tylko dlatego, że nie mają pojęcia, jak smakuje dobre jedzenie, lub też dlatego, że zwyczajnie nie mają wyjścia.

Z kolei z Młodszym Synem odbyłem podczas pracy debatę na temat tzw. tramwajów, czyli takich czerwonych żuczków, oraz szkodliwości ich spożywania. Przy czym nie obyło się bez odmowy przyjęcia moich słusznych postulatów w tej sprawie, buntu i konieczności posadzenia buntownika na beli siana (dla obrońców "praw dzieci": w celu zabezpieczenia go przed wycieczkami bez opieki, które mogłyby się skończyć np. gwoździem w stopie).

Resztę czasu poświęciłem na wymyślanie następnej tury rysunków do tygodników, konstrukcji wywiadów, które mam przeprowadzić, tematów do felietonów, na kontemplacji wielkich pająków wiszących na swoich skomplikowanych konstrukcjach z drewnianych belek oraz na próbach niemyślenia o niczym, co od dość dawna nie tyle nawet przychodzi mi z wielkim trudem, co raczej nie mam okazji sprawdzić, czy jeszcze to potrafię.

No a teraz mija mi kolejny dzień ciężkiej pracy w wielkim mieście. Dzień, podczas którego ileś godzin muszę przesiedzieć, ileś godzin wpatrywać się w ekran laptopa, a w najlepszym razie w kartkę papieru. Kolejny dzień, w którym, choćbym płacił żywym złotem, to nie kupię dobrego żarcia i będę skazany na te wszystkie kolorowo opakowane badziewia. Dzień, w którym nie będę mógł uciec spomiędzy rozgrzanych betonowych ścian i asfaltowych ulic, choćbym nawet szybko biegał.

Dzień, w którym teoretycznie przyjdzie czas najwyższy na wykorzystanie energii akumulatorów, które naładowałem na Podlasiu. I której zapewne nie będę umiał wykorzystać, mieląc myśli i usiłując wycisnąć z nich z wielkim trudem pomysły. Wszystko to, co tam wydawało mi się łatwe i oczywiste, tu będzie przychodziło z wysiłkiem i mozołem. Albo i wcale.

Dlaczego? Ano dlatego, że tej przyczepy żyta tu nie mam. 

Cezary Krysztopa

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (33/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 16.08.2018 21:40