[Tylko u nas] Marek Budzisz: Zagadka chińskiego kredytu dla Białorusi

W poniedziałek, 16 grudnia białoruska Agencja Bełta, poinformowała, że tego dnia podpisana została umowa kredytowa między Mińskiem a chińskim, państwowym Bankiem Rozwoju Chin na 500 mln dolarów. W korespondencji określa się to porozumienie mianem „bezprecedensowego” i w rzeczywistości trzeba je czytać jako istotny gest polityczny. Kredyt nie jest związany z żadnym przedsięwzięciem, wręcz, udzielony został na potrzeby bieżące białoruskich władz. Te potrzeby bieżące to konieczność obsługi i spłaty zobowiązań międzynarodowych, które w najbliższym czasie wynoszą 3,4 mld dolarów.
/ morguefile.com
Oczywiście część z tych kwot będzie można rolować, ale tym nie mniej Mińsk już zaczął odczuwać napięcia związane z brakiem gotówki. Na początku roku, zanim jeszcze pojawił się temat „pogłębienia integracji” miedzy Federacją Rosyjską a Białorusią, rząd białoruski uzyskał w Moskwie obietnice kredytu w wysokości 600 mln dolarów, jednak potem Rosjanie zwlekali z uruchomieniem niezbędnych środków, traktując to jako jeszcze jeden z mechanizmów presji na białoruskie władze po to aby osłabić ich pozycje negocjacyjną. Tak też było to traktowane w Mińsku, w związku z czym rozpoczęto rozmowy z Bankiem Światowym, europejskimi instytucjami finansowymi, zaplanowano emisje obligacji skarbowych, których agentem ma być austriacki Raiffeisen oraz wystąpiono o kredyt do chińskich instytucji państwowych. Przed niedawnymi rozmowami w Soczi na szczycie premier Białorusi Sergiej Rumas pojechał do Londynu, gdzie podczas spotkań z inwestorami zapowiadał chęć prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw. Deklarował nie tylko chęć pozyskania ponad 1 mld dolarów na międzynarodowych rynkach finansowych, ale również gotowość prywatyzacji niemal każdej białoruskiej firmy.

Z przecieków, jakie dotarły do mediów po spotkaniu na szczycie Putin – Łukaszenka wynika, że rozmowy były trudniejsze niźli obydwie strony uważały. Z tego też względu nie wydano nawet oficjalnego komunikatu po ich zakończeniu oraz zrezygnowano z uroczystego podpisania dokumentów w 20 rocznice powołania wspólnego państwa związkowego. Pierwotnie planowano, że tym obchodom nada się specjalną oprawę, ale i z tego zrezygnowano. Teraz docierają informację o tym, że zaplanowano kolejną rundę negocjacji i kolejne spotkanie „na szczycie” 20 grudnia w Petersburgu. Sęk w tym, że wówczas odbywa się spotkanie państw Wspólnoty Niezależnych Państw oraz szczuplejszego grona – Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i może po prostu nie starczyć czasu na wielogodzinne, trudne a momentami burzliwe negocjacje na szczeblu rządowym i prezydenckim. Już w mediach obydwu krajów pojawiają się przecieki, że w gruncie rzeczy „pogłębiona Integracja” będzie nieustającym tematem rozmów, targów i negocjacji w całym 2020 roku, a obie strony nie są wcale zdeterminowane i zobligowane jakąś konkretną datą. Tym nie mniej ceny gazu dla Białorusi oraz kalendarz dostaw ropy, a także warunki, muszą być określone do końca roku. Innymi słowy, niezależnie od finału negocjacji białoruskie władze mają na agendzie interes krótkoterminowy, związany z sytuacją gospodarczą w roku przyszłym i teraz o to właśnie toczy się gra. Patrząc na to pesymistycznie, kostium, który Łukaszenka ubrał, obrońcy białoruskiej niepodległości i strategicznej suwerenności, może stać się jego codziennym strojem, ale nie musi. Piłka jest w grze.

Jarosław Romańczuk, białoruski niezależny ekonomista na swojej stronie w jednym z portali społecznościowych zastanawia się dlaczego Mińskowi tak bardzo zależało na podpisaniu umowy z Pekinem właśnie teraz. Oczywiście mogło chodzić o pokazanie, że „mają alternatywę” oraz o to, że „strategiczny sojusz” rosyjsko – chiński jest bardziej kreacją kremlowskiej propagandy niźli opisem rzeczywistości. Ale on zastanawia się tez nad inną ewentualnością. Zastanawiająca jest bowiem ta determinacja Mińska, zwłaszcza w sytuacji, kiedy parametry makroekonomiczne wydają się dobre. Białoruski budżet ma po dziesięciu miesiącach 0,5 mld tamtejszych rubli nadwyżki, co równa się 3,5 % krajowego PKB. Rezerwy złota, którymi dysponuje Mińsk, według oficjalnych danych wynoszą 9,2 mld dolarów. A zetem, patrząc z tego punktu widzenia sytuacja jest stabilna i zmusza do działań pospiesznych. Dlaczego, pyta retorycznie białoruski ekonomista tamtejszy rząd nie powtórzył raz już przeprowadzonej w tym roku operacji i nie wypuścił na rynku wewnętrznym obligacji. Byłoby, jego zdaniem, i taniej i łatwiej. Jedna z możliwych odpowiedzi, oczywiście prócz sygnału politycznego na potrzeby rokowań z Moskwą, sprowadza się do stwierdzenia faktu, że w istocie rezerwy, jakimi dysponuje białoruskie państwo są mniejsze niźli można sądzić na podstawie oficjalnych statystyk, perspektywy gospodarki gorsze a reform, tym bardziej prywatyzacji i wpuszczenia zagranicznych inwestorów nikt nie zamierza poważnie przeprowadzać. Jeżeli tak jest, to pozycja negocjacyjna Mińska jest słabsza niźli moglibyśmy o tym sądzić, zwłaszcza jeśli Rosjanie o tym wiedzą. Wydaje się, że mają lepsze informacje, między innymi i z tego powodu, że w skład ich delegacji w Soczi wchodził Andrij Babicz, były ambasador w Mińsku, a obecnie wiceminister rozwoju gospodarczego w rosyjskim rządzie. Babicz, kiedy jeszcze sprawował swa posługę w Mińsku, skonfliktował się z tamtejszymi władzami, które oskarżyły go o zachowanie w stylu gubernatora jednej z rosyjskich prowincji przy okazji nazywając go „zdolnym buchalterem”, po tym jak policzył i ujawnił skalę subsydiów dla Białorusi.

Z przecieków, które dotarły do mediów, zarówno rosyjskich jak i białoruskich, po rozmowach w Soczi wynika, że głównym przeciwnikiem porozumienia „przyjaznego” dla Mińska był tzw. blok ekonomiczny w rosyjskim rządzie identyfikowany z wicepremierem Dmitrijem Kozakiem. To, czego domaga się Łukaszenka, to jak wiadomo szereg rekompensat, związanych z brakiem pełnego dostępu białoruskich firm do rosyjskiego rynku, reformą rosyjskiego opodatkowania eksportu węglowodorów, ceną gazu oraz zanieczyszczoną ropą w rurociągu Przyjaźń. Według różnych szacunków chodzi o kwoty od 1,5 – 2 do nawet 10 mld dolarów rocznie w postaci rozmaitych ukrytych dotacji. Opór części rosyjskiego establishmentu wobec tego rodzaju formule współpracy związany jest z przekonaniem, że ona „nie działa”, tzn. nie daje w efekcie integracji, a ponadto nie jest wcale dobrze przyjmowane przez społeczeństwo rosyjskie i w związku z tym, mówiąc potocznie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Zdaniem zwolenników takiego poglądu, i pokazują to ostatnie badania rosyjskiej opinii publicznej, ewentualne wchłonięcie Białorusi, będzie raczej przyjęte przez statystycznego Rosjanina w kategoriach „kolejnego ciężaru” i przekraczającego rosyjski potencjał wyzwania niźli sukcesu i ważnego kroku na drodze odbudowy imperium. A jeśli tak, to są to pieniądze wydane bez sensu, nie prowadzą bowiem do rozwiązania najistotniejszego z rosyjskich problemów, czyli kwestii roku 2024, sukcesji po Władimirze Putinie. Inna z możliwych interpretacji tego rodzaju postawy związana jest ze znajomością rzeczywistego stanu białoruskiej gospodarki i wiedzą, że spodziewane przyszłoroczne „tąpnięcie” będzie głębsze niźli się przypuszcza.

Już dziś perspektywy wzrostu białoruskiej gospodarki w przyszłym i kolejnych latach, zdaniem analityków Banku Światowego nie wyglądają optymistycznie. Kirył Hajduk, białoruski ekonomista Banku Światowego powiedział mediom, że analizując dane za listopad obniżono prognozy wzrostu PKB w roku 2020 i 2021 odpowiednio do poziomu 0,9 i 0,5 %. Warto odnotować, iż w tym scenariuszu założono, iż Mińsk nie otrzyma od Federacji Rosyjskiej żadnej rekompensaty za tzw. manewr podatkowy. Jarosław Romańczuk, powiedział lokalnym mediom, że w świetle ostatnich danych statystycznych realną perspektywą jest recesja w białoruskiej gospodarce już w przyszłym roku. Popyt wewnętrzny nie jest już motorem ożywienia wzrostu, na co wskazuje, jego zdaniem, zapełnienie magazynów białoruskich przedsiębiorstw, które wzrosło, po 10 miesiącach z 59 % do 65 %. Niepokojem napawa również to, że obecnie 60 % firm białoruskich już jest nierentowne, albo znajduje się na progu rentowności.
Według oficjalnych danych białoruski PKB po pierwszych 10 miesiącach tego roku wzrósł o 1,1 % i jest to wskaźnik znacznie niższy od oczekiwań władzy, która pierwotnie zakładała wzrost w wysokości 4 %, a niedawno skorygowała swoje oczekiwania do 2,9 %.

Jeżeli Rosjanie wiedzą więcej na temat rzeczywistego stanu białoruskiej gospodarki, niźli eksperci kolektywnego Zachodu, to nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy liczą, że Mińsk obroni swa suwerenność. Niewykluczone, że niedawna zmiana na stanowisku szefa administracji białoruskiego prezydenta i objęcie tej funkcji przez szefa lokalnych struktur KGB jest przygotowywaniem się władz na znaczne pogorszenie nastrojów społecznych i kryzys gospodarczy. Białoruska, antyłukaszenkowska opozycja, która właśnie porozumiała się i zamierza wspierać reżim w jego woli oporu wobec zakusów Moskwy, być może tez „przez skórę” czuje, że sytuacja jest gorsza niźli głoszą to władze.

Arsenij Siwickij z Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej w Mińsku zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt tego co się stało. Otóż jego zdaniem, Pekin już raz musiał, wbrew własnej woli, zrewidować swe plany związane z inicjatywą Pasa i szlaku. Pierwotnie takim hubem, centrum interesów chińskich na pograniczu Unii Europejskiej miała być Ukraina. Planowano wielkie inwestycje infrastrukturalne (porty, drogi, koleje), ale po aneksji Krymu władze chińskie zrewidowały swoje zamiary, odczytując intencje Rosji, jako wrogie wobec chińskiej obecności na Ukrainie. W efekcie przewartościowań, które potem miały miejsce w Pekinie „postawiono” na Białoruś. Dało to w efekcie nie tylko wspólne przedsięwzięcia gospodarcze, ale również, a może przede wszystkim współprace na polu wojskowych. Jak mówi Siwickij białoruskie programy wojskowe, takie jak rakietowy, budowy kompleksów rakiet balistycznych, sputników w sporej części związane są z udostępnienie przez Chiny technologii wojskowych. Wynikałoby z tego, że w geostrategicznej niezależności Białorusi zainteresowany jest nie tylko Zachód, ale w co najmniej podobnym stopniu również Chiny. Innymi słowy, być może, rozgrywka robi się w coraz większym stopniu interesująca.
 
Marek Budzisz

 

POLECANE
ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

Do końca lutego wcześniejsi emeryci i renciści dorabiający do świadczeń muszą rozliczyć z ZUS dodatkowe przychody za 2025 rok – przypomina ZUS.

Tusk wręczył Prince Polo premier Islandii. Od razu skomentowała z ostatniej chwili
Tusk wręczył Prince Polo premier Islandii. Od razu skomentowała

Donald Tusk zaskoczył na koniec konferencji z premier Islandii. Wręczył jej Prince Polo.

Nagły zwrot ws. właściciela TVN. Jest komunikat Warner Bros. Discovery z ostatniej chwili
Nagły zwrot ws. właściciela TVN. Jest komunikat Warner Bros. Discovery

Warner Bros. Discovery potwierdził, że Paramount Skydance złożył ulepszoną ofertę przejęcia całej spółki i że może ona być lepsza od tej złożonej przez Netflixa.

Policjant zatrzymany. W tle poważne zarzuty z ostatniej chwili
Policjant zatrzymany. W tle poważne zarzuty

Funkcjonariusz Komendy Powiatowej Policji w Wołowie został zatrzymany – poinformowała w środę Dolnośląska Policja. Decyzję podjęto w związku ze zgłoszeniem policjantki z tej samej komendy.

Makabryczne odkrycie w Siemianowicach Śląskich. Policja bada sprawę Wiadomości
Makabryczne odkrycie w Siemianowicach Śląskich. Policja bada sprawę

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci trzech osób, których ciała odnaleziono w jednym z mieszkań w Siemianowicach Śląskich. Sprawa jest na bardzo wczesnym etapie, a śledczy nie podają na razie przyczyny zgonów.

Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska

Nocne niebo pod koniec lutego przyniesie w Polsce niezwykłe widowisko astronomiczne. W tym czasie Księżyc znajdzie się w pobliżu jasnego Jowisza i gwiazd Kastor oraz Polluks z konstelacji Bliźniąt. Odległość między planetą a satelitą wyniesie około 4 stopni kątowych, co sprawi, że zjawisko będzie dobrze widoczne gołym okiem.

Były szef SKW z zarzutami. Gen. Materka wydał oświadczenie z ostatniej chwili
Były szef SKW z zarzutami. Gen. Materka wydał oświadczenie

Były szef SKW gen. Maciej Materka odniósł się do zarzutów przedstawionych przez prokuraturę w śledztwie dotyczącym Pegasusa. Generał nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Nowe władze w Luwrze. Zmiany po głośnej kradzieży Wiadomości
Nowe władze w Luwrze. Zmiany po głośnej kradzieży

Nowym dyrektorem paryskiego Luwru będzie Christophe Leribault, który dotychczas kierował inną czołową placówką muzealną – pałacem w Wersalu. Prezydent Francji Emmanuel Macron powołał Leribaulta na nowe stanowisko w środę, dzień po dymisji dotychczasowej dyrektorki Luwru Laurence des Cars.

Uwaga na przerwy w dostawie prądu. PGE wydało komunikat z ostatniej chwili
Uwaga na przerwy w dostawie prądu. PGE wydało komunikat

W najbliższych dniach w wielu miejscach zaplanowano wyłączenia energii elektrycznej. Operator wskazał dokładne daty i przedziały godzinowe.

Niemcy z potężną dziurą budżetową. Deficyt przekroczył 119 mld euro z ostatniej chwili
Niemcy z potężną dziurą budżetową. Deficyt przekroczył 119 mld euro

Mimo rosnących wpływów z podatków i składek Niemcy zakończyły rok z deficytem sięgającym 119,1 mld euro. Prognozy wskazują, że to dopiero początek narastających problemów finansowych.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Zagadka chińskiego kredytu dla Białorusi

W poniedziałek, 16 grudnia białoruska Agencja Bełta, poinformowała, że tego dnia podpisana została umowa kredytowa między Mińskiem a chińskim, państwowym Bankiem Rozwoju Chin na 500 mln dolarów. W korespondencji określa się to porozumienie mianem „bezprecedensowego” i w rzeczywistości trzeba je czytać jako istotny gest polityczny. Kredyt nie jest związany z żadnym przedsięwzięciem, wręcz, udzielony został na potrzeby bieżące białoruskich władz. Te potrzeby bieżące to konieczność obsługi i spłaty zobowiązań międzynarodowych, które w najbliższym czasie wynoszą 3,4 mld dolarów.
/ morguefile.com
Oczywiście część z tych kwot będzie można rolować, ale tym nie mniej Mińsk już zaczął odczuwać napięcia związane z brakiem gotówki. Na początku roku, zanim jeszcze pojawił się temat „pogłębienia integracji” miedzy Federacją Rosyjską a Białorusią, rząd białoruski uzyskał w Moskwie obietnice kredytu w wysokości 600 mln dolarów, jednak potem Rosjanie zwlekali z uruchomieniem niezbędnych środków, traktując to jako jeszcze jeden z mechanizmów presji na białoruskie władze po to aby osłabić ich pozycje negocjacyjną. Tak też było to traktowane w Mińsku, w związku z czym rozpoczęto rozmowy z Bankiem Światowym, europejskimi instytucjami finansowymi, zaplanowano emisje obligacji skarbowych, których agentem ma być austriacki Raiffeisen oraz wystąpiono o kredyt do chińskich instytucji państwowych. Przed niedawnymi rozmowami w Soczi na szczycie premier Białorusi Sergiej Rumas pojechał do Londynu, gdzie podczas spotkań z inwestorami zapowiadał chęć prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw. Deklarował nie tylko chęć pozyskania ponad 1 mld dolarów na międzynarodowych rynkach finansowych, ale również gotowość prywatyzacji niemal każdej białoruskiej firmy.

Z przecieków, jakie dotarły do mediów po spotkaniu na szczycie Putin – Łukaszenka wynika, że rozmowy były trudniejsze niźli obydwie strony uważały. Z tego też względu nie wydano nawet oficjalnego komunikatu po ich zakończeniu oraz zrezygnowano z uroczystego podpisania dokumentów w 20 rocznice powołania wspólnego państwa związkowego. Pierwotnie planowano, że tym obchodom nada się specjalną oprawę, ale i z tego zrezygnowano. Teraz docierają informację o tym, że zaplanowano kolejną rundę negocjacji i kolejne spotkanie „na szczycie” 20 grudnia w Petersburgu. Sęk w tym, że wówczas odbywa się spotkanie państw Wspólnoty Niezależnych Państw oraz szczuplejszego grona – Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i może po prostu nie starczyć czasu na wielogodzinne, trudne a momentami burzliwe negocjacje na szczeblu rządowym i prezydenckim. Już w mediach obydwu krajów pojawiają się przecieki, że w gruncie rzeczy „pogłębiona Integracja” będzie nieustającym tematem rozmów, targów i negocjacji w całym 2020 roku, a obie strony nie są wcale zdeterminowane i zobligowane jakąś konkretną datą. Tym nie mniej ceny gazu dla Białorusi oraz kalendarz dostaw ropy, a także warunki, muszą być określone do końca roku. Innymi słowy, niezależnie od finału negocjacji białoruskie władze mają na agendzie interes krótkoterminowy, związany z sytuacją gospodarczą w roku przyszłym i teraz o to właśnie toczy się gra. Patrząc na to pesymistycznie, kostium, który Łukaszenka ubrał, obrońcy białoruskiej niepodległości i strategicznej suwerenności, może stać się jego codziennym strojem, ale nie musi. Piłka jest w grze.

Jarosław Romańczuk, białoruski niezależny ekonomista na swojej stronie w jednym z portali społecznościowych zastanawia się dlaczego Mińskowi tak bardzo zależało na podpisaniu umowy z Pekinem właśnie teraz. Oczywiście mogło chodzić o pokazanie, że „mają alternatywę” oraz o to, że „strategiczny sojusz” rosyjsko – chiński jest bardziej kreacją kremlowskiej propagandy niźli opisem rzeczywistości. Ale on zastanawia się tez nad inną ewentualnością. Zastanawiająca jest bowiem ta determinacja Mińska, zwłaszcza w sytuacji, kiedy parametry makroekonomiczne wydają się dobre. Białoruski budżet ma po dziesięciu miesiącach 0,5 mld tamtejszych rubli nadwyżki, co równa się 3,5 % krajowego PKB. Rezerwy złota, którymi dysponuje Mińsk, według oficjalnych danych wynoszą 9,2 mld dolarów. A zetem, patrząc z tego punktu widzenia sytuacja jest stabilna i zmusza do działań pospiesznych. Dlaczego, pyta retorycznie białoruski ekonomista tamtejszy rząd nie powtórzył raz już przeprowadzonej w tym roku operacji i nie wypuścił na rynku wewnętrznym obligacji. Byłoby, jego zdaniem, i taniej i łatwiej. Jedna z możliwych odpowiedzi, oczywiście prócz sygnału politycznego na potrzeby rokowań z Moskwą, sprowadza się do stwierdzenia faktu, że w istocie rezerwy, jakimi dysponuje białoruskie państwo są mniejsze niźli można sądzić na podstawie oficjalnych statystyk, perspektywy gospodarki gorsze a reform, tym bardziej prywatyzacji i wpuszczenia zagranicznych inwestorów nikt nie zamierza poważnie przeprowadzać. Jeżeli tak jest, to pozycja negocjacyjna Mińska jest słabsza niźli moglibyśmy o tym sądzić, zwłaszcza jeśli Rosjanie o tym wiedzą. Wydaje się, że mają lepsze informacje, między innymi i z tego powodu, że w skład ich delegacji w Soczi wchodził Andrij Babicz, były ambasador w Mińsku, a obecnie wiceminister rozwoju gospodarczego w rosyjskim rządzie. Babicz, kiedy jeszcze sprawował swa posługę w Mińsku, skonfliktował się z tamtejszymi władzami, które oskarżyły go o zachowanie w stylu gubernatora jednej z rosyjskich prowincji przy okazji nazywając go „zdolnym buchalterem”, po tym jak policzył i ujawnił skalę subsydiów dla Białorusi.

Z przecieków, które dotarły do mediów, zarówno rosyjskich jak i białoruskich, po rozmowach w Soczi wynika, że głównym przeciwnikiem porozumienia „przyjaznego” dla Mińska był tzw. blok ekonomiczny w rosyjskim rządzie identyfikowany z wicepremierem Dmitrijem Kozakiem. To, czego domaga się Łukaszenka, to jak wiadomo szereg rekompensat, związanych z brakiem pełnego dostępu białoruskich firm do rosyjskiego rynku, reformą rosyjskiego opodatkowania eksportu węglowodorów, ceną gazu oraz zanieczyszczoną ropą w rurociągu Przyjaźń. Według różnych szacunków chodzi o kwoty od 1,5 – 2 do nawet 10 mld dolarów rocznie w postaci rozmaitych ukrytych dotacji. Opór części rosyjskiego establishmentu wobec tego rodzaju formule współpracy związany jest z przekonaniem, że ona „nie działa”, tzn. nie daje w efekcie integracji, a ponadto nie jest wcale dobrze przyjmowane przez społeczeństwo rosyjskie i w związku z tym, mówiąc potocznie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Zdaniem zwolenników takiego poglądu, i pokazują to ostatnie badania rosyjskiej opinii publicznej, ewentualne wchłonięcie Białorusi, będzie raczej przyjęte przez statystycznego Rosjanina w kategoriach „kolejnego ciężaru” i przekraczającego rosyjski potencjał wyzwania niźli sukcesu i ważnego kroku na drodze odbudowy imperium. A jeśli tak, to są to pieniądze wydane bez sensu, nie prowadzą bowiem do rozwiązania najistotniejszego z rosyjskich problemów, czyli kwestii roku 2024, sukcesji po Władimirze Putinie. Inna z możliwych interpretacji tego rodzaju postawy związana jest ze znajomością rzeczywistego stanu białoruskiej gospodarki i wiedzą, że spodziewane przyszłoroczne „tąpnięcie” będzie głębsze niźli się przypuszcza.

Już dziś perspektywy wzrostu białoruskiej gospodarki w przyszłym i kolejnych latach, zdaniem analityków Banku Światowego nie wyglądają optymistycznie. Kirył Hajduk, białoruski ekonomista Banku Światowego powiedział mediom, że analizując dane za listopad obniżono prognozy wzrostu PKB w roku 2020 i 2021 odpowiednio do poziomu 0,9 i 0,5 %. Warto odnotować, iż w tym scenariuszu założono, iż Mińsk nie otrzyma od Federacji Rosyjskiej żadnej rekompensaty za tzw. manewr podatkowy. Jarosław Romańczuk, powiedział lokalnym mediom, że w świetle ostatnich danych statystycznych realną perspektywą jest recesja w białoruskiej gospodarce już w przyszłym roku. Popyt wewnętrzny nie jest już motorem ożywienia wzrostu, na co wskazuje, jego zdaniem, zapełnienie magazynów białoruskich przedsiębiorstw, które wzrosło, po 10 miesiącach z 59 % do 65 %. Niepokojem napawa również to, że obecnie 60 % firm białoruskich już jest nierentowne, albo znajduje się na progu rentowności.
Według oficjalnych danych białoruski PKB po pierwszych 10 miesiącach tego roku wzrósł o 1,1 % i jest to wskaźnik znacznie niższy od oczekiwań władzy, która pierwotnie zakładała wzrost w wysokości 4 %, a niedawno skorygowała swoje oczekiwania do 2,9 %.

Jeżeli Rosjanie wiedzą więcej na temat rzeczywistego stanu białoruskiej gospodarki, niźli eksperci kolektywnego Zachodu, to nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy liczą, że Mińsk obroni swa suwerenność. Niewykluczone, że niedawna zmiana na stanowisku szefa administracji białoruskiego prezydenta i objęcie tej funkcji przez szefa lokalnych struktur KGB jest przygotowywaniem się władz na znaczne pogorszenie nastrojów społecznych i kryzys gospodarczy. Białoruska, antyłukaszenkowska opozycja, która właśnie porozumiała się i zamierza wspierać reżim w jego woli oporu wobec zakusów Moskwy, być może tez „przez skórę” czuje, że sytuacja jest gorsza niźli głoszą to władze.

Arsenij Siwickij z Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej w Mińsku zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt tego co się stało. Otóż jego zdaniem, Pekin już raz musiał, wbrew własnej woli, zrewidować swe plany związane z inicjatywą Pasa i szlaku. Pierwotnie takim hubem, centrum interesów chińskich na pograniczu Unii Europejskiej miała być Ukraina. Planowano wielkie inwestycje infrastrukturalne (porty, drogi, koleje), ale po aneksji Krymu władze chińskie zrewidowały swoje zamiary, odczytując intencje Rosji, jako wrogie wobec chińskiej obecności na Ukrainie. W efekcie przewartościowań, które potem miały miejsce w Pekinie „postawiono” na Białoruś. Dało to w efekcie nie tylko wspólne przedsięwzięcia gospodarcze, ale również, a może przede wszystkim współprace na polu wojskowych. Jak mówi Siwickij białoruskie programy wojskowe, takie jak rakietowy, budowy kompleksów rakiet balistycznych, sputników w sporej części związane są z udostępnienie przez Chiny technologii wojskowych. Wynikałoby z tego, że w geostrategicznej niezależności Białorusi zainteresowany jest nie tylko Zachód, ale w co najmniej podobnym stopniu również Chiny. Innymi słowy, być może, rozgrywka robi się w coraz większym stopniu interesująca.
 
Marek Budzisz


 

Polecane