loading
Proszę czekać...
[Tylko u nas] Marcin Bak: Praca w kawiarni. Rozmawiałem z młodymi wykształconymi
Opublikowano dnia 11.07.2020 19:56
Praca w kawiarni. Nie taka, jak nam się w pierwszym skojarzeniu wydaje, praca kelnerki, baristy czy kucharza. Chodzi o pracę wykonywaną na odległość, za pośrednictwem łączy internetowych z własnego laptopa.

Pixabay.com
Nie ukrywam, że lubię odwiedzać warszawskie lokale gastronomiczne w tym kawiarnie, szczególnie warszawskiego Żoliborza i Bielan. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach właściciele małej gastronomii prześcigają się w pomysłach, by przyciągnąć klientów korzystnymi cenami, miłą atmosferą i ciekawymi pomysłami. Spędzanie czasu w  takich lokalach staje się modne a dla mnie jest to okazja do obserwacji życia wielkomiejskiego. Ponieważ ludzie zachowują się w takich miejscach bardzo swobodnie i rozmawiają ze sobą o wszystkim, nie patrząc, kto siedzi przy stoliku obok, można się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć. W lokalach załatwia się interesy, sprawy biznesowe, prowadzi rekrutacje do pracy i pracuje. Wielokrotnie obserwowałem ludzi z otwartym laptopem, podłączonych do sieci i najwyraźniej wykonujących pracę. Przychodziłem do lokalu, oni już siedzieli i pisali, gdy po upływie półtorej godziny wychodziłem – pisali nadal. Spojrzenie przez ramię upewniało, że była to praca a nie gra w Counterstrik’a lub przeglądanie stron dla dorosłych. Tabele Excela, jakieś programy przeliczeniowe, kolumny tekstów…    Na stoliku obok laptopa mała kawa, popijana łykami.

Ja sam nie potrafię pracować w takich miejscach, zbyt dużo bodźców mnie rozprasza ale widzę, że forma pracy kawiarnianej staje się coraz bardziej modna. Jest to oczywiście możliwe tylko w przypadku części zawodów. Ciężko wyobrazić sobie pracownika firmy budowlanej, który wprowadza do kawiarni własną betoniarkę lub frezera, ze swoją maszyną. To jest praca dla specyficznej kategorii zawodów, do której aspirują ludzie nazywani nieco z przekąsem „młodymi, wykształconymi i z wielkich ośrodków”.

Przez znaczną część dziejów naszej cywilizacji ciężka praca fizyczna, będąca fundamentem dobrobytu społeczeństwa, nie cieszyła się uznaniem. Co więcej, uważano że jest ona poniżej godności człowieka wolnego i szlachetnego. Takie wnioski znajdujemy w pismach Platona i jego największego ucznia, Arystotelesa, który wyraźnie pisał, że filozof powinien mieć dużo wolnego czasu na rozmyślania i nie powinien się zadręczać pracą fizyczną. Pracę tę za niego wykonują inni w tym także niewolnicy.  Co ciekawe, jeszcze w epoce archaicznej Grecji tak nie było i chociażby z lektury Iliady dowiadujemy się, że arystokraci wykonywali prace fizyczne na przykład  jak pasanie bydła czy roboty rzemieślnicze.  Później jednak się to zmieniło. Pamiętam, jak czytałem jeden z najstarszych europejskich podręczników sztuk walki, „Flos Duellatorum” pióra rycerza Fiore dei Liberi, w którym autor wyrażał nadzieję, że sztuka opisana przez niego nigdy nie zostanie rozpowszechniona pomiędzy ludźmi niskiego stanu, przeznaczonymi  tylko jak woły do dźwigania ciężarów i  wykonywania ciężkiej pracy. W XIX w Anglii wieku utrwalił się podział na białe i niebieskie kołnierzyki  oznaczający pracowników umysłowych oraz robotników, którzy muszą zdobywać chleb ciężką pracą fizyczną.

Gdy dzisiaj obserwuję pracujących w kawiarniach „białych kołnierzyków” zastanawiam się, czy zdają oni sobie sprawę z zależności między różnymi zawodami wykonywanymi chociażby w naszym mieście.  Część prac robionych przy kawiarnianym stoliku istotnie ma jakieś znaczenie i czemuś służy. Mogę sobie wyobrazić poetę, który szuka natchnienia w żoliborskiej knajpce by wydać za jakiś czas tomik wierszy, który ludzie będą kupować. Mogę sobie wyobrazić handlowca, który nie miał możności zrobić tego w innym miejscu i teraz rozsyła propozycje biznesowe do klientów, siedząc przy kawiarnianym stoliku. Jest jednak cała masa prac pozornych lub wręcz szkodliwych, które dają poczucie spełnionego obowiązku (i pieniądze!) lecz ze społecznego punktu widzenia nie przynoszą żadnego dobra. Odbyłem ostatnio rozmowę  ze znajomymi „białymi kołnierzykami” i zaproponowałem pewien eksperyment myślowy. Jeśli wasza firma z dnia na dzień zniknęła by, wyparowała, to czy ktoś by to zauważył? I dla odmiany – załóżmy, że nie przyjdzie do pracy tylko jedna czwarta warszawskich piekarzy, to  możemy być pewni, że skutki tego dostrzegą WSZYSCY.

Warto o tym pamiętać, gdy się wykonuje lekka pracę intelektualną za pośrednictwem laptopa przy kawiarnianym stoliku w ulubionym lokalu. Wszystkie dobra które nas otaczają i z których korzystamy zostały przez kogoś w niemałym trudzie wyprodukowane.   Ktoś je później przewiózł do magazynu, rozdzielił i dostarczył nam na stół. Kawa o doskonałym smaku, popijana podczas pisania eseju, została zebrana w dalekim kraju, przepalona, zapakowana, przewieziona do Polski i przez sieć pośredników dostarczona do kawiarni, gdzie w końcu trafiła do estetycznej filiżanki. Którą to filiżankę też zresztą  ktoś musiał wyprodukować. Na każdym etapie niezbędne były pracowite ręce ludzi, często słabo opłacanych lecz niezbędnych do tego, by nasza cywilizacja mogła cieszyć się dobrami materialnymi.

Dobrze by było, żeby „pracownicy kawiarniani” cieszący się ze swojego statusu zawodowego nie zapominali o tym, że  bez ciężkiej pracy fizycznej nasza cywilizacja dobrobytu nie mogłaby funkcjonować.

Marcin Bąk
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

--> POBIERZ WYDANIE CYFROWE


Sprawdź w których placówkach Poczty Polskiej kupisz "TS": https://bit.ly/tysolnapoczcie

Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: Grzebień dla łysego czyli PO jeszcze nie umarła ...
Można powiedzieć, że PO w ostatnich wyborach prezydenckich dostała KO...
avatar
Grzegorz Gołębiewski
(grzechg)

Grzegorz Gołębiewski: Opozycja przeciwko Polsce
Bojkot zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy nie był przykładem niedojrzałości politycznej, był jak najbardziej wrogim wystąpieniem wobec polskiego państwa. Przyznaniem się, że nie będzie zgody na dialog i merytoryczną dyskusję o Polsce.
avatar
Graf
Zero

[Grafzero vlog] "Dzieci burzy" Magdalena Świerczek-Gryboś - recenzja
"Dzieci burzy" Magdaleny Świerczak-Gryboś to próba połączenia powieści science-fiction i motywów, które znamy z literatury fantasy. Czarnobyl, wymiary, podróże kosmiczne, emigranci, wielka polityka, potężne istoty, wiedźmy i... wiele wiele więcej. Co z tego wyszło? O tym w Grafzero vlog literacki.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.