REKLAMA

[Tylko u nas] Waldemar Krysiak: Walki frakcyjne. Czy StopBzdurom to prawicowa prowokacja?

Nienawidzę dawać atencji StopBzdurom. Wolałbym móc o nich zapomnieć. Ba! W tym momencie o anarcho-komunistycznym kolektywie z Warszawy chciałaby też zapomnieć część lewicy! Od ponad tygodnia trwają bowiem w Razem wewnętrzne walki, które zapoczątkował niebinarny kolektyw. „Nikt tak nie niszczy lewicy., jak lewaki!” - słychać na progresywnych grupkach. Może więc czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy StopBzdurom bardziej lewicy szkodzi, niż pomaga? Albo wprost: czy StopBzdurom to prawicowa prowokacja?
Stop bzdurom,
Stop bzdurom, "Łania" i "Michał Szutowicz ps. "Margot"
Screen YouTube WTV NOWA TELEWIZJA INTERNETOWA

Na jednej z największych polskich grup na Facebooku pojawił się dzisiaj tekst niepochlebny wobec StopBzdurom. To rzadkość! Wszak głoszenie opinii heretycznych wobec tego anarcho-komunistycznego (w sumie zabawny oksymoron, no nie?) kolektywu jest z reguły karane ekskomuniką z postępowego towarzystwa. Dzisiejszy tekst jednak wyjątkowo nie spadł i nikt nie dostał za niego bana. Co więcej, pojawiły się pod nim pytania, które od czasu do czasu pojawiają się też w innych miejscach internetu i z pewnością także w realu, gdzie queerowy adminat (jeszcze!) nie może nikogo skasować. Pytania o słuszność wspierania kolektywu... Pytania o rozsądność ich działań... Pytania o to, czy StopBzudrom jest prawicową prowokacją?!

No, właśnie... Jest? Czy StopBzdurom to prawicowa prowokacja, jakieś „pisowskie trolle”, opłacani przez konserwy prowokatorzy? Jakby to było spojrzeć na nich z perspektywy przeciętnego lewaka, kogoś o progresywnych, ale nie fanatycznych poglądach? Albo jeszcze prościej: jakie działania StopBzdurom przemawiają za tym, że mogliby być oni prawicową prowokacją?

Niszczenie lewicy od środka

To moje subiektywne wrażenie, ale na chwilę obecną w Polsce na prawicy jest mniej walk wewnętrznych, niż po lewej stronie. Może ja ich nie widzę? Może to tylko taki moment w historii, gdy wzrasta solidarność, bo zwiększa się zagrożenie ze strony ślepego postępu? A może prawica, opierająca się częściej na religii i tradycji, dysponuje podstawowymi zasadami moralnego działania, których brak lewicy, owładniętej szaleństwem dekonstrukcji wszystkiego?

Jakkolwiek by nie było, rozsądniejszym jest obierać sobie za cele ideologicznych walk przeciwników stojących najdalej. „Czy dana osoba robi więcej dobrego, niż złego?” - zastanawia się każdy rozsądny człowiek, zanim kogoś zaatakuje. Nie StopBzdurom. Oni, zdaje się, obrali odwrotną strategię: najostrzej atakują sojuszników, sojuszników potencjalnych oraz osoby, które mają inne zdanie, ale im wcale nie wadzą.

StopBzdurom i ich wyznawcy zaatakowali Trzaskowskiego, bo nie realizował wystarczająco szybko obietnic złożonych tęczowym aktywistom. Zwyzywali go od męskich narządów płciowych (ciekawe, że pokolenie, które nie potrafi zdecydować, jakiej jest płci, tak chętnie używa genitalnych określeń w pejoratywnym znaczeniu!), mimo że nic im nigdy nie zrobił! Ba! Administracja obecnego prezydenta Warszawy jest prawdopodobnie związana ze „szkoleniami aktywistycznymi”, które przygotowały StopBzdurom do ich obecnych działań. Mimo wszystko kolektyw okazał zero wdzięczności i maksimum chamstwa.

StopBzdurom i ich wierne podnóżki skoczyły też do gardła lewicowym i neutralnym dziennikarzom, którzy przeprowadzali z nimi wywiady. Najlepszym przykładem była histeria, którą otoczono wywiad Michała Szutowicza, guru StopBzdruom, z Beatą Lubecką z Radia Zet. Dziennikarka śmiała zapytać Michałka, jakie imię ma wpisane w dowodzie, skoro wymaga od wszystkich, by wołali na niego „Małgorzata”. Ta podstawowa dociekliwość – spełnianie zawodowego obowiązku? - została przez queerowych kapłanów uznana za bluźnierstwo. Wrzask aktywistów sprawił wtedy nawet, że odwołane zostało wręczenie nagród Grand Press, jednej z najbardziej prestiżowych konkursów dziennikarskich w Polsce. Bo nagrodę dostałaby Lubecka, która StopBzdurom i jego śmiesznego guru nie atakowała. Ona zwyczajnie się im nie kłaniała.

Albo przykład z ostatniego tygodnia: StopBzdurom doprowadza właśnie do rozłamu w Razem i prześladowania Urszuli Kuczyńskiej, lewicowej aktywistki, która sprzeciwia się promocji prostytucji. Razem rozpoczęło postępowanie wobec Kuczńskiej w wyniku „fali krytyki, która pojawiała się w środowiskach lewicowych po jej wypowiedziach dotyczących osób transpłciowych. Oburzenie wywołało stwierdzenie Kuczyńskiej, że ma wątpliwości, czy „dążenie do zamieniania »kobiet« na »osoby z macicami« albo »osoby menstruujące« to postawa lewicowa” - pisze TVP. Mniej znanym jednak faktem jest ten, że nagonka na Kuczyńską wyszła właśnie od zaburzonego StopBzudrom i jego zwolenników. To oni zamieścili na tzn. stories na swoim koncie na Instagramie „dekret”, że Kuczyńska ich niedostatecznie wspiera (aktywistka napisała, że według niej mogą się identyfikować, jak chcą) i że jest TERFką (feministką, która wierzy, że płeć biologiczna istnieje; tak, jest na ten rozsądny pogląd specjalne, obraźliwe określenie!), i że trzeba ją pozbawić ją stanowiska w partii.

Nikt tak nie niszczy obecnie lewicy od środka jak StopBzdurom!

Pokazywanie agresywnej mordy postępu

We wspomnianym wcześniej wywiadzie z Lubecką, Michałek, śmieszny guru StopBzdurom, wyjaśnił, czemu stał się niebirnaną Małgosią. Według niego płeć męska związana jest inherentnie z przemocą, on przemocowym samcem nie jest i być nie chce, jest więc kobietą zaklętą w chłopięcia. Te szowinistyczne słowa stają się jeszcze bardziej absurdalne, gdy przypomnimy sobie, czym na początku zasłynął Szutowicz w szerszej świadomości. Oprócz wieszania nocą tęczowych szmat na warszawskich pomnikach było to bowiem... pobicie.

Tak! Taki był pierwszy nius o przywódcy StopBzudrom: Michałek, jak na prawdziwego tchórza przystało, napadł z bandą przydupasów na kierowcę furgonetki Fundacji Pro – Prawo do życia. Bo nie podobała mu się ich „nietolerancyjna” działalność. Zaatakował więc innego człowieka. Oczywiście w ramach szerzenia tolerancji.

Nikt tak nie ośmiesza tego konceptu, jak StopBzdurom.

Ośmieszanie osób homoseksualnych i ofiar przemocy seksualnej

Jako gej patrzę na StopBzdurom i myślę: czego te bachory chcą i czemu myślą, że mam z nimi coś wspólnego? Bo przecież ciągle słyszymy, że LGB i T muszą (pod groźbą nagonki, oczywiście bardzo tolerancyjnej!) się solidaryzować, bo mamy niby jakieś wspólne problemy. Ja i inne osoby homo- i biseksualne? Pewnie tak! Natomiast jakie problemy łączą mnie i śmiesznego guru StopBzdurom, który żyje w związku z kilkoma wpatrzonymi w niego ślepo dziewczynami? Ja – i to jedyny postulat z setki postulatów tęczowych aktywistów, z którym się zgadzam – chciałbym móc sformalizować mój związek, mieć jakiś tam „związek partnerski”. Natomiast heteroseksualny Michałek, dziecko z zamożnego domu, ma wszystko, co prawnie mógłby chcieć. Bo mimo niedociągnięć legislacyjnych, w Polsce panuje pełna równość prawna. Michałek ma takie sama prawa, jak Maja, jedna z jego partnerek, i vice versa.

Kiedy ktoś taki twierdzi, że jest w takiej samej sytuacji, jak „osoby nieheteroseksualne”, naraża na śmieszność... osoby nieheteroseksualne.

Podobnie jest z ofiarami przemocy seksualnej, do których Michałek chciałby być zaliczany. Powód? Feministka, Klementyna Suchanow, nie dała mu mieszkać za friko na swojej chacie i wysyłała mu podrywające SMSy. Ergo, pan Szutowicz jest w podobnej kategorii, jak zgwałcona kobieta i StopBzdurom starają się od czasu „ubezdomnienia” swojego guru zrobić Suchanow swoisty cancelling. Też, oczywiście w ramach tolerancji.

Nikt tak nie ośmiesza gejów i ofiar przemocy, jak StopBzdurom.

Ośmieszanie osób transseksualnych.

Ja żadnym fanem ruchów trans nie jestem. Widzę jednak różnicę między Anną Grodzką, a Michałem Szutowiczem. Grodzka skończyła studia, przeszła tzn. tranzycję, została posłem. Umie się zachować i wypowiedzieć i ja nie muszę się z nią zgadzać, żeby rozpoznać, że jest innego kalibru, niż śmieszny guru z warszawskiego skłotu, który też myśli, że jest kobietą. I mimo że nie uważam, że Grodzka naprawdę jest płci żeńskiej, to mogę się tak do niej zwracać. Kiedy ktoś się tak bardzo stara i mnie do niczego per se nie zmusza, to ja też mogę – przynajmniej w kontakcie bezpośrednim – się postarać.

Jak jednak szanować „tożsamość płciową” ludzi, którzy wcale nie zadają sobie trudu w swojej samoprezentacji? Jakim cudem mam traktować poważnie „Łanię”, inną partnerkę Michałka, która twierdzi, że jest chłopcem, a wygląda i zachowuje się, jakby jej ambicją była kariera aktorki w filmach dla dorosłych?

Nikt tak nie ośmiesza osób trans, jak StopBzdurom.

Ośmieszanie ruchów „non-binary”.

Nikt tak nie ośmie... Ok, żartuje. Genderowcy, którzy twierdzą, że można być i kobietą, i mężczyzną jednocześnie, albo raz tym, a raz tamtym, albo niczym wcale – te ruchy ośmieszają się same. Ideologia gender jest żałosna sama w sobie i żadnej pomocy w autoparodii nie potrzebuje.

Nikt nie jest niebinarny. Wielu jest za to atencjuszami.

No, dobra... StopBzdurom ośmiesza wszystko to, o co lewica ma walczyć: kobiety, mniejszości seksualne, sam koncept tolerancji. Czy są więc prawicową prowokacją?

Mogliby być, ale nie są. Mogliby, bo robią świetną antyreklamę lewej stronie. Im się pewnie wydaje, że są dzielnymi idealistami, walczącymi z opresyjną rzeczywistością. W rzeczywistości – są odrealnionymi fanatykami.

Pomyślcie tylko! Jaki jest odbiór StopBzdurom u przeciętnego Polaka: jakieś cherlawe chłopię napada na kierowców i do tego myśli, że jest gejem, bo jego dziewczyna myśli, że jest chłopakiem. A wszystko w cieniu transparentów o komunizmie i że prostytucja to normalna praca!

Taki jest obraz dzisiejszej lewicy i jej aktywistów u większości rodaków. I za to lewica może podziękować tylko sobie samej. StopBzdurom to nie satyra, to nie prowokacja, a produkt własnego szaleństwa lewicy.

Szaleństwo jest wtedy, gdy nie da się odróżnić parodii od „na serio”.


Ankieta
Czy to już koniec Platformy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy to już koniec Platformy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura