Z. Kuźmiuk: Niemcy nie znajdą zbyt wielu wspólników do federalizacji Unii Europejskiej

Plany nowej niemieckiej koalicji
Koalicjanci, nie czekając nawet na rozstrzygnięcie wyborcze we Francji (wybory prezydenckie w tym kraju odbędą się marcu przyszłego roku), zapisali w umowie bardzo wyraźnie, że samodzielnie będą dążyć do stworzenia europejskiego państwa federalnego. Proponują zmiany dotyczące Parlamentu Europejskiego, który ich zdaniem ma zostać wzmocniony wprowadzeniem ponadnarodowych list wyborczych, a także wyposażony w inicjatywę legislacyjną. Głębokie zmiany miałyby dotyczyć także funkcjonowania Rady Europejskiej, a więc najważniejszej unijnej instytucji, wszystkie decyzje miałyby być podejmowane kwalifikowaną większością, co oznaczałoby eliminację zasady jednomyślności w najważniejszych sprawach. Podobne zmiany miałyby dotyczyć Rady Unii Europejskiej w odniesieniu do polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, tu także miałaby nastąpić rezygnacja z głosowania jednomyślnego na rzecz głosowania większością kwalifikowaną. Wreszcie w umowie są także pomysły na rozszerzenie kompetencji sądów europejskich (ETS i TSUE) na te wynikające między innymi z Karty Praw Podstawowych UE, a kadencje sędziów TSUE miałyby być przedłużone aż do 12 lat.
Groźne zapisy w nowej umowie
To tylko niektóre propozycje niemieckich koalicjantów, dotyczące przyszłego kształtu instytucji europejskich i samej UE, co więcej, znajduje się w niej propozycja, żeby jeżeli tych reform nie uda się zrealizować drogą zmiany Traktatów, to dokona się tego w ramach porozumień międzyinstytucjonalnych. To wprawdzie ogólny zapis, ale pokazuje, że nowa niemiecka koalicja publicznie oświadcza, że jest gotowa obchodzić Traktaty, które można przecież zmieniać tylko jednomyślnie, a w przypadku niektórych krajów wymaga to wręcz zgody Parlamentów. To groźny zapis pokazujący, że nowy niemiecki rząd będzie zdeterminowany, żeby takie zmiany w UE przeprowadzić, co więcej, koalicjanci piszą, że chcą do tego wykorzystać rozpoczętą latem tego roku konferencję dotyczącą „Przyszłości Europy”.
Zmiany w Europie
Te propozycje zawarte w niemieckiej umowie koalicyjnej mogą być atrakcyjne dla obecnego establishmentu europejskiego, tego rodzaju pomysły są bowiem zgłaszane w ramach wspomnianej konferencji o „Przyszłości Europy”, ale już za parę miesięcy mogą się okazać nie do przyjęcia na przykład we Francji. W zasadzie wszyscy liczący się konkurenci obecnego prezydenta Macrona opowiadają się za Europą Ojczyzn, oczywiście trudno wyrokować, jak ostatecznie rozstrzygną wyborcy francuscy, ale dużo wskazuje na to, że w drugiej turze może je wygrać któryś z kandydatów konserwatywnych. Wszystko wskazuje na to, że także we Włoszech po najbliższych wyborach parlamentarnych może powstać rząd składający się z reprezentantów Ligi Salviniego i Braci Włochów przewodniczącej Meloni, podobnie w Hiszpanii może to być rząd chadeków i partii Vox.
Gdyby tylko w tych krajach doszło do wspomnianej zmiany władz, to okazałoby się, że nowy niemiecki rząd nie ma sojuszników w doprowadzeniu do federalizacji UE, pośród największych krajów UE. Przeciwnikami takich zmian w UE są już cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej, po ostatnich wyborach w Czechach we wszystkich z nich funkcjonują rządy o charakterze konserwatywnym, które w swoich programach mają zapisaną Europę Ojczyzn.
Mimo tych spodziewanych blokad niemieckich koncepcji nie można ich bagatelizować, trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że przez kilkadziesiąt lat członkostwa w UE Niemcy uzyskały w tej międzynarodowej organizacji pozycję dominującą i posiadają bardzo dużo aktywów politycznych i ludzi na kierowniczych stanowiskach w instytucjach UE, żeby takie zmiany forsować, omijając Traktaty.