[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: "Najwyższy czas na panteon na Łączce. Jeśli nie teraz, to kiedy?"

- W dzisiejszej Polsce trudno jest już pokazać Armię Krajową czy Żołnierzy Wyklętych w całkowicie złym świetle, sięga się więc po inne rozwiązania: pokazania pojedynczej pozytywnej postaci – np. Rotmistrza Pileckiego – która pływa po oceanie „polskiego antysemityzmu” - mówi historyk, publicysta, syn Żołnierza Wyklętego, więźnia okresu stalinowskiego Tadeusz Płużański w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Łączka [Tylko u nas] Tadeusz Płużański:
Łączka / Fot. Agnieszka Żurek

- W felietonie opublikowanym na łamach „Tygodnika Solidarność” wspomina Pan o medialnej pałce „polskiego antysemityzmu” używanej przez obrońców oprawców Żołnierzy Wyklętych – w cytowanym przez Pana przypadku rzecz dotyczyła Heleny Wolińskiej. Na czym polega to zjawisko?


- Są to próby wmawiania opinii publicznej, że Polacy są antysemitami i w związku z tym nie należy z nami poważnie rozmawiać, a wręcz wolno dopuszczać się wobec nas przemocy – poczynając od symbolicznej, na fizycznej kończąc. Padają także tezy o tym, że chęć postawienia przed sądem katów żołnierzy podziemia niepodległościowego miałaby wynikać nie z popełnionych przez nich zbrodni, ale z rzekomego „polskiego antysemityzmu”. To bardzo sprytny zabieg, który ma zdejmować winę z oprawców bądź wręcz usprawiedliwiać dokonane na Polakach zbrodnie. Znaczna część sowieckiego i komunistycznego aparatu władzy składała się z osób pochodzenia żydowskiego – im wyżej w hierarchii, tym ich było więcej, także na stanowiskach odpowiedzialnych za stosowanie przymusu wobec żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego – w urzędach takich jak Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego czy Informacja Wojskowa, w strukturach tzw. wymiaru sprawiedliwości, a raczej komunistycznego bezprawia – tj. w sądownictwie i prokuraturze, nie zapominając o szczytach komunistycznej partii i państwa. Chęć postawienia ich przed sądem wynika z faktu dopuszczania się przez nich zbrodni na Polakach, nie z ich żydowskiego pochodzenia.


- Czy Pańskie sformułowanie o toczącej się w Polsce walce „trzeciego pokolenia UB z trzecim pokoleniem AK” można przenieść także na arenę międzynarodową?


- Oczywiście, że tak. Komunizm nie jest przecież polskim wymysłem. Bolszewicy to „import” ze Wschodu. Za sprawą rewolucji rozlali się po świecie. Dzięki Polsce nie powiódł się ich zamiar bezpośredniego, zbrojnego podboju świata, ale ludzie o bolszewickiej mentalności przeniknęli do instytucji na całym świecie – w Europie i Stanach Zjednoczonych. W USA działała nie tylko oficjalna partia komunistyczna, ale i szereg sowieckich agentów pod przykryciem. Jednym z nich był np. Bolesław Bill Gebert, wyjątkowo niezasłużona postać, wstrętny agent i donosiciel, który wyrządził Polsce wiele szkód. Mentalność bolszewicka powtarza się w kolejnych pokoleniach części zachodnich „elit”, czego efekty odczuwamy do dziś. Często możemy obserwować zjawisko tłumaczenia złych i zbrodniczych postępków ludzi pochodzenia żydowskiego jako zjawiska o charakterze lokalnym bądź punktowym, przy jednoczesnym opisywaniu każdej zbrodni pojedynczego Polaka jako czegoś typowego dla naszego narodu. Zbrodnie żydowskie bywają wręcz medialnie usprawiedliwiane jako efekt otaczającej rzekomo Żydów antysemickiej opresji. To bardzo szkodliwy i zakłamany mechanizm, który niestety trwa przez dziesięciolecia i zapewne będzie trwał jeszcze wiele lat.


- Zwłaszcza że stanowi on zaplecze propagandowe konkretnych interesów finansowych, w myśl których Polska ma być narodem oprawców, Żydzi zaś – jedyną ofiarą II wojny światowej. Chyba poza Polakami – i to też nie wszystkimi – nikomu nie zależy na tym, żeby prawda o wojnie i okresie komunizmu ujrzała światło dzienne.


- Rzeczywiście tak jest. Zjawiskiem dobrze rozpoznanym i opisanym jest tzw. „Przedsiębiorstwo Holokaust”, które istnieje po to, żeby wydobywać pieniądze od rzekomych przestępców. Robią to rzekome ofiary, w istocie będące często uzurpatorami, osobami w żaden sposób nie związanymi z Holokaustem Żydów w okresie II wojny światowej. Jest to doskonale działająca maszynka do robienia pieniędzy, za sprawą której udało się już wiele osiągnąć. Polska znalazła się na celowniku organizacji z „Przedsiębiorstwa Holokaust”, które usiłują szantażować nas koniecznością płacenia im ogromnych pieniędzy w odszkodowaniu za rzekome „mienie bezspadkowe”. Choć taki twór nie istnieje w prawie, nie możemy zapominać, że „Przedsiębiorstwo Holokaust” dysponuje potężnym zapleczem finansowym, politycznym i medialnym mogącym uczynić jego działania groźnymi i skutecznymi. Doskonałym przykładem działającej w ramach „Przedsiębiorstwa Holokaust” swoistej „międzynarodówki” jest to, co dzieje się wokół obchodów 27 stycznia, rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz - Birkenau. Jako że dokonała tego Armia Czerwona, obchody te służą postkomunistycznej propagandzie do przedstawiania jej jako armii niosącej Europie wyzwolenie, a nie kolejną okupację. Organizacje żydowskie na całym świecie przyklaskują tworzeniu takich skojarzeń, tworząc nieprawdziwy obraz Armii Czerwonej na użytek własnych interesów realizowanych pomiędzy środowiskami żydowskimi z USA i Izraela a tymi działającymi na terenie dzisiejszej Rosji. 


- Z czego wynika fakt, że co roku, szczególnie w okresie około 1 marca, musimy na nowo bronić dobrego imienia Żołnierzy Wyklętych?


- Z tego, że kwestie te nie zostały poważnie przepracowane, wyjaśnione i uświadomione. Nad percepcją historii po 1989 roku wciąż niestety ciąży „gruba kreska”, Magdalenka i Okrągły Stół, kiedy to starannie wyselekcjonowana część opozycyjnych elit porozumiała się z komunistami. Tak zwana „transformacja ustrojowa” była de facto przetransportowaniem systemu komunistycznego do warunków demokracji, wolnego rynku i kapitalizmu. Z tym wiążą się oczywiście kwestie historyczne i świadomościowe, odżywające za każdym razem w okolicach 1 marca, kiedy to oprócz głosów oddających hołd Żołnierzom Wyklętym, pojawiają się także tezy zohydzające ich, szkalujące czy rozpowszechniające kłamstwa na temat formacji będącej światowym fenomenem, kontynuacją fenomenu Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. 


- Czy na Powązkach Wojskowych stanie panteon narodowy upamiętniający Żołnierzy Wyklętych?


- Niestety, nie mam dla Państwa dobrych informacji, nad czym bardzo ubolewam. Wydaje mi się, że te sprawy stoją w miejscu. Tymczasem czas najwyższy, aby zapadły konkretne decyzje. Jeśli nie daj Boże zmieni się władza, nie będzie na to żadnych szans. Będziemy mogli wówczas zapomnieć nie tylko o panteonie na „Łączce”, ale także o dekomunizacji Powązek Wojskowych i polskich ulic, nie mówiąc już o sprawach większego kalibru, czyli rozliczeniu zbrodniarzy komunistycznych – już nie tych z okresu stalinowskiego, bo oni w większości odeszli – ale tych z czasów stanu wojennego. Czasu jest niewiele. Nie wiem, dlaczego w wielu sprawach, mimo deklarowanych dobrych chęci, obowiązuje niemoc. To bardzo smutne.


- Byłoby to wypełnieniem testamentu Żołnierzy Wyklętych. Mimo że teoretycznie wiele zostało zrobione, mamy święto 1 marca, dzięki pracy prof. Krzysztofa Szwagrzyka udało się odnaleźć wiele ciał naszych bohaterów, odbyły się ich piękne pogrzeby, ale mimo wszystko wciąż chyba Żołnierze Wyklęci nie zajmują należnego im miejsca w naszej świadomości narodowej.


- Z przykrością zgadzam się z tą tezą. Procesy przywracania im należnego miejsca wymagają ugruntowania w polskiej świadomości. Mam wrażenie, że szereg spraw zostało przeprowadzonych powierzchownie, a nie w taki sposób, aby temat Żołnierzy Wyklętych wprowadzić w polski krwioobieg na stałe. Prace nad ich realnym upamiętnieniem ciągną się latami. Dopiero teraz w programach szkolnych zaistniał temat podziemia antykomunistycznego. To zdecydowanie za późno i zbyt często jest to robione „na kolanie”, z przypadku. To nie jest sposób na realne przywrócenie polskiej świadomości tego zabranego nam fragmentu polskiej historii. A to przecież nie tylko historia, ale nasz kręgosłup, nasze wartości, nasze tradycje. Złożenie kwiatów czy przecięcie wstęgi w jednym czy drugim miejscu niewiele tutaj zmienia i nie o to w tym wszystkim chodzi. Obchody 1 marca straciły ostatnio impet nadawany im przez oddolne, społeczne inicjatywy. Stały się bardziej oficjalne i zbiurokratyzowane. To nie jest właściwy kierunek.


- Wraca także pytanie o przekaz popkulturowy na temat Żołnierzy Wyklętych. Można odnieść wrażenie, że ilekroć polski bohater pojawia się w przekazie kinematograficznym o szerszym zasięgu, musi on posiadać jakąś skazę albo przynajmniej stanowić chlubny wyjątek na tle generalnie fatalnie zachowującego się narodu polskiego. 


- Tak niestety jest i jest to wynik świadomej operacji propagandowej. W dzisiejszej Polsce trudno jest już pokazać Armię Krajową czy Żołnierzy Wyklętych w całkowicie złym świetle, sięga się więc po inne rozwiązania: pokazania pojedynczej pozytywnej postaci – np. Rotmistrza Pileckiego – która pływa po oceanie „polskiego antysemityzmu”. Takie wątki pojawiają się w kinematografii i literaturze, aby utopić całość przekazu w relatywizmie i nie przyznać racji Żołnierzom Wyklętym. Historia ma zostać tak zniuansowana, żeby w efekcie widz czy czytelnik w gruncie rzeczy nie dowiedział się, kto był dobry, a kto zły.
 

Rozmawiała: Agnieszka Żurek

Wywiad ukazał się na łamach "Tygodnika Solidarność"


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe