Szukaj
Konto

Były reporter „Faktów” wygrał proces z TVN. „To nie kończy sprawy. Przede mną walka”

04.09.2023 18:58
Główna siedziba TVN, Warszawa
Źródło: fot. Wikipedia - Adrian Grycuk / CC BY-SA 3.0
Komentarzy: 0
Zwycięstwem zakończył się proces, jaki Robert Jałocha toczył przed sądem pracy z TVN. Sąd drugiej instancji oddalił apelację telewizji – podał serwis Wirtualne Media. Teraz Jałocha opublikował komentarz w sprawie.

W latach 2010-2020 reporter "Faktów" TVN i współpracownik TVN24 Robert Jałocha pracował dla stacji TVN na umowę o dzieło. Gdy po 10 latach zakończył współpracę z pracodawcą, poprosił go o świadectwo pracy; dokumentu się jednak nie doczekał, złożył więc zawiadomienie w tej sprawie do Państwowej Inspekcji Pracy, która - po próbie wyjaśnienia sprawy z TVN - dopatrzyła się w sprawie zatrudnienia dziennikarza nieprawidłowości i złożyła sprawę do sądu pracy. Wyrok zapadł w listopadzie 2022 r.

Jak przekazał Jałocha, "sąd uznał, że TVN obchodził prawo pracy oraz potwierdził, że pomimo podpisywania z nim umów cywilnoprawnych łączył go w tym okresie z TVN stosunek pracy".

TVN złożył apelację od wyroku. Sąd drugiej instancji oddalił jednak apelację stacji. Tym samym wyrok sądu pierwszej instancji zostaje utrzymany w mocy.

CZYTAJ WIĘCEJ: Były reporter "Faktów" wygrał z TVN przed sądem pracy

Jałocha zabiera głos

W poniedziałek rano Jałocha opublikował w mediach społecznościowych komentarz dotyczący całej sprawy. "Gdybym ze swojego procesu z TVN miał przygotować relację do "Faktów", materiał byłby jedynką. Najważniejszym newsem dnia i jednym z najmocniejszych w mojej karierze. W tej historii jest wszystko co telewizja kocha. Silna korporacja, duża prawnicza kancelaria, intrygi, kłamstwa i szczęśliwy sądowy finał. Prawie jak w amerykańskim kinie, tylko dialogi i tempo akcji przeraźliwie polskie" - napisał.

"Niestety prawomocny wyrok wcale nie kończy tej sprawy. Przede mną walka o nieodprowadzane składki, nadgodziny, urlopy i odszkodowanie za wypadek w pracy. Do tej pory przed sądem występowałem sam. Bez pomocy prawnika przygotowywałem swoje pisma procesowe, w tym także odpowiedź na apelację. Pomogło doświadczenie reportera. Świadków wskazanych przez TVN co chwilę łapałem na kłujących w oczy kłamstwach. Zaprzeczali nawet temu, co sami przedstawiali w pismach procesowych. Gubiąc się w swoich relacjach, nawzajem się pogrążali. Nic dziwnego, że w apelacji TVN zaczął nawet zmieniać treść zeznań i powoływał się na słowa, które na sali sądowej nigdy nie padły" - dodał.

Jak podkreślił, "walka, nawet z oczywistym kłamstwem, potrafi zmęczyć".

"Boleśnie przekonała się o tym moja rodzina. Nie zmieniłbym jednak swojej decyzji. Podczas każdej rozprawy miałem poczucie, że to nie jest tylko mój proces. Wiem, że w podobnej sytuacji do mnie jest bardzo wielu pracowników TVN. Dzwonicie, piszecie, gratulujecie i wszyscy słyszycie ode mnie to samo zdanie. Tak, warto walczyć, bo nikt nie ma prawa okradać nas z przyszłości. I w mówieniu o tym głośno bądźmy nawet odważniejsi niż Sąd, który orzekał w mojej sprawie. W TVN nikt nie "obchodził prawa", tylko po prostu je łamał i dziś nie jest już bezkarny" - podkreślił.

"Dziękuje Państwowej Inspekcji Pracy, która po kontroli w TVN skierowała do Sądu pozew o ustalenie stosunku pracy. Za obecność podczas rozpraw i wsparcie poza nimi szczególnie dziękuje Panu inspektorowi Jarosławowi Gągale. Kłaniam się wszystkim pracownikom TVN, których sprawy wciąż są w sądach. Trzymam za Was kciuki. Dacie radę!" - podsumował.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.09.2023 18:58
Źródło: Facebook / Wirtualne Media