[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Polskie „Sto lat!”

Można przebaczyć wielu cudzoziemcom, którzy myślą, że Polska ma 100 lat. Nawet niektóre oficjalne enuncjacje mówią o „stu latach niepodległości”. To historycznie nietrafne. Taki skrót – kompromis dla sprawy zwięzłości hasła. Powinno być „sto lat od odzyskania niepodległości”, ale jakoś tak niełacno. No i ignoruje to większość dziejów Polski. Całość jest więc skomplikowana.
 [Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Polskie „Sto lat!”
/ TS
11 listopada 1918 r. Polska ogłosiła swój powrót na mapę jako niepodległe państwo. Ściślej: już 7 października Rada Regencyjna ogłosiła suwerenne państwo polskie ze stolicą w Warszawie. Pokazała się też potem konkurencja w Krakowie i Lublinie. Ale przyjęło się, że 11 listopada to data – punkt odniesienia, gdy Polki i Polacy potwierdzili kontynuację swojej historii: ponad 1000 lat swej państwowości, prawie millennium chrześcijaństwa i kilka tysięcy lat obecności swego ludu w rejonie rzeki Wisły. Notabene Indie też obchodzą swą niepodległość od 1947 r., mimo że Hindusi mają wielotysiącletnią historię.

Jedyną rzeczą, która pozwala ludziom Zachodu odnieść się do tych spraw, jest fakt, że 11 listopada to również Dzień Zawieszenia Broni (Armistice Day), czyli zakończenie I wojny światowej. Amerykanie obchodzą to jako Dzień Weterana. Jednak polskie stulecie wolności domaga się kilku przypisów. Suwerenność polska nie jest zjawiskiem liniowym. To opowieść o euforii połączonej z wewnętrznymi kłótniami i przerwami zafundowanymi przez cudzoziemców.

Polacy cieszyli się niepodległością w międzywojniu, mimo tego że od 1926 r. znaleźli się pod relatywnie miękką dyktaturą lewicowo-wojskową. Władze fałszowały wybory, ale dozwoliły na istnienie opozycji i wolnej prasy. RP utrzymała suwerenność w takich warunkach przez 20 lat. We wrześniu 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Hitler i Stalin najechali państwo nasze. Polskę zepchnięto do podziemia, gdzie walczyła z oboma okupantami: naziolami i komuną. Za granicą Polskie Siły Zbrojne wspierały wysiłek sojuszniczy na lądzie, morzu i w powietrzu.

W latach 1944-45 Armia Czerwona wypchnęła Wehrmacht z Polski. To nie było wzywolenie. Czerwony totalitaryzm zastąpił brunatny. Stalin wszedł na miejsce Hitlera. Kreml naznaczył tubylczych komunistycznych kolaborantów, aby rządzili Polską jako marionetki Moskwy przez następne 40 lat i więcej. Co jakiś czas wybuchały antykomunistyczne bunty (1956, 1968, 1970 i 1976), ale czerwoni miażdżyli je za każdym razem brutalnie.

Największy zryw to Solidarność, ruch niepodległościowy maskujący się jako związek zawodowy (1980-1989). Inspirowany wyborem Karola Wojtyły jako Jana Pawła II na papieża i wykorzystujący antykomunizm amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana oraz brytyjskiej premier Margaret Thatcher. Solidarność rzuciła otwarte wyzwanie wspieranemu przez Sowietów reżimowi w Warszawie. Mimo tego że zepchnięto ją do podziemia podczas stanu wojennego w latach 1981-1983, przetrwała. Następnie, wyzyskując wielce koślawe i kiepsko wdrażane „reformy” genseka Michaiła Gorbaczowa, Solidarność wynurzyła się z otchłani, aby stanąć z otwartą przyłbicą przeciwko czerwonym – w sfałszowanych przez nich wyborach parlamentarnych w czerwcu 1989 r. 

Niestety zgodnie z okrągłostołowym zaprzaństwem 65 procent miejsc w legislaturze zagwarantowano komunistom i ich sojusznikom. O resztę można się było ubiegać. Solidarność wygrała wszystkie oprócz jednego. Mniejszość wolno wybranych zasiadła w parlamencie. Jednak sfałszowane wybory nie dały demokracji Polsce. Ponadto oddziały Armii Czerwonej wciąż stacjonowały w Polsce. Czyli nie było ani demokracji, ani suwerenności.

Odzyskiwanie niepodległości było procesem stopniowym. Pierwsze demokratyczne wybory miały miejsce w październiku 1991 r. Pół roku wcześniej Sowieci zaczęli się powoli wycofywać. Ostatni żołnierz Armii Czerwonej wylazł z RP dopiero 17 września 1993 r.; symbolicznie w 55 rocznicę inwazji Stalina z 1939 r. Od tego czasu można liczyć, że Polska była suwerenna i demokratyczna.

Licząc od 2018 r., RP cieszy się suwerennością znowu przez 25 lat, a demokracją od 27 lat. Niestety nie ma konsensusu wśród Polaków, którą datę należy upamiętniać jako moment odzyskania wolności ponownie. Lewica i postkomuna upierają się przy 1989 r., ignorując sfałszowane wybory. Inni odrzucają tę cezurę, a niektórzy nawet twierdzą, że dopiero wybory parlamentarne w 2015 r., które wygrało Prawo i Sprawiedliwość, oznaczają „pełną niepodległość”, a nawet „odzyskanie suwerenności”.

Jakby tam było, między 1918 a 2018, Polska cieszy się suwerennością 45 lat, a demokracją 35 lat. Jednocześnie musimy pamiętać, że Polska spędziła 55 lat w totalitarnych łańcuchach niemieckich i sowieckich (III Rzesza – 6 lat i Związek Sowiecki – 49).

Dlaczego obchodzimy 11 listopada jako szczególny dzień? Z kilku powodów. Po pierwsze, dzień ten nadszedł dokładnie 123 lata po zniknięciu Rzeczypospolitej z map Europy. To było bezprecedensowe wymazanie z dziejów starożytnego państwa. Średniowieczne Królestwo Polskie przerodziło się w Rzeczypospolitą Obojga Narodów (XIV do XVIII w.), która była największym, najpotężniejszym i najbardziej wolnym narodem w Europie. Wybierała swe parlamenty i królów. Ponad milion obywateli głosowało. Liczba uczestników systemu przewyższała liczbę ludzi biorących udział w greckiej demokracji i rzymskim republikanizmie. Polska miała habeus corpus od 1436; od 1505 r. obowiązywała tu zasada, że nie ma opodatkowania bez reprezentacji; a wolność sumienia, nie tylko dla chrześcijan, ale również dla żydów i mahometan, była faktem prawnym od 1573 r.

Rzeczpospolitą spotkały trzy zabory dokonane przez żarłoczne państwa ościenne: Rosję, Prusy i Austrię – w latach 1772, 1793 i 1795. Wiedeń wstrzymał się raz, ale Berlin i St. Petersburg nigdy nie miały dość. Ale wreszcie, w 1918 r., Polacy cieszyli się rezurekcją starej RP, której reinkarnacją była II RP. 

Po drugie, gdy państwa zaborcze padły w wyniku I wojny światowej, Polacy odzyskali wolność dzięki własnemu wysiłkowi zbrojnemu, a szczególnie potrzebie polsko-bolszewickiej (1919-1921). Był to jedyny wypadek w historii, że Armia Czerwona przegrała wojnę.

Po trzecie, polscy dyplomaci potrafili postawić na swoim wobec czasami wrogich albo obojętnych potęg zachodnich na konferencji pokojowej w Wersalu i przedtem. Mieli wsparcie Francji. Ale najważniejsze, że polskim dyplomatom udało się na swoją stronę przeciągnąć Stany Zjednoczone. A Amerykanie polskiego pochodzienia zgłosili się masowo na ochotnika, wstępując w szeregi polskich sił zbrojnych. 

A jak to wszystko nie wystarcza, żeby cieszyć się z wolności, to przecież Polska ma jeszcze bogatą historię tysięclecia. Tym samym 11 listopada 2018 r. zawiera w sobie wysiłek pokoleń i spuściznę Państwa Polskiego, które istniało w rozmaitych formach, zanim szczęśliwie przyjęło chrześcijaństwo w 966 r. Ponadto mamy dowody archeologiczne organizacji państwowej i regionalnej z czasów prehistorycznych, a w tym budowle kamienne sprzed ponad 2000 lat. Badania DNA sugerują, że mieszkańcy współczesnej Polski wywodzą się z osiedleńców euroazjatyckich, którzy przybyli z Wyżyny Irańskiej jakieś 3000 lat temu. To jest naprawdę długa, polska historia. Jest się z czego cieszyć.

Niech żyje Dzień Niepodległości!

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 30 października 2018 

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (45/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe