Szukaj
Konto

[tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Vivat „Bellona”!

14.12.2018 21:09
[tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Vivat „Bellona”!
Źródło: pixabay.com
Komentarzy: 0
Chciałoby się powiedzieć „Sto lat!”, ale pismo powstało 100 lat temu, a więc tę granicę wieku główne polskie profesjonalne pismo wojskowe już osiągnęło. Nie chcemy jego śmierci. Wprost przeciwnie. Lepiej więc życzyć 200 lat ciągłości. Bo „Bellona” – mimo że setka jej palnęła – ukazywała się bez przerwy w Polsce od 1918 do 1939 r. Najpierw jako miesięcznik, a potem jako kwartalnik. Po przegranej kampanii wrześniowej periodyk wynurzył się na Zachodzie rok potem. I wychodził przez następne 27 lat bez przerwy. Najpierw jako wydawnictwo miesięczne Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a więc firmowane przez powszechnie uznany legalny rząd RP. Po 1947 r. „Bellona” stała się znów kwartalnikiem, a wydawał ją Instytut i Muzeum im. gen. Stanisława Sikorskiego w Londynie.
Ale jak pogrzebać głębiej, to "Bellona" chciała narodzić się jeszcze w okresie Królestwa Polskiego. Pomysłodawcą był płk Ignacy Prądzyński. Miał zamiar korpusowi oficerskiemu i cywilnym sympatykom przedstawiać najnowsze zachodnie idee dotyczące wojskowości. Pomysł był świetny, a więc naturalnie nie spodobał się bezpośredniemu przełożonemu WP w Królestwie Polskim, carskiemu bratu i namiestnikowi, Wielkiemu Księciu Konstantemu. I nic z tego nie wyszło.

Pomysł powrócił dopiero w 1911 r. na fali zainteresowania ideami militaryzmu i praktyką krzewienia sprawności wojskowych w ramach ochotniczych organizacji paramilitarnych. Niestety niedoszła "Bellona Polska" spaliła na panewce. Dopiero pod koniec 1917 r. z inicjatywy mjr. Wacława Tokarza udało się utworzyć pismo o tej nazwie pod auspicjami Komisji Wojskowej Tymczasowej Rady Stanu. Inicjatywę pobłogosławił szef sztabu armii polskiej w kraju generał Tadeusz Rozwadowski, a mjr (a potem płk) Tokarz został pierwszym naczelnym "Bellony".

Pierwszy numer wyszedł w lutym 1918 r. Kolejna cezura to 1926 r., gdy pismo przejęła opcja piłsudczykowska. Jaką ta lewicowa dyktatura nie była, a była relatywnie łagodna, podkreślała ona zawsze suwerenność RP. Na ten temat nie było żadnych negocjacji w szeregach sanacji. Czyli na tej płaszczyźnie pozostała kontynuacja aż do 1939 r. Potem resztę cezur dopisała tragiczna historia, a następnie surowa rzeczywistość emigracyjna. Starzy wymarli, fundusze się skończyły, trzeba było pismo zwinąć.

Tymczasem w komunie w ramach operacji otumaniania po 1945 r. ukazywała się atrapa "Bellony". Pomyślane to było jako rzekoma konkurencja dla "emigracyjnej". Inicjatywa ta udawała też kontynuację pisma przedwojennego i wojennego, którą naturalnie nie była. Był Stalin i Kreml. Przed nimi w tzw. ludowym Wojsku Polskim pozostawali permanentnie na kolanach.

Czerwoni "Bellonę" zaprzestali wydawać w 1950 r. Jednocześnie Moskwa dozwoliła na wydawanie dwumiesięcznika "Myśl Wojskowa". Było to sowieckie pismo w języku do złudzenia przypominającym dialekt nadwiślański. W rzeczywistości służyło ono do zaszczepiania sowieckiej mentalności marksistowsko-leninowskiej w wojskowości tubylczej. Pismo przechodziło rozmaite transformacje. Przepoczwarzało się od gomułkowszczyzny i moczaryzmu przez jaruzelizm gierkowski aż do WRONO-watości stanu wojennego i późniejsze szarady okręgłostołowe, które ocaliły sowieckiego ducha, przepoczwarzając go w post-sowietyzm i post-komunizm. Tak zresztą jak PRL w post-PRL.

Dopiero w 2007 r. ktoś w Wojsku Polskim się zawstydził i przywrócił "Bellonę". Tutaj można też tę cezurę interpretować inaczej. Ktoś zdecydował zwinąć post-sowiecką "Myśl Wojskową" i schować pod szyldem "Bellony" przeniesionej z muzeum emigranckiego w Londynie. Tak czy owak wyszło to Polsce na dobre. Jak wstydzą się, jak porzucili komunistyczną spuściznę - to brawa się należą. A że chcieli zostać u władzy, to nie należy się dziwić. Trzeba było się ich pozbyć w 1989 r. od razu, a nie narzekać. "Bellona" wróciła w 2007 r. - a więc pierwszy PiS. Potem pod PO były wiadome roszady, ale nr 50 | 14 grudnia 2018 31 "Bellona" została. I rozkwitła ponownie od 2015 r. - znów dzięki PiS.

Przyznaję się bez bicia: jestem w radzie doradczo-naukowej kwartalnika "Bellona". A więc zależy mi, aby na następne sto lat przynajmniej pismo było takie, że mucha nie siada. Co to znaczy? Przede wszystkim chciałbym, aby dla ekipy tworzącej pismo i dla niego piszącej niepodległość była tak bezsprzecznie sine qua non, jak dla endeków i sanatorów przed wojną i na emigracji. Bo jak Polska nie ma suwerenności, to po co wysilać się i prowadzić pismo profesjonalne dla Wojska Polskiego? Zlikwidować i jedno, i drugie. Przecież można wydawać pismo dla zawodowych wojskowych, którzy służyć mogą każdemu panu. Mogą być kompetentni, ale nie muszą być Polakami. Mogą być post -PRL-owcami czy post-Polakami. Albo "Europejczykami", cokolwiek to ma znaczyć. Może trafniej - brukselo-brelińskimi tworami. Wtedy na pewno w Unii Europejskiej będzie im łatwiej. Ale nie w kraju.

Jednak jeśli Polska jest wolna i niepodległa, jeśli RP podjęła wysiłek, aby repolonizować zsowietyzowanych PRL-owców, w tym komuchowatych trepów, i na powrót zrobić z nich wolnych i bitnych Polaków, to znaczy, że są jeszcze w kraju elity, którym zależy na suwerenności Ojczyzny. Tak trzymać. I wyciągać konsekwencje.

Dotyczy to też więc i "Bellony". Powróciła nad Wisłę, aby służyć Polsce. Oznacza to, że pismo musi automatycznie nawiązywać do kontynuacji tradycji naszej. Polskość to ciągłość niezmienna w różnych formach odzwierciedlających rozmaite okresy historyczne. Niepodległość kraju - najpierw jej wywojowanie, a potem utrzymanie - to warunek dla środowiska "Bellony" numer jeden. Numer dwa to - tak jak całe Wojsko Polskie - "Bellona" musi służyć temu celowi bezwzględnie. Numer trzy, będzie to tylko możliwe, jeśli zespół pismo tworzący i jej współpracownicy na poziomie ideowym będą wzmacniać myśl narodową i państwową jednocześnie, nawet jeśli ma być to państwo minimum (poza wojskiem, które zawsze powinno być państwem w państwie maksimum, aby móc nas obronić).

Numer cztery - niezbędne jest, aby kultywowanie tradycji, kształtowanie teraźniejszości oraz przygotowywanie się dla przyszłości służyło wzmacnianiu rozumu i ducha (ratio et fides). Oznacza to, że na poziomie taktycznym, operacyjnym i strategicznym nie może być żadnych mrzonek. Oznacza, że należy oceniać wszystko realistycznie w imię wielkich romantycznych ideałów, jakie przyświecać muszą tym wszystkim, którzy są takimi wariatami, że chcą swoje życie i zdrowie - jak przodkowie nasi - za Rzeczpospolitą narażać. Doceniając w pełni wielkość i szczytność naszą, trzeba też potrafić trzeźwo spojrzeć w lustro i mieć śmiałość pochwalić, co dobre, a potępić, co podłe bądź złe, czy wreszcie głupie. Bez takich zdolności można się pożegnać z suwerennością.

Nie będzie to proces bezbolesny. Będzie się iskrzyć. Będą łzy, krzyki, mordobicie, a może nawet i pojedynki (według Boziewicza). Ale bez tego nie ma mowy, aby RP rosła w siłę i potrafiła się zorganizować i obronić. "Bellona" musi do tego dołożyć się intelektualnie.

Tak niech jej dopomoże Bóg.

Marek Jan Chodakiewicz
Miami, FL, 5 grudnia 2018 r. www.iwp.edu

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (50/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.12.2018 21:09