[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Syryjscy rebelianci wysyłani do Libii i Górskiego Karabachu

Ankara rekrutuje syryjskich najemników na fronty wojen zastępczych w których uczestniczy. Tysiące „janczarów” syryjskich wysłano do Libii i Azerbejdżanu. Dziennikarze analizujący ich szlak bojowy potwierdzają, że są kiepsko opłacani, źle wyszkoleni i traktowani jako oddziały straceńcze. Czy Turcja stara się pozbyć nadprodukcji oddziałów zbrojnych, które powstały na fali syryjskiej wojny? W międzyczasie, sekretarz stanu USA Mike Pompeo obwinił Turcję o eskalację w regionie, a za jeden z powodów uznał „dozbrajanie” Azerów przez Ankarę. Ponadto w wywiadzie dla Radio WBS z Atlanty podkreślił, iż ma nadzieję, że Ormianom uda się obronić przed tym „co robi Azerbejdżan”.
]syryjski rebeliant
]syryjski rebeliant / Screen YouTube Vice News

„Syryjskiego rebelianta na gwałt zatrudnię” – być może takie ogłoszenie niebawem ukaże się w tureckich mediach. Ankara rekrutuje syryjskich rebeliantów do walk nie tylko na terytorium Kurdystanu, ale także do operacji militarnych w Libii oraz Górskim Karabachu. W czasach Imperium Osmańskiego janczarzy byli najważniejszą jednostką tureckiej piechoty (wówczas szkolono wziętych do niewoli europejskich chłopców), dzisiaj zagranicznym zaciągiem wspierającym Tureckie Siły Zbrojne (TSK) są właśnie rebelianci z Syrii. „Janczarów Erdoğana” uderzających na Górski Karabach zdekonspirowały znane światowe redakcje. Dziennikarze BBC dotarli do przerzuconych z Turcji do Azerbejdżanu syryjskich najemników, których mamiono bezpieczną służbą w ochranianiu obiektów. Syryjczycy mają otrzymywać 2 tysiące dolarów miesięcznie. Problem w tym, że już pojawiły się relacje, iż Syryjska Armia Narodowa (koalicja oddziałów rebeliantów syryjskich wspierana przez Turcję) rekrutuje żołnierzy do Azerbejdżanu za mniejszy żołd – 1,5 tysiąca dolarów miesięcznego uposażenia. Ich wartość bojowa okazała się znikoma, ponieważ najczęściej są to osoby bez przeszkolenia militarnego, motywowane biedą panującą w regionie. Nie sądzili, iż będą atakowali dobrze umocnione ormiańskie pozycje w Górskim Karabachu. Można się także domyślić, że oddziały syryjskie odpowiadające za rekrutację do misji zagranicznych stawiają na najmniej potrzebnych żołnierzy. Jaki dowódca pozbawiłby się dobrych oddziałów? Do regionu mieli trafić na cztery dni przed azerską ofensywą. W mediach pojawiły się liczne relacje Syryjczyków, którzy narzekają na swoją służbę. Turecka filia BBC twierdzi, że do Azerbejdżanu trafiło tysiąc syryjskich najemników. Ambasador Armenii w Rosji Wardan Toganjan stwierdził, że liczba jest czterokrotnie większa. Doradca prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa, Himket Gadżijew zaprzeczył rewelacjom o przerzucie syryjskiego wsparcia – aczkolwiek nie tylko BBC ale także Reuters potwierdził takie informacje. O liczbie 300 syryjskich najemników wysłanych przez Turcję do Baku informował publicznie choćby francuski prezydent Emmanuel Macron. Oddziały Syryjczyków wysyłane przez Turcję do Libii lub Górskiego Karabachu to – zabrzmi to makabrycznie ale jest trafne – pozbywanie się problemu i wykorzystywanie tych oddziałów w myśl pruskiej maksymy „mięso armatnie” (Kanonenfutter – karma dla armat). 

Trwający od 2011 roku konflikt syryjski, pochłonął bez mała 500 tys. zabitych, ale także spowodował nadprodukcję uzbrojonych bojówek. Młodzi sunniccy Arabowie postanowili zaciągnąć się do najbliższego oddziału. Pech dla cywilizacji zachodniej chciał, że na fali radykalizacji syryjskiej wojny dawne demokratyczne postulaty zostały zniszczone przez dżihadystów – tzw. Państwa Islamskiego oraz Al-Kaidy. Obecnie zasilający najemnicze oddziały syryjskie, żołnierze rekrutują się z prowincji Idlib – w zasadzie ostatniej rebelianckiej enklawy w Syrii, lub z masy syryjskich Arabów oraz Turków, którzy uciekli z Syrii przez północną granicę, oraz tych tureckich lub arabskich oddziałów, które walczyły przeciwko Kurdom (w Afrin, Rożawie, ale także na początku wojny syryjskiej w prowincji Hasakah). Doszło nawet do tego, że Wolna Armia Syrii – kojarzona z początkiem konfliktu i koalicją sił demokratycznych, została przez Ankarę wskrzeszona już na swoich zasadach. Tyle, że prawie dekadę od wybuchu wojny gro oddziałów to formacje islamistyczne. Nawet umiarkowani Arabowie, bez większego ukształtowania ideologicznego, zostali urobieni przez dżihadystycznych dowódców. Brutalizacja wojny, brak liczenia się z prywatną cudzą własnością i życiem robią swoje w każdym konflikcie. Naiwnością byłoby sądzić, że z syryjskim zaciągiem jest inaczej. Turecki doppelgänger nieboszczki Wolnej Armii Syrii w anglosaskiej publicystyce ma dla odróżnienia akronim TFSA (Turecka Wolna Armia Syrii). Używana jest także górnolotna nazwa Syryjskiej Armii Narodowej. Rzecz jasna, sami żołnierze tejże Armii mogą nie wiedzieć w ogóle o tej nazwie – najczęściej jest to luźniejsza lub bardziej zunifikowana koalicja różnych bojówek (w sile plutonu), które podczas kolejnych przegranych bitew dołączały do silniejszej strony konfliktu. O „wyborach” decydowały też względy geograficzne. Zachodni front w Syrii opierał się o powiązania z Al-Kaidą i kolejne koalicje islamistycznych bojówek. Po przegranej bitwie o Aleppo w 2016 roku oczywistym się stało, że rebelianci zostaną zepchnięci pod granicę turecką. Ankara z tego skorzystała. To jednak miecz obosieczny. Z syryjskimi bojówkami ma sama zdecydowany problem – wykorzystała ich oddziały w ofensywach na kurdyjskie oddziały w prowincji Afrin i na Rożawę, utrzymują oni ostatnie pozycji obronne w prowincji Idlib, co pozwala Erdoganowi siadać z Władimirem Putinem do jednego stolika, by nad Damaszkiem i Kurdami ustalać strefy wpływów w Syrii ale nieprzebrane szeregi oddziałów nie będą stały z karabinem u nogi. Wojna syryjska „urodziła” całe pokolenie psów wojny. Gdy ktoś miał 11 lat gdy wojna się zaczynała, dzisiaj jest 20-letnim mężczyzną. Nie zna innego życia niż walka o przetrwanie. Nie udawajmy jednak jakiego autoramentu są to oddziały. W prowincji Idlib główną siłą bojową jest koalicja Hayat Tahrir asz-Szam (HTS) wyrosła z syryjskiej Al-Kaidy. Jak napisał Reuters syryjscy najemnicy wysłani do Azerbejdżanu mieli się rekrutować w innej islamistycznej bojówce Ahrar al-Sham. Poszczególne dżihadystyczne oddziały syryjskich rebeliantów (nie piszę o demokratycznych czy rewolucyjnych – które zostały zmarginalizowane) dopuszczały się bezwzględnych zbrodni na ludności cywilnej. Z resztą przypłaciły to brakiem wsparcia ze strony Zachodu – by przypomnieć fakt, że odcięcie głowy palestyńskiemu nastolatkowi przez bojówkarzy rebelianckiego ruchu Nour al-Din al-Zenki przechyliło czarę goryczy u Donalda Trumpa, który plan Obamy by wspierać rebeliantów po prostu ukrócił. Trump postawił na Kurdów wykazując się większą rozwagą niż jego poprzednik. 
To Kurdowie okazali się bezpieczną, przewidywalną i cywilizowaną siłą w regionie, która była jedyną przeciwwagą dla dżihadystów. Ale przypomnijmy, że Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) – koalicja przewodzona przez Kurdów i wspierana przez Waszyngton, a w zasadzie jej główny komponent w postaci Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) walczyły nie tylko z tzw. Państwem Islamskim. Pierwsza bitwa o miasto Ras al-Ayn (2012 – 2013) miała miejsce pomiędzy Kurdami a islamistycznymi bojówkami arabskimi i tureckimi z Frontem al-Nusra i Ghuraba al-Sham. Nusrowcy to bojówka al-Kaidy w Syrii, a Ghurabowcy to oddział etnicznych Turków oraz azjatyckiego zaciągu wspieranych przez Ankarę. W drugiej bitwie o Ras al-Ayn (2019 rok) ze wsparciem Turcji rebelianci odzyskali to miasto i włączyli do syryjskiej strefy kontroli Ankary. 
To, że Turcja rozdaje sojusznikom „na lewo i prawo” syryjskich najemników potwierdza tylko moją tezę, że w Ankarze jest silna wola pozbycia się tych ludzi. Już w Libii pisano o nich jako o oddziałach słabo wyszkolonych i straceńczych. Z resztą ich żołd obcięto z 2 tys. dolarów miesięcznie do 600 dolarów. Pytanie jak wyjdą na misji zagranicznej Syryjczycy oblegający Górski Karabach? Do interwencji tureckiej w Libii w styczniu 2020 roku dołączył też alternatywny opozycyjny rząd syryjski (SIG). Jest to organizacja rezydująca w syryjskim mieście Azaz pod granicą turecką, w kontrolowanej przez rebeliantów prowincji Idlib. W ten sposób do Libii trafiło – jak twierdzą niektóre media – 3500 syryjskich najemników (część dziennikarzy podaje nawet liczbę 11 200 najemników, którzy przeszli przez libijski front). Turcja zaangażowała się w obronę libijskiego rządu rezydującego w Trypolisie (GNA) w kontrze do wojsk marszałka Chalify Haftara, który oblegał stolicę. Trzeba oddać Ankarze, że jej zaangażowanie w Libii zmieniło oblicze konfliktu. Wojska Haftara odrzucono aż pod Abu Hadi. Oczywiście rolą game-changera były nie tyle syryjskie oddziały najemne, ale zaangażowanie lotnicze i technologiczne (zwłaszcza diablo skuteczne bezzałogowce Bayraktar TB-2). 
 


 

POLECANE
Rosyjskie myśliwce przy granicy z Japonią. Sygnał dla Tokio i Pekinu z ostatniej chwili
Rosyjskie myśliwce przy granicy z Japonią. Sygnał dla Tokio i Pekinu

Co najmniej 15 myśliwców piątej generacji Su-57 trafiło do bazy Dziomgi w obwodzie chabarowskim - wynika z analiz zdjęć satelitarnych. Według ukraińskiego wywiadu to czytelny sygnał wobec Japonii i Chin oraz element szerszej strategii Moskwy na Dalekim Wschodzie.

Tusk opuścił RBN przed dyskusją dot. Czarzastego. To nie jest miejsce do takich dyskusji z ostatniej chwili
Tusk opuścił RBN przed dyskusją dot. Czarzastego. "To nie jest miejsce do takich dyskusji"

Premier Donald Tusk skrytykował prezydenta Nawrockiego za poruszanie podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego kwestii „kontaktów towarzyskich” marszałka Sejmu. Szef rządu opuścił posiedzenie jeszcze przed rozpoczęciem tej części dyskusji.

Czarzasty po posiedzeniu RBN: „Ustawka się nie udała” z ostatniej chwili
Czarzasty po posiedzeniu RBN: „Ustawka się nie udała”

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty podkreślił, że w sprawach programu SAFE oraz Rady Pokoju odbyły się na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego ważne rozmowy. Odnosząc się do poświęconego mu punktu obrad RBN stwierdził, że „ustawka się nie udała”.

Szef BBN: Kwestia warunkowości może całkowicie rozbić ewentualną polską akcesję do SAFE z ostatniej chwili
Szef BBN: Kwestia warunkowości może całkowicie rozbić ewentualną polską akcesję do SAFE

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomir Cenckiewicz po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego przyznał, że „kwestia warunkowości może całkowicie rozbić ewentualną polską akcesję do SAFE”.

Michał Woś: Usuniętego sędziego Łubowskiego zastępuje nominat Rady Państwa PRL gorące
Michał Woś: Usuniętego sędziego Łubowskiego zastępuje nominat Rady Państwa PRL

„Usuniętego sędziego Łubowskiego zastępuje T.Grochowicz - nominat Rady Państwa PRL” - napisał poseł PiS Michał Woś na platformie X.

Eurodeputowani przegłosowali przekształcenie UE w autonomię strategiczną pilne
Eurodeputowani przegłosowali przekształcenie UE w autonomię strategiczną

W sprawozdaniu przyjętym w środę Parlament Europejski podkreślił, że partnerstwa UE w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony są kluczowe dla skutecznego reagowania na pojawiające się zagrożenia i wzmacniania globalnej roli UE jako autonomii strategicznej.

PiS nie będzie rekomendował weta do ustawy o SAFE mimo mechanizmu warunkowości z ostatniej chwili
PiS nie będzie rekomendował weta do ustawy o SAFE mimo mechanizmu warunkowości

PiS nie będzie rekomendował weta do ustawy o SAFE mimo mechanizmu warunkowości – wynika ze stanowiska w sprawie ustawy o SAFE, jakie przedstawił Mariusz Błaszczak reprezentujący Klub PiS podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Frakcja przewidziała zaledwie kilka poprawek.

Bogucki: Podczas RBN nie rozwiano wszystkich wątpliwości ws. programu SAFE pilne
Bogucki: Podczas RBN nie rozwiano wszystkich wątpliwości ws. programu SAFE

Po środowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które dotyczyło m.in. programu SAFE, szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ocenił, że w czasie dyskusji w tej sprawie nie rozwiano wszystkich wątpliwości ani nie wybrzmiały wszystkie odpowiedzi na pytania KPRP.

Karol Nawrocki: Jest dezinformacją, jakoby Polska musiała wpłacić 1 mld dolarów, aby przystąpić do Rady Pokoju tylko u nas
Karol Nawrocki: Jest dezinformacją, jakoby Polska musiała wpłacić 1 mld dolarów, aby przystąpić do Rady Pokoju

Prezydent Karol Nawrocki podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego stanowczo zaprzeczył, jakoby Polska musiała wpłacić 1 mld dolarów, by przystąpić do Rady Pokoju. Jak podkreślił, informacje o obowiązkowej wpłacie to „jaskrawa dezinformacja”, a w sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa państwa nie może być miejsca na polityczną ciszę i brak jasnych decyzji.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: „Pożyczka SAFE może zagrozić Polsce. To pułapka” tylko u nas
Dr Jacek Saryusz-Wolski: „Pożyczka SAFE może zagrozić Polsce. To pułapka”

„Sprawą naprawdę pierwszorzędną jest SAFE!!! Pożyczka SAFE może zagrozić Polsce, na wzór KPO, potencjalnym, politycznie motywowanym, dyskrecjonalnym i arbitralnym szantażem oraz blokowaniem środków” - mówi portalowi Tysol.pl doradca prezydenta ds. UE dr Jacek Saryusz-Wolski.

REKLAMA

[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Syryjscy rebelianci wysyłani do Libii i Górskiego Karabachu

Ankara rekrutuje syryjskich najemników na fronty wojen zastępczych w których uczestniczy. Tysiące „janczarów” syryjskich wysłano do Libii i Azerbejdżanu. Dziennikarze analizujący ich szlak bojowy potwierdzają, że są kiepsko opłacani, źle wyszkoleni i traktowani jako oddziały straceńcze. Czy Turcja stara się pozbyć nadprodukcji oddziałów zbrojnych, które powstały na fali syryjskiej wojny? W międzyczasie, sekretarz stanu USA Mike Pompeo obwinił Turcję o eskalację w regionie, a za jeden z powodów uznał „dozbrajanie” Azerów przez Ankarę. Ponadto w wywiadzie dla Radio WBS z Atlanty podkreślił, iż ma nadzieję, że Ormianom uda się obronić przed tym „co robi Azerbejdżan”.
]syryjski rebeliant
]syryjski rebeliant / Screen YouTube Vice News

„Syryjskiego rebelianta na gwałt zatrudnię” – być może takie ogłoszenie niebawem ukaże się w tureckich mediach. Ankara rekrutuje syryjskich rebeliantów do walk nie tylko na terytorium Kurdystanu, ale także do operacji militarnych w Libii oraz Górskim Karabachu. W czasach Imperium Osmańskiego janczarzy byli najważniejszą jednostką tureckiej piechoty (wówczas szkolono wziętych do niewoli europejskich chłopców), dzisiaj zagranicznym zaciągiem wspierającym Tureckie Siły Zbrojne (TSK) są właśnie rebelianci z Syrii. „Janczarów Erdoğana” uderzających na Górski Karabach zdekonspirowały znane światowe redakcje. Dziennikarze BBC dotarli do przerzuconych z Turcji do Azerbejdżanu syryjskich najemników, których mamiono bezpieczną służbą w ochranianiu obiektów. Syryjczycy mają otrzymywać 2 tysiące dolarów miesięcznie. Problem w tym, że już pojawiły się relacje, iż Syryjska Armia Narodowa (koalicja oddziałów rebeliantów syryjskich wspierana przez Turcję) rekrutuje żołnierzy do Azerbejdżanu za mniejszy żołd – 1,5 tysiąca dolarów miesięcznego uposażenia. Ich wartość bojowa okazała się znikoma, ponieważ najczęściej są to osoby bez przeszkolenia militarnego, motywowane biedą panującą w regionie. Nie sądzili, iż będą atakowali dobrze umocnione ormiańskie pozycje w Górskim Karabachu. Można się także domyślić, że oddziały syryjskie odpowiadające za rekrutację do misji zagranicznych stawiają na najmniej potrzebnych żołnierzy. Jaki dowódca pozbawiłby się dobrych oddziałów? Do regionu mieli trafić na cztery dni przed azerską ofensywą. W mediach pojawiły się liczne relacje Syryjczyków, którzy narzekają na swoją służbę. Turecka filia BBC twierdzi, że do Azerbejdżanu trafiło tysiąc syryjskich najemników. Ambasador Armenii w Rosji Wardan Toganjan stwierdził, że liczba jest czterokrotnie większa. Doradca prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa, Himket Gadżijew zaprzeczył rewelacjom o przerzucie syryjskiego wsparcia – aczkolwiek nie tylko BBC ale także Reuters potwierdził takie informacje. O liczbie 300 syryjskich najemników wysłanych przez Turcję do Baku informował publicznie choćby francuski prezydent Emmanuel Macron. Oddziały Syryjczyków wysyłane przez Turcję do Libii lub Górskiego Karabachu to – zabrzmi to makabrycznie ale jest trafne – pozbywanie się problemu i wykorzystywanie tych oddziałów w myśl pruskiej maksymy „mięso armatnie” (Kanonenfutter – karma dla armat). 

Trwający od 2011 roku konflikt syryjski, pochłonął bez mała 500 tys. zabitych, ale także spowodował nadprodukcję uzbrojonych bojówek. Młodzi sunniccy Arabowie postanowili zaciągnąć się do najbliższego oddziału. Pech dla cywilizacji zachodniej chciał, że na fali radykalizacji syryjskiej wojny dawne demokratyczne postulaty zostały zniszczone przez dżihadystów – tzw. Państwa Islamskiego oraz Al-Kaidy. Obecnie zasilający najemnicze oddziały syryjskie, żołnierze rekrutują się z prowincji Idlib – w zasadzie ostatniej rebelianckiej enklawy w Syrii, lub z masy syryjskich Arabów oraz Turków, którzy uciekli z Syrii przez północną granicę, oraz tych tureckich lub arabskich oddziałów, które walczyły przeciwko Kurdom (w Afrin, Rożawie, ale także na początku wojny syryjskiej w prowincji Hasakah). Doszło nawet do tego, że Wolna Armia Syrii – kojarzona z początkiem konfliktu i koalicją sił demokratycznych, została przez Ankarę wskrzeszona już na swoich zasadach. Tyle, że prawie dekadę od wybuchu wojny gro oddziałów to formacje islamistyczne. Nawet umiarkowani Arabowie, bez większego ukształtowania ideologicznego, zostali urobieni przez dżihadystycznych dowódców. Brutalizacja wojny, brak liczenia się z prywatną cudzą własnością i życiem robią swoje w każdym konflikcie. Naiwnością byłoby sądzić, że z syryjskim zaciągiem jest inaczej. Turecki doppelgänger nieboszczki Wolnej Armii Syrii w anglosaskiej publicystyce ma dla odróżnienia akronim TFSA (Turecka Wolna Armia Syrii). Używana jest także górnolotna nazwa Syryjskiej Armii Narodowej. Rzecz jasna, sami żołnierze tejże Armii mogą nie wiedzieć w ogóle o tej nazwie – najczęściej jest to luźniejsza lub bardziej zunifikowana koalicja różnych bojówek (w sile plutonu), które podczas kolejnych przegranych bitew dołączały do silniejszej strony konfliktu. O „wyborach” decydowały też względy geograficzne. Zachodni front w Syrii opierał się o powiązania z Al-Kaidą i kolejne koalicje islamistycznych bojówek. Po przegranej bitwie o Aleppo w 2016 roku oczywistym się stało, że rebelianci zostaną zepchnięci pod granicę turecką. Ankara z tego skorzystała. To jednak miecz obosieczny. Z syryjskimi bojówkami ma sama zdecydowany problem – wykorzystała ich oddziały w ofensywach na kurdyjskie oddziały w prowincji Afrin i na Rożawę, utrzymują oni ostatnie pozycji obronne w prowincji Idlib, co pozwala Erdoganowi siadać z Władimirem Putinem do jednego stolika, by nad Damaszkiem i Kurdami ustalać strefy wpływów w Syrii ale nieprzebrane szeregi oddziałów nie będą stały z karabinem u nogi. Wojna syryjska „urodziła” całe pokolenie psów wojny. Gdy ktoś miał 11 lat gdy wojna się zaczynała, dzisiaj jest 20-letnim mężczyzną. Nie zna innego życia niż walka o przetrwanie. Nie udawajmy jednak jakiego autoramentu są to oddziały. W prowincji Idlib główną siłą bojową jest koalicja Hayat Tahrir asz-Szam (HTS) wyrosła z syryjskiej Al-Kaidy. Jak napisał Reuters syryjscy najemnicy wysłani do Azerbejdżanu mieli się rekrutować w innej islamistycznej bojówce Ahrar al-Sham. Poszczególne dżihadystyczne oddziały syryjskich rebeliantów (nie piszę o demokratycznych czy rewolucyjnych – które zostały zmarginalizowane) dopuszczały się bezwzględnych zbrodni na ludności cywilnej. Z resztą przypłaciły to brakiem wsparcia ze strony Zachodu – by przypomnieć fakt, że odcięcie głowy palestyńskiemu nastolatkowi przez bojówkarzy rebelianckiego ruchu Nour al-Din al-Zenki przechyliło czarę goryczy u Donalda Trumpa, który plan Obamy by wspierać rebeliantów po prostu ukrócił. Trump postawił na Kurdów wykazując się większą rozwagą niż jego poprzednik. 
To Kurdowie okazali się bezpieczną, przewidywalną i cywilizowaną siłą w regionie, która była jedyną przeciwwagą dla dżihadystów. Ale przypomnijmy, że Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) – koalicja przewodzona przez Kurdów i wspierana przez Waszyngton, a w zasadzie jej główny komponent w postaci Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) walczyły nie tylko z tzw. Państwem Islamskim. Pierwsza bitwa o miasto Ras al-Ayn (2012 – 2013) miała miejsce pomiędzy Kurdami a islamistycznymi bojówkami arabskimi i tureckimi z Frontem al-Nusra i Ghuraba al-Sham. Nusrowcy to bojówka al-Kaidy w Syrii, a Ghurabowcy to oddział etnicznych Turków oraz azjatyckiego zaciągu wspieranych przez Ankarę. W drugiej bitwie o Ras al-Ayn (2019 rok) ze wsparciem Turcji rebelianci odzyskali to miasto i włączyli do syryjskiej strefy kontroli Ankary. 
To, że Turcja rozdaje sojusznikom „na lewo i prawo” syryjskich najemników potwierdza tylko moją tezę, że w Ankarze jest silna wola pozbycia się tych ludzi. Już w Libii pisano o nich jako o oddziałach słabo wyszkolonych i straceńczych. Z resztą ich żołd obcięto z 2 tys. dolarów miesięcznie do 600 dolarów. Pytanie jak wyjdą na misji zagranicznej Syryjczycy oblegający Górski Karabach? Do interwencji tureckiej w Libii w styczniu 2020 roku dołączył też alternatywny opozycyjny rząd syryjski (SIG). Jest to organizacja rezydująca w syryjskim mieście Azaz pod granicą turecką, w kontrolowanej przez rebeliantów prowincji Idlib. W ten sposób do Libii trafiło – jak twierdzą niektóre media – 3500 syryjskich najemników (część dziennikarzy podaje nawet liczbę 11 200 najemników, którzy przeszli przez libijski front). Turcja zaangażowała się w obronę libijskiego rządu rezydującego w Trypolisie (GNA) w kontrze do wojsk marszałka Chalify Haftara, który oblegał stolicę. Trzeba oddać Ankarze, że jej zaangażowanie w Libii zmieniło oblicze konfliktu. Wojska Haftara odrzucono aż pod Abu Hadi. Oczywiście rolą game-changera były nie tyle syryjskie oddziały najemne, ale zaangażowanie lotnicze i technologiczne (zwłaszcza diablo skuteczne bezzałogowce Bayraktar TB-2). 
 



 

Polecane