[Tysol.fr] Prof. Boštjan M. Turk: Brukselscy mandaryni terroryzują nieposłusznych

– Jakiś czas temu przeczytałem w „Le Monde”: „CFDT, CFTC, CGT, FO i UNSA ganią kierownictwo legendarnego polskiego związku zawodowego, który był głównym aktorem upadku komunizmu w kraju i w całym bloku wschodnim, za jego «skrajną przychylność» wobec Marine Le Pen i Érica Zemmoura (zarzuty są oparte między innymi na pretensji o to, że numer «Tygodnika Solidarność» z wywiadem z Le Pen, na który Solidarność nie miała wpływu, opatrzony jest okładką z uśmiechniętą Le Pen – przyp. red.)”. Akapit daje dobre podsumowanie tego, co się dzieje. Przede wszystkim jednak związek Solidarność oceniany jest w samych superlatywach: przypisuje mu się rolę historyczną, wręcz mityczną. Generalnie z mitami się nie walczy, tylko się je szanuje – mówi profesor Uniwersytetu w Lublanie, członek Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk, prof. Boštjan M. Turk w rozmowie z Patrickiem Ederym.
Boštjan M. Turk [Tysol.fr] Prof. Boštjan M. Turk: Brukselscy mandaryni terroryzują nieposłusznych
Boštjan M. Turk / Zbiory profesora Boštjana M. Turka

– Czy może pan opisać swoje pochodzenie i działalność, którą się Pan trudni?

– Urodziłem się w byłej Socjalistycznej Republice Jugosławii. Dorastałem w czasach, gdy socjalizm zaczynał upadać. Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień politycznych jest wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w grudniu 1981 roku. Wówczas wszyscy byliśmy solidarni z Polską. Mój stosunek do niej nie zmienił się od tamtej pory. W tym czasie mój ojciec wyrażał duży niepokój, tym bardziej że związek zawodowy Solidarność został zdelegalizowany. Pamiętam to wydarzenie tak, jakby miało miejsce dzisiaj. Mój ojciec był znanym słoweńskim kardiologiem. Praktykując swoją wiarę, protestował przeciwko reżimowi komunistycznemu. My, dzieci, regularnie uczęszczaliśmy z ojcem na katechezę i niedzielne msze święte.

Ta postawa ukształtowała mój światopogląd. Ukończyłem studia w Lublanie, ale doktorat zrobiłem w Paryżu, na Uniwersytecie Paris-IV, na Sorbonie. Tematem mojej pracy magisterskiej był wpływ Tomasza z Akwinu na twórczość poetycką jednego z największych geniuszy francuskiego świata poetyckiego Paula Claudela. W 2008 roku zostałem profesorem uniwersyteckim i w tym czasie prowadziłem również zajęcia przez rok akademicki w Inalco w Paryżu. Prowadziłem kursy i wykłady na różnych uniwersytetach europejskich, w tym na Sorbonie. Jestem autorem sześciu książek i przygotowuję siódmą, przeznaczoną dla słoweńskiego, chorwackiego i polskiego odbiorcy. Zostanie ona opublikowana w 2022 roku. Napisałem około 1500 artykułów w pięciu językach.

Chciałbym również powiedzieć, że z biegiem lat stałem się członkiem trzech akademii sztuk i nauk: w Paryżu (AESAL), w Bazylei (HAZUD) i w Salzburgu (AESA). W tej ostatniej byłem prodziekanem pierwszej klasy, klasy humanistycznej. Dostarczam artykuły do kilku gazet w różnych krajach. Biorę też udział w programach telewizyjnych: czasami uczestniczę w ich produkcji. Oto wywiad ze Stéphane Courtois, redaktorem Czarnej Księgi Komunizmu. Wywiad został nagrany jesienią 2021 roku (https://www.youtube.com/watch?v=QzEhbVjqtlA). Mieszkam w Lublanie, gdzie również pracuję na uniwersytecie jako profesor literatury francuskiej.

Jako intelektualista uważam za swój moralny obowiązek komentowanie negatywnych zjawisk w społeczeństwie. W ten sposób stałem się największą ofiarą wolności słowa w Republice Słowenii. Słoweńskie sądy, podobnie jak polskie, nie zostały poddane lustracji, przez co ich częstymi ofiarami padają osoby, które próbują demontować dziedzictwo komunizmu. Oceniłem więc pracę tycjanowskiego historyka (Josip Broz Tito był twórcą socjalistycznej Jugosławii, jego polskim odpowiednikiem byłby Bierut lub Gomułka) i kilka wierszy poety, który był wówczas czołową postacią w walce z panem Janezem Janšą, kłamcą antykomunistycznej opozycji. Przeanalizowałem również dokumenty Jugosłowiańskiej Służby Bezpieczeństwa, które wskazują na to, że w latach 60. osoba, o której mowa, współpracowała z nią. W sumie przedmiot sprawy sądowej składał się z zaledwie 12 (!) zdań mojego pióra. W dodatku wszystkie one były prawdziwe. Sąd skazałby mnie na pół roku więzienia (w zawieszeniu), ale dostałem dwa, za to, że mam dwoje małych dzieci, co jest okolicznością obciążającą. Od 2018 roku nasza rodzina musiała zapłacić 29 tys. euro odszkodowania, co stanowi jeden rok moich dochodów z uczelni. Procesy sądowe naruszały nie tylko odpowiednie przepisy prawa, ale także Konstytucję Republiki Słowenii. Wreszcie: wyroki były sprzeczne z praktyką orzeczniczą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC). Wiem więc, jak to jest mieć postkomunistyczny wymiar sprawiedliwości, który nie został poddany lustracji.

– Słowenia sprawowała prezydencję w Radzie UE do końca poprzedniego roku. Co pan pamięta z tych sześciu miesięcy?

– Chciałbym wspomnieć w szczególności o dwóch kwestiach: prezydencja słoweńska wzmocniła Grupę Wyszehradzką, czy też reprezentowaną przez nią tożsamość polityczną. Często pełniła rolę mediatora między Brukselą a Wyszehradem. Jednym z najbardziej udanych momentów w tym sensie była prezydencja słoweńska, która zapobiegła exodusowi migrantów z Afganistanu do Europy. Stało się to na Forum Bled w pierwszych dniach września 2021 roku. Przewodniczący słoweńskiego rządu jest sprzymierzony ze swoim węgierskim odpowiednikiem i polskimi władzami.

– W niedawnym sprawozdaniu Komisji Europejskiej zalecono, aby nie wspominać już o świętach Bożego Narodzenia. Czy chrześcijaństwo jest dziś w Europie zagrożone? Co pan sądzi o polityce Komisji w ogóle?

– Od czasu porozumienia z Maastricht (1992) jasne jest, że Europa jest coraz bardziej zdominowana przez siły, które chcą wymazać jej chrześcijańską tożsamość. W ostatnim czasie sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu. Tożsamość chrześcijańska nie jest jedyną rzeczą, która przeszkadza Brukseli. Biurokracji przeszkadza też każdy nacisk na tożsamość, ponieważ tożsamość jest ostoją człowieka, jego istotą. Bruksela sprzeciwia się tożsamości narodów, języków, a ostatnio i coraz częściej także tożsamości płciowej.

Idee te obecne są od Rewolucji '68, wprowadzone w przestrzeń europejską przez Sartre'a i tych, których Éric Zemmour nazywa autorami francuskiego samobójstwa, tak zwanymi nosicielami „francuskiej teorii” (na przykład Derrida). Ale Sartre jest niezbędny, jak słusznie zauważa Vincent Coussedière, ponieważ wymyślił termin, który stał się synonimem wszystkiego, mimo że nic już nie znaczy. To jest wolność. Nigdy w historii nie było okresu, kiedy człowiek był dosłownie skazany na wolność i kiedy wolność stanowiła istotę wszystkiego, co się dzieje.

Ale ta wolność nie jest absolutna, jak powinna być wolność człowieka: jest względna, uwarunkowana chwilową fałszywą tożsamością. Urzeczywistnienie quasi-tożsamości każdego stało się głównym celem demokracji. Widzimy, jak to działa.

Postuluje się wolność płci: za dziesięć czy piętnaście lat będzie to tak normalne, że będę budzić się rano jako kobieta i kłaść się spać jako mężczyzna. Człowiek nie jest już istotą społeczną, ale istotą przejściową, istotą przemijania. Nie ma wartości wyższych od innych, nie ma granic. Bóg jest martwy. A co pozostało?

Jestem skazany na wolność, jestem skazany na robienie tego, co chcę. Ale w rzeczywistości jestem skazany na nicość. Pojawienie się fałszywych tożsamości pokazuje, że nie możemy już dążyć do wspólnych celów. Szukamy celów związanych z naszą indywidualną tożsamością: jestem weganką, jestem trans lub queer. To dlatego każdego dnia przybywa liter w akronimie LGBTIQ, ponieważ każdego dnia jest więcej okazji do realizowania fałszywej tożsamości. Tożsamość zostaje postawiona w miejscu działania politycznego i w miejscu poszukiwania wspólnego dobra. Zachodnie społeczeństwo nigdy nie realizowało postulatów radykalnego nihilizmu z tak samobójczą determinacją. Smutne jest to, że polityka dezintegracji tożsamości jest częścią programu obecnej Komisji.

– Jak Słowenia współpracuje z krajami V4 i jakie są jej relacje z krajami Europy Zachodniej?

– Słowenia ma dobre stosunki z Grupą Wyszehradzką pod rządami obecnego rządu. Co więcej, grupa ta staje się priorytetem słoweńskiej polityki zagranicznej, po prostu dlatego, że jest to najbardziej spójna polityka. Wyszehrad ma tendencję do zamykania swoich granic przed migrantami. Pozwala uniknąć katastrofalnych eksperymentów, jakie marksizm kulturowy przeprowadza na Zachodzie w imię wielokulturowości. Dlatego właśnie Wyszehrad jest podstawowym punktem odniesienia dla każdej racjonalnej polityki. Ci, którzy są racjonalni w Europie Zachodniej i rozpaczają z powodu destrukcyjnej polityki realizowanej przez partie polityczne, w ciągu jednego pokolenia wyemigrują do Europy Wschodniej. Niestety, w ciągu pięćdziesięciu lat Francja prawdopodobnie stanie się strefą niezdatną do zamieszkania dla ludzi Zachodu.

– Premier Słowenii Janez Janša niedawno zamieścił na Twitterze jedną z naszych publikacji (https://tysol.fr/a75111-Le-fascisme-est-un-ph-nom-ne-de-gauche). Co może nam Pan powiedzieć o nim i o kierunku, w którym zmierza Słowenia?

– Janez Janša kilkakrotnie retweetował moje artykuły. Jest on politykiem, który dojrzał do tego, by stać się politykiem, bez którego Europa nie może się obejść. Jest to tym cenniejsze, że odpowiedzialni politycy są tym, czego Europie najbardziej dziś brakuje. Jeśli chodzi o jego biografię polityczną od lat 80., można by go porównać do „sprężystego diabła” Henri Bergsona: tyle razy próbowano go zniszczyć, ale on zawsze się podnosi i wraca silniejszy. Odegrała ona zasadniczą rolę w demontażu skorumpowanego i łamiącego prawa człowieka reżimu posttybetańskiego.

Wobec braku lustracji w Słowenii władzę przejęli byli komuniści. Janez Janša pokazał, że jest w stanie zdekonstruować dawne komunistyczne monopole władzy (banki, gospodarka, wymiar sprawiedliwości, media itd.). Dlatego właśnie jest on stałym celem postkomunistów. Rozpoczynają ataki na poziomie Parlamentu Europejskiego. Aldus i lewicowi eurodeputowani są gotowi zdyskwalifikować słoweński rząd tylko dlatego, że promuje on tożsamość wyszehradzką.

W ten sposób, poprzez Janšę, dążą do osłabienia Viktora Orbána i polskiego rządu. Pan Janša jak dotąd wygrał wszystkie konflikty z władzą totalitarną: Jugosławia Tity nie upadła tylko z jego powodu, ale jego dysydenckie poglądy miały taki sam wpływ na bieg wydarzeń, jak działania Václava Havla przeciwko reżimowi komunistycznemu. Realizm polityczny, oparty na niezachwianym przekonaniu, że zawsze należy dążyć do szlachetnego celu, nie został w UE zignorowany. Ursula von der Leyen właśnie oficjalnie podziękowała mu za udaną prezydencję w Radzie UE. Paradoksalnie, europejscy socjaliści potwierdzili również, że słoweńska prezydencja przeszła z „gratulacjami jury”. To wzbudza szacunek.

– Dużo pan pisze o marksizmie. Dlaczego uważa pan, że jest to dziś konieczne?

– Marksizm od 1968 roku stał się głęboko związany z liberalizmem, który staje się główną siłą polityczną na świecie. Oba są skorelowane z doktryną Freuda. Oba zadały druzgocący cios tożsamości europejskiej, zachodniej cywilizacji. W Maastricht (1992) lewica oderwała się od robotników i stała się sojusznikiem liberałów. Najlepszym tego dowodem są dwie kadencje François Mitterranda. W 1981 r. startował jako kandydat lewicy klasy robotniczej: w ciągu dwóch lat wyrzekł się autentycznych wartości, by dojść do miejsca, w którym lewica znajduje się dzisiaj. W pozycji, która jest znacznie bliższa kapitałowi, niż się wydaje. W rezultacie lewica porzuciła robotników i pozbawionych praw obywatelskich na rzecz prawicy. Stąd pojawienie się Frontu Narodowego, który liczy przede wszystkim na głosy „upokorzonych i obrażonych” (tytuł wielkiej powieści Dostojewskiego). Lewica, która zdegenerowała się do lewicy salonowej, nazywa teraz swój dawny elektorat – i tych, którzy reprezentują go politycznie – faszystami. Ale Churchill już wiedział, że to faszyści wolą przypisywać innym to, czym sami są – faszystami. Również dlatego Michel Onfray nazywa paradygmat zdegenerowanej lewicy lewicową fachosferą.  

Lewica jest martwa politycznie, przede wszystkim tam, gdzie opisany wyżej proces transformacji był najsilniejszy. To jest we Francji.  Kiedy lewica opuściła klasyczny elektorat, zwróciła się do substytutów.

Współcześni marksiści bronią dziś tzw. problemów mniejszości. Ponieważ stawiają je na pierwszym miejscu, obrona tożsamości mniejszości zagraża tożsamości większości. Wiąże się to z kwestią cywilizacji: większość Europejczyków nadal żyje w paradygmacie cywilizacji zachodniej. Lewica walczy o prawa LGBT, o migrantów, o multikulturalizm, o pismo inkluzywne, o wokaizm, krótko mówiąc, o wszystko, co może zniszczyć cywilizację.

Nie inaczej było w czasach Marksa. Kluczowe zdanie Międzynarodówki brzmi: „Wymażmy przeszłość”. Istniejące społeczeństwo powinno zostać zniszczone. Głównym wrogiem neomarksistowskiej lewicy jest zatem biały mężczyzna, po prostu dlatego, że jest on budulcem głównych bastionów, schronień człowieka: rodziny, wspólnoty językowej, religijnej i narodowej. Nie sposób wyobrazić sobie bez niej kraju cywilizacji zachodniej. Lewica jest zatem w takiej samej sprzeczności jak sam marksizm.

Stan umysłu przekazywany przez posłańca francuskiej lewicy, gazetę „Libération”, sugeruje kierunek, w którym zmierza ta ewolucja. To jest oszałamiające.

To właśnie w tej samej gazecie Beatriz Preziado opublikowała to, co może być manifestem jutra. Kim jest ten człowiek? Wikipedia definiuje go w następujący sposób: „Urodzony jako kobieta i znany po raz pierwszy pod swoim nazwiskiem, Preciado początkowo uważa się za lesbijkę, następnie za «lesbijkę trans» i «chłopca-dziewczynę», twierdząc, że nie należy ani do płci męskiej, ani żeńskiej.

W sierpniu 2014 roku zadeklarował się jako «trans in between unoperated», po czym w styczniu 2015 roku zdecydował się używać nazwy «Paul B. Preciado» i wybrał płeć męską do identyfikacji swojej osoby”.

Jest on ucieleśnieniem nowego myślenia lewicy. Jako ideolog ruchu wykracza poza konwencjonalne wzorce. W „Libération” zaproponował nowy program: łącząc LGBTIQ i wokaizm, opowiedział się za nowymi praktykami społecznymi: sodomią i koprofagią (konsumpcją ekskrementów). To ładna analogia: dyktaturę proletariatu zastąpiłby terror analny (https://immediatism.com/archives/podcast/593-anal-terror-4-anal-knowledge-by-beatriz-preciado). Zasada pozostaje ta sama, zmieniają się tylko niuanse!

Nie jest to jednak trywialne. Paradygmat LGBTIQ, z którego wywodzą się zalecane przez Preciado praktyki, jest pierwszą linią oskarżenia, za pomocą której brukselscy mandaryni terroryzują nieposłusznych, zwłaszcza Węgry i Polskę. Dziesięć lat temu tak nie było. Można więc sobie wyobrazić, że Bruksela wkrótce zażąda lekcji koprofagii i sodomii w przedszkolach, twierdząc, że są to „społecznie postępowe praktyki”. Nie ma rzeczy niemożliwych.  Stołeczna biurokracja operuje „wartościami” zdegenerowanej lewicy, łącząc je z agresywnym kapitalizmem. A przecież oba mają ten sam cel: zniszczyć człowieka Zachodu, pozbawić go godności bycia autonomicznym podmiotem, opartym na wolnej woli. Lewicowość i liberalny kapitalizm stały się w istocie dwoma nazwami jednego zjawiska. To jest Europa roku 2022.

Nie mogłoby się to wydarzyć bez freudyzmu. Patologia LGBTIQ i jej skrajne pochodne są możliwe tylko dlatego, że Freud wcześniej zdefiniował człowieka jako istotę patologiczną seksualnie. Przypomnijmy: jeśli Freud definiował człowieka w kategoriach patologii seksualnej, to Marks definiuje go w kategoriach patologii społecznej. (Zachodni) człowiek ma być dysonansowy, seksualnie i społecznie. Nic jednak bardziej mylnego, gdyż marksizm i doktryna Freuda są w swej istocie dysonansowe i rozbieżne (patrz: https://www.tysol.pl/a75320-LES-CONTRADICTIONS-DU-MARXISME-3-12).  W szczególności to, czego uczą, nie istnieje. Jednak wspólnym mianownikiem obu jest to, że usunęli z przedmiotu swojej analizy, czyli człowieka, integralną świadomość, która jest tym, co czyni nas tym, czym jesteśmy. Marksizm i freudyzm zgadzają się w tym, że proponują dokonanie demontażu człowieka jako istoty odpowiedzialnej za swoją tożsamość i swoje przeznaczenie przed wiecznością.

Marksizm postulowałby wyrzeczenie się tożsamości osobistej, aby wejść w najwyższą syntezę historyczną, społeczeństwo bezklasowe. W ten sposób można było złożyć na ołtarzu zbiorowej władzy to, co najcenniejsze, czyli indywidualność i wolność. Freudyzm zaoferował „psychoanalityczną” podstawę dla tego podejścia. Freud nauczał, że człowiek nie jest wolny i nie posiada indywidualności. Że ego jest więźniem niższych warstw osobowości. Że nie jesteśmy „panami we własnym domu”.

To, co przeżywa człowiek Zachodu, a zwłaszcza Europy Zachodniej, jest pokłosiem wydarzenia, które miało miejsce pół wieku temu. To była rewolucja 1968 roku. Była prowadzona przez lewicę, ale jej rezultaty przyniosły korzyści gospodarce liberalnej. Jest to logiczny powód, dla którego zjawisko roku 1968 jest z natury rzeczy fikcją. Wszystkie rewolucje są kłamstwem a priori: dokonują się w „imię człowieka”, do którego się odnoszą. Ze względu na wygodę intelektualną niektórzy, np. Sartre, piszą to słowo z dużej litery: „w imię Człowieka”. Jednak to właśnie konkretny człowiek jest ich pierwszą i ostatnią ofiarą. Rewolucja '68 nie jest wyjątkiem.

Rewolucja '68 była tak katastrofalna, ponieważ mieszała marksizm z freudyzmem i oderwała człowieka Zachodu od norm, które chętnie akceptował. Był to popularny sposób życia, który obejmował rodzinę, religię, państwo, słowem wartości profanum i sacrum.

Jednak życie w tradycyjny sposób zakłada ascezę i skromność. Chrześcijaństwo podkreśla, że drogą do ostatecznej wolności jest droga wyrzeczenia. Chrystus nauczał o różnicy między wąską bramą, która prowadzi do zbawienia, a szeroką ścieżką, która prowadzi do zguby. Jest to droga odrzucenia ciała na rzecz pragnień duchowych, droga postu i pokuty.

Kiedy człowiek Zachodu uwolnił się od sposobu życia, który otrzymał od swoich przodków, otworzył się na wartości rodzącego się społeczeństwa konsumpcyjnego. Odmawianie sobie przyjemności cielesnych jest związane nie tylko z lojalnością wobec religii, ale także z lojalnością wobec współmałżonka i wobec kraju. Rewolucja 1968 roku, która zbiegła się w czasie z odkryciem antykoncepcji hormonalnej, z ruchem hipisowskim i nowymi gatunkami muzyki popularnej (na przykład Beatlesi), pokazała człowiekowi Zachodu przeciwną drogę do wyrzeczenia, drogę przyjemności i rozkoszy. Droga niewierności. Człowiek wyzwolony nie czuje się już winny, jeśli żyje ponad swoje możliwości zarobkowe. Pojawiły się karty z odroczonym terminem płatności – i kredyty. I stopniowo doszliśmy do całkowitego rozkładu nie tylko społeczeństwa, ale także jego fundamentalnego kamienia, człowieka, jego istotnych atrybutów (gender).

– Marine le Pen i Éric Zemmour uważają, że wybory prezydenckie we Francji w 2022 roku to „wybór cywilizacji”. Czy uważa Pan, że cywilizacja europejska znajduje się na rozdrożu?

– Wybory w 2022 roku to ostatnia konkretna szansa na powstrzymanie upadku Francji, który jest synonimem upadku cywilizacji zachodniej. Jedno bez drugiego nie jest możliwe, po prostu dlatego, że Francja historycznie współtworzyła Zachód. Jest to jeden z głównych filarów cywilizacji europejskiej. Nazywa się to Pax Europaea.

Kiedy 24 października 1964 r. Paweł VI ogłosił św. Benedykta pierwszym patronem Europy, cywilizacja europejska, Pax Europaea, otrzymała potwierdzenie swoich historycznych fundamentów. To św. Benedykt skierował ją na drogę, która uczyniła z niej najbardziej inkluzywną cywilizację na planecie.

Szóstowieczny mnich stał się patronem i promotorem europejskiej tożsamości: ze swoim krzyżem, księgą i pługiem przyniósł chrześcijański postęp rozproszonym ludom od Morza Śródziemnego po Skandynawię, od Irlandii po polskie równiny. Jest to model, który nigdy nie zawiódł: w niezatartym gradacji in maius nabrał on wymiaru globalnego. Pax Europaea stworzył Stany Zjednoczone Ameryki, Australię, ucywilizował basen Pacyfiku, słowem, przeniknął tam, gdzie do dziś można dostrzec ślady cywilizacji zachodniej. Oczywiście, przyczyniły się do tego również inne czynniki świeckie. Wpływ renesansu jest kluczowy, ale był on częścią tej samej cywilizacji, ponieważ opierał się na chrześcijaństwie.

„Módl się i pracuj” było również mottem trzech polityków, którzy po kataklizmach pierwszej połowy XX wieku odbudowywali Europę na nowych, chrześcijańskich podstawach gospodarczych. Opierały się one na modelu benedyktyńskim, który został ukształtowany diachronicznie przez wszystko to, co do tej pory opisaliśmy. Byli to Alcide De Gasperi, Konrad Adenauer, poprzednik Helmuta Kohla, i Robert Schumann. Wraz z de Gaulle'em wybrali także znak rozpoznawczy Europy, niebieską zamorską flagę z dwunastoma gwiazdami, symbol maryjny.

Kolejne pokolenie polityków, oddanych idei Pax Europaea, stanęło przed wielkim wyzwaniem: upadł mur berliński, a Europa musiała zostać odbudowana i zjednoczona. Najbardziej wpływowym politykiem był w tym czasie kanclerz Niemiec Helmut Kohl: jego polityka – podobnie jak kariera osobista – nie znała porażki. Helmut Kohl nigdy nie zatarł swojego chrześcijaństwa. Nie zrobili tego również Chrześcijańscy Demokraci, niemieccy, włoscy, francuscy czy inni.

Ale jednocześnie przygotowywano pokolenie, które już nie rozumiało, że polityka jest sprawą cywilizacji, a cywilizacja opiera się na wierze, na metafizyce. W historii ludzkości nie było ani jednej cywilizacji, która nie opierałaby się na metafizyce.

Obecna klasa polityków zachodnioeuropejskich, zachęcona silnym wpływem marksizmu kulturowego, który naucza o autonomii człowieka od Boga, a wszystko to dodatkowo potwierdzone przez rozpowszechniony freudyzm, znajduje się w impasie, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie.

Nie trzeba mówić, że istnieją wyjątki od powszechnej reguły: Éric Zemmour, Marine Le Pen i jej ojciec, Jean-Frédéric Poisson i na szczęście wielu innych.

Jedyną kluczową kwestią w polityce europejskiej jest obecnie kwestia cywilizacji. Bo jeśli stracimy cywilizację, stracimy wszystko: Francję, jej język, literaturę pisaną w tym języku, jej tożsamość. Jest więc tylko kwestią czasu, kiedy załamie się również gospodarka narodowa. Charles Gave zwraca uwagę, że Francja już teraz jest niekonkurencyjna pod względem inwestycji zagranicznych. Obcokrajowcy nie będą inwestować, bo kraj jest za drogi i ma za dużo podatków. Dzieje się tak dlatego, że system zasiłków rodzinnych dla osób spoza Europy rozrósł się poza wszelkie racjonalne granice i wraz z innymi irracjonalnościami zdusi Francję w ciągu jednego pokolenia.

Zemmour i Le Pen są politykami, którzy podkreślają pilność cywilizacyjnego wymiaru tego, co się dzieje. Macron, który wzbogacił się na Rothschildach, nie interesuje się Francją, a tym bardziej kwestią cywilizacji. Jego szef, gdy był ministrem, scharakteryzował go w następujący sposób: „Politycznie [Emmanuel] jest nikim, posypuje szczyptą każdego koloru politycznego w zależności od dnia, w sprytnej mieszance. On w nic nie wierzy, nie ma przekonania” (źródło: https://www.lexpress.fr/actualite/politique/il-ne-croit-en-rien-il-n-a-aucune-conviction-quand-hollande-charge-macron_2157162.html).

Być może obecny prezydent Republiki w coś wierzy, a tym czymś jest jego smartfon. Dlatego jego reelekcja byłaby katastrofą, podobnie jak wybór ludzi należących do tej samej platformy (Valéry Pécresse). Mamy jednak do czynienia z nierozwiązywalną zagadką: obecna klasa polityczna zawsze była wybierana przez większość Francuzów, w tym tych, którzy podzielają opinie wyrażone w tym wywiadzie i którzy są – co więcej – członkami rodziny umysłowej, do której mam zaszczyt należeć. To prawica od wielu lat szkodzi Francji, a nie lewica. Dlaczego tak jest? Wydaje się, że nie ma na to odpowiedzi.

– Nie tak dawno temu francuskie związki zawodowe zaatakowały Solidarność i powiązane z nią media (Tysol i Tysol France). Jak analizujesz tę sytuację?

– Pamiętam, że jakiś czas temu przeczytałem to w „Le Monde”: „CFDT, CFTC, CGT, FO i UNSA ganią kierownictwo legendarnego polskiego związku zawodowego, który był głównym aktorem upadku komunizmu w kraju i w całym bloku wschodnim, za jego «skrajną przychylność» wobec Marine Le Pen i Érica Zemmoura”. Akapit daje dobre podsumowanie tego, co się dzieje. Przede wszystkim jednak związek Solidarność oceniany jest w samych superlatywach: przypisuje mu się rolę historyczną, wręcz mityczną. Generalnie z mitami się nie walczy, tylko się je szanuje. Francuskie związki zawodowe stanowią wyjątek. Solidarność odzwierciedla ponadto wartości, na których została zbudowana Europa, wartości cywilizacji zachodniej. Wartości te odnajdujemy również u kandydatów na prezydenta, Zemmoura i Le Pen. Jednakże globalistyczne myślenie, które infekuje Paryż z Brukseli, uważa kwestie cywilizacji i wartości za zbyteczne. Nic bardziej mylnego! Solidarność wychodzi a priori zwycięsko z konfliktu, bo tak jak fizyki nie można sobie wyobrazić bez teorii grawitacji, tak społeczeństwa nie można sobie wyobrazić bez cywilizacji. Są tacy, którzy trwają w błędzie, pomimo wszystkich dowodów. Są też tacy, którzy ślepo za nimi podążają, jak francuskie związki zawodowe. Nicolas Boileau, autor „L'Art poétique”, powiedziałby: „Każdy głupiec znajduje większego głupca, którego podziwia”.

– W ostatnich latach Słowenia wyrobiła sobie markę w dziedzinie sportu (kolarstwo, siatkówka itp.). Mały kraj, ale wielki talent?

– Słowenia jest krajem, w którym występuje znaczna liczba sportowców o międzynarodowej sławie, jak na dwa miliony mieszkańców. Elektroniczna encyklopedia wymienia wszystkie sukcesy Słoweńców na Igrzyskach Olimpijskich. Od 1992 roku zdobyliśmy 7 złotych medali. (źródło: https://fr.wikipedia.org/wiki/Slov%C3%A9nie_aux_Jeux_olympiques).

Słoweńscy sportowcy odnoszą sukcesy we wszystkich dziedzinach, ale najbardziej widoczne są one w siatkówce (Luka Dončič), narciarstwie (Tina Maze), kolarstwie (Pogačar, Roglič), kajakarstwie (Vehovar, Žvegelj), alpinizmie (Česen, Humar) i wspinaczce (Gambret). Słoweńcy mają silną więź ze sportowcami, cieszą się dużą renomą.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe