[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Hiszpanka

Babcie opowiadały o hiszpance – strasznej pandemii jeszcze przed II wojną światową. Nazwa wzięła się stąd, że choroba o mało nie uśmierciła króla Hiszpanii.
/ Foto T. Gutry

Na grypę hiszpańską zmarło od 50 do 150 milionów ludzi. Tak przynajmniej szacuje John M. Barry w swojej pracy „The Great Influenza: The Story of the Deadliest Pandemic in History” [Hiszpańska grypa: Historia najśmiertelniejszej pandemii w historii] (New York: Penguin Books, 2018 [2005]). Zaraza wybuchła na początku 1918 r. Szalała do 1922 r. – w powiewach. Okazuje się, że zabiła ona może do dziesięciu razy więcej ludzi niż I wojna światowe i jej pokłosie, w tym rewolucja bolszewicka i wojna domowa na terenach powalonego Imperium Rosyjskiego razem wzięte.

Zaznaczmy jednak, że wojny, rewolucje i przewroty tworzą warunki, w których pandemie świetnie się rozprzestrzeniają: załamanie prawa i porządku, właściwego funkcjonowania społeczeństwa i państwa, w tym upadek służby zdrowia, rozpad infrastruktury, fale uchodźców, zanikanie higieny oraz powszechny głód to niezbędne warunki do szerzenia się wszelkiego rodzaju chorób, w tym grypy. Ważne jest to, że w okresie wojennym działa cenzura, która dba o morale, a więc zwykle nie informuje o takich klęskach jak pandemie. I tak było również w USA i innych krajach. Nie podawano informacji, aby nie wzniecać paniki. Nie chciano dawać wrogowi materiału do kontrpropagandy, jak również wiadomości, które wrogie wojska mogłyby wyzyskać poprzez nagłą kontrofensywę na osłabione grypą armie sojusznicze. Niemcy zresztą po zainfekowaniu całych mas żołnierzy też się tym nie chwalili.  


Jak na liberała przystało, Berry twierdzi, że zło wylęgło się w jego własnym kraju: w USA. Jednocześnie jednak widać, że badał prawie wyłącznie źródła amerykańskie, a nie zagraniczne. Niechętnie wręcz przyznaje, że istnieją teorie innych źródeł zakażenia.
Najpopularniejsze, że grypa wykluła się w Chinach. Stamtąd marynarka handlowa przeniosła wirusy po świecie. Według tego scenariusza choroba dobiła do Brazylii. Stamtąd jedna odnoga infekcji powiodła do Ameryki Północnej, a druga do Europy. To właśnie ta druga dopadła króla Hiszpanii – albo przez Portugalię, albo przez Francję. Notabene istnieje też teoria, że pandemia zaczęła się we Francji, albo że prosto z Chin przyżeglowała do Francji.


W każdym razie Berry dogłębnie opisuje „front amerykański”. Według niego do wylęgnięcia doszło na fermie świńskiej w stanie Kentucky. Ze świń hiszpanka przeskoczyła na ludzi. Niedaleko był wielki garnizon armii amerykańskiej. Był to czas wielkiej mobilizacji na I wojnę światową. Zakażeni pojedynczy żołnierze, ale również całe jednostki: kompanie, bataliony, pułki, przenoszone były po całej Ameryce. Rekrutów koncentrowano na bazach szkoleniowych, a potem wysyłano do portów, skąd szły transporty do Francji. I tam szerzyła się bez ograniczeń, docierając nawet do Polski i Sowdepii. Notabene Berry odnotowuje kilku – nielicznych – wizjonerów (naukowców, lekarzy i innych), którzy od początku rozumieli, z czym mieli do czynienia w 1918 r. Władze zwykle nie chciały ich słuchać. W pewnych momentach jedynie siła woli takich wybitnych jednostek, granicząca z niesubordynacją, pomogła uratować niezliczone życia ludzkie. Tak było na przykład, gdy – wbrew swym przełożonym – udało się jednemu z wyższych oficerów odwołać drugą fazę poboru. Wznowiono go dopiero, jak grypa zaczęła się uspokajać. Naturalnie o takich rzeczach nie było można głośno mówić.


Wspomnieliśmy cenzurę jako czynnik zaogniający pandemię na poziomie międzynarodowym. Dotyczyło to również „frontu domowego” (home front). Cenzura bardzo często zapobiegała podejmowaniu kroków profilaktycznych, antypandemicznych. Na przykład w Filadelfii władze przygotowały paradę patriotyczną, z przemówieniami i licytacjami oraz zakupami obligacji wojennych. Nie odwołano parady, aby nie alarmować ludności i nie podważać ofensywnego ducha. A tymczasem już odnotowano pierwsze przypadki śmierci. Uderzenie było tak ciężkie, że zabrakło wnet miejsc w kostnicach i na cmentarzach. Nie było komu opiekować się chorymi. Wiele osób zmarło w związku z brakiem odpowiedniej pomocy, na przykład pielęgnowania czy nawet podawania napojów. Naturalnie pierwszymi ofiarami byli lekarze i pielęgniarki. Duża część wspaniale poświęciła się dla chorych, część zdezerterowała. Traktowała swoje rodziny i własne zdrowie jako priorytet.


W wielu ośrodkach miejskich USA rozpadły się władze lokalne. Po prostu przestały funkcjonować instytucje ratusza. Nawet policja potrafiła wykruszyć się: zdziesiątkowana chorobami, a nawet dezercjami. Ciekawe, że w wielu wypadkach miejsce władz zajęły stare elity wywodzące się z White Anglo-Saxon Protestant (WASP). Trzeba to podkreślić. Byli oni już w tym czasie zmarginalizowani politycznie. W miastach dominowali zwykle nowi emigranci – katolicy, żydzi etc. – a tacy nie głosowali na starych WASP. Tymczasem pandemia spowodowała rozpad nowych władz miejskich. Powrócili na ich miejsce WASP w formie komitetów ad hoc. W większości się sprawdzili. Uważali, że mieli obowiązek wobec ludu. Ich fortuny pozwoliły na stworzenie równoległych struktur i świadczenie usług ludności, w tym bronienie ich przed skutkami hiszpanki. W większości miejscowości amerykańskich wprowadzono z czasem ścisłą kwarantannę. Pomogła ona do pewnego stopnia. Jednak można zaobserwować, że ludzie się z niej wyłamywali. Szerzyła się ona bowiem najbardziej wzdłuż linii kolejowych – najpopularniejszego wtedy środka transportu.


Jest paradoksem, że ofiarą grypy padali przede wszystkim ludzie młodzi: od 16. do 35. roku życia. Dlaczego? Dlatego że ich systemy immunologiczne były najsilniejsze. Następowało zakażenie, wirus przechodził mutacje, ukrywał się. System immunologiczny wykrywał go i atakował. Ale ponieważ wirus grypy kamuflował się bardzo dobrze w organizmie, system immunologiczny niszczył sam siebie, osłabiając człowieka. Okazuje się, że większość ofiar nie zmarło na oryginalną infekcję wirusem hiszpanki, tylko padło ofiarą infekcji wtórnej, w tym bakteriologicznej. Po prostu zwalczając pandemię, organizm człowieka tak się osłabiał, że nie miał już siły obronić się przed czyhającymi na wszystko drobnoustrojami.


Berry opisuje nie tylko szalejącą pandemię i nie tylko legiony profesjonalnych, medycznych zapaśników. Opowiada też o reformach amerykańskiej medycyny od połowy XIX w. Otóż medycyna w USA przez długi czas, niemal do początku XX w., opierała się na filozofii Galena (129–216 A.D.). Ten uważał, że choroby to wyniki „humorów” w organizmie ludzkim i braku równowagi między nimi. To był dominujący model teoretyczny. W amerykańskiej praktyce było jeszcze gorzej. Do większości szkół medycznych można się było dostać bez ukończenia college’u. Co więcej, większość szkół nie prowadziła zajęć praktycznych i laboratoryjnych. Niektóre nie wymagały uczęszczania solidnego, a jedynie wklepanie na pamięć formułek. Dostawało się dyplom i już. Zaczęło się to zmieniać dopiero po wojnie o Unię (1861–1865). Wybitne jednostki podróżowały do Europy, głównie do Niemiec, chociaż też do Francji. Niemcy to najważniejsze zagłębie intelektualne tamtych czasów. Po ukończeniu studiów tacy młodzi Amerykanie wracali do domu, gdzie replikowali model niemiecki u siebie.


Wnet do pojedynczego wysiłku włączyli się kierownicy amerykańskiej elity – multimilionerzy, tacy jak rodzina Rockefellerów czy Carnegie. Ale jednocześnie podobne charytatywne dzieła podejmowali lokalni prominenci. W Baltimore miejscowy filantrop (a nie panamerykański Krezus) Johns Hopkins ufundował instytut naukowy i uniwersytet swego imienia, którego misją było skopiowanie modelu naukowego niemieckiego w USA. Inni dobroczyńcy wykładali krocie na podobne instytuty w ramach uniwersytetów: Harvarda, Columbia, Yale, Princeton czy University of Chicago bądź Stanford (często wymuszając na uniwersyteckich biurokratach posłuszeństwo w tym względzie). Rosły w nich kadry naukowe. W rezultacie – pisze Berry – po dwóch pokoleniach takiego wysiłku naukowcy poczuli się na siłach zmierzyć z epidemiami, które cyklicznie nawiedzały USA. Aż w końcu uderzyła pandemia grypy w 1918 r.  


Naukowcy i lekarze zrozumieli, z czym mieli do czynienia. Ale nie byli w stanie tego zatrzymać. Cała nauka, wszystkie nowoczesne środki okazały się niewystarczające. Nikt nie był w stanie wzmocnić wystarczająco systemu immunologicznego. I nikt nie był w stanie zatrzymać mutacji wirusa. A hiszpanka przechodziła niestety takie mutacje, które powodowały, że stawała się coraz bardziej zjadliwa i śmiertelna. Po wielkim żniwie śmierci grypa przycichała, aby się odrodzić po kilku miesiącach. Wybuchała ponownie tu i tam kolejnym szałem – choćby ujawniając się znów w Chinach jako reeksport. Obiegła Ziemię.
W końcu okazało się, że nie naukowcy, ale Pan Bóg ostatecznie zakończył to szaleństwo. I takie są ludzkie ograniczenia.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 21 września 2022 r.
Intel z DC

 

 

 

 


 

POLECANE
Trump blisko przełomu w Sudanie. Projekt pokojowy zaakceptowany przez obie strony z ostatniej chwili
Trump blisko przełomu w Sudanie. Projekt pokojowy zaakceptowany przez obie strony

Projekt porozumienia pokojowego w sprawie Sudanu jest gotowy i został zaakceptowany przez obie strony konfliktu. Według administracji USA dokument wkrótce trafi do Rady Bezpieczeństwa ONZ.

PiS i Konfederacja w koalicji? Wyborcy mówią „tak” pilne
PiS i Konfederacja w koalicji? Wyborcy mówią „tak”

Elektoraty PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej w większości opowiadają się za deklaracją współpracy i możliwością utworzenia wspólnej koalicji. Takie wnioski płyną z najnowszego sondażu opublikowanego przez „Super Express”.

Strażnicy Rewolucji na czele armii. Iran przygotowuje się do wojny z ostatniej chwili
Strażnicy Rewolucji na czele armii. Iran przygotowuje się do wojny

Iran prowadzi rozmowy z Amerykanami, ale jednocześnie przygotowuje się na scenariusz wojenny. Według agencji Reuters świadczy o tym reorganizacja dowództwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz wzmocnienie pozycji kluczowych postaci reżimu.

Ogłoszono skład nowego zarządu Polski 2050. Kluczowe nazwiska Wiadomości
Ogłoszono skład nowego zarządu Polski 2050. Kluczowe nazwiska

W sobotę Rada Krajowa Polski 2050 wybrała członków nowego zarządu partii. Wśród nich znaleźli się m.in. ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz założyciel ugrupowania, wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia – poinformowało PAP biuro prasowe Polski 2050.

Jak Polacy oceniają Martę Nawrocką? Jest sondaż z ostatniej chwili
Jak Polacy oceniają Martę Nawrocką? Jest sondaż

Większość Polaków pozytywnie postrzega dotychczasową aktywność Marty Nawrockiej jako pierwszej damy – wynika z najnowszego sondażu United Surveys przeprowadzonego na zlecenie Wirtualnej Polski.

Tragiczny upadek na oblodzonym chodniku. Nie żyje 73-letni mieszkaniec Otwocka Wiadomości
Tragiczny upadek na oblodzonym chodniku. Nie żyje 73-letni mieszkaniec Otwocka

Zima wciąż zbiera śmiertelne żniwo. W Otwocku na Mazowszu doszło do kolejnej tragedii, tym razem spowodowanej gołoledzią. Na chodniku przed jedną z posesji znaleziono nieprzytomnego 73-letniego mężczyznę. Pomimo szybkiej interwencji służb ratunkowych, jego życia nie udało się uratować.

Rekord olimpijski w Mediolanie. Włoszka mistrzynią na 3000 m Wiadomości
Rekord olimpijski w Mediolanie. Włoszka mistrzynią na 3000 m

Francesca Lollobrigida została pierwszą złotą medalistką igrzysk w Mediolanie w łyżwiarstwie szybkim. Włoszka czasem 3.54,28 ustanowiła rekord olimpijski na 3000 m i wyprzedziła o 2,.26 s Norweżkę Ragne Wiklund i o 2,65 Kanadyjkę Valerie Maltais. Polki nie startowały.

Lubiana postać wraca do „M jak miłość”. Widzowie zobaczą ją w kolejnym odcinku Wiadomości
Lubiana postać wraca do „M jak miłość”. Widzowie zobaczą ją w kolejnym odcinku

Na fanów serialu "M jak miłość" czekają nowe emocjonujące przygody. W najnowszych odcinkach produkcji pojawiły się ciekawe wątki.

Utrudnienia na kolei we Włoszech. Trwa śledztwo w sprawie zerwanej trakcji Wiadomości
Utrudnienia na kolei we Włoszech. Trwa śledztwo w sprawie zerwanej trakcji

Włoska policja wszczęła w sobotę dochodzenie w sprawie zerwania przewodów elektrycznych na kolei w rejonie Bolonii, co spowodowało tego dnia poważne utrudnienia w tym ważnym węźle komunikacyjnym. Jak podała agencja Ansa, rozważana jest hipoteza sabotażu dokonanego przez anarchistów.

Iustitia pozwala swoim sędziom startować do KRS. Dagmara Pawełczyk-Woicka: Zero zaskoczenia z ostatniej chwili
Iustitia pozwala swoim sędziom startować do KRS. Dagmara Pawełczyk-Woicka: Zero zaskoczenia

Szefowa KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka poinformowała w sobotę po południu, że Stowarzyszenie Sędziów Iustitia zezwoliło swoim członkom na kandydowanie do Krajowej Rady Sądownictwa na podstawie obowiązującej ustawy.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Hiszpanka

Babcie opowiadały o hiszpance – strasznej pandemii jeszcze przed II wojną światową. Nazwa wzięła się stąd, że choroba o mało nie uśmierciła króla Hiszpanii.
/ Foto T. Gutry

Na grypę hiszpańską zmarło od 50 do 150 milionów ludzi. Tak przynajmniej szacuje John M. Barry w swojej pracy „The Great Influenza: The Story of the Deadliest Pandemic in History” [Hiszpańska grypa: Historia najśmiertelniejszej pandemii w historii] (New York: Penguin Books, 2018 [2005]). Zaraza wybuchła na początku 1918 r. Szalała do 1922 r. – w powiewach. Okazuje się, że zabiła ona może do dziesięciu razy więcej ludzi niż I wojna światowe i jej pokłosie, w tym rewolucja bolszewicka i wojna domowa na terenach powalonego Imperium Rosyjskiego razem wzięte.

Zaznaczmy jednak, że wojny, rewolucje i przewroty tworzą warunki, w których pandemie świetnie się rozprzestrzeniają: załamanie prawa i porządku, właściwego funkcjonowania społeczeństwa i państwa, w tym upadek służby zdrowia, rozpad infrastruktury, fale uchodźców, zanikanie higieny oraz powszechny głód to niezbędne warunki do szerzenia się wszelkiego rodzaju chorób, w tym grypy. Ważne jest to, że w okresie wojennym działa cenzura, która dba o morale, a więc zwykle nie informuje o takich klęskach jak pandemie. I tak było również w USA i innych krajach. Nie podawano informacji, aby nie wzniecać paniki. Nie chciano dawać wrogowi materiału do kontrpropagandy, jak również wiadomości, które wrogie wojska mogłyby wyzyskać poprzez nagłą kontrofensywę na osłabione grypą armie sojusznicze. Niemcy zresztą po zainfekowaniu całych mas żołnierzy też się tym nie chwalili.  


Jak na liberała przystało, Berry twierdzi, że zło wylęgło się w jego własnym kraju: w USA. Jednocześnie jednak widać, że badał prawie wyłącznie źródła amerykańskie, a nie zagraniczne. Niechętnie wręcz przyznaje, że istnieją teorie innych źródeł zakażenia.
Najpopularniejsze, że grypa wykluła się w Chinach. Stamtąd marynarka handlowa przeniosła wirusy po świecie. Według tego scenariusza choroba dobiła do Brazylii. Stamtąd jedna odnoga infekcji powiodła do Ameryki Północnej, a druga do Europy. To właśnie ta druga dopadła króla Hiszpanii – albo przez Portugalię, albo przez Francję. Notabene istnieje też teoria, że pandemia zaczęła się we Francji, albo że prosto z Chin przyżeglowała do Francji.


W każdym razie Berry dogłębnie opisuje „front amerykański”. Według niego do wylęgnięcia doszło na fermie świńskiej w stanie Kentucky. Ze świń hiszpanka przeskoczyła na ludzi. Niedaleko był wielki garnizon armii amerykańskiej. Był to czas wielkiej mobilizacji na I wojnę światową. Zakażeni pojedynczy żołnierze, ale również całe jednostki: kompanie, bataliony, pułki, przenoszone były po całej Ameryce. Rekrutów koncentrowano na bazach szkoleniowych, a potem wysyłano do portów, skąd szły transporty do Francji. I tam szerzyła się bez ograniczeń, docierając nawet do Polski i Sowdepii. Notabene Berry odnotowuje kilku – nielicznych – wizjonerów (naukowców, lekarzy i innych), którzy od początku rozumieli, z czym mieli do czynienia w 1918 r. Władze zwykle nie chciały ich słuchać. W pewnych momentach jedynie siła woli takich wybitnych jednostek, granicząca z niesubordynacją, pomogła uratować niezliczone życia ludzkie. Tak było na przykład, gdy – wbrew swym przełożonym – udało się jednemu z wyższych oficerów odwołać drugą fazę poboru. Wznowiono go dopiero, jak grypa zaczęła się uspokajać. Naturalnie o takich rzeczach nie było można głośno mówić.


Wspomnieliśmy cenzurę jako czynnik zaogniający pandemię na poziomie międzynarodowym. Dotyczyło to również „frontu domowego” (home front). Cenzura bardzo często zapobiegała podejmowaniu kroków profilaktycznych, antypandemicznych. Na przykład w Filadelfii władze przygotowały paradę patriotyczną, z przemówieniami i licytacjami oraz zakupami obligacji wojennych. Nie odwołano parady, aby nie alarmować ludności i nie podważać ofensywnego ducha. A tymczasem już odnotowano pierwsze przypadki śmierci. Uderzenie było tak ciężkie, że zabrakło wnet miejsc w kostnicach i na cmentarzach. Nie było komu opiekować się chorymi. Wiele osób zmarło w związku z brakiem odpowiedniej pomocy, na przykład pielęgnowania czy nawet podawania napojów. Naturalnie pierwszymi ofiarami byli lekarze i pielęgniarki. Duża część wspaniale poświęciła się dla chorych, część zdezerterowała. Traktowała swoje rodziny i własne zdrowie jako priorytet.


W wielu ośrodkach miejskich USA rozpadły się władze lokalne. Po prostu przestały funkcjonować instytucje ratusza. Nawet policja potrafiła wykruszyć się: zdziesiątkowana chorobami, a nawet dezercjami. Ciekawe, że w wielu wypadkach miejsce władz zajęły stare elity wywodzące się z White Anglo-Saxon Protestant (WASP). Trzeba to podkreślić. Byli oni już w tym czasie zmarginalizowani politycznie. W miastach dominowali zwykle nowi emigranci – katolicy, żydzi etc. – a tacy nie głosowali na starych WASP. Tymczasem pandemia spowodowała rozpad nowych władz miejskich. Powrócili na ich miejsce WASP w formie komitetów ad hoc. W większości się sprawdzili. Uważali, że mieli obowiązek wobec ludu. Ich fortuny pozwoliły na stworzenie równoległych struktur i świadczenie usług ludności, w tym bronienie ich przed skutkami hiszpanki. W większości miejscowości amerykańskich wprowadzono z czasem ścisłą kwarantannę. Pomogła ona do pewnego stopnia. Jednak można zaobserwować, że ludzie się z niej wyłamywali. Szerzyła się ona bowiem najbardziej wzdłuż linii kolejowych – najpopularniejszego wtedy środka transportu.


Jest paradoksem, że ofiarą grypy padali przede wszystkim ludzie młodzi: od 16. do 35. roku życia. Dlaczego? Dlatego że ich systemy immunologiczne były najsilniejsze. Następowało zakażenie, wirus przechodził mutacje, ukrywał się. System immunologiczny wykrywał go i atakował. Ale ponieważ wirus grypy kamuflował się bardzo dobrze w organizmie, system immunologiczny niszczył sam siebie, osłabiając człowieka. Okazuje się, że większość ofiar nie zmarło na oryginalną infekcję wirusem hiszpanki, tylko padło ofiarą infekcji wtórnej, w tym bakteriologicznej. Po prostu zwalczając pandemię, organizm człowieka tak się osłabiał, że nie miał już siły obronić się przed czyhającymi na wszystko drobnoustrojami.


Berry opisuje nie tylko szalejącą pandemię i nie tylko legiony profesjonalnych, medycznych zapaśników. Opowiada też o reformach amerykańskiej medycyny od połowy XIX w. Otóż medycyna w USA przez długi czas, niemal do początku XX w., opierała się na filozofii Galena (129–216 A.D.). Ten uważał, że choroby to wyniki „humorów” w organizmie ludzkim i braku równowagi między nimi. To był dominujący model teoretyczny. W amerykańskiej praktyce było jeszcze gorzej. Do większości szkół medycznych można się było dostać bez ukończenia college’u. Co więcej, większość szkół nie prowadziła zajęć praktycznych i laboratoryjnych. Niektóre nie wymagały uczęszczania solidnego, a jedynie wklepanie na pamięć formułek. Dostawało się dyplom i już. Zaczęło się to zmieniać dopiero po wojnie o Unię (1861–1865). Wybitne jednostki podróżowały do Europy, głównie do Niemiec, chociaż też do Francji. Niemcy to najważniejsze zagłębie intelektualne tamtych czasów. Po ukończeniu studiów tacy młodzi Amerykanie wracali do domu, gdzie replikowali model niemiecki u siebie.


Wnet do pojedynczego wysiłku włączyli się kierownicy amerykańskiej elity – multimilionerzy, tacy jak rodzina Rockefellerów czy Carnegie. Ale jednocześnie podobne charytatywne dzieła podejmowali lokalni prominenci. W Baltimore miejscowy filantrop (a nie panamerykański Krezus) Johns Hopkins ufundował instytut naukowy i uniwersytet swego imienia, którego misją było skopiowanie modelu naukowego niemieckiego w USA. Inni dobroczyńcy wykładali krocie na podobne instytuty w ramach uniwersytetów: Harvarda, Columbia, Yale, Princeton czy University of Chicago bądź Stanford (często wymuszając na uniwersyteckich biurokratach posłuszeństwo w tym względzie). Rosły w nich kadry naukowe. W rezultacie – pisze Berry – po dwóch pokoleniach takiego wysiłku naukowcy poczuli się na siłach zmierzyć z epidemiami, które cyklicznie nawiedzały USA. Aż w końcu uderzyła pandemia grypy w 1918 r.  


Naukowcy i lekarze zrozumieli, z czym mieli do czynienia. Ale nie byli w stanie tego zatrzymać. Cała nauka, wszystkie nowoczesne środki okazały się niewystarczające. Nikt nie był w stanie wzmocnić wystarczająco systemu immunologicznego. I nikt nie był w stanie zatrzymać mutacji wirusa. A hiszpanka przechodziła niestety takie mutacje, które powodowały, że stawała się coraz bardziej zjadliwa i śmiertelna. Po wielkim żniwie śmierci grypa przycichała, aby się odrodzić po kilku miesiącach. Wybuchała ponownie tu i tam kolejnym szałem – choćby ujawniając się znów w Chinach jako reeksport. Obiegła Ziemię.
W końcu okazało się, że nie naukowcy, ale Pan Bóg ostatecznie zakończył to szaleństwo. I takie są ludzkie ograniczenia.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 21 września 2022 r.
Intel z DC

 

 

 

 



 

Polecane