Tadeusz Płużański: "Krwawy Julek", sędzia, folksdojcz, agent SB

Jako stalinowski sędzia wydał co najmniej 65 wyroków śmierci na polskich niepodległościowców, również w ramach wyjazdowych sądów doraźnych, przez co zyskał w Krakowie miano „Krwawy Julek”. W międzyczasie donosił na swoich kolegów-sędziów Informacji Wojskowej, której był agentem.
Julian Polan-Haraschin Tadeusz Płużański:
Julian Polan-Haraschin / IPN

Na początku lat 60., aresztowany i skazany za pospolite przestępstwa, też donosił, tym razem na współwięźniów w celi. Od początku lat 50., związany ze środowiskiem krakowskich intelektualistów, był dla bezpieki jednym z najcenniejszych źródeł informacji o Kościele. Jako TW „Karol” donosił na Karola Wojtyłę, nawet po wyborze go na papieża. Julian Polan-Haraschin ze spec-służbami PRL współpracował, z przerwami, przez 35 lat, aż do swojej śmierci w 1984 roku.

Czytaj również: Francuskie media publiczne o działaniach rządu Tuska: To przypomina metody puczystów

Kryzys konstytucyjny w Polsce: analiza Ordo Iuris

 

Prawnik, łapówkarz i morderca sądowy

Ten przedwojenny absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (1936), w PRL został „naukowcem” – w cudzysłowie, ponieważ jego dorobek jest mizerny, a uniwersytecką karierę robił głównie dzięki znajomościom, przekrętom i kłamstwom. I tak, w 1950 roku obronił doktorat, by pięć lat później osiągnąć szczyt swoich „naukowych” możliwości - zostać kierownikiem zaocznego studium na wydziale prawa UJ - kierował nim do 1962 roku. Właśnie wtedy otrzymał tytuł docenta, a SB oskarżyła go o przyjmowanie łapówek za zaliczanie zajęć, a nawet wystawianie dyplomów ukończenia studiów. Pieniądze tak kochał, że brał je od wszystkich: „zwykłych” studentów, ale także od swoich kolegów partyjnych, ubeków i milicjantów, załatwiając im tytuły magistrów prawa. Za ogromne sumy „ratował” też ludzi przed więzieniem, albo wysokim wyrokiem. Haków na Haraschina bezpieka miała więcej, m. in. szydzenie z partii i jej przedstawicieli (wroga propaganda), czy wystawny i hulaszczy styl życia.

Jego rodzice, Karol i Domicela z Parczyńskich, nauczyciele, u zarania niepodległej Polski byli członkami POW. Julian karierę zaczynał jako urzędnik pocztowy. W latach 1937-1939 był praktykantem, a potem referendarzem w Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telegrafów Krakowie. Jako komendant poczty polowej Obszaru Warownego Śląsk wziął udział w kampanii wrześniowej. Uznany za oficera (nosił mundur podobny do wojskowego, do którego przyczepił sobie naszywki przypominające dystynkcje kapitana) został osadzony w oflagach XI B Braunschweig (Brunszwik) i II C Woldenberg. Przebywał tam do sierpnia 1940 roku, uwolniony dzięki staraniom ojca, który – zgodnie z prawdą – dowodził, że Julian jest cywilem. Kłamstwo o oficerskiej przeszłości będzie Haraschinowi - na przemian - szkodziło i pomagało w karierze.

Po uwolnieniu, niemal do końca niemieckiej okupacji, pracował w hitlerowskim Biurze Transportu Dyrekcji Monopoli w Krakowie. Po zakończeniu wojny wrócił na pocztę i został radcą prawnym Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telefonów w Krakowie.

 

Kapitan LWP

Do LWP zgłosił się na ochotnika 7 grudnia 1945 roku. Uchwałą Krajowej Rady Narodowej został zweryfikowany w stopniu kapitana (o tym dalej) i skierowany na stanowisko sędziego Wojskowego Sądu Okręgowego nr 5. w Krakowie. W kwietniu 1946 roku awansował, przechodząc do Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie. Wtedy do nazwiska Haraschin dopisał Polan (pseudonim ukradł wujowi, który zginął w wojnie polsko-bolszewickiej). Początkowo pracował jako sędzia, by we wrześniu 1946 roku zostać zastępcą szefa krakowskiego WSR. Funkcję tę pełnił aż pięć lat - do marca 1951 roku. Wtedy wydał co najmniej 65 wyroków śmierci na ludzi walczących o wolną Polskę.

Mimo swoich „zasług” - od 1947 roku - był obserwowany przez Informację Wojskową. Uznany a element obcy klasowo (inteligent, zarządzał rodzinnymi nieruchomościami, był nawet właścicielem sklepu w Katowicach), miał nawet zostać usunięty z wojska. Ostatecznie przeważyły jednak braki kadrowe i opinia szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie ppłk Wincentego Klupińskiego: „W jego wyrokowaniu można było zauważyć zrozumienie obecnej zaostrzonej walki klasowej. Wyrokował bardzo surowo - tak iż niejednokrotnie wyroki jego były uchylane przez Sąd Najwyższy”. Prócz tego pogłębiał swoją wiedzę prawniczą, studiując również filozofię i ekonomię marksistowską przy Departamencie Służby Sprawiedliwości MON.

 

Krwawy sędzia

Krwawy sędzia Julian Polan-Haraschin brał m. in. udział w sprawie Franciszka Niepokólczyckiego, zastępcy komendanta Kedywu KG AK, prezesa II ZG WiN. Jak napisał Jerzy Poksiński, Niepokólczycki - przesłuchiwany w 1946 roku przez ppłk Haraschina – „odrzucił propozycję pracy dla komunistów, umorzenia sprawy, awansu do stopnia generała LWP, wyjścia na wolność podczas wiosennej amnestii 1947 i przyjęcia odznaczeń, m. in. Virtuti Militari”. Skazany na KS, złagodzoną na dożywocie, z więzienia wyszedł w 1956 roku. Propozycja przyznania Virtuti była jak na owe czasy nietypowa, ale nie dla Haraschina. Sam nadał sobie ten order. To też był jeden z haków, jakie zebrały na niego komunistyczne służby specjalne.

Oskarżony Stanisław Szuro zapamiętał Haraschina z sali sądowej: „Całą pierś obwiesił medalami, chyba miał nawet Virtuti Militari, choć za co, to nie wiem. Miał przypiętego ostentacyjnie na czapce orzełka z koroną”. Większość medali, którymi był obwieszony, też przyznał sobie sam (prócz Virtuti najbardziej absurdalnym był krzyż powstańca śląskiego). Część uzyskał dzięki znajomości z Michałem Rolą-Żymierskim (późniejszy marszałek Polski był w II RP, jeszcze pod prawdziwym nazwiskiem Łyżwiński, uczniem jego ojca – Karola Haraschina, kierownika szkoły im św. Wojciecha w Krakowie). Wysokie odznaczenia nadawał też znajomym.
Stanisław Szuro opowiadał dalej o swoim procesie: „W pewnej chwili Polan-Haraschin mówi: „Ja też byłem w Armii Krajowej”, to ja odpowiadam: „To pewnie pan pułkownik skorzystał z amnestii, która była przecież policzkiem, bo amnestię daje się zbrodniarzom”. I tu go zatkało, i nie umiał mi odpowiedzieć”.

Przed zgłoszeniem się do LWP Haraschin sfałszował dokumenty, podając się za kapitana WP z 1939 roku i członka ZWZ/AK, działającego pod pseudonimem „Polan” (Gdy wiatr komunistycznej historii trochę inaczej zawiał, utrzymywał, że w AK był po to, aby pomagać Armii Ludowej). W maju 1946 roku, dzięki swojemu AK-owskiemu kłamstwu, dostał awans na majora, a pół roku później na podpułkownika. Szybko zostałby pewnie pułkownikiem, gdyby jego błyskotliwa kariera w wojsku nie została przerwana.

Tymczasem, w 1947 roku, Haraschin skazał Stanisława Szuro na KS - po złagodzeniu kary do 15 lat, z więzienia wyszedł w 1956 roku. Nie wszyscy skazani przez Haraschina mieli to szczęście.

W powojennym Krakowie krążyła piosenka:

„Sowiet był prokuratorem
Folksdojcz wyrok dał surowy.
A Żyd bronił nas z humorem.
Ot i cały sąd ludowy”.

 

Folskdojcz

Dlaczego Haraschina uważano za folksdojcza? W czasie okupacji, pracując w Dyrekcji Monopoli, prowadził liczne interesy z Niemcami. Za łapówkarstwo (a jakże!) stanął nawet przed niemieckim sądem specjalnym, ale wybronił go dyrektor, który nie tylko był jego przełożonym, ale również wspólnikiem. Współpracę z okupantami Haraschin miał zatem we krwi. Cel był zawsze ten sam – kariera, sława i duże pieniądze. AK-owska wersja jego życiorysu głosiła, że sąd był represją za działalność niepodległościową.
Będąc zastępcą szefa WSR w Krakowie Haraschin orzekał również w WSR w Łodzi. 4 marca 1949 roku przewodniczył rozprawie przeciwko kpt. Janowi Małolepszemu „Muratowi”, ostatniemu dowódcy poakowskiego Konspiracyjnego Wojska Polskiego (to chyba najgłośniejszy proces stalinizmu, w którym brał udział). Przyjechał z ustalonymi przez „wyższe czynniki” wyrokami i politycznymi wytycznymi oskarżenia (tzw. pytajnikami - pytaniami, które należało zadać oskarżonym na sali sądowej).

W procesie zapady trzy wyroki śmierci: na Jana Małolepszego, oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego, oskarżonych o współpracę z oddziałem „Murata”. Trzeci ksiądz, Stefan Faryś, dostał 12 lat więzienia. Podstawą wyroków był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 roku (zwany również małym kodeksem karnym), jeden z najbardziej represyjnych dekretów stalinizmu. Efekt propagandowy pokazowemu procesowi zapewniły obszerne relacje prasowe i specjalnie nakręcony film. Razem z płk Haraschinem sądził mjr. Mieczysław Widaj. Oskarżał nie mniej „zasłużony” dla ludowej władzy prokurator Henryk Ligięza.
O obcości klasowej Haraschina i przynależności do ZWZ-AK jednak nie zapomniano. 2 marca 1951 roku został usunięty z wojska, co – przypomnijmy - planowano już trzy lata wcześniej (w 1948 roku usunięto go z PPR; by następnie przyjąć do PZPR; należał również do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego przy UJ i Związku Prawników Polskich).

 

Wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim

Krystian Brodacki napisał, że zwolnienie Haraschina z wojska miało drugie dno - uratowało go przed represjami Informacji Wojskowej. Ten sprytny manewr miał zawdzięczać znajomości z Oskarem Karlinerem, szefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego. Teza ta jest jednak o tyle uprawniona, jeśli IW rzeczywiście chciała pozbyć się swojego człowieka -wiernego agenta. A może tylko szantażowała go widmem aresztowania?
Tak, czy inaczej, Haraschinowi wielka krzywda się nie stała. Już 15 marca 1951 roku został wpisany na listę adwokatów Wojewódzkiej Izby Adwokackiej w Krakowie. Praktyki jednak nie podjął – pracował jako radca prawny. Właśnie wtedy zaczęła się jego kariera „naukowa” na Uniwersytecie Jagiellońskim (zaczął od wykładania prawa w WUBP w Krakowie).

Praca naukowo-dydaktyczna najwyraźniej mu nie wystarczała, skoro w 1958 roku ponownie poprosił o przyjęcie do LWP. Argumentował, że został usunięty z przyczyn politycznych, jako ofiara stalinizmu, który zdecydowanie potępia. Tak wrócił do sądownictwa wojskowego, tym razem na stanowisko zastępcy szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Krakowie. W 1960 roku został pułkownikiem.
Pracy „naukowej” jednak nie zarzucił. W działającym w ramach Wojskowej Akademii Politycznej Wojskowym Instytucie Prawniczym kierował katedrą prawa karnego.

 

Aresztowany

15 czerwca1962 roku Julian Polan-Haraschin został aresztowany. Prócz wymienionych już haków, jakie zbierała na niego SB, planowano również wmanewrować go w działalność „reakcyjną”. Już w 1956 roku bezpieka założyła na Haraschina „sprawę ewidencyjno-operacyjną” jako na „oficera ZWZ-AK sympatyzującego po wyzwoleniu z WiN”. Jak już pisaliśmy, kłamliwą wersję o swojej AK-owskiej przeszłości rozpowszechniał sam Haraschin. W kłamstwie było jednak ziarnko prawdy. Rozpracowująca go w latach 40. Informacja Wojskowa ustaliła, że utrzymywał kontakty z płk Maksymilianem Chojeckim, aresztowanym następnie i skazanym w sfingowanej sprawie „spisku z wojsku”. Kontaktował się z nim również po 1956 roku, po wyjściu Chojeckiego na wolność. Gen. Józef Kuropieska, też represjonowany za rzekome szpiegostwo, wspomniał: „Po powrocie z Nowej Huty do śródmieścia spotkałem spacerującego Maksymiliana Chojeckiego, przed niewielu tygodniami zwolnionego z Rawicza. Wynędzniały, choć dobrej myśli – o ile pamiętam – zatrzymał się u obozowego kolegi Juliana Haraschina [chodzi o oflag Woldenberg]”. Brodacki pisze, że Chojecki był jednym z tych, którzy byli pod dużym wpływem osobowości Haraschina (potrafił być bardzo przekonujący, szczególnie w kontaktach z kobietami). Chojecki powierzył mu nawet swój majątek, dlatego po wyjściu z więzienia - z braku własnego lokum - mieszkał u Harasachina.

Inna sprawa, że na początku lat 50. bezpieka próbowała wciągnąć Haraschina do V Komendy WiN – swojej prowokacji przeciwko antykomunistycznemu podziemiu.

Finał rozpracowania Haraschina przez Informację, a potem SB nastąpił na początku lat 60., kiedy został przyłapany na przyjęciu kolejnej łapówki. 2 listopada 1963 roku Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy skazał go na 9 lat więzienia i 35 tys. zł grzywny. Podstawą był ten sam dekret z 13 czerwca 1946 roku „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”, na mocy którego Haraschin orzekał w czasach stalinowskich i skazał na śmierć „Murata”. Tym razem Haraschina zdegradowano również do stopnia szeregowca. A czekał już na nominację generalską… Na wolność wyszedł – warunkowo - w 1968 roku.
I tu dochodzimy do tej nieoficjalnej, utajnionej do niedawna części życiorysu Juliana Polana-Haraschina, drugiego dna w jego biografii. Dwa lata temu nowe światło na postać sędziego, a później „naukowca” rzucił historyk Filip Musiał w zbiorowym opracowaniu „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989”, wyd. IPN. Musiał ujawnił, że Informacja Wojskowa nie tylko go rozpracowywała, ale był on równocześnie jej agentem.
Haraschin został zwerbowany wcześnie – już w październiku 1949 roku. Jego zadaniem było donoszenie na kolegów – sędziów krakowskiego WSR. Jaką rolę pełnił, może świadczyć opinia zastępcy szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie mjr Józefa Mikołajczyka: „ppłk Haraschin jest moralną prostytutką. Widzi w swojej obecnej sytuacji dużą zależność od Organów Informacji”. Donoszenie na kolegów nie uchroniło go jednak, najpierw przed wyrzuceniem z wojska (nawet, jeśli przyjmiemy wersję Brodackiego), a potem aresztowaniem i skazaniem.

Razem ze zwolnieniem z wojska w 1951 roku Haraschinem przestała się interesować Informacja Wojskowa. Jego akta przekazano bezpiece, a konkretnie WUBP w Krakowie.

 

Agent SB

Kolejny etap współpracy Haraschina z komunistycznymi spec-służbami zaczął się kilkanaście lat później - w 1963 roku. Agentem SB (ponieważ Informacji donosić już nie mógł) został wkrótce po aresztowaniu. Przez dwa lata donosił na współwięźniów, jako agent celny Biura Śledczego MSW. Donosy podpisywał pseudonimem „Leon”. Stanisław Morawski, dyrektor Departamentu IV MSW zanotował, że „za okres ten przekazał szereg interesujących, wartościowych informacji”. Jak widać, donoszenie – tak jak współpracę z okupantami Polski - miał we krwi – nie ważne, czy na wolności, czy w więzieniu. Zapewne dlatego opuścił zakład karny przed czasem.

Po zakończeniu odbywania kary w 1968 roku Haraschin dalej kapował. Najpierw pod więziennym pseudonimem „Leon”, potem „Zbyszek”, a w końcu – od maja 1978 roku - „Karol”. Szybko stał się „specjalistą” od Kościoła – w Polsce i za granicą. W Krakowie rozpracowywał kurię biskupią, środowisko Wyższego Seminarium Duchownego. W Watykanie – przebywających tam polskich księży.
W listopadzie 1972 roku, pierwszy zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w Krakowie Stanisław Wałach oceniał pracę Haraschina: „w związku z tym mamy wyprzedzające informacje o zamiarach i podejmowanej działalności antysocjalistycznej przez część hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce. Wykorzystywane są one do ocen i informacji opracowywanych przez Dep[atrament] IV MSW dla najwyższych władz partii i rządu, a ponadto stanowią podstawę do specjalnych przedsięwzięć dezintegracyjnych prowadzonych przez kierownictwo Wydz[iału] IV pod nadzorem Dep[atramentu] IV MSW w odniesieniu do kurii krakowskiej”. Dwa lata później uznano, że Haraschin jest „jednostką wartościową, sprawdzoną [należało by dodać – od lat], rzetelnie podchodzącą do współpracy z naszymi organami, posiadającą duże możliwości uzyskiwania interesujących nas materiałów”.

Owe „duże możliwości” wynikały nie tylko z jego pozycji „naukowej”. Po 1956 roku ożenił się z Janiną Macharską, siostrą kardynała Franciszka Macharskiego (pierwszą żoną Haraschina była Maria Kurkiewicz). W kapowaniu bezwzględnie to wykorzystywał.

Dzięki swoim kontaktom miał również szereg informacji o kardynale Karolu Wojtyle. Na Ojca Świętego donosił podczas dwóch papieskich pielgrzymek do Polski – w roku 1979 i 1983. Haraschina można nawet zobaczyć na zdjęciach z Janem Pawłem II. - On uwiarygodniał się w ten sposób przed esbekami – mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, badający rozpracowanie krakowskich księży przez SB.

W maju 1981 roku funkcjonariusz bezpieki zanotował: „TW ps. „Karol” jest w pełni dyspozycyjną jednostką, przekazującą informacje przedstawiające szczególną wartość operacyjną”. Za kapowanie „Karol” dostawał miesięcznie 5, a czasem nawet 10 tys. zł (pensje wynosiły wówczas ok. 1,5 tys. zł.).

Julian Polan-Haraschin donosił bezpiece również na krakowskich intelektualistów i pracowników Radia Wolna Europa. Zostawił po sobie potężną spuściznę. Sam okres kapowania na kurię krakowską mieści się w 12 tomach, na 4 tys. stron. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski uważa, że jest to jedno z dwóch najważniejszych opracowań, jakie zostało po esbecji.
Tadeusz Płużański


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Niemcy: Muzułmanin został chrześcijaninem i... dostał mandat za cytat z Biblii z ostatniej chwili
Niemcy: Muzułmanin został chrześcijaninem i... dostał mandat za cytat z Biblii

Władze z Essen ukarali taksówkarza za niewielką naklejkę z cytatem Jezusa Chrystusa na szybie. Mężczyzna, który w przeszłości był wyznawcą islamu zwraca uwagę, że podobne naklejki mają jego muzułmańscy koledzy, ale nikt ich za to nie karze.

Czy Jarosław Kaczyński kolejny raz wystartuje w wyborach na szefa partii? z ostatniej chwili
Czy Jarosław Kaczyński kolejny raz wystartuje w wyborach na szefa partii?

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oświadczył, że na przyszłorocznym kongresie partii ponownie zgłosi swoją kandydaturę na stanowisko prezesa PiS i poprosi o wybór na kolejną kadencję.

Znaleziono ciało 47-latka z ostatniej chwili
Znaleziono ciało 47-latka

Zaczadzenie jest przypuszczalną przyczyną zgonu 47-latka w domu w miejscowość Sobieszczany (Lubelskie), którego w sobotę znalazł sąsiad; zwłoki zostaną poddane sekcji - podała PAP policja.

Najlepszy wynik sezonie. Polacy wysoko w konkursie drużynowym w Lahti z ostatniej chwili
Najlepszy wynik sezonie. Polacy wysoko w konkursie drużynowym w Lahti

Piotr Żyła, Maciej Kot, Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł zajęli czwarte miejsce w drużynowym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Lahti. Wygrali Norwegowie, przed Austriakami i Niemcami.

Hołownia i Kosiniak-Kamysz stawiają Tuskowi ultimatum z ostatniej chwili
Hołownia i Kosiniak-Kamysz stawiają Tuskowi ultimatum

Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczyli, że zmiana zasady poboru składki zdrowotnej dla przedsiębiorców to "być albo nie być" Trzeciej Drogi w rządowej koalicji. W sobotę podpisali też "12 gwarancji samorządowych", wśród których znalazły się działania na rzecz czystego powietrza i wsparcie dla rolników.

Żałoba w M jak miłość z ostatniej chwili
Żałoba w "M jak miłość"

Przed widzami popularnego serialu "M jak miłość" smutne chwile.

Tłumy przed grobem Nawalnego z ostatniej chwili
Tłumy przed grobem Nawalnego

Na Cmentarzu Borisowskim w Moskwie, gdzie w piątek został pochowany lider rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny, w sobotę stoi kolejka osób, które chcą pożegnać polityka i złożyć kwiaty - relacjonują media. Grób odwiedziły matka i teściowa Nawalnego.

Wjechał w tłum ludzi w Szczecinie. Są nowe informacje z ostatniej chwili
Wjechał w tłum ludzi w Szczecinie. Są nowe informacje

W szczecińskiej prokuraturze rejonowej trwają czynności z zatrzymanym 33-latkiem, który w piątek wjechał samochodem w grupę kilkunastu osób na pl. Rodła, a następnie spowodował kolizję z trzema innymi autami.

Kaczyński: Jesteśmy na tak” dla wszystkiego, co tworzy naszą dobrą przyszłość z ostatniej chwili
Kaczyński: Jesteśmy na "tak” dla wszystkiego, co tworzy naszą dobrą przyszłość

Jesteśmy na "tak” dla rozwoju, jesteśmy na "tak” dla budowania, jesteśmy na "tak” dla wszystkiego, co tworzy naszą dobrą przyszłość; i wzywamy wszystkich, by byli na "tak” - mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas sobotnie konwencji samorządowej.

Instytut Myśli Schumana wspiera protest rolników Wiadomości
Instytut Myśli Schumana wspiera protest rolników

- STAJEMY W OBRONIE PRAW POLSKICH ORAZ EUROPEJSKICH ROLNIKÓW I POPIERAMY ICH STRAJKI WŁĄCZAJĄCE SIĘ W SWEGO RODZAJU RUCH OPORU PRZECIW SUPERPAŃSTWU W EUROPIE - pisze Instytut Myśli Schumana.

REKLAMA

Tadeusz Płużański: "Krwawy Julek", sędzia, folksdojcz, agent SB

Jako stalinowski sędzia wydał co najmniej 65 wyroków śmierci na polskich niepodległościowców, również w ramach wyjazdowych sądów doraźnych, przez co zyskał w Krakowie miano „Krwawy Julek”. W międzyczasie donosił na swoich kolegów-sędziów Informacji Wojskowej, której był agentem.
Julian Polan-Haraschin Tadeusz Płużański:
Julian Polan-Haraschin / IPN

Na początku lat 60., aresztowany i skazany za pospolite przestępstwa, też donosił, tym razem na współwięźniów w celi. Od początku lat 50., związany ze środowiskiem krakowskich intelektualistów, był dla bezpieki jednym z najcenniejszych źródeł informacji o Kościele. Jako TW „Karol” donosił na Karola Wojtyłę, nawet po wyborze go na papieża. Julian Polan-Haraschin ze spec-służbami PRL współpracował, z przerwami, przez 35 lat, aż do swojej śmierci w 1984 roku.

Czytaj również: Francuskie media publiczne o działaniach rządu Tuska: To przypomina metody puczystów

Kryzys konstytucyjny w Polsce: analiza Ordo Iuris

 

Prawnik, łapówkarz i morderca sądowy

Ten przedwojenny absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (1936), w PRL został „naukowcem” – w cudzysłowie, ponieważ jego dorobek jest mizerny, a uniwersytecką karierę robił głównie dzięki znajomościom, przekrętom i kłamstwom. I tak, w 1950 roku obronił doktorat, by pięć lat później osiągnąć szczyt swoich „naukowych” możliwości - zostać kierownikiem zaocznego studium na wydziale prawa UJ - kierował nim do 1962 roku. Właśnie wtedy otrzymał tytuł docenta, a SB oskarżyła go o przyjmowanie łapówek za zaliczanie zajęć, a nawet wystawianie dyplomów ukończenia studiów. Pieniądze tak kochał, że brał je od wszystkich: „zwykłych” studentów, ale także od swoich kolegów partyjnych, ubeków i milicjantów, załatwiając im tytuły magistrów prawa. Za ogromne sumy „ratował” też ludzi przed więzieniem, albo wysokim wyrokiem. Haków na Haraschina bezpieka miała więcej, m. in. szydzenie z partii i jej przedstawicieli (wroga propaganda), czy wystawny i hulaszczy styl życia.

Jego rodzice, Karol i Domicela z Parczyńskich, nauczyciele, u zarania niepodległej Polski byli członkami POW. Julian karierę zaczynał jako urzędnik pocztowy. W latach 1937-1939 był praktykantem, a potem referendarzem w Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telegrafów Krakowie. Jako komendant poczty polowej Obszaru Warownego Śląsk wziął udział w kampanii wrześniowej. Uznany za oficera (nosił mundur podobny do wojskowego, do którego przyczepił sobie naszywki przypominające dystynkcje kapitana) został osadzony w oflagach XI B Braunschweig (Brunszwik) i II C Woldenberg. Przebywał tam do sierpnia 1940 roku, uwolniony dzięki staraniom ojca, który – zgodnie z prawdą – dowodził, że Julian jest cywilem. Kłamstwo o oficerskiej przeszłości będzie Haraschinowi - na przemian - szkodziło i pomagało w karierze.

Po uwolnieniu, niemal do końca niemieckiej okupacji, pracował w hitlerowskim Biurze Transportu Dyrekcji Monopoli w Krakowie. Po zakończeniu wojny wrócił na pocztę i został radcą prawnym Dyrekcji Okręgowej Poczt i Telefonów w Krakowie.

 

Kapitan LWP

Do LWP zgłosił się na ochotnika 7 grudnia 1945 roku. Uchwałą Krajowej Rady Narodowej został zweryfikowany w stopniu kapitana (o tym dalej) i skierowany na stanowisko sędziego Wojskowego Sądu Okręgowego nr 5. w Krakowie. W kwietniu 1946 roku awansował, przechodząc do Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie. Wtedy do nazwiska Haraschin dopisał Polan (pseudonim ukradł wujowi, który zginął w wojnie polsko-bolszewickiej). Początkowo pracował jako sędzia, by we wrześniu 1946 roku zostać zastępcą szefa krakowskiego WSR. Funkcję tę pełnił aż pięć lat - do marca 1951 roku. Wtedy wydał co najmniej 65 wyroków śmierci na ludzi walczących o wolną Polskę.

Mimo swoich „zasług” - od 1947 roku - był obserwowany przez Informację Wojskową. Uznany a element obcy klasowo (inteligent, zarządzał rodzinnymi nieruchomościami, był nawet właścicielem sklepu w Katowicach), miał nawet zostać usunięty z wojska. Ostatecznie przeważyły jednak braki kadrowe i opinia szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie ppłk Wincentego Klupińskiego: „W jego wyrokowaniu można było zauważyć zrozumienie obecnej zaostrzonej walki klasowej. Wyrokował bardzo surowo - tak iż niejednokrotnie wyroki jego były uchylane przez Sąd Najwyższy”. Prócz tego pogłębiał swoją wiedzę prawniczą, studiując również filozofię i ekonomię marksistowską przy Departamencie Służby Sprawiedliwości MON.

 

Krwawy sędzia

Krwawy sędzia Julian Polan-Haraschin brał m. in. udział w sprawie Franciszka Niepokólczyckiego, zastępcy komendanta Kedywu KG AK, prezesa II ZG WiN. Jak napisał Jerzy Poksiński, Niepokólczycki - przesłuchiwany w 1946 roku przez ppłk Haraschina – „odrzucił propozycję pracy dla komunistów, umorzenia sprawy, awansu do stopnia generała LWP, wyjścia na wolność podczas wiosennej amnestii 1947 i przyjęcia odznaczeń, m. in. Virtuti Militari”. Skazany na KS, złagodzoną na dożywocie, z więzienia wyszedł w 1956 roku. Propozycja przyznania Virtuti była jak na owe czasy nietypowa, ale nie dla Haraschina. Sam nadał sobie ten order. To też był jeden z haków, jakie zebrały na niego komunistyczne służby specjalne.

Oskarżony Stanisław Szuro zapamiętał Haraschina z sali sądowej: „Całą pierś obwiesił medalami, chyba miał nawet Virtuti Militari, choć za co, to nie wiem. Miał przypiętego ostentacyjnie na czapce orzełka z koroną”. Większość medali, którymi był obwieszony, też przyznał sobie sam (prócz Virtuti najbardziej absurdalnym był krzyż powstańca śląskiego). Część uzyskał dzięki znajomości z Michałem Rolą-Żymierskim (późniejszy marszałek Polski był w II RP, jeszcze pod prawdziwym nazwiskiem Łyżwiński, uczniem jego ojca – Karola Haraschina, kierownika szkoły im św. Wojciecha w Krakowie). Wysokie odznaczenia nadawał też znajomym.
Stanisław Szuro opowiadał dalej o swoim procesie: „W pewnej chwili Polan-Haraschin mówi: „Ja też byłem w Armii Krajowej”, to ja odpowiadam: „To pewnie pan pułkownik skorzystał z amnestii, która była przecież policzkiem, bo amnestię daje się zbrodniarzom”. I tu go zatkało, i nie umiał mi odpowiedzieć”.

Przed zgłoszeniem się do LWP Haraschin sfałszował dokumenty, podając się za kapitana WP z 1939 roku i członka ZWZ/AK, działającego pod pseudonimem „Polan” (Gdy wiatr komunistycznej historii trochę inaczej zawiał, utrzymywał, że w AK był po to, aby pomagać Armii Ludowej). W maju 1946 roku, dzięki swojemu AK-owskiemu kłamstwu, dostał awans na majora, a pół roku później na podpułkownika. Szybko zostałby pewnie pułkownikiem, gdyby jego błyskotliwa kariera w wojsku nie została przerwana.

Tymczasem, w 1947 roku, Haraschin skazał Stanisława Szuro na KS - po złagodzeniu kary do 15 lat, z więzienia wyszedł w 1956 roku. Nie wszyscy skazani przez Haraschina mieli to szczęście.

W powojennym Krakowie krążyła piosenka:

„Sowiet był prokuratorem
Folksdojcz wyrok dał surowy.
A Żyd bronił nas z humorem.
Ot i cały sąd ludowy”.

 

Folskdojcz

Dlaczego Haraschina uważano za folksdojcza? W czasie okupacji, pracując w Dyrekcji Monopoli, prowadził liczne interesy z Niemcami. Za łapówkarstwo (a jakże!) stanął nawet przed niemieckim sądem specjalnym, ale wybronił go dyrektor, który nie tylko był jego przełożonym, ale również wspólnikiem. Współpracę z okupantami Haraschin miał zatem we krwi. Cel był zawsze ten sam – kariera, sława i duże pieniądze. AK-owska wersja jego życiorysu głosiła, że sąd był represją za działalność niepodległościową.
Będąc zastępcą szefa WSR w Krakowie Haraschin orzekał również w WSR w Łodzi. 4 marca 1949 roku przewodniczył rozprawie przeciwko kpt. Janowi Małolepszemu „Muratowi”, ostatniemu dowódcy poakowskiego Konspiracyjnego Wojska Polskiego (to chyba najgłośniejszy proces stalinizmu, w którym brał udział). Przyjechał z ustalonymi przez „wyższe czynniki” wyrokami i politycznymi wytycznymi oskarżenia (tzw. pytajnikami - pytaniami, które należało zadać oskarżonym na sali sądowej).

W procesie zapady trzy wyroki śmierci: na Jana Małolepszego, oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego, oskarżonych o współpracę z oddziałem „Murata”. Trzeci ksiądz, Stefan Faryś, dostał 12 lat więzienia. Podstawą wyroków był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 roku (zwany również małym kodeksem karnym), jeden z najbardziej represyjnych dekretów stalinizmu. Efekt propagandowy pokazowemu procesowi zapewniły obszerne relacje prasowe i specjalnie nakręcony film. Razem z płk Haraschinem sądził mjr. Mieczysław Widaj. Oskarżał nie mniej „zasłużony” dla ludowej władzy prokurator Henryk Ligięza.
O obcości klasowej Haraschina i przynależności do ZWZ-AK jednak nie zapomniano. 2 marca 1951 roku został usunięty z wojska, co – przypomnijmy - planowano już trzy lata wcześniej (w 1948 roku usunięto go z PPR; by następnie przyjąć do PZPR; należał również do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego przy UJ i Związku Prawników Polskich).

 

Wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim

Krystian Brodacki napisał, że zwolnienie Haraschina z wojska miało drugie dno - uratowało go przed represjami Informacji Wojskowej. Ten sprytny manewr miał zawdzięczać znajomości z Oskarem Karlinerem, szefem Zarządu Sądownictwa Wojskowego. Teza ta jest jednak o tyle uprawniona, jeśli IW rzeczywiście chciała pozbyć się swojego człowieka -wiernego agenta. A może tylko szantażowała go widmem aresztowania?
Tak, czy inaczej, Haraschinowi wielka krzywda się nie stała. Już 15 marca 1951 roku został wpisany na listę adwokatów Wojewódzkiej Izby Adwokackiej w Krakowie. Praktyki jednak nie podjął – pracował jako radca prawny. Właśnie wtedy zaczęła się jego kariera „naukowa” na Uniwersytecie Jagiellońskim (zaczął od wykładania prawa w WUBP w Krakowie).

Praca naukowo-dydaktyczna najwyraźniej mu nie wystarczała, skoro w 1958 roku ponownie poprosił o przyjęcie do LWP. Argumentował, że został usunięty z przyczyn politycznych, jako ofiara stalinizmu, który zdecydowanie potępia. Tak wrócił do sądownictwa wojskowego, tym razem na stanowisko zastępcy szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Krakowie. W 1960 roku został pułkownikiem.
Pracy „naukowej” jednak nie zarzucił. W działającym w ramach Wojskowej Akademii Politycznej Wojskowym Instytucie Prawniczym kierował katedrą prawa karnego.

 

Aresztowany

15 czerwca1962 roku Julian Polan-Haraschin został aresztowany. Prócz wymienionych już haków, jakie zbierała na niego SB, planowano również wmanewrować go w działalność „reakcyjną”. Już w 1956 roku bezpieka założyła na Haraschina „sprawę ewidencyjno-operacyjną” jako na „oficera ZWZ-AK sympatyzującego po wyzwoleniu z WiN”. Jak już pisaliśmy, kłamliwą wersję o swojej AK-owskiej przeszłości rozpowszechniał sam Haraschin. W kłamstwie było jednak ziarnko prawdy. Rozpracowująca go w latach 40. Informacja Wojskowa ustaliła, że utrzymywał kontakty z płk Maksymilianem Chojeckim, aresztowanym następnie i skazanym w sfingowanej sprawie „spisku z wojsku”. Kontaktował się z nim również po 1956 roku, po wyjściu Chojeckiego na wolność. Gen. Józef Kuropieska, też represjonowany za rzekome szpiegostwo, wspomniał: „Po powrocie z Nowej Huty do śródmieścia spotkałem spacerującego Maksymiliana Chojeckiego, przed niewielu tygodniami zwolnionego z Rawicza. Wynędzniały, choć dobrej myśli – o ile pamiętam – zatrzymał się u obozowego kolegi Juliana Haraschina [chodzi o oflag Woldenberg]”. Brodacki pisze, że Chojecki był jednym z tych, którzy byli pod dużym wpływem osobowości Haraschina (potrafił być bardzo przekonujący, szczególnie w kontaktach z kobietami). Chojecki powierzył mu nawet swój majątek, dlatego po wyjściu z więzienia - z braku własnego lokum - mieszkał u Harasachina.

Inna sprawa, że na początku lat 50. bezpieka próbowała wciągnąć Haraschina do V Komendy WiN – swojej prowokacji przeciwko antykomunistycznemu podziemiu.

Finał rozpracowania Haraschina przez Informację, a potem SB nastąpił na początku lat 60., kiedy został przyłapany na przyjęciu kolejnej łapówki. 2 listopada 1963 roku Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy skazał go na 9 lat więzienia i 35 tys. zł grzywny. Podstawą był ten sam dekret z 13 czerwca 1946 roku „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”, na mocy którego Haraschin orzekał w czasach stalinowskich i skazał na śmierć „Murata”. Tym razem Haraschina zdegradowano również do stopnia szeregowca. A czekał już na nominację generalską… Na wolność wyszedł – warunkowo - w 1968 roku.
I tu dochodzimy do tej nieoficjalnej, utajnionej do niedawna części życiorysu Juliana Polana-Haraschina, drugiego dna w jego biografii. Dwa lata temu nowe światło na postać sędziego, a później „naukowca” rzucił historyk Filip Musiał w zbiorowym opracowaniu „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989”, wyd. IPN. Musiał ujawnił, że Informacja Wojskowa nie tylko go rozpracowywała, ale był on równocześnie jej agentem.
Haraschin został zwerbowany wcześnie – już w październiku 1949 roku. Jego zadaniem było donoszenie na kolegów – sędziów krakowskiego WSR. Jaką rolę pełnił, może świadczyć opinia zastępcy szefa Okręgowego Zarządu Informacji nr V w Krakowie mjr Józefa Mikołajczyka: „ppłk Haraschin jest moralną prostytutką. Widzi w swojej obecnej sytuacji dużą zależność od Organów Informacji”. Donoszenie na kolegów nie uchroniło go jednak, najpierw przed wyrzuceniem z wojska (nawet, jeśli przyjmiemy wersję Brodackiego), a potem aresztowaniem i skazaniem.

Razem ze zwolnieniem z wojska w 1951 roku Haraschinem przestała się interesować Informacja Wojskowa. Jego akta przekazano bezpiece, a konkretnie WUBP w Krakowie.

 

Agent SB

Kolejny etap współpracy Haraschina z komunistycznymi spec-służbami zaczął się kilkanaście lat później - w 1963 roku. Agentem SB (ponieważ Informacji donosić już nie mógł) został wkrótce po aresztowaniu. Przez dwa lata donosił na współwięźniów, jako agent celny Biura Śledczego MSW. Donosy podpisywał pseudonimem „Leon”. Stanisław Morawski, dyrektor Departamentu IV MSW zanotował, że „za okres ten przekazał szereg interesujących, wartościowych informacji”. Jak widać, donoszenie – tak jak współpracę z okupantami Polski - miał we krwi – nie ważne, czy na wolności, czy w więzieniu. Zapewne dlatego opuścił zakład karny przed czasem.

Po zakończeniu odbywania kary w 1968 roku Haraschin dalej kapował. Najpierw pod więziennym pseudonimem „Leon”, potem „Zbyszek”, a w końcu – od maja 1978 roku - „Karol”. Szybko stał się „specjalistą” od Kościoła – w Polsce i za granicą. W Krakowie rozpracowywał kurię biskupią, środowisko Wyższego Seminarium Duchownego. W Watykanie – przebywających tam polskich księży.
W listopadzie 1972 roku, pierwszy zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w Krakowie Stanisław Wałach oceniał pracę Haraschina: „w związku z tym mamy wyprzedzające informacje o zamiarach i podejmowanej działalności antysocjalistycznej przez część hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce. Wykorzystywane są one do ocen i informacji opracowywanych przez Dep[atrament] IV MSW dla najwyższych władz partii i rządu, a ponadto stanowią podstawę do specjalnych przedsięwzięć dezintegracyjnych prowadzonych przez kierownictwo Wydz[iału] IV pod nadzorem Dep[atramentu] IV MSW w odniesieniu do kurii krakowskiej”. Dwa lata później uznano, że Haraschin jest „jednostką wartościową, sprawdzoną [należało by dodać – od lat], rzetelnie podchodzącą do współpracy z naszymi organami, posiadającą duże możliwości uzyskiwania interesujących nas materiałów”.

Owe „duże możliwości” wynikały nie tylko z jego pozycji „naukowej”. Po 1956 roku ożenił się z Janiną Macharską, siostrą kardynała Franciszka Macharskiego (pierwszą żoną Haraschina była Maria Kurkiewicz). W kapowaniu bezwzględnie to wykorzystywał.

Dzięki swoim kontaktom miał również szereg informacji o kardynale Karolu Wojtyle. Na Ojca Świętego donosił podczas dwóch papieskich pielgrzymek do Polski – w roku 1979 i 1983. Haraschina można nawet zobaczyć na zdjęciach z Janem Pawłem II. - On uwiarygodniał się w ten sposób przed esbekami – mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, badający rozpracowanie krakowskich księży przez SB.

W maju 1981 roku funkcjonariusz bezpieki zanotował: „TW ps. „Karol” jest w pełni dyspozycyjną jednostką, przekazującą informacje przedstawiające szczególną wartość operacyjną”. Za kapowanie „Karol” dostawał miesięcznie 5, a czasem nawet 10 tys. zł (pensje wynosiły wówczas ok. 1,5 tys. zł.).

Julian Polan-Haraschin donosił bezpiece również na krakowskich intelektualistów i pracowników Radia Wolna Europa. Zostawił po sobie potężną spuściznę. Sam okres kapowania na kurię krakowską mieści się w 12 tomach, na 4 tys. stron. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski uważa, że jest to jedno z dwóch najważniejszych opracowań, jakie zostało po esbecji.
Tadeusz Płużański



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe