Za unijne utopie zapłaci człowiek: takie będą skutki ideologicznego szaleństwa

Za wielkie utopie zawsze na końcu płaci zwykły człowiek. Tak było w faszyzmie i komunizmie, tak będzie w przypadku walki z globalnym ociepleniem, któremu wojnę wypowiedzieli ekoradykałowie z Unii Europejskiej.
pusty portfel
pusty portfel / Towfiqu barbhuiya - pexels

W dziedzinie innowacyjności gospodarki Unii Europejskiej przegrywają konkurencję ze Stanami Zjednoczonymi i państwami azjatyckimi, podobnie jest w przypadku kosztów produkcji – wysoka cena pracy, a przede wszystkim drożejąca energia wypychają z UE kolejne fabryki. Ostatnim wielkim zasobem UE jest czterysta pięćdziesiąt milionów względnie bogatych ludzi, czyli ogromny rynek zbytu. Ale i to się wkrótce skończy, gdyż koszty życia i uzależnienie od importu spowodują, że Europejczycy będą biednieć.
Już dziś koszty energii w budynkach mieszkalnych w UE są dwa razy wyższe niż w USA. Z oficjalnych szacunków wynika jednak, że w ciągu najbliższych lat cena energii w Europie wzrośnie czterokrotnie, więc dysproporcja z innymi częściami świata będzie tylko narastała. 

Jest to oczywiście efekt polityki klimatycznej, której celem jest doprowadzenie do tego, by gospodarka europejska była obojętna emisyjnie. Ten zamiar nigdy nie zostanie osiągnięty, ale po drodze wszyscy zapłacimy za to ogromną cenę – już dziś około 20 proc. budżetu Unia Europejska przeznacza na politykę klimatyczną. Ale jeśli dotrzyma obietnic klimatycznych, to do 2050 roku przeznaczy na ten cel ponad 2,5 biliona dolarów rocznie, czyli 10 proc. swojego PKB. Koszty te przewyższają wydatki na edukację, zdrowie, środowisko, mieszkania, obronność, policję i sądy razem wzięte. 

Czytaj także: Trzecia Droga spada z podium. Jest nowy sondaż

Plany są szalone 

Polska już jest krajem, w którym wydatki na energię należą do najwyższych w UE. W 2022 r. gospodarstwa domowe wydawały na ten cel 7,8 proc. wszystkich kosztów. Bardziej obciążeni byli jedynie Słowacy, a unijna średnia to 5,1 proc. Ale w 2027 roku w życie wejdą nowe regulacje dotyczące handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Dla Polaków będą oznaczały czterokrotny wzrost wydatków na energię, ale później będzie tylko gorzej. 

„Rodzina o wysokim zużyciu energii w latach 2027–2030 w przypadku ogrzewania gazem poniesie skumulowane koszty [roczne] w wysokości 12 100 zł, a w latach 2027–2035: 45 851 zł. Jeżeli wykorzystuje węgiel, będzie to odpowiednio 20 403 zł i 77 318 zł. Aby pokryć dodatkowe koszty związane z ETS2, przeciętna polska rodzina w 2027 roku w przypadku ogrzewania gazem będzie musiała wydać równowartość 86 proc. (w 2030 r. – 157 proc.) miesięcznego minimalnego wynagrodzenia, a w przypadku ogrzewania węglem 144 proc. (w 2030 r. – 264 proc.)” – czytamy w raporcie Fundacji Republikańskiej „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”.

System opłat za certyfikaty za emisję dwutlenku węgla jest jednym z głównych narzędzi wymuszających transformację energetyczną. W rzeczywistości pozwala bogatszym krajom podporządkowywać sobie gospodarki biedniejszych państw i dodatkowo je łupić. Ostatecznie obciąża on budżety zwykłych obywateli, którzy płacą wyższe ceny za energię oraz wszystkie dostępne na rynku towary. Do ich wytworzenia wszak także potrzebna jest energia. Można spodziewać się, że zanim utopiści wprowadzą swoją wizję w życie, nastąpi eksplozja społecznego sprzeciwu, ale nim do tego dojdzie, staniemy się biedniejsi. 

Już za to płacimy

Jak zwykle pierwszy w takich sytuacjach reaguje biznes. Licząc koszty, wie dokładnie, kiedy produkcja staje się nieopłacalna. W przepaść wpada właśnie branża hutnicza, która cierpi z powodu polityki klimatycznej. 
W Ostrawie upadła największa czeska huta, a pracę straciło 5000 osób. Mogłoby nas to mało obchodzić, gdyby nie fakt, że w stanie likwidacji znalazła się Huta Częstochowa, która należy do tego samego koncernu. Problemy ma także Celsa Huta Ostrowiec, a niedawno upadła Walcownia Rur “Andrzej” w Zawadzkiem. Pracownicy tych zakładów już stracili zatrudnienie albo trafili na „postojowe”. 

Problemy pracodawców i pracowników to wynik absurdalnych wymogów emisyjnych, które mają ratować planetę przed armagedonem. Tyle tylko, że jeśli padnie przemysł hutniczy w Europie, a bez zmian przepisów tak się stanie, rury będziemy sprowadzać z Azji, gdzie wymogi emisyjne nie są tak rygorystyczne. Planety nie uratujemy, ale za to za stal będziemy płacić drożej, a my sami będziemy biedniejsi. Wszystko w imię obłąkanej ideologii, której obecnie rządząca koalicja jest gorącym wyznawcą. 

Także ta ekologiczna religia stoi za kłopotami branży motoryzacyjnej. Skutki działania szalonej ideologii właśnie na własnej skórze odczuwają pracownicy firmy Lear Corporation z Pikutkowa w województwie kujawsko-pomorskim. Z tamtejszego zakładu zwolniono około tysiąca osób. Koncern postawił zakład zaledwie dwa lata temu, ale teraz przeniesie go do Tunezji, gdzie wymogi emisyjne nie są tak rygorystyczne. Samochody z częściami z Lear Corporation nadal będziemy pewnie kupować, ale zarobią na tym inni. 

Czytaj także: Hiszpania: 2023 rok był rekordowy pod względem przestępstw na tle seksualnym

Uderzenie w branżę drzewną 

Największą obsesją polskich zielonych ideologów jest jednak chyba branża drzewna, a konkretniej Lasy Państwowe. Ministerstwo Środowiska właśnie przygotowuje się do wyłączenia z produkcji 20 proc.ich powierzchni. Dla samego przedsiębiorstwa będzie to oznaczało gigantyczne problemy finansowe, konieczność likwidacji wielu nadleśnictw i zwolnienia tysięcy ludzi.

Nawet jeśli ekologom z ministerstwa uda się wreszcie pokonać odwiecznego wroga, to cenę za to zapłacimy sporą. Dziś Polska w przemyśle opartym na przerobie drewna jest światową potęgą. 

Jesteśmy: największym producentem okien i drzwi drewnianych w Europie, największym producentem architektury ogrodowej w Europie, największym producentem podłóg z drewna w Europie, numerem dwa w produkcji płyt drewnopochodnych w Europie (i nr 7 na świecie), numerem dwa w produkcji opakowań drewnianych w Europie, numerem trzy w produkcji mebli w Europie. 

Produkcja sprzedana przemysłu drzewnego w 2022 r to 46,7 mld zł, meblarskiego – 54,2 mld zł, celulozowo-papierniczego – 76,7 mld zł. Łącznie to 178 mld zł. W branży działa 173 tys. firm mających więcej niż dziesięciu pracowników, które zatrudniają 461 tys. osób. 

Na eksporcie ta gałąź przemysłu zarabia dla Polski około 60 mld zł. Jeśli jednak Ministerstwo Środowiska zrealizuje swój plan, pracę straci około 70 tys. ludzi, a wartość produkcji całej branży spadnie o około 27 mld zł. Dane te pochodzą z szacunków Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego i nie obejmują wzrostu cen produktów z drewna, wzrostu inflacji oraz na przykład wyższych cen mieszkań, gdyż branża budowlana wykorzystuje sporo drewna. 

W imię ideologii firmy stracą lub znikną, cześć pracowników zostanie zwolnionych, a klienci zapłacą więcej za meble, stolarkę budowlaną czy zwykłe deski. A dzieje się to w czasie, gdy w Polsce i na świecie lasów przybywa. Co więcej, naukowcy dostrzegli, że większa ilość dwutlenku węgla powoduje zielenienie się świata. Dwutlenek węgla, który wpływa na globalne ocieplenie, sprawia, że rośliny rosną szybciej. „Naukowcy uważają, że na przestrzeni ostatnich 35 lat globalne zazielenienie spowodowało przyrost liści na roślinach i drzewach odpowiadający powierzchni dwukrotnie większej niż terytorium Stanów Zjednoczonych” – pisze Bjorn Lomborg w książce „Fałszywy alarm” o panice związanej ze zmianami klimatu. W samych Chinach w ciągu ostatnich 17 lat podwoił się obszar zieleni. W Polsce lasy stanowią dziś blisko 30 proc. powierzchni kraju, a do 2050 ma to wzrosnąć do 33 proc. 

Czytaj także: Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę Harry przerywa milczenie i ujawnia szokującą prawdę

Zawsze chodzi o władzę 

Jest oczywiste, że władze Unii Europejskiej nie tylko dobrze znają te dane, ale także wielokrotnie je analizowały. Doskonale zdają sobie sprawę, że firmy produkcyjne uciekają z Europy, a uzależnienie się od importu żywności,  samochodów i stali – co niechybnie będzie musiało nastąpić, jeśli polityka klimatyczna będzie kontynuowana – doprowadzi do zubożenia europejskich społeczeństw. W unijnych dokumentach przewija się wątek masowych zwolnień i konieczności przebranżowienia setek tysięcy, jeśli nie milionów obywateli. 

Jeśli skutki obłąkańczego kierunku są tak przewidywalne, to dlaczego władze UE nie próbują się z niej wycofać? Odpowiedź jest jednocześnie prosta i okrutna. Dzięki polityce klimatycznej unijna oligarchia uzyskała niespotykaną dotąd władzę. Za jej pomocą może terroryzować narody, zmuszać rządy do posłuszeństwa, nagradzać wiernych i karać krnąbrnych. 

Z polityką klimatyczną powiązane zostały inne ideologie: równość, walka z wykluczeniem, przemocą, zacofaniem itp. Pewnie nawet część aktywistów naiwnie wierzy, że istnieje bezpośrednia korelacja między tymi wszystkimi nieszczęściami a emisją dwutlenku węgla. Tyle tylko, że jest ona odwrotna. 

Kraje, które szybko redukują ubóstwo, podnoszą poziom edukacji i opieki medycznej, potrzebują energii z paliw kopalnych, gdyż tylko one gwarantują stabilny rozwój gospodarczy. Próby uszczęśliwienia biednych krajów nieemisyjnymi źródłami energii skończyły się kompromitacją i katastrofą. 

Zresztą, nawet Unia Europejska puszcza do nas oczko. Oficjalnie w 2018 r. 14 proc. energii w UE pochodziło ze źródeł odnawianych, ale z paneli fotowoltaicznych i elektrowni wodnych tylko 2,7 proc. Reszta to spalanie biomasy, czyli drewna. Często zresztą importowanego z krajów biedniejszych. 

Wszyscy wiedzą, że ta walka o klimat to ściema, ale pozwala trzymać za twarz prawie pół miliarda osób. 
 


 

POLECANE
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego

Policja w warmińsko-mazurskim ostrzega przed oszustwami przy zakupie opału przez internet. Po wpłacie z góry sprzedający urywa kontakt, a towar nie dociera.

Prezydent spotkał się z prok. Barskim. Rozmawialiśmy o tej trudnej sytuacji z ostatniej chwili
Prezydent spotkał się z prok. Barskim. "Rozmawialiśmy o tej trudnej sytuacji"

Prezydent Karol Nawrocki spotkał się w poniedziałek z prok. Dariuszem Barskim. Do rozmowy doszło równo dwa lata po nielegalnym przejęciu prokuratury przez obecnie rządzących.

Grenlandczycy chcą rozmawiać z USA: Dania zaanektowała Grenlandię z ostatniej chwili
Grenlandczycy chcą rozmawiać z USA: Dania zaanektowała Grenlandię

Narastające napięcia między Grenlandią a Danią zaczynają wychodzić na pierwszy plan. Ostre wypowiedzi grenlandzkich polityków i coraz głośniejsze oskarżenia o neokolonializm przybierają na sile.

Nie wróci na antenę wiosną. Znany program znika z Polsatu z ostatniej chwili
Nie wróci na antenę wiosną. Znany program znika z Polsatu

Program "Randka w ciemno" nie powróci wiosną na antenę Polsatu – informuje serwis wirtualnemedia.pl.

Afera korupcyjna we wrocławskim urzędzie. Śledczy ujawniają kulisy procederu gorące
Afera korupcyjna we wrocławskim urzędzie. Śledczy ujawniają kulisy procederu

Co najmniej tysiąc pojazdów zostało zarejestrowanych z naruszeniem prawa, a urzędnicy mieli uczynić z tego stałe źródło dochodu. Śledczy ujawniają kulisy korupcyjnego procederu w instytucjach publicznych we Wrocławiu.

Kobieta oskarża policjanta o molestowanie. Jest komunikat policji z ostatniej chwili
Kobieta oskarża policjanta o molestowanie. Jest komunikat policji

28-latka zgłosiła molestowanie seksualne w hotelu Aramis na Mokotowie. Wskazała policjanta na stażu adaptacyjnym.

Bunt w SOP. Funkcjonariusze żądają powrotu komendanta z ostatniej chwili
Bunt w SOP. Funkcjonariusze żądają powrotu komendanta

Brak komendanta ma uderzać w sprawność Służby Ochrony Państwa. Kierownictwo formacji wystąpiło do MSWiA z żądaniem przywrócenia generała Radosława Jaworskiego do służby, wskazując na destabilizację i chaos w funkcjonowaniu SOP.

Uchylił ENA wobec Romanowskiego. Teraz został wyłączony ze sprawy z ostatniej chwili
Uchylił ENA wobec Romanowskiego. Teraz został wyłączony ze sprawy

Decyzja zapadła i jest ostateczna. Sędzia, który wcześniej uchylił Europejski Nakaz Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego, został odsunięty od ponownego rozpoznania tej sprawy. Teraz wszystko zależy od losowania nowego składu orzekającego.

Dramat na Bielanach. Odnaleziono zwłoki 18-latki z ostatniej chwili
Dramat na Bielanach. Odnaleziono zwłoki 18-latki

W mieszkaniu na warszawskich Bielanach znaleziono zwłoki 18-letniej dziewczyny. Policja zatrzymała w tej sprawie 28-letniego mężczyznę. Usłyszał zarzut zabójstwa.

Comiesięczne świadczenie. KRUS wydał komunikat z ostatniej chwili
Comiesięczne świadczenie. KRUS wydał komunikat

KRUS przypomina o świadczeniu pieniężnym dla osób, które pełniły funkcję sołtysa co najmniej 7 lat i osiągnęły wymagany wiek. Sprawdź warunki, kwotę i sposób złożenia wniosku.

REKLAMA

Za unijne utopie zapłaci człowiek: takie będą skutki ideologicznego szaleństwa

Za wielkie utopie zawsze na końcu płaci zwykły człowiek. Tak było w faszyzmie i komunizmie, tak będzie w przypadku walki z globalnym ociepleniem, któremu wojnę wypowiedzieli ekoradykałowie z Unii Europejskiej.
pusty portfel
pusty portfel / Towfiqu barbhuiya - pexels

W dziedzinie innowacyjności gospodarki Unii Europejskiej przegrywają konkurencję ze Stanami Zjednoczonymi i państwami azjatyckimi, podobnie jest w przypadku kosztów produkcji – wysoka cena pracy, a przede wszystkim drożejąca energia wypychają z UE kolejne fabryki. Ostatnim wielkim zasobem UE jest czterysta pięćdziesiąt milionów względnie bogatych ludzi, czyli ogromny rynek zbytu. Ale i to się wkrótce skończy, gdyż koszty życia i uzależnienie od importu spowodują, że Europejczycy będą biednieć.
Już dziś koszty energii w budynkach mieszkalnych w UE są dwa razy wyższe niż w USA. Z oficjalnych szacunków wynika jednak, że w ciągu najbliższych lat cena energii w Europie wzrośnie czterokrotnie, więc dysproporcja z innymi częściami świata będzie tylko narastała. 

Jest to oczywiście efekt polityki klimatycznej, której celem jest doprowadzenie do tego, by gospodarka europejska była obojętna emisyjnie. Ten zamiar nigdy nie zostanie osiągnięty, ale po drodze wszyscy zapłacimy za to ogromną cenę – już dziś około 20 proc. budżetu Unia Europejska przeznacza na politykę klimatyczną. Ale jeśli dotrzyma obietnic klimatycznych, to do 2050 roku przeznaczy na ten cel ponad 2,5 biliona dolarów rocznie, czyli 10 proc. swojego PKB. Koszty te przewyższają wydatki na edukację, zdrowie, środowisko, mieszkania, obronność, policję i sądy razem wzięte. 

Czytaj także: Trzecia Droga spada z podium. Jest nowy sondaż

Plany są szalone 

Polska już jest krajem, w którym wydatki na energię należą do najwyższych w UE. W 2022 r. gospodarstwa domowe wydawały na ten cel 7,8 proc. wszystkich kosztów. Bardziej obciążeni byli jedynie Słowacy, a unijna średnia to 5,1 proc. Ale w 2027 roku w życie wejdą nowe regulacje dotyczące handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Dla Polaków będą oznaczały czterokrotny wzrost wydatków na energię, ale później będzie tylko gorzej. 

„Rodzina o wysokim zużyciu energii w latach 2027–2030 w przypadku ogrzewania gazem poniesie skumulowane koszty [roczne] w wysokości 12 100 zł, a w latach 2027–2035: 45 851 zł. Jeżeli wykorzystuje węgiel, będzie to odpowiednio 20 403 zł i 77 318 zł. Aby pokryć dodatkowe koszty związane z ETS2, przeciętna polska rodzina w 2027 roku w przypadku ogrzewania gazem będzie musiała wydać równowartość 86 proc. (w 2030 r. – 157 proc.) miesięcznego minimalnego wynagrodzenia, a w przypadku ogrzewania węglem 144 proc. (w 2030 r. – 264 proc.)” – czytamy w raporcie Fundacji Republikańskiej „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”.

System opłat za certyfikaty za emisję dwutlenku węgla jest jednym z głównych narzędzi wymuszających transformację energetyczną. W rzeczywistości pozwala bogatszym krajom podporządkowywać sobie gospodarki biedniejszych państw i dodatkowo je łupić. Ostatecznie obciąża on budżety zwykłych obywateli, którzy płacą wyższe ceny za energię oraz wszystkie dostępne na rynku towary. Do ich wytworzenia wszak także potrzebna jest energia. Można spodziewać się, że zanim utopiści wprowadzą swoją wizję w życie, nastąpi eksplozja społecznego sprzeciwu, ale nim do tego dojdzie, staniemy się biedniejsi. 

Już za to płacimy

Jak zwykle pierwszy w takich sytuacjach reaguje biznes. Licząc koszty, wie dokładnie, kiedy produkcja staje się nieopłacalna. W przepaść wpada właśnie branża hutnicza, która cierpi z powodu polityki klimatycznej. 
W Ostrawie upadła największa czeska huta, a pracę straciło 5000 osób. Mogłoby nas to mało obchodzić, gdyby nie fakt, że w stanie likwidacji znalazła się Huta Częstochowa, która należy do tego samego koncernu. Problemy ma także Celsa Huta Ostrowiec, a niedawno upadła Walcownia Rur “Andrzej” w Zawadzkiem. Pracownicy tych zakładów już stracili zatrudnienie albo trafili na „postojowe”. 

Problemy pracodawców i pracowników to wynik absurdalnych wymogów emisyjnych, które mają ratować planetę przed armagedonem. Tyle tylko, że jeśli padnie przemysł hutniczy w Europie, a bez zmian przepisów tak się stanie, rury będziemy sprowadzać z Azji, gdzie wymogi emisyjne nie są tak rygorystyczne. Planety nie uratujemy, ale za to za stal będziemy płacić drożej, a my sami będziemy biedniejsi. Wszystko w imię obłąkanej ideologii, której obecnie rządząca koalicja jest gorącym wyznawcą. 

Także ta ekologiczna religia stoi za kłopotami branży motoryzacyjnej. Skutki działania szalonej ideologii właśnie na własnej skórze odczuwają pracownicy firmy Lear Corporation z Pikutkowa w województwie kujawsko-pomorskim. Z tamtejszego zakładu zwolniono około tysiąca osób. Koncern postawił zakład zaledwie dwa lata temu, ale teraz przeniesie go do Tunezji, gdzie wymogi emisyjne nie są tak rygorystyczne. Samochody z częściami z Lear Corporation nadal będziemy pewnie kupować, ale zarobią na tym inni. 

Czytaj także: Hiszpania: 2023 rok był rekordowy pod względem przestępstw na tle seksualnym

Uderzenie w branżę drzewną 

Największą obsesją polskich zielonych ideologów jest jednak chyba branża drzewna, a konkretniej Lasy Państwowe. Ministerstwo Środowiska właśnie przygotowuje się do wyłączenia z produkcji 20 proc.ich powierzchni. Dla samego przedsiębiorstwa będzie to oznaczało gigantyczne problemy finansowe, konieczność likwidacji wielu nadleśnictw i zwolnienia tysięcy ludzi.

Nawet jeśli ekologom z ministerstwa uda się wreszcie pokonać odwiecznego wroga, to cenę za to zapłacimy sporą. Dziś Polska w przemyśle opartym na przerobie drewna jest światową potęgą. 

Jesteśmy: największym producentem okien i drzwi drewnianych w Europie, największym producentem architektury ogrodowej w Europie, największym producentem podłóg z drewna w Europie, numerem dwa w produkcji płyt drewnopochodnych w Europie (i nr 7 na świecie), numerem dwa w produkcji opakowań drewnianych w Europie, numerem trzy w produkcji mebli w Europie. 

Produkcja sprzedana przemysłu drzewnego w 2022 r to 46,7 mld zł, meblarskiego – 54,2 mld zł, celulozowo-papierniczego – 76,7 mld zł. Łącznie to 178 mld zł. W branży działa 173 tys. firm mających więcej niż dziesięciu pracowników, które zatrudniają 461 tys. osób. 

Na eksporcie ta gałąź przemysłu zarabia dla Polski około 60 mld zł. Jeśli jednak Ministerstwo Środowiska zrealizuje swój plan, pracę straci około 70 tys. ludzi, a wartość produkcji całej branży spadnie o około 27 mld zł. Dane te pochodzą z szacunków Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego i nie obejmują wzrostu cen produktów z drewna, wzrostu inflacji oraz na przykład wyższych cen mieszkań, gdyż branża budowlana wykorzystuje sporo drewna. 

W imię ideologii firmy stracą lub znikną, cześć pracowników zostanie zwolnionych, a klienci zapłacą więcej za meble, stolarkę budowlaną czy zwykłe deski. A dzieje się to w czasie, gdy w Polsce i na świecie lasów przybywa. Co więcej, naukowcy dostrzegli, że większa ilość dwutlenku węgla powoduje zielenienie się świata. Dwutlenek węgla, który wpływa na globalne ocieplenie, sprawia, że rośliny rosną szybciej. „Naukowcy uważają, że na przestrzeni ostatnich 35 lat globalne zazielenienie spowodowało przyrost liści na roślinach i drzewach odpowiadający powierzchni dwukrotnie większej niż terytorium Stanów Zjednoczonych” – pisze Bjorn Lomborg w książce „Fałszywy alarm” o panice związanej ze zmianami klimatu. W samych Chinach w ciągu ostatnich 17 lat podwoił się obszar zieleni. W Polsce lasy stanowią dziś blisko 30 proc. powierzchni kraju, a do 2050 ma to wzrosnąć do 33 proc. 

Czytaj także: Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę Harry przerywa milczenie i ujawnia szokującą prawdę

Zawsze chodzi o władzę 

Jest oczywiste, że władze Unii Europejskiej nie tylko dobrze znają te dane, ale także wielokrotnie je analizowały. Doskonale zdają sobie sprawę, że firmy produkcyjne uciekają z Europy, a uzależnienie się od importu żywności,  samochodów i stali – co niechybnie będzie musiało nastąpić, jeśli polityka klimatyczna będzie kontynuowana – doprowadzi do zubożenia europejskich społeczeństw. W unijnych dokumentach przewija się wątek masowych zwolnień i konieczności przebranżowienia setek tysięcy, jeśli nie milionów obywateli. 

Jeśli skutki obłąkańczego kierunku są tak przewidywalne, to dlaczego władze UE nie próbują się z niej wycofać? Odpowiedź jest jednocześnie prosta i okrutna. Dzięki polityce klimatycznej unijna oligarchia uzyskała niespotykaną dotąd władzę. Za jej pomocą może terroryzować narody, zmuszać rządy do posłuszeństwa, nagradzać wiernych i karać krnąbrnych. 

Z polityką klimatyczną powiązane zostały inne ideologie: równość, walka z wykluczeniem, przemocą, zacofaniem itp. Pewnie nawet część aktywistów naiwnie wierzy, że istnieje bezpośrednia korelacja między tymi wszystkimi nieszczęściami a emisją dwutlenku węgla. Tyle tylko, że jest ona odwrotna. 

Kraje, które szybko redukują ubóstwo, podnoszą poziom edukacji i opieki medycznej, potrzebują energii z paliw kopalnych, gdyż tylko one gwarantują stabilny rozwój gospodarczy. Próby uszczęśliwienia biednych krajów nieemisyjnymi źródłami energii skończyły się kompromitacją i katastrofą. 

Zresztą, nawet Unia Europejska puszcza do nas oczko. Oficjalnie w 2018 r. 14 proc. energii w UE pochodziło ze źródeł odnawianych, ale z paneli fotowoltaicznych i elektrowni wodnych tylko 2,7 proc. Reszta to spalanie biomasy, czyli drewna. Często zresztą importowanego z krajów biedniejszych. 

Wszyscy wiedzą, że ta walka o klimat to ściema, ale pozwala trzymać za twarz prawie pół miliarda osób. 
 



 

Polecane