[Tylko u nas] A. Bujak, fotograf JP2: "Ojciec Święty rozmawiał ze mną o śmierci. Nigdy tego nie zapomnę"
![[Tylko u nas] A. Bujak, fotograf JP2: "Ojciec Święty rozmawiał ze mną o śmierci. Nigdy tego nie zapomnę"](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/7fdc1ac7-1429-4aba-bec5-3a6d01c3eadd/31548.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
– Ojciec Święty się poruszył, a był już wtedy w bardzo złym stanie, podałem mu rękę, żeby go podnieść, i chciałem go odprowadzić do jego sypialni, a on nagle zatrzymał się w drzwiach, złapał mnie za bark i zaczął mówić o śmierci. To było coś niezwykłego, nigdy tego nie zapomnę – opowiadał specjalnie dla "Tygodnika Solidarność" Adam Bujak, światowej sławy oficjalny fotograf Jana Pawła II, a także wieloletni członek Arcybractwa Męki Pańskiej, inaczej zwanego Arcybractwem Dobrej Śmierci. Dzisiaj publikujemy pierwszą część wywiadu, kolejna pojawi się na łamach portalu Tysol.pl w Wielką Sobotę. Rozmawiał Cezary Krysztopa.
- Memento homo mori - pamiętaj człowiecze o śmierci. W dzisiejszych, hedonistycznych i udających, że śmierci nie ma, czasach brzmi to wręcz obrazoburczo.
- I dobrze, niech sobie tak brzmi. Niech się ludzie zastanawiają nad tym, myślę tutaj o tych ludziach zdewastowanych, goniących z tęczową flagą. A przecież to jest święty znak przymierza człowieka z Bogiem, nie wolno nim tak pomiatać. Kiedyś nie zdążyła tego zrobić rewolucja francuska czy bolszewicka, teraz się nie morduje, teraz działa się człowiekowi na psychikę. Gender to jest właśnie dewastowanie człowieka. Uczenie dzieci seksu to jest przecież jakaś aberracja, kompletne zdziczenie, to jest przerażające. Dlaczego się nie wgłębiamy w słowa Jana Pawła II, który nam tyle o tym mówił? Dlaczego nie zastanawiamy się, czym jest ta Święta Rodzina, świętość Matki Najświętszej i świętego Józefa, która, oczywiście przez Pana Boga, daje nam siłę?
- Dlaczego został pan członkiem Arcybractwa Męki Pańskiej, inaczej zwanego Arcybractwem Dobrej Śmierci?
- Zostałem nim w ponurych czasach komunistycznych, w 1965 roku, jeszcze przed obchodami tysiąclecia państwa polskiego. To było wielkie pospolite ruszenie. To się zaczęło przed Solidarnością, w millennium chrztu Polski - potężny ruch narodu polskiego ku wolności, ku innej Polsce. Solidarność była tym wspaniałym wielkim dopełnieniem. Tamten Wałęsa, nie teraźniejszy, Gwiazdowie, Anna Walentynowicz, cudowni ludzie, naród polski na wyboistej, ale chwalebnej drodze do zwycięstwa.
- Od czasu, kiedy w XVI wieku kanonik Marcin Szyszkowski, późniejszy biskup, założył arcybractwo mające zajmować się samodoskonaleniem członków, opieką nad młodzieżą, działalnością dobroczynną, trochę się ono zmieniło. A co zostało z tamtego bractwa?
- Zostały obrzędy, zostali ludzie, został na kolumnie nasz członek - Zygmunt III. To nasz człowiek! Kiedy mieszkam w Warszawie, widzę postać naszego brata Zygmunta III, wspominam Władysława IV, Jana Kazimierza, Jana III Sobieskiego; to byli ludzie ściśle związani z naszą organizacją. Kiedyś ta organizacja była potęgą w Polsce. Mamy przywileje papieskie, mamy ulicę Bracką w Krakowie, która swoje miano wzięła od naszego bractwa. Kiedyś mogliśmy wykupić człowieka od kary śmierci - taką mieliśmy siłę. Teraz jesteśmy związani z obrzędami, z męką Chrystusa, z przypominaniem o śmierci człowiekowi, zwłaszcza w obecnym świecie gender, w świecie zdewastowanej flagi z tęczą.
- Członkowie bractwa, w tym królowie, mogli wtedy wpływać na świat zewnętrzny. W jaki sposób bractwo dziś wpływa na świat zewnętrzny?
- Spotykamy się w każdy piątek Wielkiego Postu z bardzo dużą grupą ludzi. Wszyscy przeżywamy mękę i śmierć Chrystusa poprzez 14 specjalnie celebrowanych stopni naprzeciwko okna papieskiego na Franciszkańskiej 3. Sąsiadujemy z tym oknem, gdzie papież pokazywał się tysiącom ludzi. Przypominamy człowiekowi, że nie tylko żyjemy, ale też umieramy, a śmierć nie jest końcem, tylko przejściem. Podejrzewam, że ludzie, którzy chodzą po Warszawie i Krakowie w marszach równości, nie do końca wierzą, że kiedyś muszą się rozstać z tym światem. Czy zastanawiają się nad tym, co będzie dalej?
- Przepraszam, że to w ten sposób ujmę, prowokuje mnie do tego temat rozmowy, jak Pan przygotowuje się do śmierci?
- Codziennie. Pan jest młodym człowiekiem, ja jestem w podeszłym wieku i śmierć nie jest dla mnie czymś strasznym. Mogę wyjść z tego pomieszczenia i nabrać świadomości, że odchodzę. No i trudno, najwidoczniej przyszedł czas. Nie ma we mnie lęku. Bractwo pomogło mi zrozumieć, że śmierć jest przejściem do lepszego świata. Od brudu, rewolucji, draństwa, zdziczenia ludzi, do lepszego świata.
- Tę odwagę daje wiara?
- Tak, silna wiara daje zdolność przezwyciężania strachu. Trzeba modlić się za zdewastowanych, żeby się opamiętali.
- Proszę mi powiedzieć, jaki był stosunek arcybiskupa krakowskiego Karola Wojtyły, który wspierał arcybractwo, a późniejszego wielkiego papieża, do arcybractwa?
- Było kiedyś takie niesamowite spotkanie. Godzina 23:30, rozmawialiśmy z Markiem Skwarnickim, z Janem Pawłem II tak jak teraz z panem. W pewnym momencie Ojciec Święty zapytał mnie: "A co tam w Arcybractwie Męki Pańskiej?". Odpowiedziałem krótko, a Skwarnicki, który pracował z papieżem nad "Tryptykiem rzymskim", poszedł z księdzem Dziwiszem szukać jakiejś książki, wtedy zostałem z papieżem sam na sam.
Ojciec Święty się poruszył, a był już wtedy w bardzo złym stanie, podałem mu rękę, żeby go podnieść, i chciałem go odprowadzić do jego sypialni, a on nagle zatrzymał się w drzwiach, złapał mnie za bark i zaczął mówić o śmierci. To było coś niezwykłego, nigdy tego nie zapomnę. Patrzył mi w oczy i mówił o przechodzeniu. Za chwilę przyszedł abp Dziwisz z Markiem i odprowadziliśmy papieża, żeby sobie odpoczął. Zostałem z tą myślą.
Kiedy wróciłem z jego pogrzebu, dzieci powiedziały: "Tato, masz relikwię na stole". Otwieram kartkę, a to papież na łożu śmierci napisał mi pożegnanie, napisał o krzyżu, któremu będą się sprzeciwiali. Podziękował mi i Wydawnictwu Biały Kruk. Pomyślałem sobie: " Ojcze, to ja ci jestem wdzięczny, przecież przeszkadzałem ci przez całe życie, fotografując".
Jeszcze później patrzyłem na jego martwe oczy, martwe ręce, takie coraz bardziej wciskające się w ciało, pomyślałem sobie, że fotografowałem je, jak ściskają się z milionami ludzi na świecie, jak podnoszą dzieci, jak głaszczą pary ślubne, witają się z królami, prezydentami, szejkami, a teraz są martwe, odeszły z Nim do domu Ojca.

- I dobrze, niech sobie tak brzmi. Niech się ludzie zastanawiają nad tym, myślę tutaj o tych ludziach zdewastowanych, goniących z tęczową flagą. A przecież to jest święty znak przymierza człowieka z Bogiem, nie wolno nim tak pomiatać. Kiedyś nie zdążyła tego zrobić rewolucja francuska czy bolszewicka, teraz się nie morduje, teraz działa się człowiekowi na psychikę. Gender to jest właśnie dewastowanie człowieka. Uczenie dzieci seksu to jest przecież jakaś aberracja, kompletne zdziczenie, to jest przerażające. Dlaczego się nie wgłębiamy w słowa Jana Pawła II, który nam tyle o tym mówił? Dlaczego nie zastanawiamy się, czym jest ta Święta Rodzina, świętość Matki Najświętszej i świętego Józefa, która, oczywiście przez Pana Boga, daje nam siłę?
- Dlaczego został pan członkiem Arcybractwa Męki Pańskiej, inaczej zwanego Arcybractwem Dobrej Śmierci?
- Zostałem nim w ponurych czasach komunistycznych, w 1965 roku, jeszcze przed obchodami tysiąclecia państwa polskiego. To było wielkie pospolite ruszenie. To się zaczęło przed Solidarnością, w millennium chrztu Polski - potężny ruch narodu polskiego ku wolności, ku innej Polsce. Solidarność była tym wspaniałym wielkim dopełnieniem. Tamten Wałęsa, nie teraźniejszy, Gwiazdowie, Anna Walentynowicz, cudowni ludzie, naród polski na wyboistej, ale chwalebnej drodze do zwycięstwa.
- Od czasu, kiedy w XVI wieku kanonik Marcin Szyszkowski, późniejszy biskup, założył arcybractwo mające zajmować się samodoskonaleniem członków, opieką nad młodzieżą, działalnością dobroczynną, trochę się ono zmieniło. A co zostało z tamtego bractwa?
- Zostały obrzędy, zostali ludzie, został na kolumnie nasz członek - Zygmunt III. To nasz człowiek! Kiedy mieszkam w Warszawie, widzę postać naszego brata Zygmunta III, wspominam Władysława IV, Jana Kazimierza, Jana III Sobieskiego; to byli ludzie ściśle związani z naszą organizacją. Kiedyś ta organizacja była potęgą w Polsce. Mamy przywileje papieskie, mamy ulicę Bracką w Krakowie, która swoje miano wzięła od naszego bractwa. Kiedyś mogliśmy wykupić człowieka od kary śmierci - taką mieliśmy siłę. Teraz jesteśmy związani z obrzędami, z męką Chrystusa, z przypominaniem o śmierci człowiekowi, zwłaszcza w obecnym świecie gender, w świecie zdewastowanej flagi z tęczą.
- Członkowie bractwa, w tym królowie, mogli wtedy wpływać na świat zewnętrzny. W jaki sposób bractwo dziś wpływa na świat zewnętrzny?
- Spotykamy się w każdy piątek Wielkiego Postu z bardzo dużą grupą ludzi. Wszyscy przeżywamy mękę i śmierć Chrystusa poprzez 14 specjalnie celebrowanych stopni naprzeciwko okna papieskiego na Franciszkańskiej 3. Sąsiadujemy z tym oknem, gdzie papież pokazywał się tysiącom ludzi. Przypominamy człowiekowi, że nie tylko żyjemy, ale też umieramy, a śmierć nie jest końcem, tylko przejściem. Podejrzewam, że ludzie, którzy chodzą po Warszawie i Krakowie w marszach równości, nie do końca wierzą, że kiedyś muszą się rozstać z tym światem. Czy zastanawiają się nad tym, co będzie dalej?
- Przepraszam, że to w ten sposób ujmę, prowokuje mnie do tego temat rozmowy, jak Pan przygotowuje się do śmierci?
- Codziennie. Pan jest młodym człowiekiem, ja jestem w podeszłym wieku i śmierć nie jest dla mnie czymś strasznym. Mogę wyjść z tego pomieszczenia i nabrać świadomości, że odchodzę. No i trudno, najwidoczniej przyszedł czas. Nie ma we mnie lęku. Bractwo pomogło mi zrozumieć, że śmierć jest przejściem do lepszego świata. Od brudu, rewolucji, draństwa, zdziczenia ludzi, do lepszego świata.
- Tę odwagę daje wiara?
- Tak, silna wiara daje zdolność przezwyciężania strachu. Trzeba modlić się za zdewastowanych, żeby się opamiętali.
- Proszę mi powiedzieć, jaki był stosunek arcybiskupa krakowskiego Karola Wojtyły, który wspierał arcybractwo, a późniejszego wielkiego papieża, do arcybractwa?
- Było kiedyś takie niesamowite spotkanie. Godzina 23:30, rozmawialiśmy z Markiem Skwarnickim, z Janem Pawłem II tak jak teraz z panem. W pewnym momencie Ojciec Święty zapytał mnie: "A co tam w Arcybractwie Męki Pańskiej?". Odpowiedziałem krótko, a Skwarnicki, który pracował z papieżem nad "Tryptykiem rzymskim", poszedł z księdzem Dziwiszem szukać jakiejś książki, wtedy zostałem z papieżem sam na sam.
Ojciec Święty się poruszył, a był już wtedy w bardzo złym stanie, podałem mu rękę, żeby go podnieść, i chciałem go odprowadzić do jego sypialni, a on nagle zatrzymał się w drzwiach, złapał mnie za bark i zaczął mówić o śmierci. To było coś niezwykłego, nigdy tego nie zapomnę. Patrzył mi w oczy i mówił o przechodzeniu. Za chwilę przyszedł abp Dziwisz z Markiem i odprowadziliśmy papieża, żeby sobie odpoczął. Zostałem z tą myślą.
Kiedy wróciłem z jego pogrzebu, dzieci powiedziały: "Tato, masz relikwię na stole". Otwieram kartkę, a to papież na łożu śmierci napisał mi pożegnanie, napisał o krzyżu, któremu będą się sprzeciwiali. Podziękował mi i Wydawnictwu Biały Kruk. Pomyślałem sobie: " Ojcze, to ja ci jestem wdzięczny, przecież przeszkadzałem ci przez całe życie, fotografując".
Jeszcze później patrzyłem na jego martwe oczy, martwe ręce, takie coraz bardziej wciskające się w ciało, pomyślałem sobie, że fotografowałem je, jak ściskają się z milionami ludzi na świecie, jak podnoszą dzieci, jak głaszczą pary ślubne, witają się z królami, prezydentami, szejkami, a teraz są martwe, odeszły z Nim do domu Ojca.


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 19.04.2019 23:23
Komentarze
Spłonął papieski krzyż z parafii Św. Maksymiliana Kolbego. Proboszcz parafii przekazał ważną informację
03.04.2026 18:13

Komentarzy: 0
Metalowa konstrukcja krzyża nie uległa zniszczeniu. Krzyż zostanie odbudowany – przekazał proboszcz parafii Św. Maksymiliana Kolbego w Warszawie ks. kan. Andrzej Krzesiński.
Czytaj więcej
Spłonął papieski krzyż sprzed kościoła na Mokotowie
03.04.2026 17:24

Komentarzy: 0
Na Mokotowie przy ulicy Rzymowskiego spłonął krzyż, przed którym papież Jan Paweł II odprawił 2 czerwca 1979 na placu Zwycięstwa (obecnie plac marsz. Józefa Piłsudskiego) pierwszą Mszę świętą w Polsce po objęciu Stolicy Piotrowej. Ze względów bezpieczeństwa krzyż zostanie rozebrany.
Czytaj więcej
Donald Trump: Pielęgnujmy pamięć o papieżu Janie Pawle II
03.04.2026 16:55
Jak lewicowa wrażliwość i prawicowy konserwatyzm spotkały się w jednej redakcji
03.04.2026 15:11

Komentarzy: 0
Uwaga, uwaga! 3 kwietnia „Tygodnik Solidarność” kończy 45 lat. Z tej okazji przygotowaliśmy dla naszych czytelników, sympatyków i hejterów kilka prezentów okolicznościowych. Dziś pierwszy z nich. I to od razu odsyłający do drugiego. To tekst naszego autora Krzysztofa Karnkowskiego o duszy „TS”. To tylko jeden z wielu świetnych tekstów z najnowszego numeru Wydania Specjalnego „Tygodnika Solidarność”, który jest już w sprzedaży! Niniejszym więc do niego serdecznie zachęcamy. I czytelników, i sympatyków, i hejterów...
Czytaj więcej
"Zawsze niepokorny, zawsze szedł swoją drogą". Opowiedzieliśmy o przeszłości i przyszłości "Tygodnika Solidarność"
03.04.2026 15:09

Komentarzy: 0
W redakcji "Tygodnika Solidarność" w Warszawie odbyła się konferencja prasowa poświęcona 45. rocznicy wydania pierwszego numeru tego pisma. - "Tygodnik Solidarność" swoim wartościom i zasadom pozostaje niezmiennie od 45 lat wierny – za co nieraz przychodziło mu płacić wysoką cenę. Nie tylko w pierwszym okresie swego istnienia, ale także po 1989 roku nigdy nie był ulubieńcem mainstreamu. Zawsze był niepokorny i zawsze szedł swoją drogą - mówił Michał Ossowski, prezes Fundacji Promocji Solidarności.
Czytaj więcej
