[Tylko u nas] Prof. David Engels: Zagłodzić Polskę i Węgry

Berlin i Bruksela chcą stworzyć instrument, za pomocą którego można będzie wywierać presję na niewygodne rządy tak długo, póki nie dojdzie do jednej z dwóch sytuacji: albo ów rząd sam ustąpi, a tym samym prędzej czy później straci wszelką wiarygodność w oczach swych obywateli, ewentualnie dołączy do grupy partii „poprawnych politycznie”; albo też społeczeństwa tych krajów tak długo będą „głodzone”, aż w imię przetrwania same zmuszone zostaną do odsunięcia od władzy aktualnego rządu – mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą prof. David Engels belgijski historyk, filozof I publicysta, główny analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu
prof. David Engels [Tylko u nas] Prof. David Engels: Zagłodzić Polskę i Węgry
prof. David Engels / Screen YouTube Dominicains de Belgique

Panie Profesorze, dlaczego po zapowiedzi polsko-węgierskiego weta Niemcy się tak wściekli?
Nie tylko Niemcy, cała Europa Zachodnia jest wściekła na Polskę i Węgry. Powód jest prosty: obywatele Polski i Węgier od lat przeciwstawiają się zwrotowi na lewo, jaki zapanował na całym Zachodzie, i stanowią tym samym nie tylko permanentny hamulec we wszelkich próbach przekształcenia Unii Europejskiej w polit-poprawne lewicowo-liberalne państwo przymusu, ale są też symbolem nadziei dla wszystkich konserwatywnych partii opozycyjnych na Zachodzie, krótko mówiąc, zagrażają monopolowi interpretacyjnemu tamtejszych elit i mediów - nawiasem mówiąc, potencjał, który nie został jeszcze w pełni wykorzystany przez polski rząd, gdyż polscy politycy zbyt często ulegają błędnemu przekonaniu, że wystarczy nie „ingerować” w wewnętrzne sprawy Berlina czy Brukseli, aby w zamian pozostać panem we własnym domu: rażący błąd w rachubach, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z kampanią ideologiczną, która z punktu widzenia lewicowo-liberalnych elit skończyć ma się dopiero wtedy, gdy wszyscy wrogowie zostaną usunięci z drogi i zniknie przez to możliwość, że ich własne społeczeństwa mogłyby się zetknąć się z odmiennymi przekonaniami. Do tego dochodzi rozpowszechniona szczególnie w Niemczech skłonność do pouczania innych, do bycia owym wiecznym „schulmeistrem”: wciąż lubią wierzyć, że są „lepsi” od swoich sąsiadów (w XIX wieku kulturowo i naukowo, w XX wieku po prostu jako nadludzie, a dziś moralnie) i starają się przekonać innych do uczestnictwa w tej (rzekomej) „lepszości” i „wyższości” - i się przykładnie oburzają, gdy ten inny podziękuje im i powie „nie”, woląc trwać przy własnych przekonaniach. I wtedy ukazuje się cała ich mroczna strona charakteru - tępa nietolerancja, która wyraża się w obelgach, w groźbach, a nawet w fantazjach eksterminacyjnych, jak to mieliśmy okazję usłyszeć od polityków takich jak pani Baerbock...

Dlaczego innym państwom wolno wetować, a Polsce i Węgrom nie?
W łacinie jest piękne przysłowie: „si duo faciunt idem non est idem” - jeśli dwóch robi to samo, to nie jest to nigdy to samo”. Są dwa powody. Z jednej strony wszystkie państwa narodowe (nie wykluczając tu Polski i Węgier) są oczywiście zawsze mocno przekonane, że tylko ich własne interesy są słuszne, podczas gdy przeciwstawne interesy innych państw postrzegane są niezbyt chętnie; stąd wydaje się logiczne, że francuska czy niemiecka opinia publiczna nie zdaje sobie nawet sprawy, że krytyka polskiego weta i obrona własnego są ze sobą w rażącej sprzeczności. Z drugiej zaś strony - i to jest znacznie gorsze - lewicowi liberałowie są faktycznie wewnętrznie przekonani, że ich podejście ideologiczne jest moralnie uzasadnione. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci wytworzył się idealny znak równości między lewicowo-liberalną ideologią z jednej strony a rozumieniem demokracji i rządów prawa z drugiej, i to do tego stopnia, że wszystko, co skierowane jest przeciwko lewicowo-liberalnym interesom, musi być automatycznie napiętnowane jako „antydemokratyczne”.

Jakich środków nacisku możemy się jeszcze spodziewać?
Myślę, że jesteśmy dopiero na początku spirali eskalacyjnej. Jeśli elitom unijnym nie uda się zgodnie z ich planem wyegzekwować owej “praworządności”, wtedy być może pomyślą o renegocjowaniu dotacji w formie umów wielostronnych, zawieranych między poszczególnymi członkami UE z wyłączeniem Polski i Węgier. Być może również o systematycznym odrzucaniu wszystkich krajowych wniosków unijnych, do tego dojdzie zapewne jeszcze silniejsze finansowanie opozycji i organizacji pozarządowych, a także ograniczenia w ramach strefy Schengen. Można się też spodziewać presji EBC na złotego, zamrożenia polskich rachunków za granicą oraz liczne procesy w Hadze, i wiele, wiele więcej. Ich wyobraźnia nie zna granic, więc jeśli jeszcze nie tym razem, to przy następnym konflikcie albo jeszcze następnym, i aż włos mi staje na głowie, gdy sobie pomyślę, do czego mogłaby być kiedyś wykorzystana wspólna armia europejską... To, z jaką energią diabolizowane są dziś Polska i Węgry, a kolejne obszary konfliktu już się otwierają, pokazuje choćby przyjęta ostatnio przez Parlament Europejski deklaracja w sprawie aborcji jako „prawie człowieka” - z odpowiednimi konsekwencjami dla tych, którzy rzekomo naruszają owo prawo, chroniąc życie ludzkie. W tym kontekście nie wolno nam zapominać, że Stany Zjednoczone pod rządami kolejnego prezydenta z całą pewnością przyłączą się niedługo do tego chóru oskarżeń i sankcji: Polska będzie musiała się postarać strategicznie uniezależnić od USA.

Dlaczego to właśnie Polskę i Węgry chce „zagłodzić” niemiecka wiceprzewodnicząca PE Katarina Barley?
Polska i Węgry mają być przykładnie karane po to, aby zarówno odstraszyć inne państwa przed ewentualnym przeciwstawieniem się lewicowo-liberalnemu mainstreamowi, jak i zapanować nad wewnętrzną opozycją. To, że te ukrywane przez lata groźby akurat teraz tak otwarcie i bezwstydnie zostają wyrażane nawet w genocydalnym słownictwie, jest, owszem, szokujące, ale przynajmniej staje się jasne, jaka rzeczywistość kryje się za tymi powtarzanymi niczym mantra słowami „demokracja”, „tolerancja”, „praworządność”, „równość” itp. Niestety, najbardziej tragiczne w tym wszystkim jest to, że w obliczu takiej radykalizacji Unii, wielu obywateli zaczyna powątpiewać w sens jedności Europy, staje się to dla nich coraz mniej wiarygodne. Wszak już od dziesięcioleci UE nie robi nic innego tylko dyskredytuje niesprawiedliwie samą ideę europejską. To prawdziwa katastrofa dla Zachodu, któremu bardziej niż kiedykolwiek potrzebny byłby powrót do swej kulturowej tożsamości i interesów strategicznych.

Co Berlin i Bruksela chcą uzyskać wiążąc fundusze UE z tzw. „praworządnością”, czyli de facto uzależniając ich wypłatę od arbitralnej decyzji, która może być podjęta w przypadku, gdy któreś państwo jest „nieposłuszne”?
Berlin i Bruksela chcą stworzyć instrument, za pomocą którego można będzie wywierać presję na niewygodne rządy tak długo, póki nie dojdzie do jednej z dwóch sytuacji: albo ów rząd sam ustąpi, a tym samym prędzej czy później straci wszelką wiarygodność w oczach swych obywateli, ewentualnie dołączy do grupy partii „poprawnych politycznie”; albo też społeczeństwa tych krajów tak długo będą „głodzone”, aż w imię przetrwania same zmuszone zostaną do odsunięcia od władzy aktualnego rządu drogą bądź to wyborów, bądź nawet obalenia go siłą, i przywrócenia rządów tych, którzy dla UE są do zaakceptowania. Nie możemy też zapominać - o czym już zresztą wspomniałem - że stosując tak brutalne środki robi się to również z myślą o konserwatywnych partiach opozycyjnych na Zachodzie, których w żadnym wypadku lekceważyć nie należy, one również mają być zmiecione z powierzchni ziemi przy pomocy prawa unijnego.

Czy uderzając w koncepcję „superpaństwa” weto ma szansę zmienić kierunek, w którym zmierzają Berlin i Bruksela?
Ten ruch Polski i Węgier ma z pewnością charakter spowalniający, odsuwający sprawy nieco w czasie, nie sądzę jednak, aby w dłuższej perspektywie dało się potrzymać istniejące już plany. Dlatego trzeba być otwartym, owszem, na kompromisy - choćby po to, aby ocalić Europę i Europejczyków przed zakusami elit unijnych, ale również dlatego, że ani Węgry, ani Polska nie są przygotowane do wyjścia z Unii - a jednocześnie oba kraje powinny myśleć coraz intensywniej o „planie B”, czyli o alternatywnym związku państwowym Trójmorza. Nie można oczywiście zapominać, że zarówno presja ze strony UE, jak i polsko-węgierskie weto to elementy pewnej rozgrywki pokerowej, której żadna ze stron nie jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę. Polska i Węgry są uzależnione od dotacji z Brukseli, gdyż ich własna gospodarka jest w olbrzymim stopniu zdominowana przez zachodni kapitał i dlatego nie mogłaby funkcjonować samodzielnie (tu też potrzebny byłby jakiś „plan B”); Z drugiej zaś strony, zależność jest tu wzajemna, gdyż zachodnie firmy, zwłaszcza niemieckie, poniosłyby olbrzymie straty, gdyby w Polsce i na Węgrzech zostały wprowadzone bariery celne i inne podatki dla zrekompensowania strat funduszy unijnych. Dlatego ważne jest, kto kogo przetrzyma - a przede wszystkim, kto wymyśli najlepszy plan awaryjny na wypadek eskalacji.

Tłumaczenie: Krystian Pazda, Marian Panic

Wywiad dostępny również w aktualnym numerze Tygodnika Solidarność


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Na stanowiska wracają ludzie związani z WSI Wiadomości
Na stanowiska wracają ludzie związani z WSI

Na stanowiska państwowe wracają ludzie związani kiedyś z WSI, których powiązania stanowią ryzyko dla RP. Kolejne sygnały wskazują, że przy obecnych rządach promowane będą środowiska, które zostały w czasie rządów PiS odcięte od wpływów na funkcjonowanie państwa.

Autobus staranowany przez ciężarówkę. 12 osób w szpitalu gorące
Autobus staranowany przez ciężarówkę. 12 osób w szpitalu

12 osób trafiło do szpitala po wypadku na ulicy Bałtyckiej w Olsztynie, gdzie wywrotka staranowała miejski autobus i auta osobowe - podał rzecznik warmińsko-mazurskiej straży pożarnej Grzegorz Różański. Według niego stan pięciu z tych osób określono jako zagrażający życiu.

Michał Fijoł odwołany ze stanowiska prezesa Polskiej Grupy Lotniczej z ostatniej chwili
Michał Fijoł odwołany ze stanowiska prezesa Polskiej Grupy Lotniczej

Rada nadzorcza Polskiej Grupy Lotniczej odwołała Michała Fijoła z funkcji prezesa spółki.

Paweł Jędrzejewski: Polskie MSZ przeciwko wzmocnieniu NATO Wiadomości
Paweł Jędrzejewski: Polskie MSZ przeciwko wzmocnieniu NATO

Narasta napięcie pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Rodzina zjadła niedźwiedzia. Skutki okazały się katastrofalne  Wiadomości
Rodzina zjadła niedźwiedzia. Skutki okazały się katastrofalne

Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) poinformowało, że sześć osób zaraziło się włośnicą po zjedzeniu niedogotowanego mięsa niedźwiedzia czarnego lub żywności skażonej krzyżowo tym mięsem podczas zjazdu rodzinnego w 2022 roku.

„Onet brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, a teraz robi pseudoaferę” polityka
„Onet brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, a teraz robi pseudoaferę”

„Onet ochoczo brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Dziś robi pseudoaferę, że pieniądze dostał też wysoce wyspecjalizowany szpital ortopedyczny w Otwocku” – napisał Zbigniew Ziobro w serwisie X.

„Przepraszam, wypadły mi zęby”. Nieoczekiwana wpadka w niegdyś popularnym „Pytaniu na śniadanie” w TVP Wiadomości
„Przepraszam, wypadły mi zęby”. Nieoczekiwana wpadka w niegdyś popularnym „Pytaniu na śniadanie” w TVP

Po siłowym przejęciu TVP – na rozkaz byłego ministra kultury ppłk. Sienkiewicza – media publiczne dotykają różne plagi, kłopoty finansowe, szokująco spada oglądalność. A teraz jeszcze to.

Prezydent Duda stanął w obronie wielkich inwestycji w Polsce polityka
Prezydent Duda stanął w obronie wielkich inwestycji w Polsce

– Nie wolno pozwolić, by wielkie inwestycje w Polsce zostały zatrzymane – podkreślił prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z mieszkańcami Konina (woj. wielkopolskie). Zapowiedział walkę o budowę CPK, a także o zbudowanie elektrowni jądrowej w regionie.

Kołodziejczak stwierdził, że rezygnacja z Zielonego Ładu „byłaby najbardziej na rękę Rosji” tylko u nas
Kołodziejczak stwierdził, że rezygnacja z Zielonego Ładu „byłaby najbardziej na rękę Rosji”

– Rezygnacja ze wszystkich założeń Zielonego Ładu byłaby najbardziej na rękę Rosji – ocenił w poniedziałek w Brukseli wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak. Dodał, że zapisy Zielonego Ładu muszą być jednak wprowadzone na miarę kieszeni rolników i konsumentów.

Poważna wpadka Platformy. Nie chcą bronić granicy z obwodem królewieckim? polityka
Poważna wpadka Platformy. Nie chcą bronić granicy z obwodem królewieckim?

Platforma Obywatelska opublikowała spot wyborczy. Pojawia się w nim mapka z zaznaczonymi miejscami, w których miałyby stanąć dodatkowe wzmocnienia w ramach programu Tarcza Wschód. Problem polega na tym, że nie obejmują one granicy z Rosją w obwodzie królewieckim.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: Zagłodzić Polskę i Węgry

Berlin i Bruksela chcą stworzyć instrument, za pomocą którego można będzie wywierać presję na niewygodne rządy tak długo, póki nie dojdzie do jednej z dwóch sytuacji: albo ów rząd sam ustąpi, a tym samym prędzej czy później straci wszelką wiarygodność w oczach swych obywateli, ewentualnie dołączy do grupy partii „poprawnych politycznie”; albo też społeczeństwa tych krajów tak długo będą „głodzone”, aż w imię przetrwania same zmuszone zostaną do odsunięcia od władzy aktualnego rządu – mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą prof. David Engels belgijski historyk, filozof I publicysta, główny analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu
prof. David Engels [Tylko u nas] Prof. David Engels: Zagłodzić Polskę i Węgry
prof. David Engels / Screen YouTube Dominicains de Belgique

Panie Profesorze, dlaczego po zapowiedzi polsko-węgierskiego weta Niemcy się tak wściekli?
Nie tylko Niemcy, cała Europa Zachodnia jest wściekła na Polskę i Węgry. Powód jest prosty: obywatele Polski i Węgier od lat przeciwstawiają się zwrotowi na lewo, jaki zapanował na całym Zachodzie, i stanowią tym samym nie tylko permanentny hamulec we wszelkich próbach przekształcenia Unii Europejskiej w polit-poprawne lewicowo-liberalne państwo przymusu, ale są też symbolem nadziei dla wszystkich konserwatywnych partii opozycyjnych na Zachodzie, krótko mówiąc, zagrażają monopolowi interpretacyjnemu tamtejszych elit i mediów - nawiasem mówiąc, potencjał, który nie został jeszcze w pełni wykorzystany przez polski rząd, gdyż polscy politycy zbyt często ulegają błędnemu przekonaniu, że wystarczy nie „ingerować” w wewnętrzne sprawy Berlina czy Brukseli, aby w zamian pozostać panem we własnym domu: rażący błąd w rachubach, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z kampanią ideologiczną, która z punktu widzenia lewicowo-liberalnych elit skończyć ma się dopiero wtedy, gdy wszyscy wrogowie zostaną usunięci z drogi i zniknie przez to możliwość, że ich własne społeczeństwa mogłyby się zetknąć się z odmiennymi przekonaniami. Do tego dochodzi rozpowszechniona szczególnie w Niemczech skłonność do pouczania innych, do bycia owym wiecznym „schulmeistrem”: wciąż lubią wierzyć, że są „lepsi” od swoich sąsiadów (w XIX wieku kulturowo i naukowo, w XX wieku po prostu jako nadludzie, a dziś moralnie) i starają się przekonać innych do uczestnictwa w tej (rzekomej) „lepszości” i „wyższości” - i się przykładnie oburzają, gdy ten inny podziękuje im i powie „nie”, woląc trwać przy własnych przekonaniach. I wtedy ukazuje się cała ich mroczna strona charakteru - tępa nietolerancja, która wyraża się w obelgach, w groźbach, a nawet w fantazjach eksterminacyjnych, jak to mieliśmy okazję usłyszeć od polityków takich jak pani Baerbock...

Dlaczego innym państwom wolno wetować, a Polsce i Węgrom nie?
W łacinie jest piękne przysłowie: „si duo faciunt idem non est idem” - jeśli dwóch robi to samo, to nie jest to nigdy to samo”. Są dwa powody. Z jednej strony wszystkie państwa narodowe (nie wykluczając tu Polski i Węgier) są oczywiście zawsze mocno przekonane, że tylko ich własne interesy są słuszne, podczas gdy przeciwstawne interesy innych państw postrzegane są niezbyt chętnie; stąd wydaje się logiczne, że francuska czy niemiecka opinia publiczna nie zdaje sobie nawet sprawy, że krytyka polskiego weta i obrona własnego są ze sobą w rażącej sprzeczności. Z drugiej zaś strony - i to jest znacznie gorsze - lewicowi liberałowie są faktycznie wewnętrznie przekonani, że ich podejście ideologiczne jest moralnie uzasadnione. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci wytworzył się idealny znak równości między lewicowo-liberalną ideologią z jednej strony a rozumieniem demokracji i rządów prawa z drugiej, i to do tego stopnia, że wszystko, co skierowane jest przeciwko lewicowo-liberalnym interesom, musi być automatycznie napiętnowane jako „antydemokratyczne”.

Jakich środków nacisku możemy się jeszcze spodziewać?
Myślę, że jesteśmy dopiero na początku spirali eskalacyjnej. Jeśli elitom unijnym nie uda się zgodnie z ich planem wyegzekwować owej “praworządności”, wtedy być może pomyślą o renegocjowaniu dotacji w formie umów wielostronnych, zawieranych między poszczególnymi członkami UE z wyłączeniem Polski i Węgier. Być może również o systematycznym odrzucaniu wszystkich krajowych wniosków unijnych, do tego dojdzie zapewne jeszcze silniejsze finansowanie opozycji i organizacji pozarządowych, a także ograniczenia w ramach strefy Schengen. Można się też spodziewać presji EBC na złotego, zamrożenia polskich rachunków za granicą oraz liczne procesy w Hadze, i wiele, wiele więcej. Ich wyobraźnia nie zna granic, więc jeśli jeszcze nie tym razem, to przy następnym konflikcie albo jeszcze następnym, i aż włos mi staje na głowie, gdy sobie pomyślę, do czego mogłaby być kiedyś wykorzystana wspólna armia europejską... To, z jaką energią diabolizowane są dziś Polska i Węgry, a kolejne obszary konfliktu już się otwierają, pokazuje choćby przyjęta ostatnio przez Parlament Europejski deklaracja w sprawie aborcji jako „prawie człowieka” - z odpowiednimi konsekwencjami dla tych, którzy rzekomo naruszają owo prawo, chroniąc życie ludzkie. W tym kontekście nie wolno nam zapominać, że Stany Zjednoczone pod rządami kolejnego prezydenta z całą pewnością przyłączą się niedługo do tego chóru oskarżeń i sankcji: Polska będzie musiała się postarać strategicznie uniezależnić od USA.

Dlaczego to właśnie Polskę i Węgry chce „zagłodzić” niemiecka wiceprzewodnicząca PE Katarina Barley?
Polska i Węgry mają być przykładnie karane po to, aby zarówno odstraszyć inne państwa przed ewentualnym przeciwstawieniem się lewicowo-liberalnemu mainstreamowi, jak i zapanować nad wewnętrzną opozycją. To, że te ukrywane przez lata groźby akurat teraz tak otwarcie i bezwstydnie zostają wyrażane nawet w genocydalnym słownictwie, jest, owszem, szokujące, ale przynajmniej staje się jasne, jaka rzeczywistość kryje się za tymi powtarzanymi niczym mantra słowami „demokracja”, „tolerancja”, „praworządność”, „równość” itp. Niestety, najbardziej tragiczne w tym wszystkim jest to, że w obliczu takiej radykalizacji Unii, wielu obywateli zaczyna powątpiewać w sens jedności Europy, staje się to dla nich coraz mniej wiarygodne. Wszak już od dziesięcioleci UE nie robi nic innego tylko dyskredytuje niesprawiedliwie samą ideę europejską. To prawdziwa katastrofa dla Zachodu, któremu bardziej niż kiedykolwiek potrzebny byłby powrót do swej kulturowej tożsamości i interesów strategicznych.

Co Berlin i Bruksela chcą uzyskać wiążąc fundusze UE z tzw. „praworządnością”, czyli de facto uzależniając ich wypłatę od arbitralnej decyzji, która może być podjęta w przypadku, gdy któreś państwo jest „nieposłuszne”?
Berlin i Bruksela chcą stworzyć instrument, za pomocą którego można będzie wywierać presję na niewygodne rządy tak długo, póki nie dojdzie do jednej z dwóch sytuacji: albo ów rząd sam ustąpi, a tym samym prędzej czy później straci wszelką wiarygodność w oczach swych obywateli, ewentualnie dołączy do grupy partii „poprawnych politycznie”; albo też społeczeństwa tych krajów tak długo będą „głodzone”, aż w imię przetrwania same zmuszone zostaną do odsunięcia od władzy aktualnego rządu drogą bądź to wyborów, bądź nawet obalenia go siłą, i przywrócenia rządów tych, którzy dla UE są do zaakceptowania. Nie możemy też zapominać - o czym już zresztą wspomniałem - że stosując tak brutalne środki robi się to również z myślą o konserwatywnych partiach opozycyjnych na Zachodzie, których w żadnym wypadku lekceważyć nie należy, one również mają być zmiecione z powierzchni ziemi przy pomocy prawa unijnego.

Czy uderzając w koncepcję „superpaństwa” weto ma szansę zmienić kierunek, w którym zmierzają Berlin i Bruksela?
Ten ruch Polski i Węgier ma z pewnością charakter spowalniający, odsuwający sprawy nieco w czasie, nie sądzę jednak, aby w dłuższej perspektywie dało się potrzymać istniejące już plany. Dlatego trzeba być otwartym, owszem, na kompromisy - choćby po to, aby ocalić Europę i Europejczyków przed zakusami elit unijnych, ale również dlatego, że ani Węgry, ani Polska nie są przygotowane do wyjścia z Unii - a jednocześnie oba kraje powinny myśleć coraz intensywniej o „planie B”, czyli o alternatywnym związku państwowym Trójmorza. Nie można oczywiście zapominać, że zarówno presja ze strony UE, jak i polsko-węgierskie weto to elementy pewnej rozgrywki pokerowej, której żadna ze stron nie jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę. Polska i Węgry są uzależnione od dotacji z Brukseli, gdyż ich własna gospodarka jest w olbrzymim stopniu zdominowana przez zachodni kapitał i dlatego nie mogłaby funkcjonować samodzielnie (tu też potrzebny byłby jakiś „plan B”); Z drugiej zaś strony, zależność jest tu wzajemna, gdyż zachodnie firmy, zwłaszcza niemieckie, poniosłyby olbrzymie straty, gdyby w Polsce i na Węgrzech zostały wprowadzone bariery celne i inne podatki dla zrekompensowania strat funduszy unijnych. Dlatego ważne jest, kto kogo przetrzyma - a przede wszystkim, kto wymyśli najlepszy plan awaryjny na wypadek eskalacji.

Tłumaczenie: Krystian Pazda, Marian Panic

Wywiad dostępny również w aktualnym numerze Tygodnika Solidarność



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe