REKLAMA

[Tylko u nas] Hanna Dobrowolska (SDP): Utopia edukacji włączającej

Edukacja włączająca [określana także z języka angielskiego - mianem edukacji inkluzyjnej] to modna i coraz intensywniej upowszechniana koncepcja kształcenia wszystkich dzieci w klasach ogólnodostępnych, najbliżej ich miejsca zamieszkania, niezależnie od stanu zdrowia ucznia, jego sprawności fizycznej czy możliwości intelektualnych.
 [Tylko u nas] Hanna Dobrowolska (SDP): Utopia edukacji włączającej
/ pixabay

Szkoła w „świetlanej przyszłości” ma być dostępna dla każdego, zaś kształcenie dopasowane powinno być do indywidualnych możliwości i potrzeb każdego ucznia. Co więcej – nauczyciel nie będzie już według tej koncepcji nauczycielem przedmiotu, tylko „nauczycielem ucznia”. Brzmi groźnie? I to bardzo, jak każda utopia, która szermując populistycznym hasłem sprowadza zdrowy rozsądek do poziomu 0 i może skutkować – podobnie jak stało się to już w wielu państwach – demontażem systemu oświaty.


Na stronie Ośrodka Rozwoju Edukacji podległego MEiN  czytamy:
Ideą leżącą u podstaw edukacji włączającej jest taka zmiana procesu szkolnego, aby lepiej odpowiadał na potrzeby uczniów z różnorodnymi problemami edukacyjnymi (potrzeby te nazywane są specjalnymi, wyjątkowymi, nietypowymi, etc.)”. [Jak promować jakość w edukacji włączającej -  Opracowała Lilianna Zaremba]


W innym opracowaniu ORE – a jest ich nieprzypadkowo wyjątkowo dużo na ten temat – pobrzmiewa groźba: „Jeśli szkoła nie działa dla wszystkich swoich uczniów – to nie działa […] Wysokiej jakości edukacja jest prawem każdego dziecka • Dotyczy to także dzieci z niepełnosprawnością (odstępstwo od tego jest dyskryminacją)”. Choć wśród słabych stron tej edukacji autorka słusznie wskazuje:


„Zagrożony status zawodowy pedagoga specjalnego, a tym samym pedagogiki specjalnej jako kierunku studiów (nowe dyscypliny wg OECD) – niewykorzystanie cennych zasobów kapitału społecznego tych specjalistów […]  Zawyżone oczekiwania wobec edukacji włączającej i brak realizmu w stanowieniu celów • „Przymus włączania” – zamiast prawa do (optymalnego) wyboru”   [Uczeń ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w edukacji włączającej Jolanta Rafał-Łuniewska Ośrodek Rozwoju Edukacji, 2018 r.]


Celem nadrzędnym niosących kaganek [a może kaganiec?] oświaty inkluzyjnej  jest odejście od tzw. modelu segregacyjnego [to znaczy obowiązującego w Polsce obecnie!], w którym znaczny odsetek dzieci niepełnosprawnych uczy się w szkołach specjalnych.


Powierzchowne i krzywdzące jest postrzeganie kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w sposób wartościujący wg schematu: segregacja, integracja, inkluzja. Za segregację [termin ten celowo ma nasuwać bolesne skojarzenie z segregacją rasową!] uznaje się wśród zwolenników edukacji włączającej system szkolnictwa specjalnego, czyli tzw. ”wyłączenie” uczniów z systemu kształcenia ogólnego. Integracja – sukces, ale i bolączka, wielu placówek ostatnich lat – to pierwszy krok w dobrym kierunku, ale inkluzja to ideał, do którego wszyscy powinniśmy zmierzać, podążając za jasnymi wytycznymi ONZ i UE i pozyskując niemałe środki z tego źródła.


Świadomie pomija się fakt - oczywisty dla wszystkich specjalistów w tej dziedzinie oświaty -  że placówki specjalne w Polsce to znakomicie przygotowane, profesjonalne, wysokospecjalistyczne  centra edukacyjne ukierunkowane na konkretne rodzaje niepełnosprawności, a przez to skuteczne i niezastąpione. Niektóre prowadzą dziecko od niemowlęctwa do dorosłości, dając szansę na zdobycie wyksztalcenia wyższego lub zapewniając możliwość nauki zawodu. Niektóre z nich mają tradycję 200 lat funkcjonowania i bezcenne doświadczenie, podczas gdy „włączanie” ma się rozpoczynać od zbierania danych np. na temat, jaki sprzęt należy wyprosić od gminy, by móc edukować uczniów z niedosłuchem, niedowidzeniem i np. autyzmem czy afazją jednocześnie, w jednej licznej ogólnodostępnej klasie.


Połączenie w jednej klasie uczniów z zupełnie rożnymi niepełnosprawnościami stwarza olbrzymią trudność, a nawet wprost się wyklucza.


Włączanie uczniów z niepełnosprawnością do szkół ogólnodostępnych to proces – przy założeniu, że w ogóle wskazany i możliwy -   bardzo kosztowny i trudny, wymagający heroicznej pracy nauczyciela; oczywiście specjalnie wykształconego, o czym projekt nie wspomina, a jednocześnie często bezradnego wobec  wielości wymaganych kompetencji ze specjalistycznego zakresu i choćby  braków funkcjonalności architektonicznej typowej placówki oświatowej. Przykładowo: ścieżka komunikacyjna dla ucznia niewidzącego lub niedowidzącego [wytyczona, oznaczona stosunkowo wąska] ma się nijak do szerokiej przestrzeni, jakiej wymagają uczniowie niesłyszący posługujący się językiem migowym czy uczniowie na wózkach inwalidzkich.


Takie próby są podejmowane np. w Holandii od 2014 r , kiedy oficjalnie zadekretowano ten typ edukacji. Po 5 latach możemy zapoznać się z ewaluacją, która wprost wykazuje wyższy wskaźnik dzieci uczących się w szkołach specjalnych, niż poprzednio. Niestety, takich placówek jest obecnie daleko mniej – po masowej ich likwidacji w początkowej fazie zachwytu dla reformy – więc zamiast 6-8 uczniów w klasie – jak było dotychczas i jest nadal w Polsce -  jest ich nawet do 15 w jednej klasie!  Z kolei rodzice posyłający dzieci do szkół ogólnodostępnych  podkreślają olbrzymią trudność uczenia się dzieci bez dysfunkcji z grupą kilkorga „włączonych” dzieci z rozmaitymi problemami, jak ADHD, ADD, autyzm, dysleksja w jednej klasie.


Według modnej teorii edukacja włączająca obejmować ma nie tylko dzieci z niepełnosprawnością, ale wszystkich uczniów narażonych na „wykluczenie”, Jeśli włączanie dotyczyć będzie wszystkich dzieci, które tego potrzebują, to czy oznacza to, że osób niepełnoletnich nieprzystosowanych społecznie, dotychczas kształconych i resocjalizowanych w ośrodkach wychowawczych – także? Czy hasła te nie przypominają nam antydyskryminacyjnych programów, lansujących prawa wszelkich „mniejszości” kosztem „większości”?


Czy to kasandryczne wróżby, wszak dotychczasowe rozporządzenie jasno mówi: W szkołach ogólnodostępnych nie organizuje się oddziałów specjalnych dla uczniów niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym.? Być może to obawy na wyrost,  jednak takie eksperymenty są stosowane w szkołach innych krajów i już spowodowały edukacyjny chaos, a pojęcie „niedostosowania społecznego” także można uznać – za jakiś czas – za konieczne do zweryfikowania i wypełnienia „nową treścią”.


Rodowód pedagogiki inkluzyjnej, odwołujący się do takich pedagogów, jak  trockista John Dewey czy antyautorytarny Janusz Korczak, jednoznacznie wskazują na antykonserwatywne podejście do edukacji, którego pochód obserwujemy od lat w krajach tzw. wysokiej demokracji. Groźny modernizm i progresywizm  w oświacie zagraża większości społeczeństwa spragnionego po prostu kształcenia i wychowywania swoich dzieci, a nie „włączania” wbrew możliwościom i logice, a często także – wbrew chęciom samych „włączanych” i ich rodziców.


 O problemach, z jakimi borykają się uczniowie  o specjalnych potrzebach edukacyjnych w środowisku innym od własnego, można usłyszeć od praktyków – pedagogów specjalnych, którzy reedukują uczniów po kilku latach nieudanej próby edukacji np. w klasach integracyjnych. W ogólnodostępnych placówkach często zamiast się integrować, cofają się w rozwoju. Dopiero w szkołach specjalnych  - w klasach liczących często tylko 4 uczniów - są właściwie reedukowani, adekwatnie do rodzaju i stopnia dysfunkcji. Poza ewidentnymi zaniedbaniami samego procesu kształcenia, pedagodzy specjalni podnoszą problem wzmożonych nerwic, a nawet chorób psychicznych wśród uczniów niepełnosprawnych w starszych klasach, którzy przez wiele lat byli poddawani  ciągłemu stresowi w środowisku uczniów zdrowych, z którym codziennie musieli  się konfrontować.

W 2016 roku Edukacja włączająca została zapisana jako cel  Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030: Cel 4. „Zapewnić wszystkim edukację włączającą na wysokim poziomie i promować uczenie się przez całe życie.”


Nie sposób więc nie patrzeć z niepokojem na organizowane przez ORE i promowane przez MEN projekty.  Kilkanaście e-konferencji, które obecnie są organizowane we wszystkich województwach, nosi nazwę Model funkcjonowania Specjalistycznych Centrów Wspierających Edukację Włączającą. Ich celem jest popularyzacja tej idei  i w efekcie stworzenie 14 Specjalistycznych Centrów (SCWEW). Wykład rozpoczynający te e-konferencje – „O edukacji włączającej w działaniach Ministerstwa Edukacji i Nauki” - przygotowała Marzena Machałek, Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu do spraw wspierania wychowawczej funkcji szkoły i placówki, edukacji włączającej  oraz kształcenia zawodowego.


Czym mają być SCWEW ? Będą to „nowo tworzone instytucje, powstające na bazie szkół i placówek specjalnych, których celem stanie się wspieranie szkół ogólnodostępnych i podnoszenie jakości edukacji włączającej. […]
Planowane działania mają charakter nowatorski i doprowadzą do zmiany systemowej.” https://www.ore.edu.pl/


Doprowadzą, bez dyskusji, pomimo że mówi się o konsultacjach i wstępnych projektach?
Do 31 grudnia 2022 r. zaplanowano na ten cel 31 088 194,30 zł [ Wkład Europejskiego Funduszu Społecznego: 27 979 374,87 zł]. Bardzo zainteresowane tym apetycznym budżetem są liczne samorządy, jako organy prowadzące placówki oświatowe. To dopiero od nich  o tych planach dowiadują się dyrektorzy placówek specjalnych, szkół i przedszkoli, a także poradni psychologiczno-pedagogicznych.


14 nowych centrów o niezwykle enigmatycznieokreślonych zasadach działania, jako pilotaż, a co potem? Jaki cel będzie następny? Drżą kadry placówek kształcenia specjalnego w obawie o istnienie szkół  i poradni psychologiczno-pedagogicznych, gdyż ich status także nie jest oczywisty.


Rzecznik MEiN Anna Ostrowska oświadczyła ostatnio, że nie ma mowy o likwidowaniu szkół specjalnych: „Pracujemy w tej chwili nad wykorzystaniem potencjału tych szkół, ich kadry czy specjalistycznego wyposażenia do wspierania szkół ogólnodostępnych w zakresie zróżnicowanych potrzeb uczniów”.. „Te cele chcemy zrealizować m.in. przez powołanie instytucji o charakterze międzyresortowym o roboczej nazwie Centrum Dziecka i Rodziny”.


Planowana jest więc kolejna instytucja „międzyresortowa”, 14 centrów, konkurs grantowy [wnioski mają być składane 15.02-17.03.2021r., a rozpatrzone już do 31.03.2021r] , a najbardziej zainteresowane tematem placówki specjalne mają wspierać szkoły ogólnodostępne swoim potencjałem, kadrami i wyposażeniem. Nic dziwnego, że taka koncepcja budzi ich  uzasadnione obawy.


MEiN uspokaja, iż nie zamierza niczego likwidować, ale przecież nie jest wykluczone radykalne ograniczenie środków z budżetu na nienowoczesne [czytaj: nie „włączające”], a do tego niekiedy prywatne placówki specjalne, jak np. Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych  w Laskach pod Warszawą.


Czy nie okaże się, że edukacja „włączająca” zagrozi w praktyce „wyłączeniem” licznej grupy uczniów z systemu?  Tak stało się w Holandii, gdzie obecnie 15 tysięcy uczniów w ogóle zostało zwolnionych z obowiązku szkolnego z powodu problemów natury fizycznej i psychicznej. Były rzecznik praw dziecka Holandii bezpośrednio wini za ten stan rzeczy właśnie nieskuteczną reformę oświaty z 2014 r. z „odpowiednią edukacją” [ten termin jest tam równorzędny z „włączającą”] na czele. Równie krytyczni są nauczyciele zrzeszeni w Związku Nauczycieli Leraren Collectief, na których spadł cały trud realizacji reformy.


Reforma przeprowadzana w licznych krajach UE była monitorowana przez polskich specjalistów-praktyków. Ostatnie działania ORE i MEiN sprawiły, że zabrali głos. 1 lutego 2021 r. grupa kadry kierowniczej przedszkoli, szkół i placówek specjalnych oraz poradnictwa  z terenu Krakowa skierowała formalne oświadczenie w sprawie projektu „Edukacja dla wszystkich – edukacja włączająca”. Dyrektorzy „wyrażają stanowczy sprzeciw wobec proponowanych a niekonsultowanych działań ORE oraz MEiN ”. Poza obawami, sformułowanymi dotychczas, w oświadczeniu pojawiają  się inne istotne zastrzeżenia. Przytoczmy kluczowe z perspektywy rodzica:


„doceniając ideę edukacji włączającej uważamy, że powinna ona funkcjonować jako jeden z elementów systemu edukacyjnego w państwie, na równi ze szkolnictwem specjalnym czy integracyjnym. Proponowany projekt odbiera (de facto) Rodzicom dzieci z niepełnosprawnościami podstawowe prawo dokonania wyboru drogi edukacyjnej dla swojego dziecka. Celowym jest pozostawienie systemu mieszanego, dającego możliwość decydowania Rodzicom zarówno uczniów niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych o sposobie kształcenia Ich dzieci - w zależności od ich potrzeb i możliwości”.


Oraz drugie zastrzeżenie, wyrażone w imieniu pracowników całego systemu oświaty:


„Proponowany projekt zmienia nie tylko system szkolnictwa specjalnego i poradnictwa w Polsce ale także, a może przede wszystkim wpłynie na szkolnictwo ogólnodostępne, które nie zostało poinformowane o proponowanych dogłębnych zmianach w ich organizacji i funkcjonowaniu”.


Czy MEiN okaże się mądrzejszy przed szkodą, jaka może spotkać polskich uczniów, i to właśnie tych, których powinniśmy otoczyć najlepszą opieką?  


Czy pod szlachetnym szyldem „edukacji włączającej”  i „dla wszystkich” cały system szkolnictwa w Polsce nie zostanie poddany cichej i nieoficjalnej, ale być może najpoważniejszej z dotychczasowych, zmianie?
Zmianie, która nie będzie reformą, ale demontażem polskiej szkoły.

 

Hanna Dobrowolska, SDP

 

 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura