REKLAMA

[Beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia] Ojciec

Wszystko, co ks. kard. Stefan Wyszyński czynił, prowadziło ku Panu Bogu i było dla Jego chwały. Droga na ołtarze Prymasa Tysiąclecia była z jednej strony przepełniona trudem, cierpieniem i samotnością, a z drugiej – najdoskonalszym przykładem synowskiej miłości i pełnego oddania Bogu samemu i Jego Matce. Kardynał Wyszyński łączył w sobie wybitnego, nieugiętego przywódcę duchowego z wielkim autorytetem moralnym, pociągającym za sobą miliony ludzi.
Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński [Beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia] Ojciec
Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński / Portret kard. Stefana Wyszyńskiego / Zkoty - Wikipedia CC BY-SA 4.0 [Zbigniew Kotyłło]

O kardynale Stefanie Wyszyńskim trudno pisać, koncentrując się wyłączenie na jednym wymiarze jego życia. Można oceniać go jako człowieka i kapłana, który został biskupem, a następnie kardynałem i prymasem Polski. Można mówić o nim jako o niekwestionowanym mężu stanu i „niekoronowanym królu Polski”, choć władzy nigdy nie żądał, a jedynie w pokorze swojego serca wypełniał powierzane mu przez papieża obowiązki. Kardynał Wyszyński żył w czasach trudnych, naznaczonych zawieruchami wojennymi. Doskonale wiedział, czym jest ból, cierpienie, które niesie ze sobą wojna. Ile krzywdy wyrządza i jak niszczy serce i życie ludzi. Wiedział też, i osobiście wielokrotnie odczuł, jak brutalny i bezwzględny jest komunizm. W tych najtrudniejszych dla Polski czasach nie zwątpił i nie poddał się, lecz dawał nadzieję, którą pokładał w Chrystusie, pomagał Polakom zachować wiarę, uczył miłości. Pokazał, jak cenna jest wolność i jak ważna jest droga do niej, nawet jeśli prowadzi przez więzienie i osamotnienie.

Całe życie i działalność kardynała Stefana Wyszyńskiego można zamknąć w jednym określeniu: „ojciec” – wymagający, odważny, czuły i kochający przewodnik. Niezaprzeczalnie był nim jako duszpasterz stojący na czele Kościoła katolickiego w Polsce. Był również „ojcem”, który patrzył całościowo i przyszłościowo na polskie rodziny. Wyraźnie nakreślał ich prawa i obowiązki. „Ojciec”, który nie tylko z troską i wyczuciem wskazywał drogę, ale także napominał. Potrafił nawet w ostrych słowach wskazywać na popełniane błędy. Przede wszystkim to „ojciec”, który uczył miłości i miłosierdzia, przekazywał je i wszystko postawił na Miłość. Swoje „ojcostwo” przejawiał także w słowach „umiłowane dzieci Boże, dzieci moje”, którymi często rozpoczynał homilie i wystąpienia publiczne.

 

Na czele Kościoła

„Ojcu Świętemu się nie odmawia” – te słowa usłyszał ks. Wyszyński od ks. kard. Augusta Hlonda w chwili przekazywania wiadomości o nominacji na biskupa lubelskiego. Z „Zapisków więziennych” wiemy, że decyzja papieża zaskoczyła przyszłego prymasa, dlatego – ku zdziwieniu kardynała – poprosił o czas do namysłu. Jak napisał, nie miał w sobie tyle pokory, aby poddać się od razu. Był rok 1946. Po przemodleniu przyjął decyzję papieża Piusa XII. W swoim herbie biskupim zamieścił słowa „Soli Deo” („Bogu samemu”) oraz wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Te dwa „symbole” naznaczały całą jego drogę duszpasterską, podczas której realizował wizję Kościoła przez ręce Maryi oddanego Bogu. Niektórzy zarzucają prymasowi, że był człowiekiem o „ludowej pobożności”. Jednak on takiego Kościoła pragnął i taki Kościół prowadził, który był bogaty otwartością serc. Ludowość jego wizji przejawiała się w tym, że w Kościele swoje miejsce mógł odnaleźć każdy człowiek. Nie chodziło o folklorystyczną pobożność.

Ewa Czaczkowska, pracownik naukowy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz autorka biografii Prymasa Tysiąclecia, podkreśla w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność”, że na wizję Kościoła, którą prezentował kardynał, miał wpływ współtwórca i kierownik duchowy Dzieła Lasek Sługa Boży ks. Władysław Korniłowicz.

– Kardynał Wyszyński pragnął Kościoła, który jest wspólnotą i jednością. Wymagał tej jedności zarówno wśród duchowieństwa ze świeckimi, duchowieństwa z biskupami, jak i biskupów ze sobą. Kościół miał być zjednoczony, ale przede wszystkim wspólnotowy. Prymas wiedział, że tylko taki Kościół będzie silny, aby nie ulec i nie poddać się komunistycznej, ateistycznej władzy

– mówi.

A władza komunistyczna robiła wszystko, aby wykorzenić religię z życia społecznego. Komuniści za wszelką cenę dążyli do zniszczenia Kościoła, zwasalizowania go, oderwania od Stolicy Apostolskiej przy jednoczesnym uczynieniu go podporządkowanym sobie. Właśnie z uwagi na sytuację zewnętrzną, polityczną w Polsce prymas Wyszyński tak mocno zabiegał o integralność Kościoła. – Prymas nie tylko wymagał tej jedności i realizacji założeń, ale udało mu się zbudować taki Kościół. Posiadał wszystkie zwierzchnictwa Stolicy Apostolskiej i miał realną władzę. Potrafił z tej władzy korzystać. Obecnie żaden z biskupów, nawet prymas Polski i przewodniczący Konferencji Episkopatu, takiej władzy nie posiadają. Był to Kościół silny wiarą i jednością – mówi Ewa Czaczkowska.

Jednocześnie Kościół – według kardynała Wyszyńskiego – powinien „trzymać” z narodem, a nie z państwem, chociaż widział również potrzebę reprezentowania narodu w rozmowach z władzami PRL. – Państwo, jako forma życia narodu, może istnieć lub nie, jak bywało w naszej historii. Naród istnieje i przeżyje wtedy, kiedy jest w nim kultywowany duch narodowy: język, kultura, tożsamość i historia. W przekazywaniu tego ducha narodowego Prymas Tysiąclecia upatrywał zadań Kościoła – wskazuje Czaczkowska.

 

Wzór kapłaństwa

Prymas Tysiąclecia wielokrotnie zwracał się do kapłanów. Pozostawił po sobie liczne przemówienia i listy. Wśród nich „List do moich kapłanów”, który powstał w trakcie uwięzienia. Kardynał Wyszyński napisał w nim: „Skoro kapłaństwo, w którym uczestniczymy, rodzi się w momencie Wcielenia Syna Bożego, cały nasz związek z Matką Boga jest wszczepiony w człowieczeństwo Chrystusa ukształtowane w Maryi. Stąd i cześć nasza dla Maryi jest wkorzeniona w życie Chrystusa i z Niego czerpie swoje soki ożywcze”. Słowa te są jedynie potwierdzeniem mocnej więzi kardynała z Matką Bożą, ale są też jednocześnie wskazówką dla kapłanów, aby w Maryi upatrywali pomocy. Aby do Niej uciekali się i przez Nią kroczyli drogą powołania prosto do Chrystusa.

Prymas Wyszyński dla wszystkich osób duchownych może być wzorem przeżywania kapłaństwa, znoszenia jego trudu bez utraty zaufania Bogu i wiary w Niego. Kapłaństwa, którego celem jest prowadzenie do Chrystusa, nawet jeśli droga ta będzie pełna cierpienia.

– Pod koniec życia kardynał przyznał, że było ono drogą Wielkiego Piątku. Było to życie pełne ofiary i cierpienia. Owszem, był dostojnikiem otoczonym ludźmi, ale jego życie było samotne. Uczy, jak znosić wszystko dzięki pełnemu zanurzeniu w modlitwie. Prymas przede wszystkim był człowiekiem modlitwy. Mimo ogromu obowiązków, modlitwę stawiał w centrum. Tak też rozumiał sens pracy. Czynił tak, aby praca była modlitwą. W każdej życiowej sytuacji był zjednoczony z Bogiem, na co wskazywał chociażby ks. kard. Józef Glemp

– mówi Ewa Czaczkowska.

 

Kościół – wychowawca

Za czasów Prymasa Tysiąclecia w polskim Kościele mocno rozwinęły się duszpasterstwa młodzieżowe, męskie i żeńskie, a także poszczególnych grup zawodowych. Duszpasterstwa te były realizacją wizji Kościoła – wychowawcy. Miał on wspierać rodzinę w kształtowaniu młodych pokoleń. Nie chodziło wyłącznie o ewangelizację, czyli przekazywanie wiary i nauczanie religii. Prymas patrzył głębiej. Wśród misyjnych dróg Kościoła upatrywał także właśnie jego wychowawczą rolę. Ewa Czaczkowska dodaje, że ta rola miała być alternatywą dla ateistycznej szkoły, która nie tylko kształtowała bez Boga, ale modelowała nową wizję człowieka. – Była to wizja typowo sowiecka: młodzi ludzie wychowywani bez wiary i moralności chrześcijańskiej. Pozbawieni nauki historii Polski, szczególnie wszystkich zrywów niepodległościowych. Kardynał Wyszyński podkreślał wielokrotnie, że przekazywanie wiary musi odbywać się poprzez rodzinę i Kościół – podkreśla.

Prymas Wyszyński również w chrześcijańskiej wizji polskiej kultury upatrywał możliwości wychowawczych. O czym świadczy jego wsparcie dla środowiska artystycznego w naszym kraju. Upominał się u władz PRL o wolność dla twórców kultury chrześcijańskiej.

 

Rodzina rodzin

Kardynał Stefan Wyszyński często podkreślał znaczącą i niepodważalną rolę rodziny jako najmniejszej, ale podstawowej komórki społecznej. To w rodzinie upatrywał największą siłę narodu, który określał także „rodziną rodzin”. W homilii na uroczystość Świętej Rodziny z 1957 roku wskazał, że rodzina i naród nie są instytucjami, lecz organizmami żywymi, które mają własną dynamikę. Zdaniem prymasa zespolona rodzina była gwarantem przetrwania narodu, co wyraził we wspomnianym kazaniu słowami: „W cierpliwości, w ofierze życia rodzinnego, w poświęceniu, w usłużności, w oddaniu się wzajemnym uczcie się tych cnót społecznych, które są potrzebne dzisiaj, aby zachować pokój, zgodę, całość i bezpieczeństwo naszej ojczyzny”.

Wiele razy wskazywał, że Polsce potrzeba mocnej i zjednoczonej rodziny. – W swoim nauczaniu wielokrotnie przekazywał: jaka będzie rodzina, taki będzie naród. Jego wielką troską było to, aby rodziny w Polsce były trwałe i duże. Wskazywał na rolę rodziny w przekazywaniu życia, wiary, wartości, miłości do Boga, człowieka i ojczyzny – wyjaśnia Ewa Czaczkowska.

 

Rodzina Bogiem silna

Program dla rodzin zapisany jest w Jasnogórskich Ślubach Narodu. W nich odnaleźć można zadania, jakie kardynał Wyszyński stawiał przed rodzinami. Wśród nich należy wskazać: umacnianie wiary, strzeżenie obyczajów chrześcijańskich i ojczystych oraz wychowywanie młodego pokolenia w wierności Chrystusowi, obronę dzieci i młodzieży przed bezbożnictwem, zepsuciem oraz otoczenie czujną opieką rodzicielską.

Prymas Tysiąclecia zwracał uwagę na nierozerwalność małżeństwa. Ubolewał nad zbyt dużą ilością rozwodów i związków niesakramentalnych. Dlatego też w tekście Jasnogórskich Ślubów Narodu zapisano: „Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne”.

Napominał władze państwowe do poszanowania prawa rodzin, które są także bogactwem społeczeństwa. Kardynał wskazywał na konieczność ustanawiania takiego prawa, aby dawało ono możliwość rozwoju rodzinom i było zgodne z prawem naturalnym. Mówił o gwarancji, jaką musi dać państwo, do wychowywania dzieci. Podkreślał, że niezbywalnym i podstawowym prawem rodzin jest możliwość decydowania o kierunku kształcenia potomstwa. Jednocześnie wskazywał, że państwo ma obowiązek zagwarantowania rodzinom dobrego bytowania, czyli godnej płacy.

 

Godność

Istotnym elementem duszpasterskiej drogi kard. Wyszyńskiego było wskazywanie na istotne role ojców i matek, które pełnią w rodzinach. Wielokrotnie pochylał się nad obroną godności kobiety. W przemówieniu wygłoszonym w 1958 roku na Jasnej Górze przypomina, że kobieta do rodziny, do małżeństwa wnosi siebie. Zauważa, że rodziny potrzebują miłującego, kobiecego serca. We wspomnianym tekście mówi o godności wyrażanej m.in. w gestach, spojrzeniu, słownictwie, stylu ubierania się. Nie tylko wskazuje, jak kobiety powinny dbać o swoją godność, ale także zmusza do refleksji. „Zachowując się godnie, same będziecie miały prawo oczekiwać takiego zachowania od innych, będziecie miały prawo żądać go dla siebie” (Przemówienie do polskich dziewcząt, Jasna Góra, 1958).

Szczególny nacisk w swoim nauczaniu skierowanym do mężczyzn kładł na ich dojrzałość i odpowiedzialność zarówno za siebie, jak i za kobiety, rodziny. Odpowiedzialność, która przejawiała się nie tylko w dbałości o materialny byt rodzin, ale w obronie życia nienarodzonego, wspieraniu kobiet w wychowywaniu potomstwa i przekazywaniu mu wiary oraz wartości. Prymas podkreślał równą godność kobiety i mężczyzny oraz równorzędne miejsce kobiet i mężczyzn w społeczeństwie i Kościele.

Kardynał Wyszyński, jako troskliwy ojciec, potrafił napominać. W Jasnogórskich Ślubach Narodu wskazał na wady narodowe, wśród których wymienił: pijaństwo, rozwiązłość, lekkomyślność, lenistwo, marnotrawstwo. Zobowiązał nas, poprzez przyrzeczenie Matce Bożej, do zdobycia cnót wierności i sumienności, pracowitości, oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej.

– Polityka państwa umożliwiająca pijaństwo skutkowała osłabieniem ducha indywidualnego człowieka, co prowadziło do osłabienia całego narodu. Prymas upatrywał w tym ubezwłasnowolnienia duchowego, a przecież jego celem było ożywienie, odbudowa moralności chrześcijańskiej. Obrona rodziny była dla niego tożsama z obroną przed sowietyzacją

– mówi Ewa Czaczkowska.

 

Miłość i przebaczenie

Prymas Tysiąclecia był „ojcem”, który uczył miłości. Ujmował swoim stosunkiem do drugiego człowieka, nawet tego, od którego otrzymał tak wiele zła, przez którego był szykanowany. W tym przejawiała się też jego mądrość. W dziesięciu punktach „ABC Społecznej Krucjaty Miłości” zapisał drogowskazy do przyjmowania miłości, ofiarowania jej innym. To kompleksowe podsumowanie całego prymasowskiego nauczania o miłości. „Krucjata” ta wskazuje na konieczność przebaczenia, życzliwości w mowie i gestach, pomocy bliźnim. Ostatni z punktów „Krucjaty” brzmi: „Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół”. Nie kto inny, jak właśnie kardynał Wyszyński najdoskonalej pokazał, jak ten punkt wypełniać. Kiedy dowiedział się o śmierci Bolesława Bieruta, nie tylko odprawił w jego intencji Mszę Świętą, ale także obiecał, że będzie się za niego modlił. Podczas trzyletniego więzienia pozbawiony był wszelkich praw także jako obywatel Polski, a mimo to jego serce było wolne od nienawiści, złorzeczenia krzywdzicielom i prześladowcom. – W tym przejawiał się jego heroizm cnoty miłości wobec drugiego człowieka. Przez trzy lata uwięzienia robił rachunek sumienia z przewodniej chrześcijańskiej cnoty, czyli miłości wobec wrogów – wskazuje Ewa Czaczkowska. Chociaż komuniści za wszelką cenę starali się uprzykrzyć życie kardynałowi. Inwigilowali go, obrzucali oszczerstwami, aż w końcu uwięzili, a trzymając w niewoli, poniżali, np. przekazując otwarte paczki. „Listu od Ojca na święta nie otrzymałem, choć trudno mi to sobie wyobrazić, by paczka była wręczona bez listu. Ale tę chęć okazania mi swej przewagi wybaczam swoim opiekunom. Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził” – czytamy w „Zapiskach więziennych” z 24 grudnia 1953 roku. Ostatnie słowa zacytowanego tekstu są odzwierciedleniem pięknego i mądrego serca, które miał Prymas Tysiąclecia. 
    

Dziedzictwo

W miłość, której nauczał kardynał Wyszyński, wpisuje się także oddanie i umiłowanie ojczyzny. Patriotyzm wyniesiony z domu rodzinnego miał wpływ na postrzeganie Polski przez prymasa. Ten wielki mąż stanu wyznał, że kocha ojczyznę bardziej niż własne serce, a wszystko, co czynił dla Kościoła, czynił dla Polski. Pragnął ojczyzny wiernej Chrystusowi i Jego Matce, wolnej, solidarnej. Również sam pozostawał przez całe swoje życie wiernym Ewangelii i przez to ściśle związał się z narodem polskim.

Troska o Kościół, rodzinę, naród oraz ład społeczny i moralny były wyrazem tej prymasowskiej miłości. Bronił przy tym polskiej racji stanu. Rozumiał ją jako wspólnotę ludzi zjednoczonych przez wiarę, język, historię, kulturę. Racja stanu według prymasa Wyszyńskiego nie skupiała się na państwowości, instytucjonalności. Jedność w Kościele i społeczeństwie były dla niego cenne.

Nigdy nie zamierzał pełnić ról politycznych czy dyplomatycznych, o czym sam mówił podczas ingresu do katedry warszawskiej 6 lutego 1949 roku. Powiedział wówczas: „Nie jestem ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem, ani reformatorem. Jestem natomiast ojcem Waszym duchowym, pasterzem i biskupem dusz Waszych. Jestem apostołem Jezusa Chrystusa”. Wsłuchiwał się w głos narodu, nigdy go nie zdradził, dlatego odchodził jako wielki autorytet moralny, prawdziwy przywódca, określany mianem „niekoronowanego króla Polski”.

Życie i postawa kardynała Stefana Wyszyńskiego przepełnione są ogromem pracy, modlitwy, wierności i miłości. A jak uczył: „tylko czyste serce jest zdolne do prawdziwej miłości”. Beatyfikacja jest okazją do poznania Prymasa Tysiąclecia i odnalezienia w jego nauczaniu czegoś dla siebie, bo jest w nim światło dla każdego. Święty Jan Paweł II w Watykanie w 1983 roku nakreślił w „Orędziu do Polaków” wielkie zadanie, które do dziś pozostaje nam do wykonania: „oby Kościół i naród został mocny dziedzictwem kardynała Wyszyńskiego. Oby to dziedzictwo trwało w nas”.
 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura