15 lat temu zmarła Krystyna Feldman - aktorka filmowa, teatralna, słynna m.in z roli "Babki Kiepskiej"
Dwukrotnie została uhonorowana nagrodą Orła za drugoplanową rolę w filmie "To ja, złodziej" i pierwszoplanową w filmie "Mój Nikifor". Otrzymała też nagrodę za całokształt twórczości na festiwalu "Prowincjonalia 2001" we Wrześni.
Feldman, jak najbardziej uzdolnieni artyści, potrafiła odnaleźć się w różnych gatunkach, w rozmaitych rolach: od postaci męskich - malarza Nikifora Krynickiego po rolę babki Rozalii, teściowej Ferdynanda w serialu "Świat według Kiepskich", która przyniosła jej niebywałą popularność.
"Gdy Krauze ogłosił, że rolę Nikifora zagra kobieta, nikt nie widział w tym nic dziwnego. W końcu genialny prymitywista często mówił o sobie w rodzaju żeńskim. A poza tym miała to być Krystyna Feldman" - napisała Magdalena Łukaszewicz w "Newsweeku" (2004). Feldman przyznawała, że w przygotowaniu do tej roli bardzo pomogły jej rysunki artysty, artykuły i książki na jego temat. Film opowiada o ostatnich ośmiu latach życia Nikifora, artysty uważanego za jednego z najwybitniejszych malarzy naiwnych na świecie. "Poczułam, że go rozumiem, że chyba nawet byśmy się polubili. On miał pokrewną duszę" - mówiła aktorka.
Nikifor nie był pierwszą męską rolą w jej dorobku - wcześniej grała m.in. w teatrze Staszka w "Weselu" i Kaja w "Królowej Śniegu".
Ale przede wszystkim Krystyna Feldman była mistrzowską odtwórczynią znaczących epizodów - postaci ekscentrycznych, rodzajowych czy wręcz dziwacznych. Nigdy nie broniła się przed dosadnością swoich typów. Bardziej bowiem określały ją warunki zewnętrzne niż osobowość czy skala przeżyć. Jej kunszt aktorski i oryginalność sprawiały, że drugo- i trzecioplanowe role od początku przykuwały uwagę widzów.
"Epizod to projekcja postaci bardzo skondensowanej, zwięzłej, ale zawsze pełnej. Pełny, żywy człowiek, chociaż rola epizodyczna" - mówiła o swoich rolach Krystyna Feldman. "Epizod ani nie ogranicza aktora, ani w niczym mu nie ujmuje" - oceniała.
Z dystansem i poczuciem humoru potrafiła charakteryzować swoją twórczość: "Wiadomo, że jak jakaś wściekła dewotka, wścibska sąsiadka, straszna nauczycielka jest potrzebna, to pod ręką jest Krystyna Feldman. Teraz to się trochę zmieniło, bo zeszło na zwariowane staruszki albo dobre ciocie, babcie…" - opowiadała aktorka, która stworzyła rzeszę charakterystycznych, wzruszających, niezapomnianych postaci.
Krystyna Zofia Feldman urodziła się w rodzinie polsko-żydowskiej 1 marca 1916 roku we Lwowie. Można powiedzieć, że aktorstwo miała we krwi. Jej rodzicami byli artyści: matka śpiewaczka operowa Katarzyna Feldman i ojciec - aktor Ferdynand Feldman. Debiutowała na scenie lwowskiego Teatru Miejskiego jako siedemnastolatka. Kształciła się w prywatnym studiu aktorskim we Lwowie. W 1937 r. zdała egzamin końcowy w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie.
Wkrótce odbył się jej oficjalny debiut teatralny w Teatrze Miejskim we Lwowie. Przez pewien czas występowała też w Łucku. Po wybuchu II wojny światowej powróciła do Lwowa. W 1942 r. wstąpiła do Armii Krajowej - pełniła funkcję łączniczki. Po wkroczeniu do Lwowa Armii Czerwonej w 1944 r. teatr wznowił działalność. Feldman grała wówczas rolę Staszka w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego, wyreżyserowanym przez Aleksandra Bardiniego. Po wojnie występowała w wielu teatrach, m.in. w Łodzi, gdzie przez kilkanaście lat była aktorką i asystentem reżysera u Kazimierza Dejmka w Teatrze Nowym. Grywała również w teatrach Katowic, Szczecina, Opola, Krakowa, Nowej Huty, aż w końcu, od roku 1983 związała się z Teatrem Nowym w Poznaniu.
"Poznaliśmy się z Krysią w 1971 roku, wtedy skończyłem studia w Krakowie i przyszedłem do Szczecina do Państwowych Teatrów Dramatycznych, którymi kierował wówczas Józef Gruda - wówczas to był jeden z najlepszych teatrów, szalenie ciekawy. W tym samym roku przyszła tam Krysia" - wspominał w rozmowie z PAP (2019) aktor Andrzej Lajborek z Teatru Nowego w Poznaniu.
Feldman jeszcze w teatrze Grudy miała pokój gościnny, wisiał w nim duży portret marszałka Józefa Piłsudskiego. "To był prawdziwy ewenement, przypomnę, że był 1971 rok, krótko po wydarzeniach Grudnia '70. Zawsze na urodziny marszałka i jego imieniny paliła świece po obu stronach portretu. Pamiętam, że pewnego dnia przyszedł smutny pan, żeby zrobić w jej pokoju rewizję, ponieważ spodziewano się, że tam może być jakaś bibuła właśnie z Grudnia. Okazało się, że bibuły nie ma, ale ów człowiek przeszukał pokój, bardzo kulturalnie się przy tym zachowując. Na koniec usłyszał jednak pytanie Krysi: +proszę pana, ta świeca z witrażem po lewej stronie, ona chyba stała bardziej z przodu?+.+Bardzo panią przepraszam+ - odpowiedział smutny pan i poprawił świecę" - opowiadał Lajborek.
Aktorka Antonina Choroszy powiedziała PAP (2019), że Feldman była osobą, która wzbudzała w niej "wewnętrzny uśmiech". "Kiedy zaczęłam pracę w Teatrze Nowym w Poznaniu w 1991 roku byłam najmłodszą osobą w zespole, na czwartym roku studiów? Przydzielono mnie do garderoby numer 9., w której były cztery stanowiska, a jedno z nich należało właśnie do Krystyny Feldman. Takim zrządzeniem przez 16 lat byłam w jednej garderobie z panią Krystyną" - opowiadała Choroszy.
Jak mówiła, "obcowanie w jednej garderobie to jeszcze inne bycie w teatrze niż to na korytarzach, na scenie, na spotkaniach zespołu, bo tam jest przestrzeń wspólna, zarazem bardzo intymna, wytwarza się maleńka wspólnota".
Choroszy zdradziła, że z Krystyną Feldman łączyło ją miejsce pochodzenia. "Pani Krystyna pochodziła ze Lwowa, to było jej ukochane miasto, ona tęskniła za tymi ludźmi, za tym czasem, często opowiadała o swojej rodzinie. Mój tata był również lwowiakiem. Kiedy się o tym dowiedziała, powstała miedzy nami szczególna nić porozumienia. Jak tylko słyszała, że jadę to domu, mówiła, żebym przekazała pozdrowienia tacie. Albo mówiła: +serwus dla taty+. Później okazało się, że lwowiacy tak się pozdrawiali" - opowiadała.
"To była osoba stonowana, niezwykłej inteligencji, taka umarła klasa, gatunek osobowości i inteligencji przedwojennej" - zaznaczyła Choroszy. Jak mówiła, Feldman "nigdy nie spóźniała się, nie narzekała, była bardzo wyważona w reakcjach i opiniach, co nie znaczy, że nie była emocjonalna". Dodała, że była też "niezwykle dowcipna, skłonna do żartowania, ale i samokrytyczna".
Zdradziła, że Feldman "czasem, gdy siedziała w garderobie przed lustrem i przygotowywała się do spektaklu, patrzyła na w lustro i żartobliwie mówiła do siebie: +no i co, no i co, no i co ty tutaj, co tak patrzysz+". "Oczywiście to było pod kontrolą i z ogromnym żartem, nieraz dawała sobie klapsy po policzkach za coś, bo mówiła, że trzeba czasami siebie musztrować" - dodała Choroszy.
"To była aktorka starej daty, zawsze przygotowana, pierwszą rolę znała na pamięć" - wspominał Lajborek. Dodał, że Feldman dbała o dykcję również na co dzień. "Ona nie pozwalała sobie na zlekceważenie tego nawet wtedy, kiedy mówiła zupełnie prywatnie, a tak robią niektórzy aktorzy" - zaznaczył. Zapamiętał, że aktorka paliła nałogowo papierosy. "Ja nigdy nie paliłem, poza krótkim okresem na studiach, więc siedzenie z nią w jednym pomieszczeniu kończyło się uwędzeniem" - mówił.
Krystyna Feldman ma na swym koncie kilkanaście ról w spektaklach Teatru Telewizji, reżyserowanych m.in. przez Jerzego Antczaka, Andrzeja Barańskiego, Olgę Lipińską, Izabellę Cywińską.
Filmowym debiutem Feldman była niewielka rola w socrealistycznej "Celulozie" Jerzego Kawalerowicza (1953), ale dopiero lata osiemdziesiąte stały się dlań czasem znaczących ról filmowych - zagrała u Radosława Piwowarskiego w serialu "Jan Serce", w "Mgiełce", "Chłopakach", "Yesterday", "Pociągu do Hollywood".
Właśnie w filmie "Yesterday" (1984) Radosława Piwowarskiego zagrała starą ciotkę, wychowującą dorastającego, niesfornego siostrzeńca "Ringa", zafascynowanego muzyką Beatlesów. Sekwencje z Feldman stanowią majstersztyk aktorski. "W pozornej surowości zmęczonej życiem kobiety zawarła aktorka wiele ciepła i wyrozumiałej mądrości" - pisali krytycy filmowi.
Z kolei pamiętne role w filmach Andrzeja Barańskiego to postać agresywnej Magotki w "Nad rzeką, której nie ma", żebraczki Agaty w "Dwóch księżycach", służącej Józefiny w "Horrorze w Wesołych Bagniskach". W pamięci widzów zapewne też utkwiła rola w filmie "Głos z tamtego świata" Stanisława Różewicza - prostej kobiety bezgranicznie wierzącej w boskie objawienia i posłannictwo swej lokatorki, oszustki.
Krystyna Feldman zmarła 24 stycznia 2007 r. w swoim poznańskim mieszkaniu. Pochowano ją w Alei Zasłużonych na cmentarzu Miłostowskim. Zgodnie z życzeniem złożono ją do grobu w kostiumie z ostatniego spektaklu - monodramu "I to mi zostało" wyreżyserowanego przez Roberta Glińskiego. Powstał na podstawie opowieści biograficznej o Feldman pt. "Festiwal tysiąca i jednego epizodu" spisanej przez Tadeusza Żukowskiego.
W 2007 r. spadkobiercy Krystyny Feldman odkryli rękopis powieści jej autorstwa "Światła, które nie gasną". Książka ukazała się w setną rocznicę urodzin aktorki w marcu 2016 r. Jest to napisana piękną polszczyzną opowieść o teatrze od kulis. (PAP)
Tajemnicza śmierć prokuratora Hopa. Dlaczego autopsję wykonano dopiero po pięciu dniach?

Nie żyje były piłkarz i trener
Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów
Smutna wiadomość dla fanów seriali. Nie żyje aktorka z „The Crown”

Nie żyje legendarny mistrz olimpijski


