[TEMAT NUMERU] Paulina Puchała, przew. NSZZ „S” personelu latającego: „Mamy plan i strategię działania”

– W 2022 r. poszerzamy naszą działalność o LOT, dla którego pracuje ponad 500 pilotów i ok. 900 załóg pokładowych na samozatrudnieniu, oraz o personel lotniczy linii Ryanair, EnterAir, Wizz Air – mówi Paulina Puchała, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” Personelu Lotniczego i Naziemnego, w rozmowie z Mateuszem Kosińskim.
 [TEMAT NUMERU] Paulina Puchała, przew. NSZZ „S” personelu latającego: „Mamy plan i strategię działania”
/ fot. M. Żegliński

Jaką funkcję i od kiedy pełnisz w NSZZ „Solidarność”?

– Jestem przewodniczącą związku zawodowego NSZZ „Solidarność” Personelu Lotniczego i Naziemnego. Przejęłam tę funkcję w 2019 r., związek został założony w 2018 r. Nasza działalność zaczęła się w 2018 r. w Ryanairze, byłam stewardesą w tej firmie, zaczynałam karierę w Anglii, później kontynuowałam ją w Polsce.

Co Was skłoniło do założenia związku zawodowego?

– Impulsem do założenia związku była oczywiście chęć poprawy obecnych warunków pracy, pracowaliśmy wtedy na umowach o pracę w spółce irlandzkiej. Zostaliśmy zachęceni tym, co działo się na Zachodzie, gdzie w 2017 r. powstawały związki zawodowe załóg pokładowych i pilotów. W tym samym czasie w liniach lotniczych przeszła duża fala strajków. W rozmowach często padało, że warto walczyć o swoje i założyć związek zawodowy. Było to o tyle trudne, że na ten moment w Polsce w liniach lotniczych poza LOT-em nie było żadnych związków zawodowych, więc właściwie musieliśmy te struktury tworzyć od podstaw. Dla nas ważne było, żeby przynależeć do międzynarodowych struktur. Chcieliśmy się solidaryzować z kolegami z Ryanaira. Taką strukturą była ETF, czyli Europejska Federacja Pracowników Transportu. Tu, w Polsce, chcieliśmy należeć do struktury ogólnopolskiej. Mieliśmy jako koledzy do podjęcia decyzję, jaką strukturę wybrać, zainteresowały nas rozwiązania zaproponowane przez NSZZ „Solidarność” i chęć pomocy ze strony działaczy. Zdecydowaliśmy się więc na rejestrację we wrześniu 2018 r. jako NSZZ „Solidarność”.

Czy w momencie założenia związku dochodziły do Was sygnały, że właściciel jest niechętny związkom zawodowym?

– Temat związków był podnoszony, chociażby gdy rozmawialiśmy o warunkach pracy. Jednak przed 2017 r. ta kultura była silnie antyzwiązkowa, nie było możliwości zrzeszania się. W 2017 r. zaczęły powstawać związki zawodowe na Zachodzie, powstawały pierwsze próby dialogu, negocjacji z firmą. U nas nie było dużej obawy o reakcję ze strony pracodawcy. Sądziliśmy, że jeśli zaczęły powstawać związki za granicą w Ryanairze, to i u nas się uda. Oczywiście nasze początki były nieco pokątne, umawialiśmy się gdzieś na komunikatorach, natomiast swobodnie rozmawialiśmy o tym na pokładzie. Historia pokazała jednak, że niektóre nasze obawy były uzasadnione. Niestety nie udało się nam do dziś nawiązać dialogu z pracodawcą w Ryanairze – na Zachodzie to się udało, w Polsce zostaliśmy całkowicie zepchnięci na bok. Trzy dni po tym, jak założyliśmy związek, firma ogłosiła, że zamyka działalność w Polsce i tę działalność od stycznia 2019 r. przejmuje polska spółka Ryanair Sun. Pracowaliśmy na irlandzkich umowach o pracę, a w momencie przechodzenia pracowników z jednej spółki do drugiej musieliśmy przejść na samozatrudnienie.

Czy wszystkim pracownikom zaproponowano przejście do nowej spółki? Związkowcom też?

– Tak, bo wtedy firma nie wiedziała, ilu mieliśmy członków związku. Z 400 osób z załóg pokładowych 300 zapisało się do związku. Na dobrą sprawę firma nie miała wyboru, większość z nas była w związku zawodowym. Mamy jednak udokumentowane przypadki, że bardziej widocznym działaczom związkowym przeszkadzano, by podjęli pracę.

Jak?

– Kilku z naszych działaczy w pierwszej chwili odmówili samozatrudnienia, później się zdecydowali, ale otrzymali odpowiedź odmowną, mimo że nabór trwał i inne osoby skutecznie przechodziły na samozatrudnienie. Tym osobom powiedziano, że jest już „za późno”, co było nieprawdą.

Po przejściu pracowników na samozatrudnienie związek funkcjonował?

– W momencie przechodzenia pracowników z jednej firmy do drugiej zostały wprowadzone podziały między nami. Część chciała pozostać na umowach o pracę, część chciała przejść na samozatrudnienie, inni nie mieli wyboru. Firma dobrze to wykorzystywała. Wtedy nie działała jeszcze nowelizacja ustawy o związkach zawodowych, zezwalająca na zrzeszanie się osób samozatrudnionych, która miała zacząć działać od nowego roku, przez to wielu pracowników nie było pewnych, czy będą w ogóle mogli się zrzeszać. Pojawiały się naciski ze strony firmy, informacje przekazywane ze strony pracodawcy mówiły, że samozatrudnieni nie mogą się zrzeszać. Wtedy wiele osób zaczęło rezygnować, pod koniec roku było nas już zaledwie kilkudziesięciu. Struktura natomiast cały czas istniała, mieliśmy zaangażowanych działaczy.

Pracy, którą wtedy włożyliśmy, nie chcieliśmy zmarnować, szczególnie że robiliśmy to po coś – dla siebie, dla kolegów, nie po to, by po pół roku zrezygnować. Mimo trudnej sytuacji byliśmy zmobilizowani do kontynuowania pracy. Zdaliśmy sobie sprawę, że nasze działania były może zbyt spontaniczne, może zbyt chaotyczne, brakowało budowania relacji między pracownikami i strategii działania. Stwierdziliśmy, że musimy pewne rzeczy poprawić, chcemy kontynuować związek zawodowy, ale musimy się lepiej przygotować. W 2019 r. działaliśmy w obrębie personelu pokładowego, jednak szybko pandemia uwidoczniła, że jest też potrzeba zbudowania czegoś większego. Chcieliśmy się jako struktura rozwijać, żeby zrzeszały się również załogi z innych linii lotniczych, gdzie związków nie ma. Z czasem zainteresowali się tematem również piloci. Idea budowania większego branżowego związku, który będzie reprezentował pracowników linii lotniczych, rodziła się powoli. Teraz mamy 2022 r. i poszerzamy naszą działalność o LOT, dla którego pracuje ponad 500 pilotów i ok. 900 załóg pokładowych na samozatrudnieniu, oraz o personel lotniczy linii Ryanair, EnterAir, Wizz Air.

Czy cały czas pracujesz w Ryanairze?

– Nie. W 2018 r. nie przyjęłam samozatrudnienia, w tym momencie zderzyłam się ze ścianą. Nie mogłam kontynuować kariery w liniach lotniczych na umowę o pracę, chociaż uważam, że taką powinnam mieć. Ponieważ nastąpiło przejęcie zakładu pracy, powinny więc zostać zachowane te same warunki pracy. Jednak tej możliwości nie było. Mogliśmy kontynuować pracę, ale tylko na samozatrudnieniu. Miałam do końca roku nadzieję, że firma przemyśli sprawę, bo była spora grupa osób, w tym obcokrajowcy, którzy nie widzieli się w prowadzeniu własnej działalności w Polsce, nie znając specyfiki kraju, że te decyzje się zmienią. Tak się nie stało. W 2019 r. straciłam pracę, zostałam zwolniona dyscyplinarnie. Z tą decyzją się nie zgodziłam, dziś mam sprawę sądową przeciwko Ryanair Sun. Sprawa dotyczy ustalenia stosunku pracy i przywrócenia do pracy. Oprócz mnie kilka innych osób podjęło podobną decyzję, by dochodzić swoich praw w sądzie.

Dlaczego zdecydowaliście się na kanwie Ryanair Sun na rozszerzenie związku?

– W 2019 r. nie mogliśmy kontynuować pracy. Ale mogliśmy kontynuować działalność związkową i mieliśmy grupę zaangażowanych osób. Stwierdziłam, że nasze doświadczenie związkowe, moje doświadczenie w pracy jako stewardesy powodują, że powinnam pomóc kolegom i koleżankom i w pełni zaangażować się w działalność związkową.

Jakie są według Ciebie największe bolączki, z którymi przychodzą do Was nowi związkowcy?

– Tych bolączek jest bardzo dużo, a pandemia jeszcze je spotęgowała. Najbardziej uciążliwe jest przemęczenie wynikające z braku w załogach, z nieadekwatnego planowania grafików. Najjaskrawszym tego przykładem jest ostatnia sytuacja ze zmęczeniem personelu latającego w Wizz Air, na które firma reaguje skandalicznie poprzez namawianie zmęczonych załóg do wykonywania pracy. Ta sytuacja spotyka się z powszechną krytyką lotniczych związków zawodowych w Europie, bo nie trzeba nikogo przekonywać, że zmęczone załogi to ryzyko bezpieczeństwa lotów.

Braki załóg i przemęczenie jest aktualnie problemem we wszystkich liniach lotniczych, przekłada się to na niewystarczającą ilość wypoczynku niezbędnego do regeneracji. Ciągłe zmiany w grafikach, kasowanie zaplanowanych urlopów czy wzywanie do pracy w dni wolne nie jest rzadkością. Odebranie dnia wolnego to dodatkowe obciążenie fizyczne i psychiczne. A warto przypomnieć, że w dni wolne ludzie planują swoje sprawy prywatne, z których trzeba rezygnować. Trzeba pamiętać, że jesteśmy ludźmi posiadającymi rodziny, obowiązki.

Około 2000 załóg lotniczych w Polsce pracuje na podstawie samozatrudnienia w firmach LOT, Ryanair i EnterAir. Środowisko dyskutuje na temat minusów i plusów tej formy zatrudnienia. Niezależnie od opinii ten narzucony przez linie lotnicze system zmusza młodych ludzi, którzy pasjonują się pracą w lotnictwie do wyborów typu praca i zarobek a rodzicielstwo. Dlaczego musimy wybierać pomiędzy tymi ważnymi dla nas wartościami? Dlaczego musimy wybierać pomiędzy stawianiem się chorym do pracy, bo tylko latając, zarabiamy, a brakiem dochodu, gdy decydujemy się na leczenie? Dlaczego odmawia się nam możliwości wzięcia płatnego urlopu?

Jest też kwestia wynagrodzeń, które zostały obniżone w wyniku pandemii i które teraz przy odbiciu się rynku, olbrzymiej ilości pracy i inflacji nie rosną.

Doświadczenie już zebrane pozwoli na niepopełnienie błędów z 2018 r.?

– Jesteśmy lepiej przygotowani, minęły już ponad trzy lata. Poświęciliśmy je na budowanie relacji wśród załóg pokładowych, wśród pilotów. Z perspektywy organizacji struktury jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia. Mamy plan i strategię działania. Ściśle współpracujemy z Krajową Sekcją Pracowników Transportu Lotniczego i Obsługi Lotniskowej NSZZ „Solidarność” i ETF. Staliśmy się publiczni wobec pracodawcy, na początek wobec LOT. Mam nadzieję, że państwowa spółka podejdzie do tego w sposób konstruktywny, w końcu jest tu szereg problemów do rozwiązania wśród pilotów, wśród załóg. Chcielibyśmy nawiązać dialog, rozmawiać. Liczymy, że współpraca zarządu LOT-u z naszym związkiem stworzy standard dialogu społecznego, który potrzebny jest również w liniach Ryanair, EnterAir i Wizz Air. Nie widzę podstaw do tego, by było źle. Jesteśmy związkiem zawodowym, działamy na podstawie ustawy o związkach zawodowych – to nasze prawo, pracownicy mają wolność do tego, by się zrzeszać, to prawo powinno być respektowane. Nie widzę przyczyn, dla których mamy być źle potraktowani. Mam nadzieję, że będzie to przykładem dla innych linii lotniczych, jak zachować się wobec związku zawodowego.

 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe