Problemy z gazem Niemiec. „To w rzeczywistości gra o władzę”

Od środy Gazprom zmniejszył dostawy gazu do Niemiec przez położony na dnie Bałtyku Nord Stream 1 do ok. 20 proc. nominalnej zdolności przesyłowej gazociągu. Rosyjski koncern twierdzi, że musiał wyłączyć kolejną turbinę w głównej tłoczni gazociągu.
21 lipca Gazprom wznowił przesył przez NS1 po trwających 10 dni pracach konserwacyjnych, ale dostarczano tylko 40 proc. gazu. Koncern twierdzi, że ograniczenia w przesyle są spowodowane opóźnieniem w powrocie serwisowanej w Kanadzie turbiny. Władze tego kraju, pod naciskiem rządu w Berlinie, 17 lipca zdecydowały się wysłać turbinę do Niemiec. Urządzenie na razie nie trafiło jeszcze z powrotem do Rosji.
"Z naszego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, by turbina została przetransportowana do Rosji" - podkreśliła Hoffmann. Tak jak poprzednio, nie widzimy żadnych przyczyn technicznych ograniczenia w przesyle gazu, to co obserwujemy to w rzeczywistości "gra o władzę, ale nie pozwolimy, by to wywarło na nas wpływ" - dodała wicerzeczniczka niemieckiego rządu.
"Gaz jest teraz częścią polityki zagranicznej Rosji, możliwe, że jej strategii wojennej" - powiedział z kolei szef regulującej rynek energii i gazu Federalnej Agencji ds. Sieci, Klaus Mueller.
W środę gaz w holenderskim hubie TTF zdrożał w stosunku do wtorkowego zamknięcia o 10 proc., osiągając rekordowe poziomy ponad 220 euro za MWh.
Tagi
Pranie pieniędzy w Niemczech: miliardy euro i rosnące wyzwania

Polskie wojsko poderwało myśliwce. Zamknięte dwa lotniska

Zełenski: Niemcy pomagają nam bardziej niż Amerykanie

Lufthansa sparaliżowana. Potężne strajki i problemy dla dziesiątek tysięcy pasażerów

Węgry nie oderwą się od Rosji? Magyar: "Nie zmienimy geografii"
