[Tylko u nas] Prof. P. Tryjanowski: Podglądanie przyrody stało się modne

– Zmienia się nasz styl życia. W PRL podglądanie ptaków to było hobby dla dziwaków. W tej chwili wśród obserwatorów są lekarze, prawnicy, osoby duchowne, profesorowie różnych specjalności. Nowi „ptasiarze” chcą dołączać do tego grona m.in., ze względu na prestiż, bo to jest kulturowe ciągnięcie do góry. Pochwalić się zdjęciem rzadkiego ptaka to powód do dumy – mówi w rozmowie z Jakubem Pacanem prof. Piotr Tryjanowski, Kierownik Katedry Zoologi Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
 [Tylko u nas] Prof. P. Tryjanowski: Podglądanie przyrody stało się modne
/ fot: archiwum Piotra Tryjanowskiego

– Pandemia, wojna, inflacja, zmęczeni Polacy w niepewnych czasach coraz częściej szukają ukojenia w przyrodzie. Pan opisuje to naukowo.
– Dużo wody musiało upłynąć w Wiśle, żeby ludzie zaczęli kojarzyć kontekst przyrody z odpornością psychiczną i jakością pracy układu nerwowego. To, co dla naszych dziadków czy pradziadków było naturalne zostało wskutek industrializacji gdzieś po drodze zagubione. Przemysł i praca przy biurku to zupełnie inny rodzaj aktywności niż rolnictwo. Ludzie, żeby dobrze pracować w polu musieli znać rytm natury, tak zresztą powstała fenologia, nauka o zjawiskach sezonowości w przyrodzie. Mieszkańcy miast zamiast przyrody mieli, w najlepszym wypadku, filmy przyrodnicze. Po upadku PRL byliśmy zajęciem zarabianiem i doganianiem Zachodu. Nikt nie miał czasu na „bezczynne” przebywanie w naturze, na tracenie dla niej czasu. W czasie pandemii Covid-19 coś jednak pękło. Ludzie odkryli, że pandemia to nie tylko koszty materialne, upadające firmy, ale również obciążenie psychiczne. W trakcie pandemii i podczas lockdownów posypała się ludziom psychika i zaczęli masowo szukać ratunku m.in., w lesie, który daje poczucie wolności i bezpieczeństwa.

– Ja pamiętam zupełnie puste ulice w Warszawie i nieprzebrane tłumy w Lesie Kabackim.
– Nie tylko w podwarszawskich lasach można było spotkać podobne sceny. W pandemii ludzie poszli za intuicją i pojechali do lasu. Badania, które sam przeprowadzałem i te w literaturze światowej pokazują, że wystarczy już wyjść na balkon i zacząć obserwować ptaki, by psychika lepiej zaczęła funkcjonować. W Szwecji przeprowadzono ostatnio badania, z których wynika, że u osób przebywających minimum 75 minut w lesie tygodniowo w porównaniu do próby kontrolnej mają wszystkie parametry lepsze, tak somatyczne jak i psychiczne.

– W jaki sposób kąpiele leśne przywracają nam równowagę psychiczną?
– Samo wejście w zieleń wpływa już kojąco na ludzką psychikę, do tego możemy obserwować niezmienny rytm natury od tysięcy lat, rytuały przyrody trwające cyklicznie. Są i inne wyciszające elementy szum wiatru, kapiąca woda. Jednak moim ulubionym bodźcem są ptaki, wypatrywanie ich, podglądanie, nagrywanie.

– Poglądy Polaków wobec natury w ostatnich latach ewoluują, nawiązujemy głębszą więź z naszym dziedzictwem przyrodniczym?
– Może być to trend regionalny, ale również globalny, ponieważ smartfony mają narzędzie oznaczania, fotografowania i dzielenia się tym w sieci. Ludzie z kolei interesują się tym co widzą. Dopóki głos ptaka nic komuś nie mówi, to ten ptak nie ma dla niego nazwy, jednym uchem usłyszy, drugim wypuści. Gdy ktoś zapyta w mediach społecznościowych zapyta co to za ptak, co to za grzyb, roślina, wtedy zaczyna się tym interesować, po pewnym czasie zaczyna tych roślin czy zwierząt w lesie szukać i cieszyć się gdy je znajdzie. Coś, co potrafimy nazwać jest dla nas atrakcyjniejsze, wskazują na to badania psychologiczne. Teraz w mediach społecznościowych jest mnóstwo grup przyrodników amatorów to działa na pogłębienie, o którym Pan mówi. Nawet rynek to pokazuje, w ostatnich latach pojawiła się pokaźna literatura traktująca o przyrodzie, modnie jest nosić koszulki z nadrukami zwierząt. Z drugiej strony zdarza się, że ktoś pozna nazwę ptaka czy rośliny, sfotografuje, „odhaczy” i idzie dalej bez głębszego zrozumienia procesów zachodzących w przyrodzie. Opisaliśmy wspólnie z psychiatrą dr. Sławomirem Murawcem to w książce „Ornitologia terapeutyczna”. Dlatego pogłębianie więzi jest, owszem, ale ten proces się dopiero zaczyna. Poza tym za deklaracjami często nie idą czyny. Ochrona przyrody najlepiej wychodzi na podwórku sąsiada. Rezerwat przyrody wszędzie, tylko nie u mnie. Tak powtarzane opinie są niestety nagminne.

– Wakacje to najlepszy czas na edukację leśną młodych Polaków, systemowo jak to w Polsce wygląda?
– Najlepiej to stwierdzić przez porównanie do krajów obok. Osobiście wiem, jak to wygląda w Niemczech i Czechach. Nasi południowi sąsiedzi to naród hobbystów i trampów. Wystarczy popatrzeć na liczbę osób interesujących się poszczególnymi gatunkami zwierząt w Czechach w porównaniu do populacji kraju, by stwierdzić, że tych grup jest mnóstwo. U nas rozwiązań systemowych nie ma. Szkolne wycieczki do lasów czy parków nie załatwiają sprawy. Ba, nawet studenci biologii i ochrony środowiska w ramach badań laboratoryjnych nie zwiedzają w Polsce wszystkich parków narodowych. W najlepszym przypadku jest to jeden lub dwa najpopularniejsze parki. Czescy studenci kierunków przyrodniczych nie tylko znają wszystkie swoje parki narodowe, ale organizują objazdowe wycieczki do Polski, gdzie się ogląda siedem lub osiem parków narodowych. Oni nawet jeżdżą w tropiki w ramach zajęć dydaktycznych, by zobaczyć jak się chroni naturalne zasoby przyrodnicze w tamtejszych warunkach.

– Zaraz może pojawić się pytanie po co płacić za takie fanaberie.
– Nie ochronimy gatunków migracyjnych skupiając się tylko na miejscach lęgowych, jeśli nie zabezpieczymy im chronionych tras migracji lub miejsc zimowiska np. w Afryce, to pieniądze, które przeznaczamy tutaj na ochronę ptaków pójdą w błoto. W Wielkiej Brytanii, Francji czy Skandynawii już to rozumieją.

– Co by Pan polecił tym, którzy chcieliby zacząć przygodę z turystyką leśną?
– Uruchomić własną wolę. Nikt nikogo nie zmusi, by zaczął zachwycać się śpiewem ptaków czy leśnym bogactwem. Trzeba tego bakcyla samemu złapać, chociaż rzecz jasna drogę może podpowiedzieć nauczyciel, przyjaciel, lub nawet przeczytana książka. Nie wszyscy muszą znać przyrodę, ale fajnie by było, by wszyscy, którzy ją kochają i obserwują nie byli uważani za dziwaków.

– Postrzeganie miłośników przyrody zmieniło się chyba u nas na plus?
– Zdecydowanie, to stało się nawet modne. Zmienia się nasz styl życia. Gdy sto lat temu powstawał birdwatching, to był sport czy też hobby angielskich dżentelmenów, później powoli zaczęto to przenosić do innych krajów, ale nadal było to zajęcie uważane za ekstrawaganckie. W Polsce w okresie PRL było to hobby dla dziwaków. W tej chwili wśród obserwatorów ptaków są lekarze, prawnicy, osoby duchowne, profesorowie różnych specjalności, przedstawiciele najróżniejszych zawodów wcale niezwiązanych z ekologią. Nowi „ptasiarze” chcą dołączać do tego grona m.in., ze względu na prestiż, bo to jest kulturowe ciągnięcie do góry. Pochwalić się zdjęciem rzadkiego ptaka to powód do dumy.

– Co by Pan jeszcze polecił? Tropienie wilków, bushcraft, nagrywanie dźwięków niesłyszalnych dla ludzkiego ucha?
– Nagrywanie często towarzyszy obserwowaniu ptaków. Są też tacy, którzy nagrywają cały krajobraz dźwiękowy, szum wiatru, szum fal, a nawet beczenie owiec. To naprawdę bardzo dobrze działa na nasz układ nerwowy. Bardzo dobre jest zbieranie grzybów, gdzie najważniejsze jest nie tyle uzbieranie całego koszyka, ile obcowanie z lasem, uważność, zapach. Gdy się zbiera grzyby, zwłaszcza po deszczu nachylając się nad ściółką wdychamy specjalne bakterie produkujące białko – geosminę – pozytywnie wpływające na nasze samopoczucie. Z tropieniem bym uważał, do tego trzeba dużej wprawy i najlepiej, gdyby wcześniej doświadczony tropiciel pokazał, jak to robić bezpiecznie dla siebie i tropionych zwierząt.

– Miłośnicy dzikiego życia mają swoje kultowe miejsca, gdzie mogą nasycać się naturą, które Pan by polecił?
– Wszystkie parki narodowe, środowiska wodne typu jeziora, rzeki. Nie zapominałbym o regionalnych zasobach naturalnych, często nie wiemy jak bogaty jest świat przyrody w miejscach, w których żyjemy. Trzeba się w to wsłuchać, zacząć zauważać. Na początku to jest istotne. Później można wybierać miejsca bardziej wymagające. Niektóre miejsca obserwacyjne najlepiej odwiedzać w odpowiednich porach roku, gdy np. jest migracja ptaków czy ich okres lęgowy.

– Infrastruktura turystyczna jest w Polsce wystarczająca?
– Generalnie uważam, że tak, choć osoby niepełnosprawne na pewno mają z tym problem. Z drugiej strony gdy infrastruktura turystyczna jest za dobra, to oznacza więcej turystów, więcej stresu dla zwierząt i więcej śmieci w lesie. Poza tym prawdziwe hobby musi kosztować trochę wysiłku, by było lepiej docenione i sprawiało większą satysfakcję. – Ochrona przyrody stała się boiskiem różnych ideologii, co to oznacza dla samej przyrody? – To jest niestety dramat. Jeśli chcemy ochraniać przyrodę, bądź zarządzać nią, musimy zrozumieć drugą stronę, wszystko jedno gdzie ona w naszej głowie się lokuje, na prawicy, czy na lewicy. Ktoś kiedyś powiedział, że nie wygramy gry w szachy, gdy zasłonimy połowę pól. Nie da się ochronić tak skomplikowanych systemów naturalnych jakimi są ekosystemy poprzez ideologiczne wojny. To jest wręcz fizycznie to niemożliwe.

– A propos ochrony. Byłem ostatnio w Kampinosie, gdzie obsiadła mnie chmara komarów. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że w Warszawie w to lato nie widziałem ani jednego komara.
– To miał Pan szczęście, że tam je spotkał. Wyjaśnienie jest prozaiczne: susza. W tym roku mamy olbrzymią suszę, a komary potrzebują mułu, wilgotnej gleby, by móc się rozmnażać. Mnie mała ilość komarów martwi, a nie cieszy, bo stanowią one bazę pokarmową dla wielu płazów i ptaków. Jeden jerzyk potrafi zjeść dziennie do 20 tysięcy komarów. To także zapylacze niektórych roślin, ale i tez po prostu część ekosystemów i jestem pewien, że o wielu ważnych funkcjach komarów jeszcze nie wiemy. To poznawanie kolejnych funkcji spotykanych organizmów, stanowi zresztą o atrakcyjności nauk przyrodniczych.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe