[Tylko u nas] Prof. David Engels: Muszę Was ostrzec

– Francja i Niemcy, a właściwie prawie wszystkie kraje Europy Zachodniej są stracone na kolejne lata i dekady. Polityczna poprawność, wokeizm, kultura śmierci, masowe migracje, islamizacja, połączenie ultraliberalizmu z gospodarką planową, globalizacja, ideologia LGBTQ i gender oraz infiltracja społeczeństwa i państwa przez niewielką lewicowo-liberalną elitę – to wszystko nie daje nadziei na przyszłość – mówi w wywiadzie udzielonym Cezaremu Krysztopie prof. David Engels.
Prof. David Engels [Tylko u nas] Prof. David Engels: Muszę Was ostrzec
Prof. David Engels / zbiory prof. Davida Engelsa

Tutaj kupisz książkę prof. Davida Engelsa „Co robić? Jak żyć w obliczu upadku Europy

Zachwyciła mnie myśl Michela Houellebecqa na temat Pana książki „Kiedy czytałem „Co robić?”, przyszła mi do głowy dziwna, wręcz niestosowna myśl, że gdyby Nietzsche żył dziś, byłby może pierwszą osobą, która pragnęłaby odnowy katolicyzmu. O ile wówczas uparcie zwalczał chrześcijaństwo jako „religię słabych”, o tyle dziś uświadomiłby sobie, że na owej „religii słabych” opierała się cała siła Europy i że bez niej Europa jest zgubiona”. Podziela Pan tę opinię?

Jestem bardzo wdzięczny Michelowi Houellebecqowi, że jako pierwszy, nie licząc mojej rodziny, przeczytał „Co robić?”, a jego komentarz rzeczywiście trafia w sedno mojej książki. W ostatnich stuleciach jednym z głównych zadań dysydenta wydawało się być zwalczanie chrześcijaństwa, które w rzeczywistości coraz bardziej odrywało się od ideałów swoich początków, przede wszystkim od heroizmu średniowiecza, i coraz chętniej pławiło się w samozadowoleniu odchodząc przy tym od swoich zadań transcendentnych na rzecz przychylności kwestiom społecznym i politycznym. Dziś sytuacja jest zupełnie inna: wraz z znikaniem resztek chrześcijańskiej substancji, Europa stała się cywilizacją posthistoryczną, wręcz posthumanistyczną i staje się coraz bardziej oczywiste, że tylko poprzez zacięte trwanie przy naszej historycznej, przede wszystkim chrześcijańskiej tożsamości nasz kontynent można będzie uchronić przed całkowitym pogrążeniem się w katastrofie. A sytuacja polityczna, przynajmniej w Europie Zachodniej, wygląda tak źle, że obowiązek ten spada w całości na jednostkę, na pojedynczego człowieka. Moja książka opowiada właśnie o tym, jak każdy z nas może konkretnie zmienić swoje życie, nawet pomimo oporu całego naszego środowiska, aby pozostać wiernym kulturowym ideałom Europy i ocalić je w tych mrocznych czasach, które nieuchronne nadchodzą.

 

Moralna kompromitacja

W swojej książce odnosi się Pan do cywilizacyjnej degradacji obszarów francusko i niemieckojęzycznego. Książka została napisana przed wojną, ale obydwa obszary doświadczają w kontekście wojny moralnej kompromitacji. Czy te zjawiska mają wspólny mianownik?

Francja i Niemcy, a właściwie prawie wszystkie kraje Europy Zachodniej są stracone na kolejne lata i dekady. Polityczna poprawność, wokeizm, kultura śmierci, masowe migracje, islamizacja, połączenie ultraliberalizmu z gospodarką planową, globalizacja, ideologia LGBTQ i gender oraz infiltracja społeczeństwa i państwa przez niewielką lewicowo-liberalną elitę – to wszystko nie daje nadziei na przyszłość. Brak zainteresowania szerokich mas wojną na Ukrainie jest smutną konsekwencją dziesięcioleci zaniedbywania przez szkoły i media edukacji historycznej i kulturalnej na rzecz rzekomo „uniwersalnych wartości”. Tak więc narodom europejskim  bardziej niż kiedykolwiek wcześniej brakuje dziś solidarności, podczas gdy zwątpienie  nielicznych konserwatystów osiągnęło już taki stopień, że za swych sojuszników gotowi uważać oni wszystkich, którzy sprzeciwiają się marksistowskim wartościom kulturowym, reprezentowanym przez Bidena, Macrona i Scholza - a tym samym naiwnie stają po stronie Putina jako rzekomego „obrońcy“ konserwatywnego Zachodu…

Polska wydaje się być na nieco innym etapie tej destrukcji, a jednocześnie szybko „nadrabia straty”. Czy jednak nie za wcześnie na taki poradnik jak „Co robić” po polsku?

Właściwie to mam trochę obawy, czy polscy czytelnicy zrozumieją przeciwko jakiej rzeczywistości zwraca się ta moja książka. Pierwsza wersja została bowiem napisana po francusku dla publiczności francuskiej, która gdy chodzi rozkład cywilizacji jest o  jakieś 20 lat do przodu w stosunku do polskiej. Oczywiście, nawet jako zwykły gość tutaj w Polsce wyczuwam pewne przyspieszenie tego procesu, ale w porównaniu z Zachodem Polska wciąż pozostaje bastionem stabilności kulturowej, swoistą „wyspą błogosławionych”, która czyni życie moje i mojej rodziny co prawda niezwykle wygodnym, ale niesie również niebezpieczeństwo, że w odniesieniu do nadchodzących wydarzeń i kryzysów ludzie pozostaną nieco naiwni. Od lat pracuję, aby pobudzić moich czytelników i słuchaczy i ostrzec ich przed tym, co grozi  im u nas w Polsce, jeśli w oparciu o  anachroniczne przesłanki ów prawdziwy Zachód nadal będzie idealizowany jako model cywilizacji. Niestety dosyć często doświadczam tego, że moje ostrzeżenia spotykają się z niedowierzaniem, gdyż skala katastrofy z perspektywy bezpiecznej „polskiej prowincji” jest po prostu trudna do wyobrażenia.

 

Cywilizacyjne samobójstwo

Dlaczego Europejczycy zdecydowali się popełnić cywilizacyjne samobójstwo?

Pod tym względem jestem w pełni deterministą, a to ze względu na moje zainteresowania porównawczą filozofią historii: wszystkie cywilizacje przeżywają młodość, wiek dojrzały, starość i wreszcie śmierć, a Europa również zbliża się obecnie szybkimi krokami ku petryfikacji, która charakteryzowała wszystkie późne cywilizacje. Jeśli szukamy analogii do naszego obecnego statusu, powinniśmy spojrzeć na późną republikę rzymską, tak jak to przedstawiłem kilka lat temu w mojej książce „Na drodze do imperium” (która ukaże się w tym roku w poprawionym polskim tłumaczeniu, Poznań 2022): spadek liczby ludności, masowa migracja, upadek religii, kryzys zadłużenia, hedonizm, globalizacja, technokratyzacja, rozpad rodzin, terroryzm, populizm, wojny asymetryczne, polaryzacja społeczna: wszystko to nie jest niczym nowym i cechowało już I wiek p.n.e. prowadząc nieuchronnie do fazy niepokojów i wojen domowych, z których wyłoniła się kulturowa i polityczna stagnacja okresu cesarskiego, choć działo się to pod znakiem restauracji i konserwatyzmu.

Czy systemy polityczne krajów Europy Zachodniej można nadal nazywać demokracjami, w sytuacji gdy instytucje demokratyczne nie odzwierciedlają już woli i interesów narodów Europy?

Demokracja, przynajmniej w Europie Zachodniej, nie zasługuje już na to miano: jej instytucje w dużej mierze przetrwały, ale zostały całkowicie osłabione przez dwie siły. Przede wszystkim zastąpienie społeczeństwa burżuazyjnego, a tym samym warstwy średniej, przez coś, co nazwalibyśmy „socjalizmem miliarderów” - systemem, w którym z jednej strony mamy masy proletariackie uszczęśliwione przez gospodarkę planową, hedonizm, wołające „chleba i igrzysk”, podczas gdy po drugiej stronie mamy maleńką warstwę niezmiernie bogatych przedsiębiorców i finansistów, z których każdy dysponuje większą siłą i władzą niż niejedno państwo. Należy też wspomnieć o słynnym „marszu przez instytucje” sił lewicowo-liberalnych: po latach niestrudzonej pracy udało im się zdominować szkoły, uniwersytety, media, administrację i partie polityczne, skutecznie blokując potencjalnej konserwatywnej konkurencji wspinanie się na szczeblach kariery, w rezultacie czego w instytucjach demokratycznych pluralizm i różnorodność istnieją już tylko z nazwy, a za różnymi etykietami i grupami kryje się jedna i ta sama rzeczywistość ideologiczna.

 

Europejska apokalipsa

Pisze pan o „zbliżającym się momencie prawdy”. Jak będzie wyglądać ta europejska apokalipsa?

Nawiązałem powyżej do analogii między nadchodzącymi czasami a rzymskimi wojnami domowymi. Nie możemy dokładnie przewidzieć, co wywoła i rozwinie ten kryzys, ale wydaje się oczywiste, że wewnętrzny związek między starzeniem się społeczeństwa, zadłużeniem państw, inercją polityki zagranicznej, polaryzacją społeczną, nienawiścią do własnej kultury, deindustrializacją, społeczeństwami równoległymi stworzonymi przez migrantów, przestępczością, hedonizmem, transformacją energetyczną, rozpadem rodzin i solidarności społecznej, europejski masochizm, upadek edukacji i pozaeuropejskie resentymenty - wszystko to może doprowadzić jedynie do błędnego koła, którego za kilka lat nie da się już zatrzymać, a to, co pozostało z naszej cywilizacji, wystawione zostanie na gorzką próbę. Nadciągający od lat kryzys gospodarczy, delegitymizacja demokratyczna większości obecnych rządów, radykalizacja migrantów i wojna na Ukrainie są idealnymi czynnikami, które uruchomią tego rodzaju efekt domina.

Jednym z narzędzi miażdżenia europejskiej cywilizacji jest ideologia gender. Nie sądzi Pan jednak, że wobec brutalnego urealnienia postaw społecznych w obliczu wojny tę oderwaną od rzeczywistości i biologii ideologię, również może czekać kryzys?

Rzeczywiście, widzimy pewną zmianę w dyskursie w zachodnich mediach (oczywiście konsekwentnie krytykowaną przez skrajną lewicę). Widzimy, że ci sami politycy i dziennikarze, którzy ostatnio wspólnie prowadzili kampanię przeciwko rzekomej toksycznej męskości, nacjonalizmowi, militaryzmowi i kulturowej arogancji, teraz nagle wychwalają bohaterstwo, patriotyzm, gotowość wojskową i wolę przetrwania kulturowego Ukraińców, a także podkreślają, że uchodźcy ukraińscy to „tym razem naprawdę” kobiety i dzieci, podczas gdy mężczyźni bez lęku bronią swojej ojczyzny. Obawiam się jednak, że ta zmiana będzie krótkotrwała, przynajmniej w mediach i w polityce, bo gdy sytuacja polityczna uspokoi się i Ukraina w pełni przyłączy się do społeczności zachodnich, wzrośnie też presja na to, aby owe rzekomo „zachodnie wartości”, takie jak ideologia gender, wielokulturowość lub „critical race theory” wprowadzić na masową skalę także do społeczeństwa ukraińskiego. Pozostaje nadzieja, że Ukraińcy (podobnie jak Europejczycy) będą wówczas na tyle mądrzy, by widzieć kompletną absurdalność tej ideologii…

 

„Droga synodalna”

Czy odchodzący od doktryny niemiecki Kościół „drogi synodalnej” jest właściwą odpowiedzią na laicyzację zachodnich społeczeństw?

Niemiecka „droga synodalna” to nic innego jak odejście Kościoła od teologii i jego ideologiczna glajchszaltacja z programem politycznym lewicy i zielonych. Rezultatem byłby „politycznie poprawny” kościół państwowy, który na sposób pseudoreligijny kilka razy w roku celebrowałby polityczny konsensus elit i byłby w dużej mierze zdominowany przez laikat, podczas gdy „prawdziwy” Kościół zostałby zdyskredytowany jako „prawicowe skrzydło chrześcijaństwa” i prześladowany…

Czy któregoś dnia wobec nieuchronnego zderzenia kultur w Europie, będziemy w Polsce musieli przyjąć uchodźców z Niemiec, Francji, Holandii czy Belgii?

To może byłoby i dobrze: już teraz doświadczamy, że coraz więcej ludzi z Zachodu, którzy nie chcą dłużej tolerować nacisków politycznych i obawiają się nieuchronnego upadku, przenosi się do Polski i na Węgry – dobrym przykładem jest moja rodzina i ja, a także wielu naszych międzynarodowych przyjaciół, którzy już są w Warszawie. 

Dlaczego każe się Polakom współodczuwać winę za kolonializm, podczas gdy Polska nie była kolonizatorem, tylko była brutalnie kolonizowana przez agresywnych sąsiadów?

Zachód nie ma pojęcia o polskiej historii i kulturze: dla ogromnej większości Francuzów, a nawet Niemców, Polska jest kompletną terra incognita, kojarzona mniej więcej z takimi samymi asocjacjami jak Białoruś. Na tę „tabula rasa” zachodnie media i politycy – niestety często przy wsparciu polskiej opozycji – mogą więc rzutować praktycznie wszystko co w danej chwili jest politycznie stosowne, nie wywołując tym żadnych wątpliwości, a tym bardziej sprzeciwu w społeczeństwach…

 

"Z Polski wyjdzie iskra"

Święta Siostra Faustyna Kowalska zapisała w swoim Dzienniczku słowa, które mają być słowami Jezusa: „Z niej (Polski) wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”. Czy iskra z Polski ma szansę uratować Europę?

Mam taką nadzieję. Polska jest ostatnim bastionem starej i realnej Europy, choć historycznie bardzo ucierpiała, a pod silnym wpływem negatywnych wydarzeń na Zachodzie została także mocno podniszczona kulturowo. Wytrwać tak długo w obliczu potężnej presji Berlina, Brukseli czy Paryża graniczy i tak z cudem – jednak wymaga to znacznie więcej niż tylko wytrwania: Polska musi stać się latarnią morską dla udanej, kulturowo-patriotycznej i konserwatywnej polityki, musi być częścią ścisłego sojuszu z podobnymi partiami politycznymi, mediami i uczelniami w całej Europie i musi stać się centrum alternatywnego europejskiego projektu w przestrzeni Trójmorza. Wtedy – być może – nie pozwoli się wciągnąć w upadek Zachodu i stanie się kamieniem węgielnym nowej budowy Europy, co pokazałem w moich książkach „Renovatio Europae” (Poznań 2019) i „Europa Aeterna” ( Poznań 2022).
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe