„Od samego rana ludzie na rękach, na fragmentach jakichś desek wnosili rannych”. 52. rocznica „Czarnego Czwartku”

15 i 16 grudnia w Gdańsku zginęło od kul lub później zmarło w wyniku ran postrzałowych 8 osób. Liczba zabitych w Gdyni 17 grudnia to 18 młodych mężczyzn. Świadkami ich umierania byli niejednokrotnie lekarze, których rodzaje obrażeń (głównie klatki piersiowej i głowy) umacniały w przekonaniu, że strzelano po to, aby zabić.
"Grudniowe Anioły" / Krzysztof Brynecki

Życie tych, których udało się ocalić, naznaczone jest piętnem, z którym nie mogą się uporać do dziś.

Ich nie udało się uratować

‒ 17 grudnia od samego rana ludzie na rękach, na noszach, na fragmentach jakichś desek wnosili rannych – wspominała niemal po 40 latach od tamtej tragedii Alina Winiarska, wówczas lekarz przychodni stoczniowej i izby przyjęć Szpitala Miejskiego w Gdyni. – Wydawało mi się, że jeden z nich – z ogromną raną klatki piersiowej i masywnym krwotokiem ‒ to mój pacjent. Pochyliłam się, a on chwycił mnie za rękę: „O, doktor Wi…” ‒ zdołał wyszeptać. I umarł na tych noszach.

‒ Najbardziej emocjonalnie związałem się z 20-letnim pacjentem z postrzałem klatki piersiowej i uszkodzonym sercem. Natychmiast operowany, zaszyte serce. Nazywał się Zbigniew Wycichowski. Na drugi dzień dziękował mi i pytał: „Ja mam chore gardło, załatwi mi pan dobrego laryngologa, jak już będę w domu?”. Czyli on wierzył do końca, że będzie żył! I on, i ja mieliśmy dużo nadziei, ale niestety 11 stycznia zmarł – to wspomnienie nieżyjącego już doktora Macieja Okonka, starszego asystenta oddziału chirurgii ogólnej Szpitala Miejskiego w Gdyni.

Doktor Jan Nowoczyn, starszy asystent oddziału chirurgii ogólnej Szpitala PCK w Gdyni Redłowie, najbardziej przeżył śmierć Stanisława Sieradzana. – Dostał postrzał w klatkę piersiową, operował go wtedy doktor Kawecki, a ja przystąpiłem do transfuzji krwi. Niestety ten chłopak nam zginął – opowiadał. Ogromnie poruszony był też, gdy w prosektorium zobaczył zwłoki pokryte biało-czerwoną flagą i leżącym na niej krzyżem. To niesiony ulicą Świętojańską na drzwiach 18-letni Zbyszek Godlewski, znany z ballady o Janku Wiśniewskim.

Doktor A. Winiarska też w pewnym momencie znalazła się w prosektorium i zobaczyła 8 czy 9 osób leżących na noszach. Wszyscy dramatycznie skrwawieni. ‒ Ja nie rozpoznawałam twarzy, choć większość z nich to byli stoczniowcy, moi pacjenci. Jeden z nich w zaciśniętej dłoni trzymał taką zgrzebną teczkę. W niej 3 czy 4 ziemniaki ugotowane w łupinkach i dwie kromki chleba przełożone kaszanką. We mnie się coś wtedy załamało. Pomyślałam: Boże kochany, za co ten człowiek zginął, za ten chleb i kartofle, za to, że szedł do pracy?

Zaczęło się w Gdańsku

W Stoczni noszącej wówczas imię Lenina. 14 grudnia stoczniowcy najpierw wiecowali przed dyrekcją, a później wyszli na ulice w proteście przeciwko podwyżce cen i arogancji władzy. Szukali też poparcia wśród studentów. Byli tacy, którzy się nie przyłączyli, pamiętając swoje osamotnienie w marcu 1968 roku, ale i tacy, którzy uznali, że to wspólna sprawa. Należał do nich Roman Dambek, student Politechniki Gdańskiej. ‒ Byłem świadkiem, jak w poniedziałek 14 grudnia na dziedziniec podjechała grupa stoczniowców – relacjonował po latach. ‒ Nawoływali, żebyśmy razem protestowali. W tym momencie odzewu nie było, bo byliśmy na zajęciach. Ale padło hasło, żebyśmy byli gotowi na określoną godzinę. I ja byłem. W gronie kolegów doszedłem do Błędnika. I tam już było gorąco.

Drugiego dnia do protestu dołączyli pracownicy Stoczni Remontowej, Stoczni Północnej i portowcy. Zaczęły się też zdecydowane pacyfikacje demonstracji. Jedną z pierwszych ofiar był stoczniowiec Józef Zdonek. Został postrzelony w nogę i gdy upadł, najechał na niego transporter opancerzony. Odzyskał przytomność dopiero w szpitalu, już po amputacji nogi.
Gdynia pertraktowała z władzą…

… gdy Gdańsk twardo walczył na ulicach. Przedstawiciele Prezydium Miejskiej Rady Narodowej podpisali protokół przedstawiony przez delegację wielotysięcznego, niezwykle zdyscyplinowanego pochodu protestacyjnego. Władze zgodziły się, aby w Zakładowym Domu Kultury przy ul. Polskiej obradował komitet strajkowy utworzony przez przedstawicieli różnych zakładów pracy. Nieżyjący już Tadeusz Jaroszyński ze Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni podjął się zorganizowania junaków z Ochotniczych Hufców Pracy, takiej straży strajkujących, aby nie dochodziło do żadnych aktów wandalizmu. Kilku z nich miało rano podejść po niego do domu. Tymczasem nad ranem obudził go łomot do drzwi. – Myślałem, że to chłopaki z OHP przyszli wcześniej, a tu trzech milicjantów, trzech z Marynarki Wojennej. „Jest pan aresztowany” – wspominał. Zawieźli go do aresztu na Starowiejską, gdzie już byli inni zatrzymani, a później wszystkich ciężarowym samochodem do więzienia w Wejherowie.

Tymczasem robotnicy w Gdyni – zgodnie z wcześniejszą umową z władzą – czekali na odpowiedź na postulaty, po którą mieli się zgłosić 17 grudnia. Zamiast rozmów zaczęto strzelać do idących do pracy robotników. Jednym z pierwszych rannych był Marian Drabik. Po 40 latach tak to wspominał: „Pierwszy strzał był w rękę. Chwyciłem ją. To był taki ból, że padłem na kolana. Wtedy dostałem w głowę. Zrobiło mi się gorąco, chciałem uciekać, ale nie było gdzie. Ktoś mi pomógł i schowaliśmy się za filary wiaduktu. Odczekaliśmy kolejne nawałnice strzałów. Kiedy one umilkły, cofaliśmy się za kolejne filary w kierunku dworca. Byłem przytomny. Posadzono mnie obok kierowcy, przy którym siedziała już kobieta ranna w głowę. Z tyłu byli zabici. Dojechaliśmy do Szpitala Miejskiego w Gdyni. Z tego, co wiem, miałem śmierć kliniczną. Gdy się ocknąłem, był przy mnie doktor Patała, który mnie reanimował. Pocisk, który utkwił w kurtce, przechowuję jak najcenniejsza relikwię (obecnie znajduje się on w Muzeum Miasta Gdyni, podobnie jak i cała dokumentacja medyczna.)

Wśród udokumentowanych ofiar śmiertelnych nie było kobiet. A czasem tak niewiele brakowało. – Tuż przed salą operacyjną zobaczyłem na wózku kobietę. Zakrwawioną, ciężko ranną, bladą, bez tętna na tętnicy promieniowej – doktor M. Okonek ocenił, że była umierająca. – Natychmiast ją operowaliśmy. Było rozerwane płuco i rozerwana śledziona. Na szczęście udało się ją uratować.

Życie udało się też ocalić Elżbiecie Grott, która pracowała jako goniec i została postrzelona w szyję. – Byłam na wpół przytomna – wspominała. ‒ Wiem, że niosło mnie czterech mężczyzn i tylko słyszałam: Co oni zrobili, zabili panienkę…..

Nie tylko na stoczniowym pomoście

Strzelano też i brutalnie rozprawiano się z demonstrantami i przypadkowymi przechodniami na ulicach Gdyni, a w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej dla osób z łapanki urządzono katownię. Boleśnie przekonał się o tym Henryk Wiśniewski, 17-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych w Gdyni Orłowie, gdzie zajęcia zostały odwołane, więc wracał do domu. – Dostałem dwie kule: jedna przeszyła klatkę piersiową, druga lewą rękę – opowiadał. – Tłum ludzi zatrzymał samochód. Przywieziono mnie do Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie przeprowadzono szczęśliwą operację. Bo żyję, a byłem w strasznym stanie!

Innego ucznia, 16-letniego Andrzeja Olszewskiego, milicja nie wpuściła do Zawodowej Szkoły Marynarki Wojennej, znajdującej się na terenie stoczni. Wracając do domu na Grabówku – dosyć okrężną drogą, bo przecież tyle się wokół działo – doszedł do ulicy Śląskiej w pobliżu hotelu robotniczego. Znalazł się w ogniu walki: na demonstrantów nacierała milicja, a z helikoptera rzucano petardy. Z kolei z okien hotelu na milicjantów leciały różne przedmioty, a oni strzelali w okna. – Nie mieliśmy dokąd uciekać – wspominał. – Gdy kogoś dopadli, tłukli niesamowicie. Pamiętam, że zostałem skopany w różne części ciała i straciłem przytomność. Leżałem na jezdni, a potem podszedł do mnie jakiś pan, żeby sprawdzić, czy żyję. Skrwawieni dostaliśmy się jakoś do lasu, a stamtąd do domu.

Bolesną lekcję od władzy ludowej dostali młodzi ludzie w budynku Prezydium MRN. Po przejściu „ścieżki zdrowia” zapędzono ich do sali, gdzie byli dalej katowani. Jednego z nich doskonale zapamiętała doktor A. Winiarska: ‒ W godzinach wieczornych doktor Kunert przywiózł karetką chłopaka, który wyglądał jak śliwka. Obity, nieprzytomny, cały siny, krwawiący. On go wydobył z prezydium, bo rozpoznał syna naszej pielęgniarki z urologii. To był Wiesław Kasprzycki.

Doskonale zdali egzamin

Lekarze, choć sami byli zszokowani tym, co działo się wokół nich, stanęli na wysokości zadania. Ci ze Szpitala Miejskiego w Gdyni znajdowali się pod największą presją. – Na szczęście doktor Teleszyński miał za sobą praktykę wojenną, podobnie jak doktor Hryniewiecki, szef oddziału chirurgicznego, który także przeżył kampanię wrześniową i powstanie. Ci dwaj panowie z frontowym doświadczeniem potrafili uspokoić i porozstawiać ludzi w odpowiednich miejscach: selekcja, zespoły operacyjne itd. – oceniał Roman Okoniewski, zastępca ordynatora oddziału ortopedii Szpitala Miejskiego w Gdyni.

Z kolei (nieżyjący już) doktor Franciszek Patała, ortopeda ze Szpitala Miejskiego w Gdyni, zwracał uwagę na ogromny niepokój, jaki panował w szpitalu, zwłaszcza 17 grudnia: „Przez cały czas słychać było wybuchy, helikoptery latały, chorzy byli przerażeni, bo nie wiedzieli, co z nimi będzie. Część lżej rannych opatrywano na różnych oddziałach. Chodziło o to, żeby ich nie notować w tych głównych księgach. Mieliśmy tyko swoje listy i te się później przydały.

‒ To nam podpowiedział doktor Teleszyński – wyjaśniał R. Okoniewski. – Bolszewicy mają taką metodę, że ty go zapiszesz, później podasz jego nazwisko, żeby otrzymał jakieś odszkodowanie, a to wszystko będzie po to, żeby go zgładzić gdzieś w kącie.
Poczucie zagrożenia było powszechne. Zapamiętał to dobrze pobity wówczas Andrzej Olszewski, któremu pomocy udzielała w domu lekarka z przychodni Aleksandra Turbak: „Po zakończeniu wizyt domowych przychodziła do mnie przeważnie wieczorem. Gdy już urazy zostały wyleczone, zapisywała różne środki na uspokojenie”.

Wizyty te nie były oczywiście odnotowane w oficjalnej kartotece pacjenta. Nie wiadomo, ile było takich przypadków. Część z nich znalazła się w wykazie poszkodowanych o niedostatecznie zidentyfikowanej tożsamości. To 19 nazwisk, w tym 4 kobiety. Natomiast na podstawie wypisów ze szpitali w Gdańsku po latach sporządzono listę 107 osób poszkodowanych (wśród nich 4 kobiety), a ze szpitali w Gdyni 132 rannych (7 kobiet).

*Wszystkie wypowiedzi pochodzą z mojego filmu dokumentalnego „Grudzień 70. Pamięć poległych, pamięć żywych” zrealizowanego w Video Studio Gdańsk w 2009 roku.
 

Tekst pochodzi z 50. (1769) numeru „Tygodnika Solidarność”.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
USA reagują na zamach w Jerozolimie Wiadomości
USA reagują na zamach w Jerozolimie

W odpowiedzi na piątkowy atak we Wschodniej Jerozolimie, gdzie przed synagogą uzbrojony mężczyzna zabił siedem osób i postrzelił kilka kolejnych, nowojorska policja postanowiła zwiększyć patrole w całym mieście.

Będzie niebezpiecznie. IMGW wydał alert dla 13 województw Wiadomości
Będzie niebezpiecznie. IMGW wydał alert dla 13 województw

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegł w sobotę przed opadami marznącego deszczu lub mżawki powodującymi gołoledź . W niektórych miejscach alerty będą obowiązywać do godz. 14 w niedzielę.

Kolejna strzelanina w Kalifornii. Są ofiary śmiertelne Wiadomości
Kolejna strzelanina w Kalifornii. Są ofiary śmiertelne

Co najmniej trzy osoby zginęły wczesnym rankiem w sobotę, a cztery inne zostały ranne w strzelaninie w Kalifornii.

Wszystko zaczęło się, gdy mój ojciec zostawił nas... Trudne wyznanie Anny Lewandowskiej Wiadomości
"Wszystko zaczęło się, gdy mój ojciec zostawił nas..." Trudne wyznanie Anny Lewandowskiej

Anna Lewandowska udzieliła wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi "Mundo Deportivo". W rozmowie mówiła m.in. o bolesnych doświadczeniach z przeszłości i życiu w Barcelonie.

Czechy. Petr Pavel zwycięzcą wyścigu prezydenckiego Wiadomości
Czechy. Petr Pavel zwycięzcą wyścigu prezydenckiego

W drugiej turze wyborów prezydenckich w Czechach przekonująco wygrał emerytowany generał Petr Pavel; po przeliczeniu 98 proc. głosowało na niego 57,95 proc. wyborców, na Andrieja Babisza, 42,04 proc., informuje CTK.

Chwile grozy podczas urodzin. Włosy znanej prowadzącej Pytanie na śniadanie zaczęły płonąć [WIDEO] Wiadomości
Chwile grozy podczas urodzin. Włosy znanej prowadzącej "Pytanie na śniadanie" zaczęły płonąć [WIDEO]

Małgorzata Tomaszewska obchodzi dziś 34 urodziny. Prowadząca pytanie na śniadanie dodała na Instagramie poruszający filmik, na którym synek składa jej życzenia. Nagle doszło do groźnej sytuacji.

Nieoficjalnie: Oto nowy prezydent Czech Wiadomości
Nieoficjalnie: Oto nowy prezydent Czech

Po przeliczeniu głosów z ponad 85 procent obwodów wyborczych były dowódca czeskiej armii i były szef Komitetu Wojskowego NATO Petr Pavel otrzymał blisko 57 proc. głosów. Na byłego premiera Andreja Babisza, jednego z najbogatszych Czechów, padło 43 proc. głosów.

Są dokładne sumy. Tyle zarobili polscy tenisiści podczas Australian Open Wiadomości
Są dokładne sumy. Tyle zarobili polscy tenisiści podczas Australian Open

Z puli nagród 76,5 mln dolarów australijskich w Australian Open polskim tenisistom przypadło 1 860 650, czyli ok. 5,7 mln złotych. Nieco ponad połowa tej kwoty - 940 tys. dol. (2,9 mln zł) - trafiła do Magdy Linette, która w rywalizacji singlistek dotarła do półfinału.

Burza po wpisie dziennikarki TVP. Wydano oświadczenie Wiadomości
Burza po wpisie dziennikarki TVP. Wydano oświadczenie

„Spółka jest oburzona tweetem Magdaleny Wolińskiej-Riedi, w którym dziennikarka uznaje Polaków za rusofobów i germanofobów” – poinformowano w komunikacie Telewizji Polskiej.

Sensacyjne doniesienia z Pałacu Buckingham. Ta decyzja króla Karola III może rozpętać prawdziwą burzę Wiadomości
Sensacyjne doniesienia z Pałacu Buckingham. Ta decyzja króla Karola III może rozpętać prawdziwą burzę

Nie milkną liczne komentarze po premierze książki księcia Harry'ego. Na czołówki brytyjskich mediów, jak bumerang powraca głośny temat. Decyzja króla Karol III w tej sprawie może wstrząsnąć światowymi mediami.

Marsz
Godności
Emerytury
Stażowe