Renesans Solidarności

W okresie przeszło 40 lat działalności związek zawodowy Solidarność z różnym skutkiem próbował przeforsować swoje postulaty programowe. Po trudnym okresie lat 90., rozpadzie AWSu i załamaniu dialogu społecznego za czasów koalicji PO-PSL, w 2015 roku nastąpiło swego rodzaju odrodzenie Solidarności. W ciągu niespełna ośmiu lat, Związek odhaczył większość postulatów zawartych w uchwale programowej, a nawet dopisał do listy kolejne.
 Renesans Solidarności
/ fot. Tygodnik Solidarność

To On obudził w nas Solidarność 

Data 16 października 1978 roku i wybór na Stolicę Piotrową metropolity krakowskiego kardynała Karola Wojtyły to wydarzenie, które można określić mianem przełomowego. I to nie tylko z punktu widzenia historii Kościoła Katolickiego, gdyż po raz pierwszy od 455 lat Papieżem nie został Włoch, ale również z perspektywy narodów pozostających od kilku dekad za Żelazną Kurtyną.  

Nim upłynął rok, następca św. Piotra, Jan Paweł II udał się w swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. I choć wizyta Papieża budziła sprzeciw komunistów z jednej strony i nieskrywaną radość Polaków z drugiej, to konsekwencji tych kilku dni nie przewidziała żadna z nich. 

Ojciec Święty przybył do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Odmowa i niewpuszczenie Papieża Polaka nie wchodziło w grę, dlatego komuniści na najróżniejsze sposoby starali się zdeprecjonować spotkania Polaków z Janem Pawłem II. Setki tysięcy, a podczas Mszy Świętej na krakowskich Błoniach nawet półtora miliona wiernych, którzy przybyli, aby wspólnie modlić się z Papieżem, dostrzegło wówczas potencjał i siłę tkwiącą w narodzie.  

Wtedy Polacy “policzyli się”, a słowa św. Jana Pawła II wygłoszone podczas homilii w wigilię Zesłania Ducha Świętego na warszawskim Placu Zwycięstwa “obudziły w nas Solidarność”: “I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II Papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Amen”. 

Po upływie dekady, zawołanie Papieża Polaka zmaterializowało się w postaci Jesieni Narodów, a państwa Europy Środkowo-Wschodniej zniewolone do tej pory przez ZSRR, zaczęły odzyskiwać swoją suwerenność. “Imperium Zła”, które dzisiaj ponownie pokazuje swoje nieludzkie oblicze, rozpadło się pozostawiając skomplikowane problemy polityczne, gospodarcze i społeczne. 

Strajk, karnawał i więzienie 

Poddaństwo wobec sowieckich władz, urągające godności człowieka warunki życia, powszechna bieda, podwyżki cen żywności, tłumienie prawdy historycznej, wolności osobistej i nieposłuszeństwa wobec władzy – wszystko to mieszało się i buzowało w Polakach, co kilka lat eksplodując w postaci protestów z lat 1956, 1968, 1970, 1976. 

Przełomowe okazały się dopiero lata 80. i zawarte wówczas cztery porozumienia sierpniowe, które przedstawiciele władz PRL podpisali z komitetami strajkujących załóg: 30 sierpnia w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku, 3 września w Jastrzębiu-Zdroju i 11 września w Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej. 

Wydarzenia te poprzedziły masowe wystąpienia robotnicze. W Stoczni Gdańskiej strajk wybuchł 14 sierpnia po tym, jak kilka dni wcześniej dyscyplinarnie zwolniono z pracy, na pięć miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego, suwnicową Annę Walentynowicz. “To dla niej stanęła Stocznia Gdańska”, a przywrócenie do pracy “Matki Solidarności” wraz z Lechem Wałęsą i Andrzejem Kołodziejem stało się pierwszym postulatem strajkujących stoczniowców.  

Ryzyko opłaciło się, czego efektem było zrealizowanie pierwszego punktu z porozumień gdańskich i szczecińskich, mówiących o konieczności utworzenia niezależnych od władz, samorządnych związków zawodowych. W ten sposób, 31 sierpnia 1980 roku narodził się pierwszy za Żelazną Kurtyną, Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, który oficjalnie został utworzony 17 września, a następnie zarejestrowany 10 listopada.  

Od tego czasu nastąpił okres chwilowego odprężenia nazwany później Karnawałem Solidarności. Złagodzenie cenzury pozwoliło na wydanie pierwszego numeru Tygodnika Solidarność, a zakres swobód obywatelskich uległ poszerzeniu. Związek zawodowy stale rósł w siłę i jesienią 1980 roku Solidarności liczyła już 9,5 mln członków.  

Powiew wolności nie trwał jednak zbyt długo. 13 grudnia 1981 roku gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a 8 października 1982 roku Sejm PRL przyjął nową ustawę o związkach zawodowych i organizacjach rolników, która zdelegalizowała NSZZ “Solidarność”. Działacze opozycji i członkowie Związku byli masowo internowani, a w więzieniach nakłaniano ich do emigracji, by pozbyć się niepokornych obywateli.  

Ich rodziny szukały pocieszenia i siły w modlitwie, i znajdowali ją choćby w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Tam charyzmatyczny kapłan, dziś już błogosławiony, ksiądz Jerzy Popiełuszko odprawiał Msze za Ojczyznę, dając tysiącom wiernym nadzieję, umacniając ich w wierze i pragnieniu wolności. Każde nabożeństwo kończyło się odśpiewaniem pieśni “Boże coś Polskę”, która kończyła się słowami “Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie”. 

Okrągły stół i plan Balcerowicza 

Wolna Polska została zwrócona narodowi etapami i bez rozlewu krwi, co uznano za pewien sukces. Po strajkach z 1988 roku część opozycji zdecydowała się zasiąść do rozmów z komunistami przy Okrągłym Stole. Efektem była ponowna legalizacja NSZZ “Solidarność” i przeprowadzenie pierwszych częściowo wolnych wyborów do Sejmu i w pełni wolnych wyborów do Senatu, który przywrócono na mocy okrągłostołowych porozumień. Komitet Obywatelski “Solidarności” odniósł wówczas miażdżący sukces zdobywając 99 ze 100 mandatów w Izbie Wyższej i zakontraktowane 161 miejsc w Sejmie. 

We wrześniu 1989 roku powołany został nowy rząd na czele z premierem Tadeuszem Mazowieckim, w którym zasiadło 12 ministrów z Solidarności. Największym wyzwaniem dla rządzących był wówczas katastrofalny stan gospodarki objawiający się brakami w zaopatrzeniu i hiperinflacją, która w szczycie w lutym 1990 roku osiągnęła ponad 1180 procent. W przejściu do gospodarki rynkowej i zduszeniu inflacji miał pomóc plan Balcerowicza, ówczesnego wicepremiera i ministra finansów, który wszedł w życie 1 stycznia 1990 roku. Skutki tych reform pociągnęły jednak za sobą ogromne koszty społeczne, likwidacje wielu przedsiębiorstw państwowych i wzrost bezrobocia – z 6 proc. w 1990 do ponad 16 proc. w 1993 roku.  

Rząd Mazowieckiego przetrwał jedynie do listopada 1990 roku, a już w styczniu stanowisko premiera objął Jan Krzysztof Bielecki. O ocenę tego okresu zapytaliśmy Jacka Rybickiego, który w latach 90. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ “S”, a później posła AWS.  

– Godząc się na założenia planu Balcerowicza przyjęliśmy najbardziej radykalną z liberalnych metod prowadzenia polityki gospodarczej. Jego skutkami była wyprzedaż majątku państwowego, ograniczenie wzrostu płac i bezrobocie. Te reformy można było przeprowadzić inaczej, czego przykład dali nasi południowi sąsiedzi. W Czechach udało się wyjść z gospodarki komunistycznej, zdusić inflację, a bezrobocie nigdy nie przekroczyło tam 10 proc. i to bez planu Balcerowicza – ocenił Rybicki.  

Wyjaśnił przy tym, że wspominany przez niektórych komentatorów “parasol ochronny” nad reformami Balcerowicza ze strony Solidarności, był krótkotrwały i spowodowany “euforią” z odzyskania suwerenności.  

– Na samym początku, euforia po zwycięstwie nad komuną była bardzo silna, ale szybko okazało się, że na tych reformach gospodarczych traci najmocniej środowisko pracownicze, a najwięcej zyskują postkomuniści. Dlatego doszło wówczas do potężnej fali protestów. Co więcej, okazało się, że większość ludzi, która weszła do rządu Mazowieckiego z ramienia Solidarności, odcięła się od Związku i to był główny punkt konfliktu pomiędzy Mazowieckim a Wałęsą. Wspomniany parasol nad reformami Balcerowicza został szybko zwinięty, a najlepszym tego przykładem był fakt, że to Solidarność była inicjatorem wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej w maju 1993 roku. Niestety, władze przejęli potem postkomuniści i rządzili do czasu powstania AWSu – wyjaśniał Jacek Rybicki. 

Akcja Wyborcza Solidarność 

Po rządach postkomunistów z ludowcami, Solidarność postanowiła wejść do polityki jednocząc pod swoją egidę środowiska prawicowe. 

W czerwcu 1996 roku ugrupowania postsolidarnościowe, demokratyczne, chrześcijańskie i antykomunistyczne utworzyły Akcję Wyborczą Solidarność (AWS) w kontrze do ustępującej, odchylonej na lewo koalicji SLD-PSL. Na czele partii stanął przewodniczący Solidarności Marian Krzaklewski, natomiast na premiera wysunięto Jerzego Buzka. AWS rządziło w latach 1997-2001, z czego do czerwca 2000 r. w koalicji z Unią Wolności, później w formie rządu mniejszościowego. O ocenę tego okresu zapytaliśmy przewodniczącego wielkopolskiej Solidarności Jarosława Lange. 

– Solidarność zawsze była zatroskana tym, co dzieje się w Polsce. Gdy pojawiła się okazja, Związek podjął próbę utworzenia silnego bloku, który miał przeciwstawić się sprawującej wtedy władze koalicji SLD-PSL. To się nam udało, uzyskaliśmy mandat od społeczeństwa i utworzyliśmy rząd. Jak go oceniam? Swego czasu napisałem obronę tez wypowiedzianych przez znanego amerykańskiego pisarza Davida Osta, który pisał o “Klęsce solidarności”. Na potrzebę tej recenzji przeprowadziłem badania, z których wynika, że w okresie AWS najwięcej osób odeszło z naszego Związku. To był czas, który dał nam na kolejne dekady prostą odpowiedź na pytanie, czy Solidarność powinna bezpośrednio zanurzyć się w działania polityczne. Odpowiedź jest jasna: na pewno nie. Ten okres odbił nam się czkawką. Myślę, że dla Solidarności to nie był dobry czas i jako związek zawodowy nie powinniśmy angażować się w politykę. Nie można siedzieć na dwóch krzesłach – z jednej strony na krześle związkowca, a z drugiej na ławie poselskiej – tego nie da się pogodzić – skomentował przewodniczący Lange. 

Po klęsce Krzaklewskiego w wyborach prezydenckich w 2000 roku (otrzymał nieco ponad 15 proc. głosów zajmując 3 miejsce) i rozpadzie koalicji z UW, na gruzach AWS powstały dwie partie, które wkrótce zdominowały scenę polityczną – PiS i PO. 

Plaga bezrobocia 

Gdy w 2002 roku na fotelu przewodniczącego Solidarności zasiadł Janusz Śniadek, co piąty Polak pozostawał bez pracy. Dwa lata później Polska dołączyła do Unii Europejskiej, a po wyborach w 2005 roku polityczne rozdrobnienie utrudniało sformułowanie stabilnego rządu. 

– Pierwsza dekada XXI wieku postawiła przed Związkiem bardzo poważne problemy, do których należało choćby wysokie 20 proc. bezrobocie. Przy bardzo niskich zasiłkach dla bezrobotnych stawiało to ludzi tracących pracę w katastrofalnej sytuacji życiowej. Towarzyszyły temu niskie płace, bo w 2007 r. płaca minimalna wynosiła nieco ponad 900 zł, co stanowiło 30 proc. średniej krajowej. Ponadto, coraz więcej osób zatrudniano na umowach na czas określony. Solidarność starała się temu przeciwdziałać organizując protesty, ale także akcje promocyjne jak np. "Niskie płace barierą rozwoju" czy "Polska przyjazna pracownikom" promujące stałe zatrudnienie – powiedział nam Jacek Rybicki. 

– W 2005 r. przy poparciu Solidarności został wybrany na prezydenta Lech Kaczyński, który współpracował z nami aż do swojej śmierci. W tym samym roku rozpoczęliśmy negocjacje wielkiej Umowy Społecznej Gospodarka - Praca - Rodzina - Dialog przygotowanej przez PiS. Niestety, koalicja rządowa się rozpadła, a do władzy doszli liberałowie z PO.  Pojawił się też kryzys finansowy, na który Związek odpowiedział akcją "Solidarność na kryzys". To charakterystyczne, że rząd Tuska proponował wówczas jedynie politykę oszczędności i elastyczności rynku pracy. Zgoła inna była odpowiedź NSZZ Solidarność, który zaproponował m.in. tzw. częściowe bezrobocie. Polegało to na tym, że pracownik wykonywałby pracę przez 2 tygodnie, a przez kolejne 14 dni otrzymywałby postojowe sfinansowane z budżetu państwa. Podobny mechanizm zastosowano niedawno w czasie pandemii koronawirusa – zwrócił uwagę J. Rybicki, wówczas sekretarz Prezydium KK. 

Załamanie dialogu społecznego 

W latach 2007-2015, gdy władzę sprawowała koalicja PO-PSL linia dialogu ze związkami zawodowymi napinała się coraz bardziej i w końcu została zerwana. Dialog prowadzony w funkcjonującej od 1994 roku Komisji Trójstronnej załamał się, a Solidarność zdecydowała w 2013 roku o bojkocie tego gremium. Szefowie trzech central związkowych domagali się wówczas od premiera Tuska wycofania się z pomysłu nowelizacji Kodeksu pracy wydłużającego okres rozliczeniowy czasu pracy oraz dymisji ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza. W tym samym roku Solidarność i pozostałe centrale związkowe zorganizowały protest pod hasłem „Dość lekceważenia społeczeństwa”, w którym uczestniczyło blisko 200 tys. osób. Dwa lata później z inicjatywy “S” powołano Radę Dialogu Społecznego. 

Wyrazem lekceważenia nie tylko związkowców, ale samego społeczeństwa była przede wszystkim decyzja rządu Tuska o podniesieniu wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. 

Solidarność już od grudnia 2011 roku zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum w tej sprawie i ostatecznie zebrała ich około 3,5 mln. Ostatecznie rząd PO-PSL nie posłuchał Polaków i postawił na swoim, za co w kolejnych wyborach otrzymał od wyborców czerwoną kartkę.  

Renesans Solidarności 

Realizacja postulatów Solidarności znacznie przyspieszyła po wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Rząd Prawa i Sprawiedliwości w odróżnieniu od swoich poprzedników podjął dialog ze związkami zawodowymi i zgodnie z obietnicą przywrócił poprzedni wiek emerytalny w październiku 2017 roku. Ponadto pracownicy handlu zyskali wolne niedziele, a związkowcy ulgę podatkową z tytułu składek wpłaconych na związek zawodowy. Przełamano również monopol związkowy w służbach mundurowych, gdzie obecnie prężnie rozwija się NSZZ “Solidarność”. 

Związek doprowadził także do zlikwidowania syndromu pierwszej dniówki, wyłączenia z płacy minimalnej dodatku nocnego, stażowego i za pracę w warunkach szkodliwych. To jednak nie koniec. 

Czas żniw

Lato to czas żniw, nie tylko w rolnictwie, ale także w polityce, szczególnie w roku wyborczym. Wielokrotnie mówił o tym przewodniczący Solidarności Piotr Duda podkreślając, że czas wyborów to czas wypełnienia uchwały programowej i “przyciśnięcia do muru polityków, ugrania dla nas jak najwięcej. To pozytywne wykorzystywanie polityków do naszych celów”. Związek dał temu wyraz prowadząc od grudnia 2022 r. skuteczne negocjacje ze Zjednoczoną Prawicą. 

Ich efektem było podpisanie 7 czerwca 2023 r. porozumienia w Hucie Stalowa Wola przez premiera Morawieckiego i przewodniczącego “S” Piotra Dudę. Nie dotyczyło ono jednej wybranej branży czy konkretnego postulatu, ale w wielu punktach obejmowało wszystkich zatrudnionych. 

Osłaniana przez związkowców w drodze legislacyjnej umowa społeczna trafiła w końcu na biurko Prezydenta RP w formie “nowelizacji ustawy o emeryturach pomostowych i niektórych innych ustaw”. Dokument przypieczętowany 16 sierpnia podpisem prezydenta Andrzeja Dudy przywrócił wygasające emerytury pomostowe; wyłączył z płacy minimalnej ostatni już dodatek za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia, szczególnie uciążliwych lub niebezpiecznych; a poprzez zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego zagwarantował skuteczną ochronę osobom, których stosunek pracy podlega szczególnej ochronie.  

Pozostałe postulaty Związku, dotyczące nagród finansowych dla pracowników pomocy społecznej, nauczycieli, pracowników budżetówki i sądów, a także podniesienie odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, uwzględniono w podpisanych przez Głowę Państwa 4 sierpnia nowelizacjach ustawy okołobudżetowej i budżetowej na 2023 r. 

Niedawno po zbiegach Solidarności udało się także nakłonić rząd, aby w tegorocznym referendum zadać Polakom pytanie o wiek emerytalny. 

"I tak zwyciężymy” 

Niezależnie od koniunktury politycznej i przemijających trendów ideologicznych, związek zawodowy Solidarność od 1980 roku pozostał tym samym organizmem – niezależnym samorządnym związkiem zawodowym o demokratycznym ciele i chrześcijańskiej duszy. 

Solidarność nieprzerwanie prowadzi dialog społeczny w interesie polskich pracowników, przedstawia swoje postulaty, zasiada do stołu negocjacyjnego, a na końcu podpisuje porozumienie z władzą. Gdy rząd nie chce podjąć dialogu, ze strony związkowców słychać jedno hasło: “i tak zwyciężymy”. Solidarność bowiem nie porzuca swoich postulatów, lecz przepisuje je na kolejną kadencję, tak by w czasie, kiedy pojawi się okienko polityczne, ponownie zażądać od polityków ich realizacji. 

Tekst pochodzi z nr 35 (1805) „Tygodnika Solidarność”. 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Armand Duplantis pobił rekord świata w skoku o tyczce z ostatniej chwili
Armand Duplantis pobił rekord świata w skoku o tyczce

Szwed Armand Duplantis w pierwszym tegorocznym mityngu Diamentowej Ligi w Xiamen wynikiem 6,24 poprawił własny rekord świata w skoku o tyczce. Natalia Kaczmarek czasem 50,29 zajęła drugie miejsce w biegu na 400 m. Wygrała mistrzyni świata Marileidy Paulino z Dominikany - 50,08.

Brukselski totalitaryzm na wojnie z konserwatystami Wiadomości
Brukselski totalitaryzm na wojnie z konserwatystami

Brukselska policja przerwała konferencję europejskich środowisk konserwatywnych. Mieli na niej wystąpić m.in. premier Węgier Victor Orban, były kandydat na prezydenta Francji Eric Zemmour, były premier Polski Mateusz Morawiecki oraz kard. Gerhard Müller. „Skrajna prawica nie jest tu mile widziana” – oświadczył burmistrz dzielnicy Sainte-Josse-ten-Norde dodając, że chodzi o ochronę „bezpieczeństwa publicznego”.

Nowe informacje w sprawie tragicznej śmierci 15-latki z Bydgoszczy z ostatniej chwili
Nowe informacje w sprawie tragicznej śmierci 15-latki z Bydgoszczy

Do tragicznego zdarzenia na przystanku tramwajowym doszło w czwartek 18 kwietnia po godz. 15 na ul. Fordońskiej w Bydgoszczy. Sprawa ta od samego początku budziła mnóstwo pytań i wątpliwości.

Nagłe lądowanie polskiego samolotu. Nieoficjalnie: Na pokładzie osoby towarzyszące Andrzejowi Dudzie  z ostatniej chwili
Nagłe lądowanie polskiego samolotu. Nieoficjalnie: "Na pokładzie osoby towarzyszące Andrzejowi Dudzie"

Podczas lotu nad Atlantykiem jeden z pasażerów zasłabł, samolot lecący z Nowego Jorku do Warszawy miał dlatego nieplanowane lądowanie w Keflaviku na Islandii - poinformował PAP w sobotę rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski. TV Republika informuje, że na pokładzie tego samolotu jest część osób, które towarzyszyły prezydentowi Andrzejowi Dudzie w czasie jego wizyty w USA.

Legenda polskiej estrady w szpitalu. Konieczna była operacja z ostatniej chwili
Legenda polskiej estrady w szpitalu. Konieczna była operacja

79-letni piosenkarz estradowy, tancerz i satyryk Andrzej Rosiewicz trafił do szpitala. Okazuje się, że artysta musiał przejść pilną operację.

Nie żyje gwiazda Dzień Dobry TVN z ostatniej chwili
Nie żyje gwiazda "Dzień Dobry TVN"

Media obiegła smutna wiadomość. Nie żyje aktor znany m.in. z występów w "Dzień Dobry TVN" Norbert Bajan.

To pierwszy taki przypadek. Sukces ukraińskich sił z ostatniej chwili
"To pierwszy taki przypadek". Sukces ukraińskich sił

Po raz pierwszy rosyjski bombowiec strategiczny został zestrzelony przez ukraińską obronę powietrzną, a od początku wojny Rosja straciła już co najmniej 100 samolotów - przekazało w sobotę brytyjskie ministerstwo obrony.

Pogrzeb Damiana Sobola, polskiego wolontariusza zabitego przez Izraelczyków z ostatniej chwili
Pogrzeb Damiana Sobola, polskiego wolontariusza zabitego przez Izraelczyków

Ostatnie pożegnanie Damiana Sobola, który zginął w izraelskim ostrzale konwoju humanitarnego. Odczytano listy od najwyższych władz państwowych.

Tragiczny wypadek na Śląsku. Jest ofiara śmiertelna z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek na Śląsku. Jest ofiara śmiertelna

W Pyskowicach w pow. gliwickim doszło do tragicznego wypadku. Nie żyje jedna osoba.

Wrócili do Tańca z gwiazdami. Padły mocne słowa z ostatniej chwili
Wrócili do "Tańca z gwiazdami". Padły mocne słowa

Aktualna edycja "Tańca z gwiazdami" cieszy się dużą popularnością wśród widzów. Wiele emocji i kontrowersji wzbudzały ostatnio występy celebrytki Dagmary Kaźmierskiej. Jurorzy w przeciwieństwie do głosujących na nią fanów uważali, że gwiazda nie ma wysokich umiejętności tanecznych. Kaźmierska ostatecznie sama zrezygnowała z udziału w programie, a wszystko przez dokuczające jej problemy zdrowotne. W oficjalnym oświadczeniu przyznała ostatnio, że nie jest w stanie tańczyć, z bolącą nogą i pękniętym żebrem.

REKLAMA

Renesans Solidarności

W okresie przeszło 40 lat działalności związek zawodowy Solidarność z różnym skutkiem próbował przeforsować swoje postulaty programowe. Po trudnym okresie lat 90., rozpadzie AWSu i załamaniu dialogu społecznego za czasów koalicji PO-PSL, w 2015 roku nastąpiło swego rodzaju odrodzenie Solidarności. W ciągu niespełna ośmiu lat, Związek odhaczył większość postulatów zawartych w uchwale programowej, a nawet dopisał do listy kolejne.
 Renesans Solidarności
/ fot. Tygodnik Solidarność

To On obudził w nas Solidarność 

Data 16 października 1978 roku i wybór na Stolicę Piotrową metropolity krakowskiego kardynała Karola Wojtyły to wydarzenie, które można określić mianem przełomowego. I to nie tylko z punktu widzenia historii Kościoła Katolickiego, gdyż po raz pierwszy od 455 lat Papieżem nie został Włoch, ale również z perspektywy narodów pozostających od kilku dekad za Żelazną Kurtyną.  

Nim upłynął rok, następca św. Piotra, Jan Paweł II udał się w swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. I choć wizyta Papieża budziła sprzeciw komunistów z jednej strony i nieskrywaną radość Polaków z drugiej, to konsekwencji tych kilku dni nie przewidziała żadna z nich. 

Ojciec Święty przybył do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Odmowa i niewpuszczenie Papieża Polaka nie wchodziło w grę, dlatego komuniści na najróżniejsze sposoby starali się zdeprecjonować spotkania Polaków z Janem Pawłem II. Setki tysięcy, a podczas Mszy Świętej na krakowskich Błoniach nawet półtora miliona wiernych, którzy przybyli, aby wspólnie modlić się z Papieżem, dostrzegło wówczas potencjał i siłę tkwiącą w narodzie.  

Wtedy Polacy “policzyli się”, a słowa św. Jana Pawła II wygłoszone podczas homilii w wigilię Zesłania Ducha Świętego na warszawskim Placu Zwycięstwa “obudziły w nas Solidarność”: “I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II Papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Amen”. 

Po upływie dekady, zawołanie Papieża Polaka zmaterializowało się w postaci Jesieni Narodów, a państwa Europy Środkowo-Wschodniej zniewolone do tej pory przez ZSRR, zaczęły odzyskiwać swoją suwerenność. “Imperium Zła”, które dzisiaj ponownie pokazuje swoje nieludzkie oblicze, rozpadło się pozostawiając skomplikowane problemy polityczne, gospodarcze i społeczne. 

Strajk, karnawał i więzienie 

Poddaństwo wobec sowieckich władz, urągające godności człowieka warunki życia, powszechna bieda, podwyżki cen żywności, tłumienie prawdy historycznej, wolności osobistej i nieposłuszeństwa wobec władzy – wszystko to mieszało się i buzowało w Polakach, co kilka lat eksplodując w postaci protestów z lat 1956, 1968, 1970, 1976. 

Przełomowe okazały się dopiero lata 80. i zawarte wówczas cztery porozumienia sierpniowe, które przedstawiciele władz PRL podpisali z komitetami strajkujących załóg: 30 sierpnia w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku, 3 września w Jastrzębiu-Zdroju i 11 września w Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej. 

Wydarzenia te poprzedziły masowe wystąpienia robotnicze. W Stoczni Gdańskiej strajk wybuchł 14 sierpnia po tym, jak kilka dni wcześniej dyscyplinarnie zwolniono z pracy, na pięć miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego, suwnicową Annę Walentynowicz. “To dla niej stanęła Stocznia Gdańska”, a przywrócenie do pracy “Matki Solidarności” wraz z Lechem Wałęsą i Andrzejem Kołodziejem stało się pierwszym postulatem strajkujących stoczniowców.  

Ryzyko opłaciło się, czego efektem było zrealizowanie pierwszego punktu z porozumień gdańskich i szczecińskich, mówiących o konieczności utworzenia niezależnych od władz, samorządnych związków zawodowych. W ten sposób, 31 sierpnia 1980 roku narodził się pierwszy za Żelazną Kurtyną, Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, który oficjalnie został utworzony 17 września, a następnie zarejestrowany 10 listopada.  

Od tego czasu nastąpił okres chwilowego odprężenia nazwany później Karnawałem Solidarności. Złagodzenie cenzury pozwoliło na wydanie pierwszego numeru Tygodnika Solidarność, a zakres swobód obywatelskich uległ poszerzeniu. Związek zawodowy stale rósł w siłę i jesienią 1980 roku Solidarności liczyła już 9,5 mln członków.  

Powiew wolności nie trwał jednak zbyt długo. 13 grudnia 1981 roku gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a 8 października 1982 roku Sejm PRL przyjął nową ustawę o związkach zawodowych i organizacjach rolników, która zdelegalizowała NSZZ “Solidarność”. Działacze opozycji i członkowie Związku byli masowo internowani, a w więzieniach nakłaniano ich do emigracji, by pozbyć się niepokornych obywateli.  

Ich rodziny szukały pocieszenia i siły w modlitwie, i znajdowali ją choćby w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Tam charyzmatyczny kapłan, dziś już błogosławiony, ksiądz Jerzy Popiełuszko odprawiał Msze za Ojczyznę, dając tysiącom wiernym nadzieję, umacniając ich w wierze i pragnieniu wolności. Każde nabożeństwo kończyło się odśpiewaniem pieśni “Boże coś Polskę”, która kończyła się słowami “Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie”. 

Okrągły stół i plan Balcerowicza 

Wolna Polska została zwrócona narodowi etapami i bez rozlewu krwi, co uznano za pewien sukces. Po strajkach z 1988 roku część opozycji zdecydowała się zasiąść do rozmów z komunistami przy Okrągłym Stole. Efektem była ponowna legalizacja NSZZ “Solidarność” i przeprowadzenie pierwszych częściowo wolnych wyborów do Sejmu i w pełni wolnych wyborów do Senatu, który przywrócono na mocy okrągłostołowych porozumień. Komitet Obywatelski “Solidarności” odniósł wówczas miażdżący sukces zdobywając 99 ze 100 mandatów w Izbie Wyższej i zakontraktowane 161 miejsc w Sejmie. 

We wrześniu 1989 roku powołany został nowy rząd na czele z premierem Tadeuszem Mazowieckim, w którym zasiadło 12 ministrów z Solidarności. Największym wyzwaniem dla rządzących był wówczas katastrofalny stan gospodarki objawiający się brakami w zaopatrzeniu i hiperinflacją, która w szczycie w lutym 1990 roku osiągnęła ponad 1180 procent. W przejściu do gospodarki rynkowej i zduszeniu inflacji miał pomóc plan Balcerowicza, ówczesnego wicepremiera i ministra finansów, który wszedł w życie 1 stycznia 1990 roku. Skutki tych reform pociągnęły jednak za sobą ogromne koszty społeczne, likwidacje wielu przedsiębiorstw państwowych i wzrost bezrobocia – z 6 proc. w 1990 do ponad 16 proc. w 1993 roku.  

Rząd Mazowieckiego przetrwał jedynie do listopada 1990 roku, a już w styczniu stanowisko premiera objął Jan Krzysztof Bielecki. O ocenę tego okresu zapytaliśmy Jacka Rybickiego, który w latach 90. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ “S”, a później posła AWS.  

– Godząc się na założenia planu Balcerowicza przyjęliśmy najbardziej radykalną z liberalnych metod prowadzenia polityki gospodarczej. Jego skutkami była wyprzedaż majątku państwowego, ograniczenie wzrostu płac i bezrobocie. Te reformy można było przeprowadzić inaczej, czego przykład dali nasi południowi sąsiedzi. W Czechach udało się wyjść z gospodarki komunistycznej, zdusić inflację, a bezrobocie nigdy nie przekroczyło tam 10 proc. i to bez planu Balcerowicza – ocenił Rybicki.  

Wyjaśnił przy tym, że wspominany przez niektórych komentatorów “parasol ochronny” nad reformami Balcerowicza ze strony Solidarności, był krótkotrwały i spowodowany “euforią” z odzyskania suwerenności.  

– Na samym początku, euforia po zwycięstwie nad komuną była bardzo silna, ale szybko okazało się, że na tych reformach gospodarczych traci najmocniej środowisko pracownicze, a najwięcej zyskują postkomuniści. Dlatego doszło wówczas do potężnej fali protestów. Co więcej, okazało się, że większość ludzi, która weszła do rządu Mazowieckiego z ramienia Solidarności, odcięła się od Związku i to był główny punkt konfliktu pomiędzy Mazowieckim a Wałęsą. Wspomniany parasol nad reformami Balcerowicza został szybko zwinięty, a najlepszym tego przykładem był fakt, że to Solidarność była inicjatorem wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej w maju 1993 roku. Niestety, władze przejęli potem postkomuniści i rządzili do czasu powstania AWSu – wyjaśniał Jacek Rybicki. 

Akcja Wyborcza Solidarność 

Po rządach postkomunistów z ludowcami, Solidarność postanowiła wejść do polityki jednocząc pod swoją egidę środowiska prawicowe. 

W czerwcu 1996 roku ugrupowania postsolidarnościowe, demokratyczne, chrześcijańskie i antykomunistyczne utworzyły Akcję Wyborczą Solidarność (AWS) w kontrze do ustępującej, odchylonej na lewo koalicji SLD-PSL. Na czele partii stanął przewodniczący Solidarności Marian Krzaklewski, natomiast na premiera wysunięto Jerzego Buzka. AWS rządziło w latach 1997-2001, z czego do czerwca 2000 r. w koalicji z Unią Wolności, później w formie rządu mniejszościowego. O ocenę tego okresu zapytaliśmy przewodniczącego wielkopolskiej Solidarności Jarosława Lange. 

– Solidarność zawsze była zatroskana tym, co dzieje się w Polsce. Gdy pojawiła się okazja, Związek podjął próbę utworzenia silnego bloku, który miał przeciwstawić się sprawującej wtedy władze koalicji SLD-PSL. To się nam udało, uzyskaliśmy mandat od społeczeństwa i utworzyliśmy rząd. Jak go oceniam? Swego czasu napisałem obronę tez wypowiedzianych przez znanego amerykańskiego pisarza Davida Osta, który pisał o “Klęsce solidarności”. Na potrzebę tej recenzji przeprowadziłem badania, z których wynika, że w okresie AWS najwięcej osób odeszło z naszego Związku. To był czas, który dał nam na kolejne dekady prostą odpowiedź na pytanie, czy Solidarność powinna bezpośrednio zanurzyć się w działania polityczne. Odpowiedź jest jasna: na pewno nie. Ten okres odbił nam się czkawką. Myślę, że dla Solidarności to nie był dobry czas i jako związek zawodowy nie powinniśmy angażować się w politykę. Nie można siedzieć na dwóch krzesłach – z jednej strony na krześle związkowca, a z drugiej na ławie poselskiej – tego nie da się pogodzić – skomentował przewodniczący Lange. 

Po klęsce Krzaklewskiego w wyborach prezydenckich w 2000 roku (otrzymał nieco ponad 15 proc. głosów zajmując 3 miejsce) i rozpadzie koalicji z UW, na gruzach AWS powstały dwie partie, które wkrótce zdominowały scenę polityczną – PiS i PO. 

Plaga bezrobocia 

Gdy w 2002 roku na fotelu przewodniczącego Solidarności zasiadł Janusz Śniadek, co piąty Polak pozostawał bez pracy. Dwa lata później Polska dołączyła do Unii Europejskiej, a po wyborach w 2005 roku polityczne rozdrobnienie utrudniało sformułowanie stabilnego rządu. 

– Pierwsza dekada XXI wieku postawiła przed Związkiem bardzo poważne problemy, do których należało choćby wysokie 20 proc. bezrobocie. Przy bardzo niskich zasiłkach dla bezrobotnych stawiało to ludzi tracących pracę w katastrofalnej sytuacji życiowej. Towarzyszyły temu niskie płace, bo w 2007 r. płaca minimalna wynosiła nieco ponad 900 zł, co stanowiło 30 proc. średniej krajowej. Ponadto, coraz więcej osób zatrudniano na umowach na czas określony. Solidarność starała się temu przeciwdziałać organizując protesty, ale także akcje promocyjne jak np. "Niskie płace barierą rozwoju" czy "Polska przyjazna pracownikom" promujące stałe zatrudnienie – powiedział nam Jacek Rybicki. 

– W 2005 r. przy poparciu Solidarności został wybrany na prezydenta Lech Kaczyński, który współpracował z nami aż do swojej śmierci. W tym samym roku rozpoczęliśmy negocjacje wielkiej Umowy Społecznej Gospodarka - Praca - Rodzina - Dialog przygotowanej przez PiS. Niestety, koalicja rządowa się rozpadła, a do władzy doszli liberałowie z PO.  Pojawił się też kryzys finansowy, na który Związek odpowiedział akcją "Solidarność na kryzys". To charakterystyczne, że rząd Tuska proponował wówczas jedynie politykę oszczędności i elastyczności rynku pracy. Zgoła inna była odpowiedź NSZZ Solidarność, który zaproponował m.in. tzw. częściowe bezrobocie. Polegało to na tym, że pracownik wykonywałby pracę przez 2 tygodnie, a przez kolejne 14 dni otrzymywałby postojowe sfinansowane z budżetu państwa. Podobny mechanizm zastosowano niedawno w czasie pandemii koronawirusa – zwrócił uwagę J. Rybicki, wówczas sekretarz Prezydium KK. 

Załamanie dialogu społecznego 

W latach 2007-2015, gdy władzę sprawowała koalicja PO-PSL linia dialogu ze związkami zawodowymi napinała się coraz bardziej i w końcu została zerwana. Dialog prowadzony w funkcjonującej od 1994 roku Komisji Trójstronnej załamał się, a Solidarność zdecydowała w 2013 roku o bojkocie tego gremium. Szefowie trzech central związkowych domagali się wówczas od premiera Tuska wycofania się z pomysłu nowelizacji Kodeksu pracy wydłużającego okres rozliczeniowy czasu pracy oraz dymisji ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza. W tym samym roku Solidarność i pozostałe centrale związkowe zorganizowały protest pod hasłem „Dość lekceważenia społeczeństwa”, w którym uczestniczyło blisko 200 tys. osób. Dwa lata później z inicjatywy “S” powołano Radę Dialogu Społecznego. 

Wyrazem lekceważenia nie tylko związkowców, ale samego społeczeństwa była przede wszystkim decyzja rządu Tuska o podniesieniu wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. 

Solidarność już od grudnia 2011 roku zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum w tej sprawie i ostatecznie zebrała ich około 3,5 mln. Ostatecznie rząd PO-PSL nie posłuchał Polaków i postawił na swoim, za co w kolejnych wyborach otrzymał od wyborców czerwoną kartkę.  

Renesans Solidarności 

Realizacja postulatów Solidarności znacznie przyspieszyła po wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Rząd Prawa i Sprawiedliwości w odróżnieniu od swoich poprzedników podjął dialog ze związkami zawodowymi i zgodnie z obietnicą przywrócił poprzedni wiek emerytalny w październiku 2017 roku. Ponadto pracownicy handlu zyskali wolne niedziele, a związkowcy ulgę podatkową z tytułu składek wpłaconych na związek zawodowy. Przełamano również monopol związkowy w służbach mundurowych, gdzie obecnie prężnie rozwija się NSZZ “Solidarność”. 

Związek doprowadził także do zlikwidowania syndromu pierwszej dniówki, wyłączenia z płacy minimalnej dodatku nocnego, stażowego i za pracę w warunkach szkodliwych. To jednak nie koniec. 

Czas żniw

Lato to czas żniw, nie tylko w rolnictwie, ale także w polityce, szczególnie w roku wyborczym. Wielokrotnie mówił o tym przewodniczący Solidarności Piotr Duda podkreślając, że czas wyborów to czas wypełnienia uchwały programowej i “przyciśnięcia do muru polityków, ugrania dla nas jak najwięcej. To pozytywne wykorzystywanie polityków do naszych celów”. Związek dał temu wyraz prowadząc od grudnia 2022 r. skuteczne negocjacje ze Zjednoczoną Prawicą. 

Ich efektem było podpisanie 7 czerwca 2023 r. porozumienia w Hucie Stalowa Wola przez premiera Morawieckiego i przewodniczącego “S” Piotra Dudę. Nie dotyczyło ono jednej wybranej branży czy konkretnego postulatu, ale w wielu punktach obejmowało wszystkich zatrudnionych. 

Osłaniana przez związkowców w drodze legislacyjnej umowa społeczna trafiła w końcu na biurko Prezydenta RP w formie “nowelizacji ustawy o emeryturach pomostowych i niektórych innych ustaw”. Dokument przypieczętowany 16 sierpnia podpisem prezydenta Andrzeja Dudy przywrócił wygasające emerytury pomostowe; wyłączył z płacy minimalnej ostatni już dodatek za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia, szczególnie uciążliwych lub niebezpiecznych; a poprzez zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego zagwarantował skuteczną ochronę osobom, których stosunek pracy podlega szczególnej ochronie.  

Pozostałe postulaty Związku, dotyczące nagród finansowych dla pracowników pomocy społecznej, nauczycieli, pracowników budżetówki i sądów, a także podniesienie odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, uwzględniono w podpisanych przez Głowę Państwa 4 sierpnia nowelizacjach ustawy okołobudżetowej i budżetowej na 2023 r. 

Niedawno po zbiegach Solidarności udało się także nakłonić rząd, aby w tegorocznym referendum zadać Polakom pytanie o wiek emerytalny. 

"I tak zwyciężymy” 

Niezależnie od koniunktury politycznej i przemijających trendów ideologicznych, związek zawodowy Solidarność od 1980 roku pozostał tym samym organizmem – niezależnym samorządnym związkiem zawodowym o demokratycznym ciele i chrześcijańskiej duszy. 

Solidarność nieprzerwanie prowadzi dialog społeczny w interesie polskich pracowników, przedstawia swoje postulaty, zasiada do stołu negocjacyjnego, a na końcu podpisuje porozumienie z władzą. Gdy rząd nie chce podjąć dialogu, ze strony związkowców słychać jedno hasło: “i tak zwyciężymy”. Solidarność bowiem nie porzuca swoich postulatów, lecz przepisuje je na kolejną kadencję, tak by w czasie, kiedy pojawi się okienko polityczne, ponownie zażądać od polityków ich realizacji. 

Tekst pochodzi z nr 35 (1805) „Tygodnika Solidarność”. 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe