Deutsche Quelle: Przyszły kanclerz Niemiec mówi nie o "współpracy z Polską", tylko "z nowym polskim rządem"

W ubiegłym tygodniu niemiecka CDU na 36. zjeździe partii świętowała przyjęcie nowego programu i oficjalnie namaściła Ursulę von der Leyen na następną kadencję szefowania Komisji Europejskiej. Jedni komentatorzy mówią o ostatecznym odcięciu się CDU od dziedzictwa Angeli Merkel, inni o rzekomym kanclerskim już formacie lidera partii, Friedricha Merza, jeszcze inni o tym jak chadecy zgrzytają zębami idąc do wyborów z von der Leyen na sztandarach.
Friedrich Merz Deutsche Quelle: Przyszły kanclerz Niemiec mówi nie o
Friedrich Merz / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Olaf Kosinsky

W dniach 6-8 maja chadecy zebrali się w Berlinie na zjeździe zagrzewającym do boju przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Zjazd zainaugurowano ekumenicznym nabożeństwem w bazylice św. Jana, która jest siedzibą biskupią ordynariatu polowego Niemiec, a od 2004 r. siedzibą Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie. Co się tyczy samego przebiegu zjazdu, wybrano prezydium (bez niespodzianek), jednogłośnie zatwierdzono nowy program CDU, Friedrich Merz z właściwą sobie urzędniczą charyzmą wyjaśnił zgromadzonym, dlaczego CDU musi wygrać i jak rząd Olafa Scholza popsuł Niemcy przez ostatnie trzy lata. Żaden argument użyty przez Merza nie był obcy fanom niemieckich debat parlamentarnych, była obietnica przemodelowania zasad, na których wypłaca się tzw. zasiłek obywatelski (niem. Bürgergeld), zapowiedź poszanowania interesów wszystkich Niemców (Merz wspomniał m.in. rolników, pielęgniarki, żołnierzy zawodowych, policjantów, profesorów, przedsiębiorców, członków chórów, myśliwych, wolontariuszy), postulat przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, obniżenie podatków, zwolnienie od podatku wypracowanych nadgodzin, itd. Formułując pomysł na chadecką politykę europejską, Merz tak jak już kilka miesięcy temu na forum Bundestagu, podkreślił wagę współpracy z Francją i Polską „z nowym rządem” w ramach Trójkąta Weimarskiego. To zresztą interesujące, że w przypadku innych państw UE mówi się o państwach, zaś odnosząc się do Polski niemieccy liderzy polityczni (nie tylko Friedrich Merz) dodają element wskazujący na „nowy rząd”. Jest to pewna specyfika cechująca podejście niemieckich elit do Polski.

Przemówienie Friedricha Merza było okrągłe, eleganckie i monotonne. Jeżeli lider CDU w 2025 roku przejmie stery państwa niemieckiego przynajmniej obędzie się bez większego wstrząsu. Sposób komunikowania się Olafa Scholza i Friedricha Merza to dwie strony tego samego medalu. Tylko jeden jest przy władzy (choć nią ewidentnie znużony), a drugi ma ambicje wdrapać się na szczyt jesienią 2025 roku.

 

Ursula, chadeckie utrapienie

Ursula von der Leyen nie miała na zjeździe łatwo. Nie dość, że jest traktowana przez chadeków jako zło konieczne i ze swoją prozielonoładową gorliwością już nie do końca wpisuje się w nowy program przerażonych wpływem zielonej polityki na stan niemieckiej gospodarki kolegów, to jeszcze jej przemówienie przypadło na dzień po całonocnej zabawie w jednym z berlińskich hoteli. Tabloid „Bild” zrelacjonował tańce i śpiewy chadeków, pokazał zdjęcia polityków CDU wcielających się w DJ-a, Friedricha Merza tańczącego ze swoją małżonką Charlotte w takt Sinatry („New York, New York) i doniósł o okrzyku „Armin Laschet na kanclerza!” z jakim chadecy ruszali na parkiet. Przypomnijmy – Armin Laschet raczej nie ma szans na kanclerstwo, koledzy muszą go jednak darzyć szczególnym rodzajem sympatii.

I tak niewyspani chadecy po tanecznej nocy musieli wysłuchać Ursuli von der Leyen. Trudno sobie wyobrazić większe wyzwanie. Von der Leyen rozpoczynając powołała się na niejako przeznaczone jej od kołyski przywództwo europejskie [„urodziłam się w Brukseli i pierwsze 13 lat życia spędziłam w Brukseli”], zatrzymajmy się jednak przy wybranych pasażach tej mowy, która daje wgląd w stan umysłu nie tyle samej mówiącej, co wąskiej elity decydującej o sprawach unijnych. 

Von der Leyen wspominając lata swojego brukselskiego dzieciństwa powiedziała kilka słów o swoim ojcu, Ernscie C.J. Albrechcie, polityku CDU, w latach 1976-1990 premierze Dolnej Saksonii, który polityczne szlify zdobywał w rodzących się strukturach Europejskiej Struktury Gospodarczej. Von der Leyen przypomniała, że kiedy zakończyła się wojna, jej ojciec miał 15 lat. „Mój ociec był wtedy nastolatkiem, Europa leżała w gruzach, to my przynieśliśmy kontynentowi wojnę, wypędzenie, nienawiść i zniszczenie. Trzeba sobie wyobrazić sytuację tego piętnastoletniego chłopaka, wszelkie perspektywy i pewność zniknęły. To musiało być straszne. I wtedy wykiełkowała idea europejska. Europa nie podzieliła się na zwycięzców i pokonanych, nie wypędzono nas z europejskiego dworu. Mądre kobiety i mądrzy mężczyźni podali nam rękę i na nowo przyjęli Niemcy do grona wolnych i demokratycznych państw. Naturalnie jako dziecko tego nie rozumiałam, ale na placu zabaw i w szkole słyszałam francuski, włoski, holenderski, flamandzki i jakby wyczuwałam, że jest to coś szczególnego. A dziś wiem, że pokój w Europie jest czymś wyjątkowym, że demokracja nie jest w Europie oczywistością, że różnorodność w Europie jest jedyna w swoim rodzaju i tej Europy trzeba strzec”. 

Wniosek pierwszy: powojenny porządek w Europie wszystkim służył w równym stopniu, skoro „Europa nie podzieliła się na zwycięzców i przegranych”, do tego stopnia, że „mądre kobiety i mądrzy mężczyźni wyciągnęli dłoń do Niemiec”.  Instytucje unijne zapewne zatrudniają mądrych, zorientowanych w dziejach przed – i powojennej Europy ludzi, którzy mogliby dać lekcję historii pani przewodniczącej i wytłumaczyć jej na czym polegał tzw. powojenny porządek w Europie po 1945 roku i że wiele państw odczuwa jego skutki po dziś dzień. 

Wniosek drugi: w 1945 roku piętnastoletni chłopcy, w Warszawie, Krakowie, Łodzi, rówieśnicy ojca pani przewodniczącej również z przerażeniem patrzyli w przyszłość, ale będąc po „stronie zwycięzców” mogli zapomnieć o współkreowaniu unijnych zrębów. Trudno to pogodzić z logiką von der Leyen, ale może doszukiwanie się jakiejkolwiek logiki jest tu błędem.

Następnie von der Leyen stwierdziła, że Niemcy są dziś mocno zakotwiczone w Europie, ale proces europejskiej integracji nie byłby możliwy bez pojednania się z Francją i bez stanowczego przyznania się Niemiec do swojej historycznej odpowiedzialności względem Polski. Von der Leyen wspomniała, że w poniedziałek spotkała się z Emanuelem Macronem w Paryżu i wspólnie przyjęli tam prezydenta CHRL, XI Jinpinga, a we wtorek rozmawiała z Donaldem Tuskiem o Rosji i wyzwaniach dla bezpieczeństwa kontynentu. Oba te wydarzenia szefowa KE przedstawiła jako dowody partnerskich i równych relacji Niemiec z Warszawą i Paryżem i wyraz niemieckiego poszanowania interesów swoich sojuszników. Ciekawe, że mówiła to jako przedstawicielka Niemiec, a nie Brukseli, bo ponoć tam, na Czarodziejskiej Górze UE czas płynie inaczej i politycy stają się z automatu pannarodowi.  Ta zasada zdaje się jednak nie obowiązywać szefów KE. Tak czy inaczej, od rozmów z Paryżem i Warszawą, von der Leyen przeszła do poczucia odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej i przypomniała niesławną wypowiedź Alexandra Gaulanda, honorowego przewodniczącego AfD o „ptasim kleksie w historii Niemiec” wypowiedzianą w kontekście zbrodni III Rzeszy. „Kto tak mówi, jest nie tylko cyniczny, ale jest podpalaczem w naszym europejskim domu!” – zwołała von der Leyen. [Gauland w 2018 r. na kongresie młodzieżówki AfD w Turyngii stwierdził: „Tylko ten, kto przyznaje się do swojej historii ma moc kształtowania przyszłości. Tak, przyznajemy się do odpowiedzialności za te dwanaście lat, ale Hitler i naziści w obliczu tysiącletniej historii Niemiec to jedynie ptasi kleks”]. 

Ursula von der Leyen oburzyła się więc i wzdrygnęła na słowa niemieckiego polityka, ale na tym zakończyła. Nie zaproponowała (choćby i kurtuazyjnie) zadośćuczynienia Polsce za krzywdy doznane w czasach wojny. Temat reparacji jakby ucichł i bicie się w piersi za niemieckie zbrodnie nie jest już obarczone ryzykiem wystawienia rachunku przez Warszawę. Można więc zadać pytanie, czy bardziej cyniczny był Gauland otwarcie przyznając, że nie czuje się do niczego zobowiązany, czy von der Leyen i cywilizowana niemiecka chadecja (ale również Zieloni i SPD) do winy się przyznając, ale zamilczając kwestię logicznego w tym sensie aktu finansowego zadośćuczynienia.

Potem zrobiło się jakby ciekawiej, bo von der Leyen przeszła do bilansu strat, jakie Niemcy jako państwo poniosłyby na skutek hipotetycznego dexitu, czyli wyjścia Niemiec z Unii Europejskiej, co postulują najbardziej radykalne frakcje w AfD. Zabieg ten miał uderzyć w populistyczne i niedorzeczne z punktu widzenia niemieckich interesów żądania AfD, a przy okazji ukazały skalę korzyści Niemiec z racji przynależności do UE.

Von der Leyen wyliczała:

Ten, kto przymierza się do podpalenia europejskiego domu, przykłada siekierę do korzeni naszego dobrobytu. Żadne inne państwo UE nie korzysta więcej od Niemiec na wspólnym, europejskim rynku. Rynek ten co roku wzbogaca Niemcy o 130 mld euro. 55 proc. eksportu naszych średnich przedsiębiorstw, czyli ponad połowa nie idzie na zagranicę, ale na wspólny europejski rynek w Europie. A Afd mówi o dexicie. To przyjrzyjmy się bliżej, z czym by się ten dexit wiązał. Według kolońskiego Instytutu Badań nad Gospodarką, niemiecka gospodarka na wyjściu z UE straciłaby 10 proc. swojego potencjału, od 400 do 500 mld euro strat rocznie i 2,2 mln miejsc pracy. W tym sensie program wyborczy AfD to program na zniszczenie gospodarki

Od rozliczania AfD z programu, von der Leyen przeszła do tego jak wzmocnić unijną (i niemiecką) gospodarkę. Mniej przepisów, więcej zaufania do przedsiębiorców, mniej biurokracji i przyspieszenie procesów decyzyjnych – podkreśliła, znacząco zwracając się w stronę Friedricha Merza. Pochwaliła Saksonię i Saksonię-Anhalt za produkcję półprzewodników i chipów. Nadrenię – Północną Westfalię za pionierskie podejście do zielonego wodoru. Szlezwik-Holsztyn dostał pochwałę za farmy wiatrowe. Bawarii wystawiła laurkę za badania nad fuzję atomową i przewodnią rolę Bawarczyków w tej materii. Wyraziła zadowolenie z wyzwolenia się Niemiec z energetycznych sideł Putina i przejścia na czystsze źródła energii. Co do elektro mobilności stwierdziła: „Lubimy uczciwą konkurencję, ale nie lubimy, jak Chiny zalewają nas subwencjonowanymi autami elektrycznymi i musimy to zwalczać. Tak dla konkurencji, Nie dla dumpingu”. 

W temacie nielegalnej imigracji von der Leyen podkreśliła wagę unijnego paktu migracyjnego i zwróciła uwagę na to, że najwyższy czas by bardziej zdecydowanie przeciwstawić się przemytnikom ludzi. „To my, a nie przemytnicy, decydujemy kto może do nas przybyć” - stwierdziła von der Leyen przyznając jednocześnie, że polityka imigracyjna wymaga zmian by „agenci szerzący strach” (w domyśle: AfD) nie mogli tego tematu instrumentalizować dla własnych celów. 

Za lejtmotyw mowy von der Leyen można uznać poza widocznym naginaniem się do zaleceń Friedricha Merza [kto nominuje ten rządzi, a chadecja chce najpóźniej za rok dojść do władzy, stąd w przemówieniu von der Leyen zapowiedź złagodzenia biurokracji, nawiązanie do problemu imigracji i powściągliwe podejście do kwestii klimatycznych, które obeszła chwaląc landy na postępy na różnych polach] Alternatywę dla Niemiec. I duch AfD unosił się nad tym zjazdem cały czas. Do AfD odnosił się Merz i Söder, tak też uczyniła von der Leyen. Cała narracja sprowadzała się do tego, że chadecja jest lepszą alternatywą dla Niemiec niż AfD. I o ile jeszcze o rządzącej jeszcze koalicji pod przywództwem Olafa Scholza wyrażano się na zjeździe ostro, ale i z pewnym jednak poszanowaniem należnym konkurentowi politycznemu, to w przypadku AfD nie cofano się przed zarzucaniem agenturalności i zamiaru zniszczenia Niemiec i Europy. Zresztą po przemówieniu von der Leyen, Friedrich Merz wyszedł na podium i podziękował jej za jasny przekaz dotyczący AfD.

 

Markus Söder: Kiełbasa, genderowanie i zaostrzenie kursu imigracyjnego

W odróżnieniu od Friedricha Merza, Markus Söder może sobie pozwolić na pewną nonszalancję i luz. I robi z tego użytek. Kto śledzi karierę Södera, pamięta jego mało pochlebne przebieranki karnawałowe, polityk, który nie cofnął się nawet przed kostiumem Shreka jest zdolny do wszystkiego. I Söder właśnie taki jest. Kiedy wchodził 6 maja na salę, był witany niczym gwiazda rocka. Oczywiście sprzyjał mu fakt, że zebrani chadecy dopiero szykowali się na całonocną imprezę, a nie z niej wracali, ale on chyba byłby w stanie obudzić nawet najbardziej strudzonego imprezowicza. Söder zaczął od ochrony środowiska: 

Wszyscy jesteśmy za ochroną klimatu, zachowanie dzieła stworzenia wpisuje się w kanon konserwatywnych wartości, ale nie może być to czynione przeciwko gospodarce, przeciwko obywatelom. Przed kilkoma tygodniami federalny minister gospodarki o ósmej rano na konferencji prasowej pokazał na tabele i mówi: Świetnie! Niemcy w ubiegłym roku spełniły w końcu cele klimatyczne! Na zapytanie jakiegoś przytomnego dziennikarza, jak udało się to zrobić, okazało się, że dzięki temu, że mieliśmy…załamanie gospodarki. Jeżeli więc naszą strategią jest ostatecznie wdrożenie quasi Planu Morgenthaua, by wypełnić cele klimatyczne, ale utracić dobrobyt i tym samym narazić porządek demokratyczny [w państwie], to ja wysiadam

– mówił szef CSU. I kontynuował:

Drodzy przyjaciele, jesteśmy praktycznymi politykami, chcemy zarządzać naszą przyszłością a nie wracać do tego, co było wczoraj. Jesteśmy przeciw ideologom klimatycznym i tym, którzy przyklejają się do asfaltu, dlatego stawiamy na technologię zamiast na zakazy, na zachęty zamiast na cięcia. I jestem nawet zdumiony, bo w Niemczech się utyskuje, że nasi chińscy konkurenci mogą zalać nasz rynek swoimi autami, ale czy nie powinniśmy przypadkiem zadać sobie pytania, czy sami nie ponosimy za to częściowej odpowiedzialności? Zakazujemy pojazdów silnikowych, tniemy dopłaty do elektro mobilności, bo przecież właśnie to z dnia na dzień zrobił rząd federalny, a potem się dziwimy, że znikają miejsca pracy. Tak się nie da, musimy się kochani przyjaciele bardziej zatroszczyć o własną gospodarkę i własne cele

– sala szaleje, Söder mówi dalej: 

Z racji na nasze chrześcijańskie dziedzictwo jesteśmy za solidarnością i pomagamy w Europie jak tylko się da. Przykładowo: mieszkańcy Nadrenii – Północnej Westfalii i Bawarii przyjęli więcej uchodźców z Ukrainy niż Francja. Jednocześnie jednak czujemy, że nielegalna imigracja przerasta nas wszystkich. I to nie tylko z punktu widzenia logistyki, ale również demokracji. I niech nikt nie da się zmylić, nawet jeżeli nie ma o tym codziennie w mediach – liczby nadal wzrastają, a problemy logistyczne zostają. Europa jest wciąż spełnieniem marzenia o wolności, ale nasi obywatele oczekują też ochrony. Coś się dzięki Bogu ruszyło, ale to nie było łatwe, bo przecież Zieloni prawie wszystko blokowali. W ramach Konferencji Premierów Landów (MPK), z Borysem i Henrikiem [Söder ma na myśli Borisa Rheina, premiera Hesji z CDU i Henrika Wüsta, premiera Nadrenii – Północnej Westfalii, też z CDU] próbowaliśmy wejść z rządem federalnym w dyskusję o poszerzeniu listy krajów bezpiecznych [takich, do których można odsyłać imigrantów – AK], porozmawiać o usprawnieniu procedury wydalania z kraju, przecież całą batalię stoczyliśmy o  wprowadzenie karty płatniczej [ niem. Bezahlkarte, karta uprawniająca imigrantom do zakupów w sklepie, ale uniemożliwiająca przelewanie pieniędzy na konta zagraniczne] a ja i tak uważam, że to jest dopiero jeden, mały krok,  mamy jeszcze wiele do zrobienia by zmienić tzw. faktory przyciągające do Niemiec. I nie zmieniłem swojego zdania co do tego, że zasiłek obywatelski [wypłacany w Niemczech osobom bezrobotnym] jest błędem, ale błędem jest również pozwolenie na sytuację by ludzie, którzy nigdy nic nie wpłacili do kasy państwa, otrzymywali świadczenie, na które inni składali się latami. To musi się w końcu zmienić. Chcemy imigracji zarobkowej, ale nie chcemy imigracji do naszego systemu opieki socjalnej. I nie dajcie się zwieść, w tym temacie nie chodzi o tych, którzy mają dopiero przybyć, ale o zachowanie niektórych z tych, którzy żyją tu już od dawna. Nasi obywatele, mieszkańcy miast, porządni ludzie są jak nigdy wcześniej zaniepokojeni. Ludzie stawiają sobie pytanie, czy tak jak Niemcy np. pilnowali spokoju w Hindukuszu, teraz będą pilnować porządku na rynkach, w metrze itd. I powiedzcie moi drodzy, czy nie poczuliśmy się wszyscy dziwnie przyglądając się tej demonstracji [w Hamburgu], gdzie skandowano hasło „powołania kalifatu”? Drodzy przyjaciele, każdy ma prawo do swojej opinii, ale jak ktoś postuluje utworzenie kalifatu, to to nie ma nic wspólnego z wolnością religijną, to jest postulat ustanowienia zupełnie innego porządku społecznego. Jeżeli ktoś domaga się innego kraju, chce zmiany naszego prawodawstwa to oczywiście może sobie postulować takie zmiany, ale nie u nas moi drodzy! Taki człowiek powinien się przenieść tam, gdzie wolno mu to zrobić. I czasem słyszymy, że to „są przecież niemieccy obywatele, mają podwójne obywatelstwo” (…) a ja mówię: jeżeli ktoś ma podwójne obywatelstwo i żąda w Niemczech utworzenia kalifatu, temu powinno się to obywatelstwo cofnąć!

– po tych słowach aplauz był jeszcze głośniejszy.

Odnosząc się do polityki zagranicznej Zielonych, Söder skrytykował zbyt twardą jego zdaniem postawę Niemiec w rozmowach z innym państwami, co jego zdaniem nie ułatwia osiągnięcia zamierzonych celów tylko zniechęca. „Nie jesteśmy misjonarzami świata, nie jesteśmy organizacją pozarządową goniącą za maksymalnym profitem i kiedy widzę, jak przemianowuje się w budynku MSZ pokój Bismarcka, jak celowo zdejmuje się ze ścian krzyże, to myślę, że zamiast tego permanentnego tonu a’la Petra Kelly bardziej by nam się przydały Instytuty Goethego dla Niemiec.  I to by był właściwy krok ze strony Pani Baerbock et consortes” – podsumował polityk.

Szef CSU zakomunikował też, że nie wyobraża sobie przyszłego rządu jako koalicji chadeków z Zielonymi, zaznaczył, że zdaje sobie sprawę, że w CDU mogą być jednak inne głosy. Następnie podzielił się z obecnymi swoimi wrażeniami z konsumpcji wegańskiej kiełbasy. „Muszę się wam przyznać, że zjadłem wegańską kiełbasę i powiem wam jedno – nie róbcie tego”. Po czym zwracając się do sekretarza generalnego CDU, Carstena Linnemanna, zażartował: „Pewnie Carsten przygotował w tym roku dobre jedzenie, nie tak jak poprzednim razem, już wy wiecie co mam na myśli – stek z selera nie smakował nawet Ursuli von der Leyen”. Sala zaniosła się śmiechem. Söder kontynuował, tym razem na temat wokizmu (zanim doszedł do sedna poprosił by nie mylić wokizmu z wokiem) i języka niemieckiego. „Nasze dzieci uczą się coraz słabiej, znajomość języka niemieckiego kuleje, wszyscy dokładamy starań by to zmienić. Pytanie zatem, czy to właściwy moment by wprowadzać nowe zasady pisowni, kiedy nie zna się nawet starych. Czy wprowadzanie tej całej gwiazdkowej ideologii do języka w sferze publicznej [w Niemczech jednym ze sposobów na przystosowanie języka do wymogów genderyzmu jest wstawianie gwiazdek markujących płeć] ma sens? Zaznaczam – chodzi mi o sferę publiczną, prywatnie każdy może rozmawiać jak mu się podoba, jako CSU nikomu nic, ale czy to jest dobrze, gdy studentce lub studentowi wyższej uczelni odmawia się dopuszczenia do napisania pracy egzaminacyjnej, jeżeli nie dostosują się do narzuconych reguł językowych. Prywatnie niech każdy, kto chce używa języka genderowego, ale w szkole, na uniwersytecie, w urzędzie powinien panować zakaz genderowania językowego”. 

I tu Söder zatoczył koło wracając do tematu Europy.

A zatem – kontynuował – jesteśmy za Europą, za jej ulepszeniem, ale zwracamy się przeciwko tym, którzy tę Europę chcą zniszczyć -przeciwko AfD. Nie musimy się bać AfD, bo ona każdego dnia na nowo się obnaża, nawet pani Le Pen brzydzi się niemiecką AfD. Jestem pełen szacunku dla naszych kolegów, którzy w nowych landach [landach wschodnich] walczą teraz z AfD, a nie robią tego tylko dla siebie, ale i dla nas. (…) Mam nadzieję, że po jesiennych wyborach wszystkie trzy wschodnie landy [Brandenburgia, Turyngia, Saksonia] będą miały nowych, chadeckich premierów. Zawalczmy o to wspólnie

Söder przy okazji nawiązał do pojedynku telewizyjnego między Björnem Höcke z AfD w Turyngii a Mario Voigtem, szefem turyngeńskiej CDU. Pojedynek odbył się 12 kwietnia tego roku w telewizji dziennika „Die Welt”. Przypominając niektóre wypowiedzi kandydata AfD, Söder zadawał pytania i znacząco, jak wprawny aktor zawieszał głos:

Czego w ogóle chce ten Höcke? Zgonu Unii Europejskiej? I czym miałaby zostać niby zastąpiona? Nacjonalistycznymi konfliktami z przeszłości? Nienormalne dzieci mają nie chodzić do szkoły? Wyobrażając to sobie to wszystko aż mnie jakiś dreszcz przeszywa. Przyszłość Europy nie leży tu, tylko w Eurazji? Brzmi jak Lebensraum na wschodzie, prawda? Powiem wam jedno, te ostatnie, odrażające ataki na kandydatów w wyborach do PE, jakie widzieliśmy w Niemczech, nie mają racji bytu, demokraci mają w Niemczech prawo do wypowiedzi i nie wolno tego prawa naruszać! A państwo prawa musi w takich sytuacjach działać z pozycji siły i zdecydowanie. A Afd ma inny plan na Niemcy. Nie chce byśmy się integrowali w Europie tylko przyłączyli do Rosji, do mistrza Putina. I trudno o inne tłumaczenie jak tylko to, że niektórzy z AfD są z Rosji opłacani, a inni szpiegują dla Chin. Moi drodzy, prawdziwi patrioci nie klękają przed despotami. Jeżeli AfD twierdzi, że jest za ojczyzną, to ja mówię, że funkcjonariusze AfD zgromadzeni wokół Höckego są zdrajcami państwa. I dlatego drodzy członkowie AfD, lepiej ciepło się ubierzcie, bo wasz czas nie nadszedł. My mówimy TAK Unii Europejskiej, mówimy TAK Sojuszowi Północnoatlantyckiemu, mówimy TAK silnej Bundeswehrze i cieszę się na rezolucje przyjętą dziś przez was o powrocie do obowiązkowej służby wojskowej. Tak, ktoś może nam wypominać, że jeszcze niedawno mieliśmy inne zdanie, a ja mówię – w życiu jest tak, że jak zmienia się sytuacja, należy zmienić podejście. A sytuacja jest taka, że przywrócenie poboru jest konieczne, dla wzmocnienia Bundeswehry, ale i po to by młodym ludziom dać możliwość zbudowania silniejszej więzi z demokratycznym państwem prawa, a w tym służba w Bundeswehrze może tylko pomóc

Premier Bawarii odnosząc się pośrednio do kwestii czerwonej linii dla zawierania sojuszy, wyraził otwarcie, że tak jak nie wyobraża sobie sojuszu z AfD, tak i nie widzi dla niego miejsca w konstelacji z Linke. „Przecież nie może być sojuszu ze starymi komunistami!” – zawołał Söder. Po czym przeszedł do kondycji Niemiec. „W tych wyborach chodzi o Europę, ale i o Niemcy, a Niemcy – powiedzmy szczerze - jeszcze nigdy nie były tak słabe jak dziś. Rząd tylko alarmuje, że mamy kolejny kryzys, kryzys za kryzysem, tylko dlaczego inni lepiej z tych kryzysów wychodzą niż my? To trzeba sobie powiedzieć, po tym miażdżącym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie budżetu [na skutek decyzji Karlsruhe rząd Olafa Scholza musiał poczynić liczne oszczędności w projekcie budżetu na 2024 r.] była wspólna konferencja Olafa Scholza i Georgii Meloni i ktoś zadał Meloni pytanie czy w obliczu ostatnich wydarzeń Niemcy są jeszcze wiarygodnym partnerem finansowym. To trzeba sobie wyobrazić, włoska pani premier jest pytana o wiarygodność Niemiec. To coś nowego. I sytuacja się stale pogarsza. Niemiecki minister gospodarki mówi przed kamerami, że sytuacja jest dobra, tylko dane kiepskie. Coś takiego słyszymy zazwyczaj tylko od trenera FC Nürnberg. (…) Musimy zmienić fundamenty. Filozofia tego rządu polega na tym by narobić dużych długów i z długów finansować duże subwencje pewnych przedsiębiorstw, które z kolei mają nakręcić całą gospodarkę. To bzdura z ekonomicznego punktu widzenia. Możemy różnie oceniać Gerharda Schrödera, ale w jego Agendzie 2010 było na odwrót, wtedy niskimi podatkami, niskimi cenami energii i odchudzonym aparatem państwowym wywołano mobilizację całego państwa. (…) A tu wszystko nie tak, miliardowe subwencje dla jednych – przy czym np. w przypadku Tesli nawet nie wiadomo jak to się skończy, a dla innych żadnego wsparcia a my potrzebujemy przede wszystkim wsparcia dla naszych średnich przedsiębiorstw, dla rzemieślników.  Dlatego trzeba obniżyć podatki a pieniądze są, na przykład weźmy ustawę o ciepłownictwie, przecież to jest bezsens (…) jakaś komedia!  Na razie jedynym sukcesem ustawy o ciepłownictwie jest to, że producenci olejaków zrobili na niej interes życia, jeżeli tak ma wyglądać ochrona klimatu to ja wysiadam. 

A pieniądze by się znalazły, trzeba by je tylko właściwie wydatkować. Tam, gdzie są niezbędna a nie marnować na projekty ideologiczne. Jeżeli chodzi o ceny energii, one w Niemczech faktycznie są za wysokie w porównaniu z innymi państwami. Wiele naszych przedsiębiorstw przenosi się z produkcją za granicę, a zagraniczne inwestycje trzymają się z daleka od Niemiec właśnie ze względu na ceny energii. Nie zrozumcie mnie źle. Oczywiście, że musimy inwestować w energie odnawialne, ale prawda jest taka (…), że aby zapewnić podstawy dla rosnącego potencjału przemysłowego Niemiec – oby rosnącego (tu Söder znacząco westchnął) trzeba mieć przynajmniej jedno niezawodne źródło energii. Można postawić na elektrownie węglowe, czy na elektrownie atomowe, ale jednocześnie rezygnować z obu tych możliwości, to jest coś niespotykanego.  I jeszcze, kiedy się dowiadujemy w jakich okolicznościach się to działo [nawiązanie do afery w ministerstwie gospodarki i klimatu], najpierw słyszymy, że urzędnicy byli przeciwni pochopnemu zamknięciu elektrowni atomowych tylko, że ekspertyzy nie dotarły tam, gdzie trzeba, a potem, że prowadzono rozmowy z przedsiębiorstwami, a oni mówią, że nikt z nimi nie rozmawiał. To musi zostać wyjaśnione. Osobiście uważam, że węgiel nie jest przyszłością energetyki, dlatego stawiamy na fuzję atomową. Jeszcze niedawno kojarzono fuzję atomową z wąską elitą, awangardą, dziś to jest poważna sprawa. A co robią Niemcy? Podczas gdy inni szacują szanse powodzenia, my szacujemy ryzyko porażki. Trzeba z tym skończyć. Dajmy szansę naszej przyszłości zamiast pławić się w ideologii z lat 80-tych. (…) Potrzebujemy też zmiany mentalnościowej w Niemczech. Wcześniej jak organizowano strajk, to postulowano większe płace, dziś żąda się skrócenia tygodnia pracy (…), można to zrobić, ale wtedy nie sposób zarabiać tyle samo lub więcej. Potrzebujemy tak jak w piłce nożnej zmiany myślenia. Będziemy musieli dłużej pracować, ale to musi się opłacać, bo jak ktoś w Niemczech dłużej pracuje, a mniej zarabia rodzi się pytanie o sens takiej pracy. Dlatego jesteśmy za zwolnieniem z podatku nadgodzin, kto więcej robi, powinien mieć więcej w kieszeni. Tylko, że rząd federalny się tym nie zajmuje, wdrażają te punkty, w których jako tako są zgodni, bo prawda jest taka, że tak wewnętrznie skłóconego rządu jak ten, to jeszcze nie było. Nawet w czasach największych tarć między CDU i CSU nie mieliśmy takiego poziomu skłócenia. FDP mówi swoje, Zieloni swoje a Olaf Scholz milczy. A kiedy są zgodni? Jak idzie o lewicowo-ideologiczne projekty. (…) Polityka niemiecka musi odzyskać swoją wiarygodność, a z tymi trzema koalicjantami to nie wyjdzie. Zamiast koncentrować się na sprawach kluczowych, sztucznie tworzą poboczne pola walki, na przykład potrząsają paragrafem 218 [ustawa o dopuszczalności aborcji], tak wiem, to trudny temat, w łonie chadecji sporo czasu zajęło nam wypracowanie kompromisu, byliśmy też w kontakcie z Kościołami, ale majstrowanie teraz przy tym paragrafie nie służy nikomu. Ochrona życia jest dla nas chrześcijan ważna i to nie tylko w jego początku, ale i u kresu. Mój ojciec umierał w hospicjum, miał opiekę paliatywną, ja wcześniej się z tym nie zetknąłem. Mogłem jednak być przy tym jak mój ojciec odchodził z godnością, z krzyżem. A teraz sobie wyobraźmy, że człowiek nie umiera w hospicjum, ale w asyście profesjonalnej firmy oferującej wspomagane samobójstwo. To nie jest zgodne z naszym chrześcijańsko-społecznym podejściem do życia i śmierci. Litera C w nazwie naszych partii nie jest ozdobnikiem, ona definiuje naszą postawę. I w końcu – kiedy rząd federalny już nie wie co jeszcze wymyśleć wpada na jeszcze bardziej absurdalne pomysły. Na przykład na to by dać prawo do odurzania się [Söder nawiązuje do zalegalizowania palenia marihuany, prawo weszło w życie 1 kwietnia 2024 r.] Przecież podczas ostatniej wizyty Olafa Scholza w Chinach, jeden ze studentów wprost zapytał kanclerza, czy jak przyjedzie do Niemiec to musi palić jointy.  Jaki wizerunek nas samych niesie się w świat? Nie chcę nikomu niczego odmawiać, może nawet jedno czy drugie posiedzenie prezydium CDU przebiegałoby w luźniejszej atmosferze dzięki temu (…) ale to nie może być model państwa!”

Pod koniec swojej mowy Söder zapewnił, że tylko chadecja może przywrócić Niemcom spokój i stabilną politykę, której tak bardzo potrzebują po rządach koalicji SPD/FDP i Zielonych.

Ten eksperyment musi się zakończyć. Czas na zmiany. Czy dziś, czy za rok. To jest czas na zmiany, na podniesienie na duchu, ludzie potrzebują przywództwa. Jak Olaf Scholz obiecuje przywództwo, to tak jak by ktoś zamówił pizzę, zamówienie przychodziło po sześciu tygodniach i nie byłaby to pizza tylko chiński makaron. Tak to wygląda. (…) CDU i CSU musi pokazać, że jest w stanie przywrócić Niemcy na właściwy kurs. Niech Bóg ma w opiece CDU, CSU i przede wszystkim naszą ojczyznę – Niemcy!

I tym okrzykiem Markus Söder zakończył swoje przemówienie na zjeździe siostrzanej partii CDU. 
Kilka dni później w Rzymie, Markus Söder spotkał się z premier Włoch, Georgią Meloni. Rozmawiano o wspólnym bawarsko-włoskim pomyśle wodorowym, zgodzono się co do konieczności odwrócenia zakazu dla silników spalinowych, wyłożono bliźniacze stanowiska wobec nielegalnej imigracji, polityki klimatycznej i polityki transportowej. Söder zaprzeczył by przekonywał Meloni do unijnego przeskoku do Europejskiej Partii Ludowej. Ponoć tematu nie było. Po rozmowie premier Bawarii poszedł na lody, co m.in. opisał skwapliwie tygodnik „Der Spiegel” dodając nieco złośliwie, że jak w ubiegłym roku Manfred Weber jeździł na spotkania z Georgią Meloni, to Söder nie odmawiał sobie krytyki tych wycieczek. Tym razem sam pojechał. I co z tego? – pewnie sam skomentowałby swoją rozmowę z włoską premier, Söder. Polityk, który tak wyrozumiale podchodzi do zmiany postawy w zależności od zmian okoliczności nie musi się tłumaczyć. I chętnie korzysta z tego niepisanego przywileju.
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Lżona podczas ataku na granicę z Białorusią kpt. Anna Michalska wygrała w sądzie z aktywistą tylko u nas
Lżona podczas ataku na granicę z Białorusią kpt. Anna Michalska wygrała w sądzie z aktywistą

Była rzecznik prasowa Straży Granicznej Anna Michalska wygrała sprawę z aktywistą „Człowiek Lasu”.

Roksana Węgiel nie wytrzymała: „Niech każdy się zajmie swoim życiem” z ostatniej chwili
Roksana Węgiel nie wytrzymała: „Niech każdy się zajmie swoim życiem”

– Niech każdy się zajmie swoim życiem – odpowiedziała Roksana Węgiel na pytanie reportera Pomponika. O co poszło?

Burze nad polską. Strażacy odebrali setki zgłoszeń z ostatniej chwili
Burze nad polską. Strażacy odebrali setki zgłoszeń

Strażacy w związku z frontem burzowym na południu Polski do godz. 19 odebrali 580 zgłoszeń - przekazał w piątek PAP rzecznik prasowy PSP st. bryg. Karol Kierzkowski.

Nie żyje znany polski piłkarz z ostatniej chwili
Nie żyje znany polski piłkarz

Media obiegła smutna wiadomość. Nie żyje znany polski piłkarz.

Joński: „Będziemy chcieli złożyć zawiadomienie do prokuratury na Kaczyńskiego” z ostatniej chwili
Joński: „Będziemy chcieli złożyć zawiadomienie do prokuratury na Kaczyńskiego”

– Będziemy chcieli złożyć zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnieniu przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego „za sprawczość kierowniczą” – poinformował szef komisji ds. „wyborów kopertowych” Dariusz Joński.

Będzie naprawdę niebezpiecznie. IMGW wydał komunikat z ostatniej chwili
Będzie naprawdę niebezpiecznie. IMGW wydał komunikat

W piątek i sobotę kontynuacja groźnej pogody, zwłaszcza w zachodniej, południowo-zachodniej i południowej części kraju. Przelotnych burz i opadów możemy spodziewać się jednak w całej Polsce – poinformował PAP synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Michał Folwarski.

Tragiczny wypadek. Nie żyje 6-letni chłopiec z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek. Nie żyje 6-letni chłopiec

Media obiegła informacja o tragicznym wypadku, do jakiego doszło w Romanowie w woj. wielkopolskim. Nie żyje 6-letni chłopiec.

Marszałek Hołownia przedstawi plan rozwoju dla Polski z ostatniej chwili
Marszałek Hołownia przedstawi plan rozwoju dla Polski

W nadchodzącą sobotę Szymon Hołownia, marszałek Sejmu i lider ugrupowania Polska 2050, zaprezentuje swoją wizję rozwoju kraju. Prezentacja, która odbędzie się w duchu globalnie rozpoznawalnych konferencji TEDx, ma być wyjątkowa zarówno pod względem formy, jak i treści.

Niebywałe, co przed Igą Świątek ukrył jej ojciec z ostatniej chwili
Niebywałe, co przed Igą Świątek ukrył jej ojciec

Media obiegły sensacyjne wiadomości. Okazuje się, że ojciec Igi Świątek ukrył przed nią pewną kwestię.

Znany bokser Damian Jonak popiera akcję Solidarności #PreczZzielonymŁadem tylko u nas
Znany bokser Damian Jonak popiera akcję Solidarności #PreczZzielonymŁadem

„Każdy obywatel, który chce dobra swojego kraju powinien być świadomy niebezpieczeństw i zagrożeń, jakie niesie za sobą Zielony Ład. Dlatego proszę o podpisywanie się pod wnioskiem o referendum ogólnokrajowe w sprawie Zielonego Ładu. To jest w interesie nas wszystkich, nie tylko związkowców” – mówi w rozmowie z Marleną Nowakowską dla portalu Tysol.pl Damian Jonak, znany bokser oraz wieloletni członek NSZZ „Solidarność”.

REKLAMA

Deutsche Quelle: Przyszły kanclerz Niemiec mówi nie o "współpracy z Polską", tylko "z nowym polskim rządem"

W ubiegłym tygodniu niemiecka CDU na 36. zjeździe partii świętowała przyjęcie nowego programu i oficjalnie namaściła Ursulę von der Leyen na następną kadencję szefowania Komisji Europejskiej. Jedni komentatorzy mówią o ostatecznym odcięciu się CDU od dziedzictwa Angeli Merkel, inni o rzekomym kanclerskim już formacie lidera partii, Friedricha Merza, jeszcze inni o tym jak chadecy zgrzytają zębami idąc do wyborów z von der Leyen na sztandarach.
Friedrich Merz Deutsche Quelle: Przyszły kanclerz Niemiec mówi nie o
Friedrich Merz / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Olaf Kosinsky

W dniach 6-8 maja chadecy zebrali się w Berlinie na zjeździe zagrzewającym do boju przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Zjazd zainaugurowano ekumenicznym nabożeństwem w bazylice św. Jana, która jest siedzibą biskupią ordynariatu polowego Niemiec, a od 2004 r. siedzibą Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie. Co się tyczy samego przebiegu zjazdu, wybrano prezydium (bez niespodzianek), jednogłośnie zatwierdzono nowy program CDU, Friedrich Merz z właściwą sobie urzędniczą charyzmą wyjaśnił zgromadzonym, dlaczego CDU musi wygrać i jak rząd Olafa Scholza popsuł Niemcy przez ostatnie trzy lata. Żaden argument użyty przez Merza nie był obcy fanom niemieckich debat parlamentarnych, była obietnica przemodelowania zasad, na których wypłaca się tzw. zasiłek obywatelski (niem. Bürgergeld), zapowiedź poszanowania interesów wszystkich Niemców (Merz wspomniał m.in. rolników, pielęgniarki, żołnierzy zawodowych, policjantów, profesorów, przedsiębiorców, członków chórów, myśliwych, wolontariuszy), postulat przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, obniżenie podatków, zwolnienie od podatku wypracowanych nadgodzin, itd. Formułując pomysł na chadecką politykę europejską, Merz tak jak już kilka miesięcy temu na forum Bundestagu, podkreślił wagę współpracy z Francją i Polską „z nowym rządem” w ramach Trójkąta Weimarskiego. To zresztą interesujące, że w przypadku innych państw UE mówi się o państwach, zaś odnosząc się do Polski niemieccy liderzy polityczni (nie tylko Friedrich Merz) dodają element wskazujący na „nowy rząd”. Jest to pewna specyfika cechująca podejście niemieckich elit do Polski.

Przemówienie Friedricha Merza było okrągłe, eleganckie i monotonne. Jeżeli lider CDU w 2025 roku przejmie stery państwa niemieckiego przynajmniej obędzie się bez większego wstrząsu. Sposób komunikowania się Olafa Scholza i Friedricha Merza to dwie strony tego samego medalu. Tylko jeden jest przy władzy (choć nią ewidentnie znużony), a drugi ma ambicje wdrapać się na szczyt jesienią 2025 roku.

 

Ursula, chadeckie utrapienie

Ursula von der Leyen nie miała na zjeździe łatwo. Nie dość, że jest traktowana przez chadeków jako zło konieczne i ze swoją prozielonoładową gorliwością już nie do końca wpisuje się w nowy program przerażonych wpływem zielonej polityki na stan niemieckiej gospodarki kolegów, to jeszcze jej przemówienie przypadło na dzień po całonocnej zabawie w jednym z berlińskich hoteli. Tabloid „Bild” zrelacjonował tańce i śpiewy chadeków, pokazał zdjęcia polityków CDU wcielających się w DJ-a, Friedricha Merza tańczącego ze swoją małżonką Charlotte w takt Sinatry („New York, New York) i doniósł o okrzyku „Armin Laschet na kanclerza!” z jakim chadecy ruszali na parkiet. Przypomnijmy – Armin Laschet raczej nie ma szans na kanclerstwo, koledzy muszą go jednak darzyć szczególnym rodzajem sympatii.

I tak niewyspani chadecy po tanecznej nocy musieli wysłuchać Ursuli von der Leyen. Trudno sobie wyobrazić większe wyzwanie. Von der Leyen rozpoczynając powołała się na niejako przeznaczone jej od kołyski przywództwo europejskie [„urodziłam się w Brukseli i pierwsze 13 lat życia spędziłam w Brukseli”], zatrzymajmy się jednak przy wybranych pasażach tej mowy, która daje wgląd w stan umysłu nie tyle samej mówiącej, co wąskiej elity decydującej o sprawach unijnych. 

Von der Leyen wspominając lata swojego brukselskiego dzieciństwa powiedziała kilka słów o swoim ojcu, Ernscie C.J. Albrechcie, polityku CDU, w latach 1976-1990 premierze Dolnej Saksonii, który polityczne szlify zdobywał w rodzących się strukturach Europejskiej Struktury Gospodarczej. Von der Leyen przypomniała, że kiedy zakończyła się wojna, jej ojciec miał 15 lat. „Mój ociec był wtedy nastolatkiem, Europa leżała w gruzach, to my przynieśliśmy kontynentowi wojnę, wypędzenie, nienawiść i zniszczenie. Trzeba sobie wyobrazić sytuację tego piętnastoletniego chłopaka, wszelkie perspektywy i pewność zniknęły. To musiało być straszne. I wtedy wykiełkowała idea europejska. Europa nie podzieliła się na zwycięzców i pokonanych, nie wypędzono nas z europejskiego dworu. Mądre kobiety i mądrzy mężczyźni podali nam rękę i na nowo przyjęli Niemcy do grona wolnych i demokratycznych państw. Naturalnie jako dziecko tego nie rozumiałam, ale na placu zabaw i w szkole słyszałam francuski, włoski, holenderski, flamandzki i jakby wyczuwałam, że jest to coś szczególnego. A dziś wiem, że pokój w Europie jest czymś wyjątkowym, że demokracja nie jest w Europie oczywistością, że różnorodność w Europie jest jedyna w swoim rodzaju i tej Europy trzeba strzec”. 

Wniosek pierwszy: powojenny porządek w Europie wszystkim służył w równym stopniu, skoro „Europa nie podzieliła się na zwycięzców i przegranych”, do tego stopnia, że „mądre kobiety i mądrzy mężczyźni wyciągnęli dłoń do Niemiec”.  Instytucje unijne zapewne zatrudniają mądrych, zorientowanych w dziejach przed – i powojennej Europy ludzi, którzy mogliby dać lekcję historii pani przewodniczącej i wytłumaczyć jej na czym polegał tzw. powojenny porządek w Europie po 1945 roku i że wiele państw odczuwa jego skutki po dziś dzień. 

Wniosek drugi: w 1945 roku piętnastoletni chłopcy, w Warszawie, Krakowie, Łodzi, rówieśnicy ojca pani przewodniczącej również z przerażeniem patrzyli w przyszłość, ale będąc po „stronie zwycięzców” mogli zapomnieć o współkreowaniu unijnych zrębów. Trudno to pogodzić z logiką von der Leyen, ale może doszukiwanie się jakiejkolwiek logiki jest tu błędem.

Następnie von der Leyen stwierdziła, że Niemcy są dziś mocno zakotwiczone w Europie, ale proces europejskiej integracji nie byłby możliwy bez pojednania się z Francją i bez stanowczego przyznania się Niemiec do swojej historycznej odpowiedzialności względem Polski. Von der Leyen wspomniała, że w poniedziałek spotkała się z Emanuelem Macronem w Paryżu i wspólnie przyjęli tam prezydenta CHRL, XI Jinpinga, a we wtorek rozmawiała z Donaldem Tuskiem o Rosji i wyzwaniach dla bezpieczeństwa kontynentu. Oba te wydarzenia szefowa KE przedstawiła jako dowody partnerskich i równych relacji Niemiec z Warszawą i Paryżem i wyraz niemieckiego poszanowania interesów swoich sojuszników. Ciekawe, że mówiła to jako przedstawicielka Niemiec, a nie Brukseli, bo ponoć tam, na Czarodziejskiej Górze UE czas płynie inaczej i politycy stają się z automatu pannarodowi.  Ta zasada zdaje się jednak nie obowiązywać szefów KE. Tak czy inaczej, od rozmów z Paryżem i Warszawą, von der Leyen przeszła do poczucia odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej i przypomniała niesławną wypowiedź Alexandra Gaulanda, honorowego przewodniczącego AfD o „ptasim kleksie w historii Niemiec” wypowiedzianą w kontekście zbrodni III Rzeszy. „Kto tak mówi, jest nie tylko cyniczny, ale jest podpalaczem w naszym europejskim domu!” – zwołała von der Leyen. [Gauland w 2018 r. na kongresie młodzieżówki AfD w Turyngii stwierdził: „Tylko ten, kto przyznaje się do swojej historii ma moc kształtowania przyszłości. Tak, przyznajemy się do odpowiedzialności za te dwanaście lat, ale Hitler i naziści w obliczu tysiącletniej historii Niemiec to jedynie ptasi kleks”]. 

Ursula von der Leyen oburzyła się więc i wzdrygnęła na słowa niemieckiego polityka, ale na tym zakończyła. Nie zaproponowała (choćby i kurtuazyjnie) zadośćuczynienia Polsce za krzywdy doznane w czasach wojny. Temat reparacji jakby ucichł i bicie się w piersi za niemieckie zbrodnie nie jest już obarczone ryzykiem wystawienia rachunku przez Warszawę. Można więc zadać pytanie, czy bardziej cyniczny był Gauland otwarcie przyznając, że nie czuje się do niczego zobowiązany, czy von der Leyen i cywilizowana niemiecka chadecja (ale również Zieloni i SPD) do winy się przyznając, ale zamilczając kwestię logicznego w tym sensie aktu finansowego zadośćuczynienia.

Potem zrobiło się jakby ciekawiej, bo von der Leyen przeszła do bilansu strat, jakie Niemcy jako państwo poniosłyby na skutek hipotetycznego dexitu, czyli wyjścia Niemiec z Unii Europejskiej, co postulują najbardziej radykalne frakcje w AfD. Zabieg ten miał uderzyć w populistyczne i niedorzeczne z punktu widzenia niemieckich interesów żądania AfD, a przy okazji ukazały skalę korzyści Niemiec z racji przynależności do UE.

Von der Leyen wyliczała:

Ten, kto przymierza się do podpalenia europejskiego domu, przykłada siekierę do korzeni naszego dobrobytu. Żadne inne państwo UE nie korzysta więcej od Niemiec na wspólnym, europejskim rynku. Rynek ten co roku wzbogaca Niemcy o 130 mld euro. 55 proc. eksportu naszych średnich przedsiębiorstw, czyli ponad połowa nie idzie na zagranicę, ale na wspólny europejski rynek w Europie. A Afd mówi o dexicie. To przyjrzyjmy się bliżej, z czym by się ten dexit wiązał. Według kolońskiego Instytutu Badań nad Gospodarką, niemiecka gospodarka na wyjściu z UE straciłaby 10 proc. swojego potencjału, od 400 do 500 mld euro strat rocznie i 2,2 mln miejsc pracy. W tym sensie program wyborczy AfD to program na zniszczenie gospodarki

Od rozliczania AfD z programu, von der Leyen przeszła do tego jak wzmocnić unijną (i niemiecką) gospodarkę. Mniej przepisów, więcej zaufania do przedsiębiorców, mniej biurokracji i przyspieszenie procesów decyzyjnych – podkreśliła, znacząco zwracając się w stronę Friedricha Merza. Pochwaliła Saksonię i Saksonię-Anhalt za produkcję półprzewodników i chipów. Nadrenię – Północną Westfalię za pionierskie podejście do zielonego wodoru. Szlezwik-Holsztyn dostał pochwałę za farmy wiatrowe. Bawarii wystawiła laurkę za badania nad fuzję atomową i przewodnią rolę Bawarczyków w tej materii. Wyraziła zadowolenie z wyzwolenia się Niemiec z energetycznych sideł Putina i przejścia na czystsze źródła energii. Co do elektro mobilności stwierdziła: „Lubimy uczciwą konkurencję, ale nie lubimy, jak Chiny zalewają nas subwencjonowanymi autami elektrycznymi i musimy to zwalczać. Tak dla konkurencji, Nie dla dumpingu”. 

W temacie nielegalnej imigracji von der Leyen podkreśliła wagę unijnego paktu migracyjnego i zwróciła uwagę na to, że najwyższy czas by bardziej zdecydowanie przeciwstawić się przemytnikom ludzi. „To my, a nie przemytnicy, decydujemy kto może do nas przybyć” - stwierdziła von der Leyen przyznając jednocześnie, że polityka imigracyjna wymaga zmian by „agenci szerzący strach” (w domyśle: AfD) nie mogli tego tematu instrumentalizować dla własnych celów. 

Za lejtmotyw mowy von der Leyen można uznać poza widocznym naginaniem się do zaleceń Friedricha Merza [kto nominuje ten rządzi, a chadecja chce najpóźniej za rok dojść do władzy, stąd w przemówieniu von der Leyen zapowiedź złagodzenia biurokracji, nawiązanie do problemu imigracji i powściągliwe podejście do kwestii klimatycznych, które obeszła chwaląc landy na postępy na różnych polach] Alternatywę dla Niemiec. I duch AfD unosił się nad tym zjazdem cały czas. Do AfD odnosił się Merz i Söder, tak też uczyniła von der Leyen. Cała narracja sprowadzała się do tego, że chadecja jest lepszą alternatywą dla Niemiec niż AfD. I o ile jeszcze o rządzącej jeszcze koalicji pod przywództwem Olafa Scholza wyrażano się na zjeździe ostro, ale i z pewnym jednak poszanowaniem należnym konkurentowi politycznemu, to w przypadku AfD nie cofano się przed zarzucaniem agenturalności i zamiaru zniszczenia Niemiec i Europy. Zresztą po przemówieniu von der Leyen, Friedrich Merz wyszedł na podium i podziękował jej za jasny przekaz dotyczący AfD.

 

Markus Söder: Kiełbasa, genderowanie i zaostrzenie kursu imigracyjnego

W odróżnieniu od Friedricha Merza, Markus Söder może sobie pozwolić na pewną nonszalancję i luz. I robi z tego użytek. Kto śledzi karierę Södera, pamięta jego mało pochlebne przebieranki karnawałowe, polityk, który nie cofnął się nawet przed kostiumem Shreka jest zdolny do wszystkiego. I Söder właśnie taki jest. Kiedy wchodził 6 maja na salę, był witany niczym gwiazda rocka. Oczywiście sprzyjał mu fakt, że zebrani chadecy dopiero szykowali się na całonocną imprezę, a nie z niej wracali, ale on chyba byłby w stanie obudzić nawet najbardziej strudzonego imprezowicza. Söder zaczął od ochrony środowiska: 

Wszyscy jesteśmy za ochroną klimatu, zachowanie dzieła stworzenia wpisuje się w kanon konserwatywnych wartości, ale nie może być to czynione przeciwko gospodarce, przeciwko obywatelom. Przed kilkoma tygodniami federalny minister gospodarki o ósmej rano na konferencji prasowej pokazał na tabele i mówi: Świetnie! Niemcy w ubiegłym roku spełniły w końcu cele klimatyczne! Na zapytanie jakiegoś przytomnego dziennikarza, jak udało się to zrobić, okazało się, że dzięki temu, że mieliśmy…załamanie gospodarki. Jeżeli więc naszą strategią jest ostatecznie wdrożenie quasi Planu Morgenthaua, by wypełnić cele klimatyczne, ale utracić dobrobyt i tym samym narazić porządek demokratyczny [w państwie], to ja wysiadam

– mówił szef CSU. I kontynuował:

Drodzy przyjaciele, jesteśmy praktycznymi politykami, chcemy zarządzać naszą przyszłością a nie wracać do tego, co było wczoraj. Jesteśmy przeciw ideologom klimatycznym i tym, którzy przyklejają się do asfaltu, dlatego stawiamy na technologię zamiast na zakazy, na zachęty zamiast na cięcia. I jestem nawet zdumiony, bo w Niemczech się utyskuje, że nasi chińscy konkurenci mogą zalać nasz rynek swoimi autami, ale czy nie powinniśmy przypadkiem zadać sobie pytania, czy sami nie ponosimy za to częściowej odpowiedzialności? Zakazujemy pojazdów silnikowych, tniemy dopłaty do elektro mobilności, bo przecież właśnie to z dnia na dzień zrobił rząd federalny, a potem się dziwimy, że znikają miejsca pracy. Tak się nie da, musimy się kochani przyjaciele bardziej zatroszczyć o własną gospodarkę i własne cele

– sala szaleje, Söder mówi dalej: 

Z racji na nasze chrześcijańskie dziedzictwo jesteśmy za solidarnością i pomagamy w Europie jak tylko się da. Przykładowo: mieszkańcy Nadrenii – Północnej Westfalii i Bawarii przyjęli więcej uchodźców z Ukrainy niż Francja. Jednocześnie jednak czujemy, że nielegalna imigracja przerasta nas wszystkich. I to nie tylko z punktu widzenia logistyki, ale również demokracji. I niech nikt nie da się zmylić, nawet jeżeli nie ma o tym codziennie w mediach – liczby nadal wzrastają, a problemy logistyczne zostają. Europa jest wciąż spełnieniem marzenia o wolności, ale nasi obywatele oczekują też ochrony. Coś się dzięki Bogu ruszyło, ale to nie było łatwe, bo przecież Zieloni prawie wszystko blokowali. W ramach Konferencji Premierów Landów (MPK), z Borysem i Henrikiem [Söder ma na myśli Borisa Rheina, premiera Hesji z CDU i Henrika Wüsta, premiera Nadrenii – Północnej Westfalii, też z CDU] próbowaliśmy wejść z rządem federalnym w dyskusję o poszerzeniu listy krajów bezpiecznych [takich, do których można odsyłać imigrantów – AK], porozmawiać o usprawnieniu procedury wydalania z kraju, przecież całą batalię stoczyliśmy o  wprowadzenie karty płatniczej [ niem. Bezahlkarte, karta uprawniająca imigrantom do zakupów w sklepie, ale uniemożliwiająca przelewanie pieniędzy na konta zagraniczne] a ja i tak uważam, że to jest dopiero jeden, mały krok,  mamy jeszcze wiele do zrobienia by zmienić tzw. faktory przyciągające do Niemiec. I nie zmieniłem swojego zdania co do tego, że zasiłek obywatelski [wypłacany w Niemczech osobom bezrobotnym] jest błędem, ale błędem jest również pozwolenie na sytuację by ludzie, którzy nigdy nic nie wpłacili do kasy państwa, otrzymywali świadczenie, na które inni składali się latami. To musi się w końcu zmienić. Chcemy imigracji zarobkowej, ale nie chcemy imigracji do naszego systemu opieki socjalnej. I nie dajcie się zwieść, w tym temacie nie chodzi o tych, którzy mają dopiero przybyć, ale o zachowanie niektórych z tych, którzy żyją tu już od dawna. Nasi obywatele, mieszkańcy miast, porządni ludzie są jak nigdy wcześniej zaniepokojeni. Ludzie stawiają sobie pytanie, czy tak jak Niemcy np. pilnowali spokoju w Hindukuszu, teraz będą pilnować porządku na rynkach, w metrze itd. I powiedzcie moi drodzy, czy nie poczuliśmy się wszyscy dziwnie przyglądając się tej demonstracji [w Hamburgu], gdzie skandowano hasło „powołania kalifatu”? Drodzy przyjaciele, każdy ma prawo do swojej opinii, ale jak ktoś postuluje utworzenie kalifatu, to to nie ma nic wspólnego z wolnością religijną, to jest postulat ustanowienia zupełnie innego porządku społecznego. Jeżeli ktoś domaga się innego kraju, chce zmiany naszego prawodawstwa to oczywiście może sobie postulować takie zmiany, ale nie u nas moi drodzy! Taki człowiek powinien się przenieść tam, gdzie wolno mu to zrobić. I czasem słyszymy, że to „są przecież niemieccy obywatele, mają podwójne obywatelstwo” (…) a ja mówię: jeżeli ktoś ma podwójne obywatelstwo i żąda w Niemczech utworzenia kalifatu, temu powinno się to obywatelstwo cofnąć!

– po tych słowach aplauz był jeszcze głośniejszy.

Odnosząc się do polityki zagranicznej Zielonych, Söder skrytykował zbyt twardą jego zdaniem postawę Niemiec w rozmowach z innym państwami, co jego zdaniem nie ułatwia osiągnięcia zamierzonych celów tylko zniechęca. „Nie jesteśmy misjonarzami świata, nie jesteśmy organizacją pozarządową goniącą za maksymalnym profitem i kiedy widzę, jak przemianowuje się w budynku MSZ pokój Bismarcka, jak celowo zdejmuje się ze ścian krzyże, to myślę, że zamiast tego permanentnego tonu a’la Petra Kelly bardziej by nam się przydały Instytuty Goethego dla Niemiec.  I to by był właściwy krok ze strony Pani Baerbock et consortes” – podsumował polityk.

Szef CSU zakomunikował też, że nie wyobraża sobie przyszłego rządu jako koalicji chadeków z Zielonymi, zaznaczył, że zdaje sobie sprawę, że w CDU mogą być jednak inne głosy. Następnie podzielił się z obecnymi swoimi wrażeniami z konsumpcji wegańskiej kiełbasy. „Muszę się wam przyznać, że zjadłem wegańską kiełbasę i powiem wam jedno – nie róbcie tego”. Po czym zwracając się do sekretarza generalnego CDU, Carstena Linnemanna, zażartował: „Pewnie Carsten przygotował w tym roku dobre jedzenie, nie tak jak poprzednim razem, już wy wiecie co mam na myśli – stek z selera nie smakował nawet Ursuli von der Leyen”. Sala zaniosła się śmiechem. Söder kontynuował, tym razem na temat wokizmu (zanim doszedł do sedna poprosił by nie mylić wokizmu z wokiem) i języka niemieckiego. „Nasze dzieci uczą się coraz słabiej, znajomość języka niemieckiego kuleje, wszyscy dokładamy starań by to zmienić. Pytanie zatem, czy to właściwy moment by wprowadzać nowe zasady pisowni, kiedy nie zna się nawet starych. Czy wprowadzanie tej całej gwiazdkowej ideologii do języka w sferze publicznej [w Niemczech jednym ze sposobów na przystosowanie języka do wymogów genderyzmu jest wstawianie gwiazdek markujących płeć] ma sens? Zaznaczam – chodzi mi o sferę publiczną, prywatnie każdy może rozmawiać jak mu się podoba, jako CSU nikomu nic, ale czy to jest dobrze, gdy studentce lub studentowi wyższej uczelni odmawia się dopuszczenia do napisania pracy egzaminacyjnej, jeżeli nie dostosują się do narzuconych reguł językowych. Prywatnie niech każdy, kto chce używa języka genderowego, ale w szkole, na uniwersytecie, w urzędzie powinien panować zakaz genderowania językowego”. 

I tu Söder zatoczył koło wracając do tematu Europy.

A zatem – kontynuował – jesteśmy za Europą, za jej ulepszeniem, ale zwracamy się przeciwko tym, którzy tę Europę chcą zniszczyć -przeciwko AfD. Nie musimy się bać AfD, bo ona każdego dnia na nowo się obnaża, nawet pani Le Pen brzydzi się niemiecką AfD. Jestem pełen szacunku dla naszych kolegów, którzy w nowych landach [landach wschodnich] walczą teraz z AfD, a nie robią tego tylko dla siebie, ale i dla nas. (…) Mam nadzieję, że po jesiennych wyborach wszystkie trzy wschodnie landy [Brandenburgia, Turyngia, Saksonia] będą miały nowych, chadeckich premierów. Zawalczmy o to wspólnie

Söder przy okazji nawiązał do pojedynku telewizyjnego między Björnem Höcke z AfD w Turyngii a Mario Voigtem, szefem turyngeńskiej CDU. Pojedynek odbył się 12 kwietnia tego roku w telewizji dziennika „Die Welt”. Przypominając niektóre wypowiedzi kandydata AfD, Söder zadawał pytania i znacząco, jak wprawny aktor zawieszał głos:

Czego w ogóle chce ten Höcke? Zgonu Unii Europejskiej? I czym miałaby zostać niby zastąpiona? Nacjonalistycznymi konfliktami z przeszłości? Nienormalne dzieci mają nie chodzić do szkoły? Wyobrażając to sobie to wszystko aż mnie jakiś dreszcz przeszywa. Przyszłość Europy nie leży tu, tylko w Eurazji? Brzmi jak Lebensraum na wschodzie, prawda? Powiem wam jedno, te ostatnie, odrażające ataki na kandydatów w wyborach do PE, jakie widzieliśmy w Niemczech, nie mają racji bytu, demokraci mają w Niemczech prawo do wypowiedzi i nie wolno tego prawa naruszać! A państwo prawa musi w takich sytuacjach działać z pozycji siły i zdecydowanie. A Afd ma inny plan na Niemcy. Nie chce byśmy się integrowali w Europie tylko przyłączyli do Rosji, do mistrza Putina. I trudno o inne tłumaczenie jak tylko to, że niektórzy z AfD są z Rosji opłacani, a inni szpiegują dla Chin. Moi drodzy, prawdziwi patrioci nie klękają przed despotami. Jeżeli AfD twierdzi, że jest za ojczyzną, to ja mówię, że funkcjonariusze AfD zgromadzeni wokół Höckego są zdrajcami państwa. I dlatego drodzy członkowie AfD, lepiej ciepło się ubierzcie, bo wasz czas nie nadszedł. My mówimy TAK Unii Europejskiej, mówimy TAK Sojuszowi Północnoatlantyckiemu, mówimy TAK silnej Bundeswehrze i cieszę się na rezolucje przyjętą dziś przez was o powrocie do obowiązkowej służby wojskowej. Tak, ktoś może nam wypominać, że jeszcze niedawno mieliśmy inne zdanie, a ja mówię – w życiu jest tak, że jak zmienia się sytuacja, należy zmienić podejście. A sytuacja jest taka, że przywrócenie poboru jest konieczne, dla wzmocnienia Bundeswehry, ale i po to by młodym ludziom dać możliwość zbudowania silniejszej więzi z demokratycznym państwem prawa, a w tym służba w Bundeswehrze może tylko pomóc

Premier Bawarii odnosząc się pośrednio do kwestii czerwonej linii dla zawierania sojuszy, wyraził otwarcie, że tak jak nie wyobraża sobie sojuszu z AfD, tak i nie widzi dla niego miejsca w konstelacji z Linke. „Przecież nie może być sojuszu ze starymi komunistami!” – zawołał Söder. Po czym przeszedł do kondycji Niemiec. „W tych wyborach chodzi o Europę, ale i o Niemcy, a Niemcy – powiedzmy szczerze - jeszcze nigdy nie były tak słabe jak dziś. Rząd tylko alarmuje, że mamy kolejny kryzys, kryzys za kryzysem, tylko dlaczego inni lepiej z tych kryzysów wychodzą niż my? To trzeba sobie powiedzieć, po tym miażdżącym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie budżetu [na skutek decyzji Karlsruhe rząd Olafa Scholza musiał poczynić liczne oszczędności w projekcie budżetu na 2024 r.] była wspólna konferencja Olafa Scholza i Georgii Meloni i ktoś zadał Meloni pytanie czy w obliczu ostatnich wydarzeń Niemcy są jeszcze wiarygodnym partnerem finansowym. To trzeba sobie wyobrazić, włoska pani premier jest pytana o wiarygodność Niemiec. To coś nowego. I sytuacja się stale pogarsza. Niemiecki minister gospodarki mówi przed kamerami, że sytuacja jest dobra, tylko dane kiepskie. Coś takiego słyszymy zazwyczaj tylko od trenera FC Nürnberg. (…) Musimy zmienić fundamenty. Filozofia tego rządu polega na tym by narobić dużych długów i z długów finansować duże subwencje pewnych przedsiębiorstw, które z kolei mają nakręcić całą gospodarkę. To bzdura z ekonomicznego punktu widzenia. Możemy różnie oceniać Gerharda Schrödera, ale w jego Agendzie 2010 było na odwrót, wtedy niskimi podatkami, niskimi cenami energii i odchudzonym aparatem państwowym wywołano mobilizację całego państwa. (…) A tu wszystko nie tak, miliardowe subwencje dla jednych – przy czym np. w przypadku Tesli nawet nie wiadomo jak to się skończy, a dla innych żadnego wsparcia a my potrzebujemy przede wszystkim wsparcia dla naszych średnich przedsiębiorstw, dla rzemieślników.  Dlatego trzeba obniżyć podatki a pieniądze są, na przykład weźmy ustawę o ciepłownictwie, przecież to jest bezsens (…) jakaś komedia!  Na razie jedynym sukcesem ustawy o ciepłownictwie jest to, że producenci olejaków zrobili na niej interes życia, jeżeli tak ma wyglądać ochrona klimatu to ja wysiadam. 

A pieniądze by się znalazły, trzeba by je tylko właściwie wydatkować. Tam, gdzie są niezbędna a nie marnować na projekty ideologiczne. Jeżeli chodzi o ceny energii, one w Niemczech faktycznie są za wysokie w porównaniu z innymi państwami. Wiele naszych przedsiębiorstw przenosi się z produkcją za granicę, a zagraniczne inwestycje trzymają się z daleka od Niemiec właśnie ze względu na ceny energii. Nie zrozumcie mnie źle. Oczywiście, że musimy inwestować w energie odnawialne, ale prawda jest taka (…), że aby zapewnić podstawy dla rosnącego potencjału przemysłowego Niemiec – oby rosnącego (tu Söder znacząco westchnął) trzeba mieć przynajmniej jedno niezawodne źródło energii. Można postawić na elektrownie węglowe, czy na elektrownie atomowe, ale jednocześnie rezygnować z obu tych możliwości, to jest coś niespotykanego.  I jeszcze, kiedy się dowiadujemy w jakich okolicznościach się to działo [nawiązanie do afery w ministerstwie gospodarki i klimatu], najpierw słyszymy, że urzędnicy byli przeciwni pochopnemu zamknięciu elektrowni atomowych tylko, że ekspertyzy nie dotarły tam, gdzie trzeba, a potem, że prowadzono rozmowy z przedsiębiorstwami, a oni mówią, że nikt z nimi nie rozmawiał. To musi zostać wyjaśnione. Osobiście uważam, że węgiel nie jest przyszłością energetyki, dlatego stawiamy na fuzję atomową. Jeszcze niedawno kojarzono fuzję atomową z wąską elitą, awangardą, dziś to jest poważna sprawa. A co robią Niemcy? Podczas gdy inni szacują szanse powodzenia, my szacujemy ryzyko porażki. Trzeba z tym skończyć. Dajmy szansę naszej przyszłości zamiast pławić się w ideologii z lat 80-tych. (…) Potrzebujemy też zmiany mentalnościowej w Niemczech. Wcześniej jak organizowano strajk, to postulowano większe płace, dziś żąda się skrócenia tygodnia pracy (…), można to zrobić, ale wtedy nie sposób zarabiać tyle samo lub więcej. Potrzebujemy tak jak w piłce nożnej zmiany myślenia. Będziemy musieli dłużej pracować, ale to musi się opłacać, bo jak ktoś w Niemczech dłużej pracuje, a mniej zarabia rodzi się pytanie o sens takiej pracy. Dlatego jesteśmy za zwolnieniem z podatku nadgodzin, kto więcej robi, powinien mieć więcej w kieszeni. Tylko, że rząd federalny się tym nie zajmuje, wdrażają te punkty, w których jako tako są zgodni, bo prawda jest taka, że tak wewnętrznie skłóconego rządu jak ten, to jeszcze nie było. Nawet w czasach największych tarć między CDU i CSU nie mieliśmy takiego poziomu skłócenia. FDP mówi swoje, Zieloni swoje a Olaf Scholz milczy. A kiedy są zgodni? Jak idzie o lewicowo-ideologiczne projekty. (…) Polityka niemiecka musi odzyskać swoją wiarygodność, a z tymi trzema koalicjantami to nie wyjdzie. Zamiast koncentrować się na sprawach kluczowych, sztucznie tworzą poboczne pola walki, na przykład potrząsają paragrafem 218 [ustawa o dopuszczalności aborcji], tak wiem, to trudny temat, w łonie chadecji sporo czasu zajęło nam wypracowanie kompromisu, byliśmy też w kontakcie z Kościołami, ale majstrowanie teraz przy tym paragrafie nie służy nikomu. Ochrona życia jest dla nas chrześcijan ważna i to nie tylko w jego początku, ale i u kresu. Mój ojciec umierał w hospicjum, miał opiekę paliatywną, ja wcześniej się z tym nie zetknąłem. Mogłem jednak być przy tym jak mój ojciec odchodził z godnością, z krzyżem. A teraz sobie wyobraźmy, że człowiek nie umiera w hospicjum, ale w asyście profesjonalnej firmy oferującej wspomagane samobójstwo. To nie jest zgodne z naszym chrześcijańsko-społecznym podejściem do życia i śmierci. Litera C w nazwie naszych partii nie jest ozdobnikiem, ona definiuje naszą postawę. I w końcu – kiedy rząd federalny już nie wie co jeszcze wymyśleć wpada na jeszcze bardziej absurdalne pomysły. Na przykład na to by dać prawo do odurzania się [Söder nawiązuje do zalegalizowania palenia marihuany, prawo weszło w życie 1 kwietnia 2024 r.] Przecież podczas ostatniej wizyty Olafa Scholza w Chinach, jeden ze studentów wprost zapytał kanclerza, czy jak przyjedzie do Niemiec to musi palić jointy.  Jaki wizerunek nas samych niesie się w świat? Nie chcę nikomu niczego odmawiać, może nawet jedno czy drugie posiedzenie prezydium CDU przebiegałoby w luźniejszej atmosferze dzięki temu (…) ale to nie może być model państwa!”

Pod koniec swojej mowy Söder zapewnił, że tylko chadecja może przywrócić Niemcom spokój i stabilną politykę, której tak bardzo potrzebują po rządach koalicji SPD/FDP i Zielonych.

Ten eksperyment musi się zakończyć. Czas na zmiany. Czy dziś, czy za rok. To jest czas na zmiany, na podniesienie na duchu, ludzie potrzebują przywództwa. Jak Olaf Scholz obiecuje przywództwo, to tak jak by ktoś zamówił pizzę, zamówienie przychodziło po sześciu tygodniach i nie byłaby to pizza tylko chiński makaron. Tak to wygląda. (…) CDU i CSU musi pokazać, że jest w stanie przywrócić Niemcy na właściwy kurs. Niech Bóg ma w opiece CDU, CSU i przede wszystkim naszą ojczyznę – Niemcy!

I tym okrzykiem Markus Söder zakończył swoje przemówienie na zjeździe siostrzanej partii CDU. 
Kilka dni później w Rzymie, Markus Söder spotkał się z premier Włoch, Georgią Meloni. Rozmawiano o wspólnym bawarsko-włoskim pomyśle wodorowym, zgodzono się co do konieczności odwrócenia zakazu dla silników spalinowych, wyłożono bliźniacze stanowiska wobec nielegalnej imigracji, polityki klimatycznej i polityki transportowej. Söder zaprzeczył by przekonywał Meloni do unijnego przeskoku do Europejskiej Partii Ludowej. Ponoć tematu nie było. Po rozmowie premier Bawarii poszedł na lody, co m.in. opisał skwapliwie tygodnik „Der Spiegel” dodając nieco złośliwie, że jak w ubiegłym roku Manfred Weber jeździł na spotkania z Georgią Meloni, to Söder nie odmawiał sobie krytyki tych wycieczek. Tym razem sam pojechał. I co z tego? – pewnie sam skomentowałby swoją rozmowę z włoską premier, Söder. Polityk, który tak wyrozumiale podchodzi do zmiany postawy w zależności od zmian okoliczności nie musi się tłumaczyć. I chętnie korzysta z tego niepisanego przywileju.
 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe