Cztery lata bez seksu. Feministki reagują na zwycięstwo Trumpa

Ponowne zwycięstwo Donalda Trumpa wywołało histerię na lewicy. Radykalne feministki zapowiadają, że będą podczas jego kadencji odmawiać pożycia, celebryci chcą wyprowadzać się za granicę, a aktywiści gender grożą, że zrobią sobie krzywdę. Co jednak obiecuje sam Trump, prezydent-elekt?
Wściekła kobieta. Ilustracja poglądowa
Wściekła kobieta. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Trump wygrał wybory. Okazało się, że śmiejąca się maniakalnie, niezdolna do formułowania nawet prostych zdań Kamala Harris mało kogo przekonuje. Przyczyn jej porażki jest wiele: kandydatka Demokratów długo nie była w stanie (lub nie chciała) przedstawić konkretnego programu wyborczego, podczas ważnych przemówień była zależna od telepromptera, a jej kampania zdawała się skupiać na niechęci do konkurenta, zamiast na obietnicach poprawy pogarszającej się sytuacji ekonomicznej w USA. Trump trafił natomiast do wyborców, przeżywając kilka zamachów na swoje życie, pojawiając się w popularnych podcastach i odwołując się do tematów, które zajmują przeciętnych Amerykanów. Tymi tematami okazała się potrzeba ograniczenia masowej, nielegalnej migracji i cofanie zmian, które wprowadziła w ostatnich latach skrajna lewica.

Z drugiej strony mainstreamowe media z USA do ostatniej chwili skupiały się na dogmatach zwolenników wiecznego „postępu”: aborcji, otwartych granicach i mniejszościach seksualnych, do końca twierdząc, że Kamala Harris ma stałą, choć małą przewagę nad Republikaninem. Kiedy więc klęska Demokratów stała się pewna, rozczarowanie było wielkie: w USA nie będzie powrotu do legalnej w całym kraju aborcji, nie będzie transowania dzieci, a Trump zamierza domknąć granicę i odebrać przywileje nachodźcom. Jego przeciwnicy reagują na to w naturalny dla nich sposób – histerią, groźbą i szantażem. Niektórzy zapowiadają, że wyjadą z kraju, inni (inne) będą odmawiać seksu w swoim otoczeniu, a jeszcze inni straszą samobójstwem.

 

Eksodus celebrytów

Groźby (obietnice?) na wypadek wygranej Trumpa zaczęły się na długo przed jego wygraną w wyborach. Wiele z nich skupiało się wokół pomysłu emigracji: jeżeli Stany przejmie „faszysta” (Trump był nawet wprost porównywany do Hitlera), to słynne postaci z mediów i polityki wyniosą się za granicę. Kaliber zapowiadających ucieczkę z USA różnił się – podobnie grozili „mikrocelebryci” jak i wielkie gwiazdy filmowe.

Na przykład Xavier Musk, transseksualista i syn słynnego miliardera Elona Muska, ogłosił swoją decyzję o opuszczeniu USA, wyrażając obawy przed rządami Trumpa. Xavier identyfikuje się obecnie jako Vivian i jest wzorem dla wielu aktywistów gender, ponieważ zerwał kontakty z ojcem ze względu na rzekomą transfobię Elona Muska. Miliarder natomiast jest zdania, że ideologia gender zabrała mu syna, który pod jej wpływem przeszedł „tranzycję” - operacje, które miały upodobnić Xaviera do kobiety.

Transseksualista nie jest jednak sam w zapowiadanym proteście: Whoopi Goldberg i Cher wielokrotnie twierdziły, że opuszczą Stany Zjednoczone, jeśli Trump wygra wybory. Mimo tych głośnych deklaracji obie nadal pozostają (i chyba pozostaną) w kraju. Podobnie jest z takimi osobistościami jak Amy Schumer (aktorka, która bezskutecznie zajmuje się komedią) czy Lena Dunham (feministyczna reżyserka), obie deklarujące wcześniej, że opuszczą USA w obliczu zwycięstwa Trumpa. Jednak podobnie jak ich poprzednicy, obie panie żyją jeszcze w Ameryce, a Schumer wycofała się już nawet z zapowiadanej emigracji, twierdząc, że jej groźby były formą żartu.

 

Zero seksu

Szczególne rozgoryczenie po ostatnich wyborach w USA odczuwają pewnie amerykańskie feministki. To dzięki Trumpowi i jego wpływom na Sąd Najwyższy w Stanach cofnięto przyzwolenie na aborcję z lat 70., które, działając na poziomie federalnym, zmuszało nawet konserwatywne stany do zabijania swoich nienarodzonych obywateli. Donald Trump i jego sędziowie sprawili natomiast, że decyzja o legalności aborcji zależy od danego stanu, tak, jak przewiduje to amerykańska konstytucja. Tego feministki wybaczyć mu nie mogą i obecnie zapowiadają... strajk (a)seksualny.

Po reelekcji Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych nasiliły się bowiem głosy wielu kobiet domagających się radykalnej zmiany w prawie. Feministki zainspirowały się południowokoreańskim ruchem 4B: w Korei coraz więcej kobiet rzekomo ogłasza, że będą odmawiać mężczyznom nie tylko randek, ale także małżeństw i intymności seksualnej. To ich protest przeciwko politycznemu klimatowi i walka z „patriarchatem”. W tym samym kierunku chcą obecnie iść „postępowe” Amerykanki.

Ruch 4B, który zaczął zyskiwać popularność w Korei Południowej w 2019 roku, oparty jest na czterech "nie": brak heteroseksualnego małżeństwa (bihon), brak dzieci (bichulsan), brak randek (biyeonae) i brak relacji seksualnych (bisekseu). Ideologia tego ruchu zakłada, że poprzez odrzucenie relacji z mężczyznami, kobiety mogą odzyskać swoją autonomię (prawo do zabijania dzieci) oraz walczyć z systemem, który je niby deprecjonuje. Zwolenniczki ruchu twierdzą, że ich podejście jest nie tylko osobistym wyzwaniem, ale również formą buntu przeciwko opresyjnemu społeczeństwu.

Po ogłoszeniu wyników wyborów w USA w mediach społecznościowych pojawiały się więc zachęty do przyłączenia się do ruchu 4B. Feministki publikują teraz nagrania na TikToku, w których obiecują wstrzymanie się od relacji z mężczyznami przez kolejne cztery lata. Komedia Arystofanesa zdaje się stawać rzeczywistością – tylko w skrzywionej formie.

 

Gender i samobójstwo

Najcięższe armaty przeciwko Trumpowi wyciągają jednak zwolennicy ideologii gender i tęczowi aktywiści. Te „wykluczone” grupy, za którymi stał dotąd rząd Bidena i większość mediów, grożą, że odbiorą sobie życie z powodu ponownego tryumfu biznesmena. Oprócz histerii i autentycznych problemów psychicznych powód jest dość prosty: zwycięski Republikanin nie jest fanem denializmu płciowego.

W prostych słowach: Donald Trump obiecał, że zakaże transowania dzieci w Stanach. Oznaczałoby to w praktyce ban na eksperymenty na najmłodszych obywatelach, bo najważniejsze elementy „tranzycji” to przyjmowanie sztucznych hormonów i ich blokerów (sterylizacja), oraz okaleczające operacje plastyczne. W ostatnich latach wiele krajów (np. Szwecja i Wielka Brytania) ograniczyło lub zakazało transowania dzieci USA nie byłyby nawet odosobnione w tym kroku. Lobby transseksualne tego jednak znieść nie może.

Po reelekcji Donalda Trumpa, aktywiści i organizacje promujące gender w Stanach Zjednoczonych donoszą więc o rosnącym lęku i niepokoju w swoim otoczeniu. Według raportów z anglojęzycznych mediów, organizacje takie jak Trevor Project i Rainbow Youth Project odnotowały kilkudziesięcio-, a nawet dwustu- procentowy wzrost rzekomych prób kontaktu od młodych ludzi w związku z obawami o swoje bezpieczeństwo. Call Center Rainbow Youth Project (infolinia kryzysowa) która zazwyczaj odbiera około 3 tysięcy połączeń miesięcznie, odnotowała podobno 3,810 wiadomości tylko w pierwszych kilku dniach w czasie wyborów.

Niektórzy kontaktujący się z infoliniami twierdzili nawet, że razem z innymi „queerowymi rówieśnikami” zawarli pakt dotyczący „zbiorowego samobójstwa” w przypadku zwycięstwa Trumpa.

Ludziom z poważnymi problemami psychicznymi należy się, oczywiście wsparcie i realne pomoc, ta jednak nie nadchodzi od organizacji zajmujących się wsparciem dla osób z zaburzeniami tożsamości płciowej. W ostatnich latach aktywiści gender wielokrotnie podkreślali, że samobójstwo grozi każdemu, komu odmówi się możliwości „zmiany płci” - nawet dzieciom. Trump natomiast ani nie zapowiadał ograniczania prawa do „tranzycji” dorosłych, ani nawet nie mógłby takiego ograniczenia zrealizować prawnie.

 

Następne lata

Celebryci obiecują więc ucieczkę z kraju, feministki seksualną ascezę, a aktywiści gender grożą, że zrobią sobie krzywdę. Co jednak planuje zrobić Trump, największy zwycięzca ostatnich dni?

Trump ma jasny plan działania na swoją nową kadencję, której rozpoczęcie zaplanowane jest na styczeń 2025 roku. Jego polityka ma skoncentrować się na kilku kluczowych obszarach: na gospodarce, imigracji i polityce zagranicznej.

Najważniejsze pewnie obietnice Republikanina to obniżki podatków dla klasy średniej i emerytów. Prezydent-elekt planuje przywrócenie rozwiązań podatkowych wprowadzonych w ramach Ustawy o Cięciu Podatków z 2017 roku, czyli zwolnienie z podatku federalnego świadczeń emerytalnych oraz wynagrodzeń za nadgodziny i napiwków.

Dodatkowo Trump zapowiada powrót do strategii "drill, baby, drill", czyli zwiększanie wydobycia ropy i gazu w USA, co miało już miejsce podczas jego poprzedniej kadencji. Strategia wiąże się ze zniesieniem regulacji związanych z przemysłem energetycznym, które wprowadziła administracja Bidena. Oprócz krajowego programu niezależności energetycznej Trump stawia też na regulacje handlowe, a dokładniej na wprowadzenie taryf wyrównawczych dla krajów, które stosują wyższe taryfy na produkty amerykańskie. Taka polityka ma wspierać amerykańskich producentów i chronić miejsca pracy.

I na koniec: były i przyszły prezydent szykuje radykalne zmiany w podejściu do imigracji. Już pierwszego dnia po objęciu urzędu obiecuje on bowiem rozpocząć największy program deportacji w historii USA, który skoncentruje się na usunięciu osób nielegalnie przebywających w kraju, zwłaszcza tych z kryminalną przeszłością.

Trudno sobie wyobrazić, by celebryci, feministki czy trans aktywiści mogli jego plany zatrzymać.


 

POLECANE
Muzułmańscy imigranci nigdy nie będą się integrować. Stanowią zagrożenie większe niż się wydaje tylko u nas
Muzułmańscy imigranci nigdy nie będą się integrować. Stanowią zagrożenie większe niż się wydaje

Jak poinformował portal European Conservative, po gorącej dyskusji na forum parlamentu francuscy deputowani głosowali za uchwałą przeciwko Bractwu Muzułmańskiemu, klasyfikując je jako organizację terrorystyczną. Decyzja ta zapadła po licznych doniesieniach i ostrzeżeniach o infiltracji i rosnącym wpływie grupy na społeczeństwo francuskie. Problemem Francji i Europy nie jest jednak samo Bractwo Muzułmańskie, ale cały islam.

Co Niemcy sądzą o Trumpie? Jest sondaż z ostatniej chwili
Co Niemcy sądzą o Trumpie? Jest sondaż

62 proc. badanych w Niemczech uważa Donalda Trumpa za zagrożenie dla kraju – wynika z sondażu ośrodka INSA, przeprowadzonego na zlecenie gazety "Bild am Sonntag".

Komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego

IMGW-PIB ostrzega mieszkańców województwa wielkopolskiego przed marznącymi opadami. Region objęty jest alertem 1. stopnia.

Tragiczny pożar na Śląsku. Są ofiary z ostatniej chwili
Tragiczny pożar na Śląsku. Są ofiary

Jedna osoba zginęła, a sześć innych, w tym czworo dzieci, trafiło do szpitali po pożarze, który ostatniej nocy wybuchł w jednym z mieszkań bloku przy ul. Przemysława w Wodzisławiu Śląskim – podały w niedzielę służby kryzysowe wojewody śląskiego i straż pożarna.

Władze Kostrzyna uczciły rocznicę urodzin kata polskiej niepodległości gorące
Władze Kostrzyna uczciły rocznicę urodzin kata polskiej niepodległości

Burmistrz miasta Kostrzyn nad Odrą dr Andrzej Knut wraz z burmistrzem Letschin Michaelem Böttcherem i dyrektorem Muzeum Twierdzy Kostrzyn Ryszardem Skałbą zorganizowali w Kostrzynie uroczystości z okazji 314 rocznicę urodzin króla Prus Fryderyka II, Wielkiego pod hasłem „Fryderyk wraca do Kostrzyna”.

Nowa prognoza IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
Nowa prognoza IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Marznące opady z ryzykiem gołoledzi, śnieg na północy oraz mgły na południu – informuje w niedzielę 25 stycznia 2026 r. IMGW.

Członkowie EPL ukarani za próbę odwołania Ursuli von der Leyen gorące
Członkowie EPL ukarani za próbę odwołania Ursuli von der Leyen

Jak poinformował portal Euractiv.com liberalno-lewicowa Europejska Partia Ludowa w Parlamencie Europejskim nałożyła sankcje na ponad dziesięciu swoich posłów do Parlamentu Europejskiego, w tym siedmiu Węgrów, którzy odmówili sprzeciwienia się próbie obalenia Komisji Europejskiej.

Słowa Trumpa wywołały burzę. Ambasador USA w Polsce reaguje z ostatniej chwili
Słowa Trumpa wywołały burzę. Ambasador USA w Polsce reaguje

Polska nie ma większego przyjaciela niż prezydent Trump – napisał w niedzielę w serwisie X ambasador USA w Polsce Tom Rose.

Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego

RCB wydało alert na niedzielę 25 stycznia z powodu pyłu PM10.

Prezydent Litwy zaproponował utworzenie wspólnej strefy wolnego handlu z Polską z ostatniej chwili
Prezydent Litwy zaproponował utworzenie wspólnej strefy wolnego handlu z Polską

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda przedstawił pomysł utworzenia wspólnej strefy wolnego handlu.

REKLAMA

Cztery lata bez seksu. Feministki reagują na zwycięstwo Trumpa

Ponowne zwycięstwo Donalda Trumpa wywołało histerię na lewicy. Radykalne feministki zapowiadają, że będą podczas jego kadencji odmawiać pożycia, celebryci chcą wyprowadzać się za granicę, a aktywiści gender grożą, że zrobią sobie krzywdę. Co jednak obiecuje sam Trump, prezydent-elekt?
Wściekła kobieta. Ilustracja poglądowa
Wściekła kobieta. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Trump wygrał wybory. Okazało się, że śmiejąca się maniakalnie, niezdolna do formułowania nawet prostych zdań Kamala Harris mało kogo przekonuje. Przyczyn jej porażki jest wiele: kandydatka Demokratów długo nie była w stanie (lub nie chciała) przedstawić konkretnego programu wyborczego, podczas ważnych przemówień była zależna od telepromptera, a jej kampania zdawała się skupiać na niechęci do konkurenta, zamiast na obietnicach poprawy pogarszającej się sytuacji ekonomicznej w USA. Trump trafił natomiast do wyborców, przeżywając kilka zamachów na swoje życie, pojawiając się w popularnych podcastach i odwołując się do tematów, które zajmują przeciętnych Amerykanów. Tymi tematami okazała się potrzeba ograniczenia masowej, nielegalnej migracji i cofanie zmian, które wprowadziła w ostatnich latach skrajna lewica.

Z drugiej strony mainstreamowe media z USA do ostatniej chwili skupiały się na dogmatach zwolenników wiecznego „postępu”: aborcji, otwartych granicach i mniejszościach seksualnych, do końca twierdząc, że Kamala Harris ma stałą, choć małą przewagę nad Republikaninem. Kiedy więc klęska Demokratów stała się pewna, rozczarowanie było wielkie: w USA nie będzie powrotu do legalnej w całym kraju aborcji, nie będzie transowania dzieci, a Trump zamierza domknąć granicę i odebrać przywileje nachodźcom. Jego przeciwnicy reagują na to w naturalny dla nich sposób – histerią, groźbą i szantażem. Niektórzy zapowiadają, że wyjadą z kraju, inni (inne) będą odmawiać seksu w swoim otoczeniu, a jeszcze inni straszą samobójstwem.

 

Eksodus celebrytów

Groźby (obietnice?) na wypadek wygranej Trumpa zaczęły się na długo przed jego wygraną w wyborach. Wiele z nich skupiało się wokół pomysłu emigracji: jeżeli Stany przejmie „faszysta” (Trump był nawet wprost porównywany do Hitlera), to słynne postaci z mediów i polityki wyniosą się za granicę. Kaliber zapowiadających ucieczkę z USA różnił się – podobnie grozili „mikrocelebryci” jak i wielkie gwiazdy filmowe.

Na przykład Xavier Musk, transseksualista i syn słynnego miliardera Elona Muska, ogłosił swoją decyzję o opuszczeniu USA, wyrażając obawy przed rządami Trumpa. Xavier identyfikuje się obecnie jako Vivian i jest wzorem dla wielu aktywistów gender, ponieważ zerwał kontakty z ojcem ze względu na rzekomą transfobię Elona Muska. Miliarder natomiast jest zdania, że ideologia gender zabrała mu syna, który pod jej wpływem przeszedł „tranzycję” - operacje, które miały upodobnić Xaviera do kobiety.

Transseksualista nie jest jednak sam w zapowiadanym proteście: Whoopi Goldberg i Cher wielokrotnie twierdziły, że opuszczą Stany Zjednoczone, jeśli Trump wygra wybory. Mimo tych głośnych deklaracji obie nadal pozostają (i chyba pozostaną) w kraju. Podobnie jest z takimi osobistościami jak Amy Schumer (aktorka, która bezskutecznie zajmuje się komedią) czy Lena Dunham (feministyczna reżyserka), obie deklarujące wcześniej, że opuszczą USA w obliczu zwycięstwa Trumpa. Jednak podobnie jak ich poprzednicy, obie panie żyją jeszcze w Ameryce, a Schumer wycofała się już nawet z zapowiadanej emigracji, twierdząc, że jej groźby były formą żartu.

 

Zero seksu

Szczególne rozgoryczenie po ostatnich wyborach w USA odczuwają pewnie amerykańskie feministki. To dzięki Trumpowi i jego wpływom na Sąd Najwyższy w Stanach cofnięto przyzwolenie na aborcję z lat 70., które, działając na poziomie federalnym, zmuszało nawet konserwatywne stany do zabijania swoich nienarodzonych obywateli. Donald Trump i jego sędziowie sprawili natomiast, że decyzja o legalności aborcji zależy od danego stanu, tak, jak przewiduje to amerykańska konstytucja. Tego feministki wybaczyć mu nie mogą i obecnie zapowiadają... strajk (a)seksualny.

Po reelekcji Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych nasiliły się bowiem głosy wielu kobiet domagających się radykalnej zmiany w prawie. Feministki zainspirowały się południowokoreańskim ruchem 4B: w Korei coraz więcej kobiet rzekomo ogłasza, że będą odmawiać mężczyznom nie tylko randek, ale także małżeństw i intymności seksualnej. To ich protest przeciwko politycznemu klimatowi i walka z „patriarchatem”. W tym samym kierunku chcą obecnie iść „postępowe” Amerykanki.

Ruch 4B, który zaczął zyskiwać popularność w Korei Południowej w 2019 roku, oparty jest na czterech "nie": brak heteroseksualnego małżeństwa (bihon), brak dzieci (bichulsan), brak randek (biyeonae) i brak relacji seksualnych (bisekseu). Ideologia tego ruchu zakłada, że poprzez odrzucenie relacji z mężczyznami, kobiety mogą odzyskać swoją autonomię (prawo do zabijania dzieci) oraz walczyć z systemem, który je niby deprecjonuje. Zwolenniczki ruchu twierdzą, że ich podejście jest nie tylko osobistym wyzwaniem, ale również formą buntu przeciwko opresyjnemu społeczeństwu.

Po ogłoszeniu wyników wyborów w USA w mediach społecznościowych pojawiały się więc zachęty do przyłączenia się do ruchu 4B. Feministki publikują teraz nagrania na TikToku, w których obiecują wstrzymanie się od relacji z mężczyznami przez kolejne cztery lata. Komedia Arystofanesa zdaje się stawać rzeczywistością – tylko w skrzywionej formie.

 

Gender i samobójstwo

Najcięższe armaty przeciwko Trumpowi wyciągają jednak zwolennicy ideologii gender i tęczowi aktywiści. Te „wykluczone” grupy, za którymi stał dotąd rząd Bidena i większość mediów, grożą, że odbiorą sobie życie z powodu ponownego tryumfu biznesmena. Oprócz histerii i autentycznych problemów psychicznych powód jest dość prosty: zwycięski Republikanin nie jest fanem denializmu płciowego.

W prostych słowach: Donald Trump obiecał, że zakaże transowania dzieci w Stanach. Oznaczałoby to w praktyce ban na eksperymenty na najmłodszych obywatelach, bo najważniejsze elementy „tranzycji” to przyjmowanie sztucznych hormonów i ich blokerów (sterylizacja), oraz okaleczające operacje plastyczne. W ostatnich latach wiele krajów (np. Szwecja i Wielka Brytania) ograniczyło lub zakazało transowania dzieci USA nie byłyby nawet odosobnione w tym kroku. Lobby transseksualne tego jednak znieść nie może.

Po reelekcji Donalda Trumpa, aktywiści i organizacje promujące gender w Stanach Zjednoczonych donoszą więc o rosnącym lęku i niepokoju w swoim otoczeniu. Według raportów z anglojęzycznych mediów, organizacje takie jak Trevor Project i Rainbow Youth Project odnotowały kilkudziesięcio-, a nawet dwustu- procentowy wzrost rzekomych prób kontaktu od młodych ludzi w związku z obawami o swoje bezpieczeństwo. Call Center Rainbow Youth Project (infolinia kryzysowa) która zazwyczaj odbiera około 3 tysięcy połączeń miesięcznie, odnotowała podobno 3,810 wiadomości tylko w pierwszych kilku dniach w czasie wyborów.

Niektórzy kontaktujący się z infoliniami twierdzili nawet, że razem z innymi „queerowymi rówieśnikami” zawarli pakt dotyczący „zbiorowego samobójstwa” w przypadku zwycięstwa Trumpa.

Ludziom z poważnymi problemami psychicznymi należy się, oczywiście wsparcie i realne pomoc, ta jednak nie nadchodzi od organizacji zajmujących się wsparciem dla osób z zaburzeniami tożsamości płciowej. W ostatnich latach aktywiści gender wielokrotnie podkreślali, że samobójstwo grozi każdemu, komu odmówi się możliwości „zmiany płci” - nawet dzieciom. Trump natomiast ani nie zapowiadał ograniczania prawa do „tranzycji” dorosłych, ani nawet nie mógłby takiego ograniczenia zrealizować prawnie.

 

Następne lata

Celebryci obiecują więc ucieczkę z kraju, feministki seksualną ascezę, a aktywiści gender grożą, że zrobią sobie krzywdę. Co jednak planuje zrobić Trump, największy zwycięzca ostatnich dni?

Trump ma jasny plan działania na swoją nową kadencję, której rozpoczęcie zaplanowane jest na styczeń 2025 roku. Jego polityka ma skoncentrować się na kilku kluczowych obszarach: na gospodarce, imigracji i polityce zagranicznej.

Najważniejsze pewnie obietnice Republikanina to obniżki podatków dla klasy średniej i emerytów. Prezydent-elekt planuje przywrócenie rozwiązań podatkowych wprowadzonych w ramach Ustawy o Cięciu Podatków z 2017 roku, czyli zwolnienie z podatku federalnego świadczeń emerytalnych oraz wynagrodzeń za nadgodziny i napiwków.

Dodatkowo Trump zapowiada powrót do strategii "drill, baby, drill", czyli zwiększanie wydobycia ropy i gazu w USA, co miało już miejsce podczas jego poprzedniej kadencji. Strategia wiąże się ze zniesieniem regulacji związanych z przemysłem energetycznym, które wprowadziła administracja Bidena. Oprócz krajowego programu niezależności energetycznej Trump stawia też na regulacje handlowe, a dokładniej na wprowadzenie taryf wyrównawczych dla krajów, które stosują wyższe taryfy na produkty amerykańskie. Taka polityka ma wspierać amerykańskich producentów i chronić miejsca pracy.

I na koniec: były i przyszły prezydent szykuje radykalne zmiany w podejściu do imigracji. Już pierwszego dnia po objęciu urzędu obiecuje on bowiem rozpocząć największy program deportacji w historii USA, który skoncentruje się na usunięciu osób nielegalnie przebywających w kraju, zwłaszcza tych z kryminalną przeszłością.

Trudno sobie wyobrazić, by celebryci, feministki czy trans aktywiści mogli jego plany zatrzymać.



 

Polecane