Wybory w Niemczech. Agenda 2030 - niemieccy chadecy "mają plan"

Agenda 2030 – tak nazywa się chadeckie panaceum na postępującą zapaść niemieckiej gospodarki. A sytuacja jest na tyle poważna, że Friedrich Merz ściąga na pomoc autorytet samego Konrada Adenauera porównując przełom roku 1949 do tego, który ma nastąpić jego zdaniem w 2025 r. wraz z wyborami parlamentarnymi. I w istocie, ta krótka kampania wyborcza w Niemczech jest jakaś inna. Nie jednak za sprawą patosu Merza czy nieporadności kampanijnej Olafa Scholza a na skutek dość bezpardonowych ukąszeń zza Oceanu.
Friedrich Merz
Friedrich Merz / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Olaf Kosinsky

Na zakończenie sobotniego spotkania kierownictwa CDU w Hamburgu, Friedrich Merz odnosząc się do rychłego zaprzysiężenia Donalda Trumpa, stwierdził, że „nie patrzy na to jak królik na węża”. Merz jest zdania, co zresztą wielokrotnie powtarzał w ostatnich tygodniach prekampanii i on i ludzie z jego otoczenia, że przyszłe kontakty z nową administracją w Waszyngtonie powinny się odbywać bardziej na zasadzie Europa-Trump niż bilateralnie. I w sumie nie ma się co Merzowi dziwić. Samym Niemcom nie będzie łatwo gładko wejść w relacje z Trumpem, w grupie będzie raźniej. „Nie pomoże wygrażanie palcem, tu trzeba koordynacji, współpracy i własnej strategii” – dodał lider CDU w Hamburgu w kontekście możliwego wstrzymania amerykańskiej pomocy dla Ukrainy przez administrację Trumpa. Według Merza Europa jest w stanie zbudować partnerskie stosunki z nowym-starym prezydentem USA, ale tylko wtedy, gdy będzie mówiła jednym głosem. Choć nie do końca, ponieważ jak podkreślił Merz:

- Jeżeli Europa połączy swoje siły, będzie silna a, jeżeli Niemcy – tak jak to jest aktualnie – nie przejmą roli wiodącej w Unii Europejskiej – będzie słaba

Czyli jedność jednością, ale rola wiodąca ma przypaść Niemcom, nawet jeżeli walczą z rozległym i wielopoziomowym kryzysem a ich relacje z Trumpem najlepiej oddaje szarża Elona Muska namaszczającego AfD na X na jedynego obrońcę Niemiec przed ich własną biurokracją, błędami politycznymi i wokeizmem. 

Tak czy inaczej Friedrich Merz jeszcze próbuje lawirować między „konstruktywną krytyką” zabiegów Muska na rzecz wsparcia AfD uprawianego również na niemieckim podwórku medialnym, a złośliwościami pod adresem kanclerza Scholza, który postanowił publicznie skrytykować Trumpa za jego ostatnie podchody do Grenlandii.

- Nie sądzę by prezydent USA w jakimkolwiek stopniu był pod wrażeniem kilkuminutowego przemówienia Olafa Scholza

– skwitował Merz. 

Scholz kandydatem

W ten sam weekend socjaldemokraci oficjalnie zatwierdzili Scholza na swojego kandydata na kanclerza. Bez wyraźnego entuzjazmu, ale jednak. Do tej pory było tak, że ten, kto walczył o drugą kadencję miał zapewniony tzw. Kanzlerbonus, czyli przewagę wynikającą z faktu, że już stał na czele rządu. W przypadku Scholza jego kanclerstwo działa na niekorzyść kandydata, bo i bilans marny i poparcie społeczne topniejące. Według sondażu przeprowadzonego przez Barometr Polityczny Grupy Badawczej ds. Wyborów (źródło: Statista.de) na początku stycznia 2025 r. około 33 proc. respondentów było zadowolonych z pracy kanclerza Olafa Scholza. 62 procent oceniło jego pracę jako kanclerza jako złą. I fakty (przynajmniej na poziomie sondaży) wyglądają dziś tak, że w rankingach popularności prowadzi minister obrony, Boris Pistorius (a nie Merz czy Scholz), największe szanse na utworzenie kolejnego rządu federalnego mają chadecy a 85 proc. respondentów źle ocenia prace rządu, nie tylko samego kanclerza.

Co ciekawe, jak spojrzymy na wspomniany ranking popularności polityków (źródło: ZDF Politbarometer) w którym pierwsze miejsce zajmuje Pistorius, to na drugim miejscu jest Henrik Wüst, chadek od 2021 r. piastujący urząd premiera Nadrenii – Północnej Westfalii, największego landu Niemiec, na trzecim miejscu plasuje się Markus Söder, jowialny szef CSU i premier Bawarii, tuż za nim zielony minister gospodarki Robert Habeck a dopiero za nim Friedrich Merz…Annalena Baerbock i Olaf Scholz. Już po samym rankingu widać jak dalece kandydaci na kanclerza rozjeżdżają się ze społecznymi gustami. Tylko, że nikt siłą Scholza nie zamieni na Pistoriusa a Merz tak długo czekał na to by zająć miejsce po Angeli Merkel, że nie da sobie wydrzeć szansy przez Södera. I tak to się kręci. 

Musk i Alice

Alice Weidel zamyka wspomniany ranking, co nie znaczy, że nie cieszy się poparciem. Również ona została w sobotę oficjalnie ogłoszona jako kandydatka AfD na kanclerza Niemiec i jest tym samym pierwszą kobietą na tzw. skrajnej prawicy wytypowaną do walki o Kanzleramt. I tu ciekawostka ukazująca złożoność kampanii wyborczej. Nawet jeżeli Weidel jest ostatnia w rankingu ZDF to już w zestawieniu najbardziej popularnych polityków na Facebooku Weidel zajmuje miejsce drugie (539 tys. polubień profilu) tuż po Sahrze Wagenknecht z BSW, której profil lubi 748 tys. użytkowników Fb. Dane zostały zebrane w październiku 2024 r, ale wskazują na pewien trend. Skrajna lewica i skrajna prawica zdecydowanie lepiej niż pozostałe partie radzi sobie w mediach społecznościowych, na Tiktoku i na X. A ta ostatnia platforma stała się również areną dla Alice Weidel.
150 urzędników unijnych miało wedle informacji z Brukseli przysłuchiwać się rozmowie liderki AfD i Elona Muska na Platformie X. Po tym jak Musk poparł AfD w swoim felietonie opublikowanym dwa tygodnie temu w „Welt am Sonntag”, następnym krokiem miała być rozmowa na żywo Weidel i Muska. Zanim doszło do tego spotkania przez media niemieckie przetoczył się tabun ekspertów lamentujących nad ingerencją amerykańskiego krezusa w niemiecką kampanię wyborczą i nagle się okazało, że w Niemczech i w ogóle w UE takich rzeczy robić nie wolno. To znaczy nie wolno każdemu.

Jak w 2020 r. George Soros radził brukselskim instytucjom by wyemitować wieczyste obligacje i tym samym „obejść polskie i węgierskie veto”, nikt się nie oburzał, że oto nastąpiła „ingerencja z zewnątrz”. Muskowi jednak nie wolno. A jak wypadła sama rozmowa? Zdecydowanie poniżej możliwości Alice Weidel, która zazwyczaj jest sprawna retorycznie i potrafi wprawić w zakłopotanie swoich oponentów. Tu zmysł retoryczny Alice nie oczarował chyba nikogo. Jeszcze pierwsze dwa kwadranse rozmowy były w miarę ciekawe. Poruszono temat rozbuchanej do granic niemieckiej biurokracji, błędów polityki imigracyjnej i transformacji energetycznej, Musk opowiadał, jak kazano mu przy okazji zakładania fabryki Tesli w Brandenburgii drukować tysiące stron z pozwoleniami, Weidel narzekała na długi czas oczekiwania na załatwienie podstawowych spraw w urzędach etc. Kiedy jednak zeszło na opowieści o dinozaurach, lotach na Marsa, gnostycyzmie Weidel i tego, że jej zdaniem „Hitler był komunistą”, rozmowa się posypała. Weidel coraz częściej mówiła „Yes. Yes” ewidentnie szukając frazy po angielsku, Musk wydawał się być nieco już znudzony a słuchacze mogli się poczuć miejscami zażenowani nerwowym śmiechem liderki AfD, która z twardej zawodniczki spadła do poziomu początkującej influencerki. Komu ta rozmowa zaszkodziła? Nikomu. AfD wykorzysta migawki z konwersacji, w których Musk namawia do głosowania na AfD a Musk zagrał na nosie niemieckiemu establishmentowi. I o to chodziło.

Swoją drogą, warto już będąc przy temacie AfD i USA wspomnieć o wniosku złożonym w Bundestagu przez klub parlamentarny AfD w listopadzie tego roku, bo pojawił się tam również watek Polski. Otóż w tym dokumencie posłowie AfD żądali zaprzestania finansowania niemiecko-amerykańskich organizacji pozarządowych ze środków niemieckiego MSZ-u powołując się np. na to, że te organizacje m.in. organizowały wydarzenia (prawdopodobnie panele) lub publikowały artykuły związane „z rzekomą erozją praworządności na Węgrzech i w Polsce za rządów narodowokonserwatywnych” lub „ingerujące w wybory do Parlamentu Europejskiego poprzez ostrzeganie przed partiami prawicowymi”. To ciekawy wątek, bo pokazuje dwie strony medalu. Niemiecki mainstream medialny oburzony na Muska za ingerowanie w kampanię wyborczą w Niemczech i partię Weidel oburzoną na NGOsy amerykańsko-niemieckie za…ingerencję w sprawy europejskie.  A żeby jednak przypomnieć sobie, że Niemcy to zawsze Niemcy, zauważmy deklarację Pani Weidel o konieczności powrotu do użytkowania Nord Streamu. Ciekawe co na to Amerykanie od Trumpa, którzy chcą zalać Europę gazem „made in USA”?


 

POLECANE
Tȟašúŋke Witkó: Nasza chata z kraja z ostatniej chwili
Tȟašúŋke Witkó: Nasza chata z kraja

Od dłuższego czasu zastanawiam się, jak lapidarnie opisać Europę Zachodnią, tę z 2. połowy 3. dekady XXI wieku? Czy lepsze będzie wyświechtane andersenowskie powiedzenie: „Król jest nagi”, czy może – bardziej brutalne i nieco dłuższe zdanie – „Kontynent przyłapany ze spodniami opuszczonymi do kostek”?

Sejm za wydłużeniem zakazu sprzedaży ziemi rolnej z państwowego zasobu do 2036 r. z ostatniej chwili
Sejm za wydłużeniem zakazu sprzedaży ziemi rolnej z państwowego zasobu do 2036 r.

Sejm uchwalił w piątek ustawę, która o kolejne 10 lat, czyli do 2036 roku wydłuża czas, w którym wstrzymana będzie sprzedaż ziemi rolnej z państwowego zasobu. Nowe przepisy zwiększają też areał ziemi państwowej, który będzie można sprzedać rolnikowi bez wyrażania na to zgody ministra rolnictwa.

Prezydenci Polski, Ukrainy i Litwy będą rozmawiali o bezpieczeństwie i negocjacjach pokojowych z ostatniej chwili
Prezydenci Polski, Ukrainy i Litwy będą rozmawiali o bezpieczeństwie i negocjacjach pokojowych

Aktualna sytuacja bezpieczeństwa oraz toczące się negocjacje pokojowe dotyczące Ukrainy, będą głównymi tematami rozmów prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentami Ukrainy i Litwy - poinformował PAP prezydencki minister Marcin Przydacz. Rozmowy przywódców odbędą się w sobotę i w niedzielę.

Kontrowersje wokół procesu Żurka. Dlaczego w cywilnej sprawie uczestniczy prokuratura? z ostatniej chwili
Kontrowersje wokół procesu Żurka. Dlaczego w cywilnej sprawie uczestniczy prokuratura?

Jak poinformował portal Niezależna.pl, przed Sądem Okręgowym w Tarnowie toczy się proces z udziałem obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka i jego byłej żony. Chodzi o pozew o zapłatę. Na dzisiaj zaplanowano kolejną rozprawę. Zdumiewające jest, że w sprawie cywilnej uczestniczy... prokuratura. Prokuratura, która podlega prokuratorowi generalnemu, czyli Waldemarowi Żurkowi.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: Kryzys zaufania do USA jest sztucznie i histerycznie wyolbrzymiany gorące
Dr Jacek Saryusz-Wolski: Kryzys zaufania do USA jest sztucznie i histerycznie wyolbrzymiany

„Kryzys zaufania do USA jest sztucznie i histerycznie wyolbrzymiany przez te siły polityczne w UE, które chcą wypchnąć USA z Europy” - napisał na platformie X doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski.

Zamiast zbroić Grenlandię UE narzuca jej transformację energetyczną gorące
Zamiast zbroić Grenlandię UE narzuca jej transformację energetyczną

„W zeszłym roku zawarliśmy umowy, które doprowadzą do dodatkowych inwestycji w czystą energię, krytyczne surowce i łączność cyfrową” - poinformowała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen po nieformalnym spotkaniu Rady Europejskiej.

Dramat na drodze w woj. mazowieckim. Trzylatek trafił do szpitala Wiadomości
Dramat na drodze w woj. mazowieckim. Trzylatek trafił do szpitala

Do dramatycznego zdarzenia doszło wczoraj (22.01) około godziny 17:15 w Niemirach w gminie Brańszczyk (woj. mazowieckie). Troje dzieci wbiegło nagle na jezdnię - dwoje starszych zdążyło bezpiecznie przebiec, jednak trzyletni chłopiec został potrącony przez nadjeżdżający samochód.

Były szef łotewskiego MON: Musimy przestać śpiewać w chórze, który gra niewłaściwą melodię, jak Zielony Ład gorące
Były szef łotewskiego MON: Musimy przestać śpiewać w chórze, który gra niewłaściwą melodię, jak Zielony Ład

„Mocne przemówienie premiera Kanady na Forum w Davos potwierdziło to, o czym wiele osób w światowych kręgach politycznych myślało od dawna, ale nie było w stanie —lub nie chciało— tego wyrazić. Powojenny porządek świata upadł i obecnie kształtuje się nowy system globalny, w którym każdy kraj, duży czy mały, musi znaleźć swoje miejsce i rolę” - napisał dr Artis Pabriks, dyrektor Centrum Polityki Europy Północnej, były minister obrony Łotwy na łamach defencepolicy.eu.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

IMGW-PIB ostrzega mieszkańców województwa świętokrzyskiego przed silnym ociepleniem. Region objęty jest alertem 2. stopnia, co oznacza, że w najbliższych dniach możliwe są gwałtowne roztopy, długotrwałe opady deszczu oraz podniesienie poziomu wód w rzekach i potokach.

Niespodziewane posunięcie prezydenta. Dotyczy wszystkich partii z ostatniej chwili
Niespodziewane posunięcie prezydenta. Dotyczy wszystkich partii

Prezydent RP Karol Nawrocki zaprosił na spotkania do Pałacu Prezydenckiego przedstawicieli wszystkich klubów i kół parlamentarnych. Spotkania odbędą się 29 stycznia i będą dotyczyły bieżącej współpracy Prezydenta RP z parlamentem - poinformował w piątek na platformie X rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.

REKLAMA

Wybory w Niemczech. Agenda 2030 - niemieccy chadecy "mają plan"

Agenda 2030 – tak nazywa się chadeckie panaceum na postępującą zapaść niemieckiej gospodarki. A sytuacja jest na tyle poważna, że Friedrich Merz ściąga na pomoc autorytet samego Konrada Adenauera porównując przełom roku 1949 do tego, który ma nastąpić jego zdaniem w 2025 r. wraz z wyborami parlamentarnymi. I w istocie, ta krótka kampania wyborcza w Niemczech jest jakaś inna. Nie jednak za sprawą patosu Merza czy nieporadności kampanijnej Olafa Scholza a na skutek dość bezpardonowych ukąszeń zza Oceanu.
Friedrich Merz
Friedrich Merz / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Olaf Kosinsky

Na zakończenie sobotniego spotkania kierownictwa CDU w Hamburgu, Friedrich Merz odnosząc się do rychłego zaprzysiężenia Donalda Trumpa, stwierdził, że „nie patrzy na to jak królik na węża”. Merz jest zdania, co zresztą wielokrotnie powtarzał w ostatnich tygodniach prekampanii i on i ludzie z jego otoczenia, że przyszłe kontakty z nową administracją w Waszyngtonie powinny się odbywać bardziej na zasadzie Europa-Trump niż bilateralnie. I w sumie nie ma się co Merzowi dziwić. Samym Niemcom nie będzie łatwo gładko wejść w relacje z Trumpem, w grupie będzie raźniej. „Nie pomoże wygrażanie palcem, tu trzeba koordynacji, współpracy i własnej strategii” – dodał lider CDU w Hamburgu w kontekście możliwego wstrzymania amerykańskiej pomocy dla Ukrainy przez administrację Trumpa. Według Merza Europa jest w stanie zbudować partnerskie stosunki z nowym-starym prezydentem USA, ale tylko wtedy, gdy będzie mówiła jednym głosem. Choć nie do końca, ponieważ jak podkreślił Merz:

- Jeżeli Europa połączy swoje siły, będzie silna a, jeżeli Niemcy – tak jak to jest aktualnie – nie przejmą roli wiodącej w Unii Europejskiej – będzie słaba

Czyli jedność jednością, ale rola wiodąca ma przypaść Niemcom, nawet jeżeli walczą z rozległym i wielopoziomowym kryzysem a ich relacje z Trumpem najlepiej oddaje szarża Elona Muska namaszczającego AfD na X na jedynego obrońcę Niemiec przed ich własną biurokracją, błędami politycznymi i wokeizmem. 

Tak czy inaczej Friedrich Merz jeszcze próbuje lawirować między „konstruktywną krytyką” zabiegów Muska na rzecz wsparcia AfD uprawianego również na niemieckim podwórku medialnym, a złośliwościami pod adresem kanclerza Scholza, który postanowił publicznie skrytykować Trumpa za jego ostatnie podchody do Grenlandii.

- Nie sądzę by prezydent USA w jakimkolwiek stopniu był pod wrażeniem kilkuminutowego przemówienia Olafa Scholza

– skwitował Merz. 

Scholz kandydatem

W ten sam weekend socjaldemokraci oficjalnie zatwierdzili Scholza na swojego kandydata na kanclerza. Bez wyraźnego entuzjazmu, ale jednak. Do tej pory było tak, że ten, kto walczył o drugą kadencję miał zapewniony tzw. Kanzlerbonus, czyli przewagę wynikającą z faktu, że już stał na czele rządu. W przypadku Scholza jego kanclerstwo działa na niekorzyść kandydata, bo i bilans marny i poparcie społeczne topniejące. Według sondażu przeprowadzonego przez Barometr Polityczny Grupy Badawczej ds. Wyborów (źródło: Statista.de) na początku stycznia 2025 r. około 33 proc. respondentów było zadowolonych z pracy kanclerza Olafa Scholza. 62 procent oceniło jego pracę jako kanclerza jako złą. I fakty (przynajmniej na poziomie sondaży) wyglądają dziś tak, że w rankingach popularności prowadzi minister obrony, Boris Pistorius (a nie Merz czy Scholz), największe szanse na utworzenie kolejnego rządu federalnego mają chadecy a 85 proc. respondentów źle ocenia prace rządu, nie tylko samego kanclerza.

Co ciekawe, jak spojrzymy na wspomniany ranking popularności polityków (źródło: ZDF Politbarometer) w którym pierwsze miejsce zajmuje Pistorius, to na drugim miejscu jest Henrik Wüst, chadek od 2021 r. piastujący urząd premiera Nadrenii – Północnej Westfalii, największego landu Niemiec, na trzecim miejscu plasuje się Markus Söder, jowialny szef CSU i premier Bawarii, tuż za nim zielony minister gospodarki Robert Habeck a dopiero za nim Friedrich Merz…Annalena Baerbock i Olaf Scholz. Już po samym rankingu widać jak dalece kandydaci na kanclerza rozjeżdżają się ze społecznymi gustami. Tylko, że nikt siłą Scholza nie zamieni na Pistoriusa a Merz tak długo czekał na to by zająć miejsce po Angeli Merkel, że nie da sobie wydrzeć szansy przez Södera. I tak to się kręci. 

Musk i Alice

Alice Weidel zamyka wspomniany ranking, co nie znaczy, że nie cieszy się poparciem. Również ona została w sobotę oficjalnie ogłoszona jako kandydatka AfD na kanclerza Niemiec i jest tym samym pierwszą kobietą na tzw. skrajnej prawicy wytypowaną do walki o Kanzleramt. I tu ciekawostka ukazująca złożoność kampanii wyborczej. Nawet jeżeli Weidel jest ostatnia w rankingu ZDF to już w zestawieniu najbardziej popularnych polityków na Facebooku Weidel zajmuje miejsce drugie (539 tys. polubień profilu) tuż po Sahrze Wagenknecht z BSW, której profil lubi 748 tys. użytkowników Fb. Dane zostały zebrane w październiku 2024 r, ale wskazują na pewien trend. Skrajna lewica i skrajna prawica zdecydowanie lepiej niż pozostałe partie radzi sobie w mediach społecznościowych, na Tiktoku i na X. A ta ostatnia platforma stała się również areną dla Alice Weidel.
150 urzędników unijnych miało wedle informacji z Brukseli przysłuchiwać się rozmowie liderki AfD i Elona Muska na Platformie X. Po tym jak Musk poparł AfD w swoim felietonie opublikowanym dwa tygodnie temu w „Welt am Sonntag”, następnym krokiem miała być rozmowa na żywo Weidel i Muska. Zanim doszło do tego spotkania przez media niemieckie przetoczył się tabun ekspertów lamentujących nad ingerencją amerykańskiego krezusa w niemiecką kampanię wyborczą i nagle się okazało, że w Niemczech i w ogóle w UE takich rzeczy robić nie wolno. To znaczy nie wolno każdemu.

Jak w 2020 r. George Soros radził brukselskim instytucjom by wyemitować wieczyste obligacje i tym samym „obejść polskie i węgierskie veto”, nikt się nie oburzał, że oto nastąpiła „ingerencja z zewnątrz”. Muskowi jednak nie wolno. A jak wypadła sama rozmowa? Zdecydowanie poniżej możliwości Alice Weidel, która zazwyczaj jest sprawna retorycznie i potrafi wprawić w zakłopotanie swoich oponentów. Tu zmysł retoryczny Alice nie oczarował chyba nikogo. Jeszcze pierwsze dwa kwadranse rozmowy były w miarę ciekawe. Poruszono temat rozbuchanej do granic niemieckiej biurokracji, błędów polityki imigracyjnej i transformacji energetycznej, Musk opowiadał, jak kazano mu przy okazji zakładania fabryki Tesli w Brandenburgii drukować tysiące stron z pozwoleniami, Weidel narzekała na długi czas oczekiwania na załatwienie podstawowych spraw w urzędach etc. Kiedy jednak zeszło na opowieści o dinozaurach, lotach na Marsa, gnostycyzmie Weidel i tego, że jej zdaniem „Hitler był komunistą”, rozmowa się posypała. Weidel coraz częściej mówiła „Yes. Yes” ewidentnie szukając frazy po angielsku, Musk wydawał się być nieco już znudzony a słuchacze mogli się poczuć miejscami zażenowani nerwowym śmiechem liderki AfD, która z twardej zawodniczki spadła do poziomu początkującej influencerki. Komu ta rozmowa zaszkodziła? Nikomu. AfD wykorzysta migawki z konwersacji, w których Musk namawia do głosowania na AfD a Musk zagrał na nosie niemieckiemu establishmentowi. I o to chodziło.

Swoją drogą, warto już będąc przy temacie AfD i USA wspomnieć o wniosku złożonym w Bundestagu przez klub parlamentarny AfD w listopadzie tego roku, bo pojawił się tam również watek Polski. Otóż w tym dokumencie posłowie AfD żądali zaprzestania finansowania niemiecko-amerykańskich organizacji pozarządowych ze środków niemieckiego MSZ-u powołując się np. na to, że te organizacje m.in. organizowały wydarzenia (prawdopodobnie panele) lub publikowały artykuły związane „z rzekomą erozją praworządności na Węgrzech i w Polsce za rządów narodowokonserwatywnych” lub „ingerujące w wybory do Parlamentu Europejskiego poprzez ostrzeganie przed partiami prawicowymi”. To ciekawy wątek, bo pokazuje dwie strony medalu. Niemiecki mainstream medialny oburzony na Muska za ingerowanie w kampanię wyborczą w Niemczech i partię Weidel oburzoną na NGOsy amerykańsko-niemieckie za…ingerencję w sprawy europejskie.  A żeby jednak przypomnieć sobie, że Niemcy to zawsze Niemcy, zauważmy deklarację Pani Weidel o konieczności powrotu do użytkowania Nord Streamu. Ciekawe co na to Amerykanie od Trumpa, którzy chcą zalać Europę gazem „made in USA”?



 

Polecane