Szukaj
Konto

Wybory w Niemczech. Zaskakujący przypadek Die Linke

26.02.2025 21:41
Liderzy Die Linke Heidi Reichinnek i Soeren Pellmann
Źródło: EPA/CLEMENS BILAN Dostawca: PAP/EPA
Komentarzy: 0
Przedterminowe wybory do Bundestagu już za nami. Zwycięzca i prawdopodobny nowy kanclerz Niemiec Friedrich Merz już ogłosił, że wkrótce zaczną się rozmowy koalicyjne z partią socjaldemokratyczną SPD, która dostała 16,4 procent głosów. Prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zajęła drugie miejsce po chadecji Merza i została wybrana przez co piątego Niemca. Niespodziewanie partia Die Linke podwoiła oddane na nią głosy w porównaniu z rokiem 2021 i osiągnęła poziom rzędu 8,7 procent.

To tyle o realnej walce o głosy w Niemczech. Prawdziwa walka o głosy miała natomiast miejsce w social mediach. W kontekście kampanii wyborczych w Polsce analiza kampanii u sąsiada może przynieść cenne spostrzeżenia.

Money, money, money

Niemieckie partie polityczne miały prawie 77 mln euro do dyspozycji w kampanii wyborczej 2025 roku. Te pieniądze to środki publiczne i składki członkowskie. Darowizny są marginesem w niemieckim systemie. Partiom należy się w Niemczech 45 centów za każde otrzymane euro w formie składek członkowskich, składek posiadaczy mandatu i darowizn (do 3300 euro).

Tradycyjnie niemiecka socjaldemokracja ma najwięcej pieniędzy. Jej olbrzymie struktury organizacyjne przy boku związków zawodowych oraz firmy takie jak wydawnictwo prasowe DVV i nieruchomości czynią ją najzamożniejszą partią polityczną w Niemczech. SPD na tę akurat kampanię wyborczą wydała tylko 15 milionów euro. AfD nie informuje o swoich wydatkach. Natomiast niemiecka chadecja wyłożyła na kampanię absolutnie rekordową kwotę rzędu 28 milionów. Zieloni zdecydowali się wydać 19 milionów, to jest równowartość kampanii z 2021 roku. Lewicowa Die Linke podaje, że kampania kosztowała ją 6,8 miliona euro.

Social media rządzą

Z powodu faktu ogłoszenia przedterminowych wyborów niemiecka kampania wyborcza była szczególnie krótka i przyspieszyła bardzo w samym lutym. To właśnie od lutego poza debatami w telewizji, radiu i prasie partie wystartowały ze swoim zmasowanym przekazem w social mediach. Dwa tygodnie przed wyborami (10-16 lutego) Zieloni i CDU dysponowały największym budżetem reklamowym w strukturach koncernu Meta (>20 tys. euro dziennie). Kampanie w social mediach koncentrowały się na liderach. Spersonalizowane konta Alice Weidel (AfD), Roberta Habecka (Zieloni), Christiana Lindnera (FDP) i Sahry Wagenknecht (Bündniss Sahra Wagenknecht) realizowały znacznie więcej interakcji niż konta partyjne. W końcowej fazie kampanii konta liderów i konta partyjne funkcjonowały w formie "Collab Partners", co oznacza ścisłą współpracę i wspólne działanie. Jednocześnie partie przeznaczyły większy budżet reklamowy dla swoich kont partyjnych niż kont spersonalizowanych.

Social media nie są wyłącznie możliwością pozyskania młodych wyborców, którzy wolą filmiki TikTok od długich artykułów prasowych. Takie strategie są już dawno passé. W obecnie realizowanych kampaniach liczą się coraz bardziej dziennikarze i influencerzy. To o ich uwagę zabiegały niemieckie partie politycznie w Niemczech. Pozyskanie uwagi takich osób daje prawdziwą szansę na przekroczenie bariery własnej banki społecznej i powielanie partyjnej narracji w świecie wirtualnym oraz rzeczywistym.

[Aleksandra Fedorska jest dziennikarką polskich i niemieckich mediów]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.02.2025 21:41
Źródło: tysol.pl