Jugendamt umieścił polskie rodzeństwo z imigrantami. Interweniuje Ministerstwo Sprawiedliwości

Po ponad roku zabiegów Ministerstwa Sprawiedliwości i polskich służb dyplomatycznych sąd apelacyjny w Berlinie pozwolił pani Annie zabrać trójkę swoich synów z placówki Jugendamtu. – Po tym, co chłopcy przeszli, potrzebują pomocy psychologa. Budzą się w nocy z krzykiem opowiada matka dzieci - pisze portal TVP Info.
Pani Anna (imiona kobiety i jej dzieci zostały na jej prośbę zmienione) mieszka w Berlinie od 15 lat. Przez 12 lat była w związku z mężczyzną pochodzącym z jednego z krajów byłej Jugosławii. Dochowali się trójki dzieci. Rozstali się cztery lata temu.
Jak mówi kobieta, jej partner był wobec niej agresywny. - Kiedy zaczęły się problemy, kiedy doszło nawet do przemocy wobec dzieci, zgłosiłam to na policję. Wówczas Jugendamt rozstrzygnął, że dzieci będą tydzień u mnie, tydzień u ich ojca - wspomina w rozmowie z portalem tvp.info.
Ostatni raz mężczyzna pobił swoją partnerkę w styczniu zeszłego roku. - Postanowiłam wtedy zakończyć model wychowywania dzieci wymyślony przez Jugendamt - opowiada matka chłopców. Zaczęła szukać ochrony dla siebie i synów. Wezwani funkcjonariusze policji pojawili się wraz z urzędnikami ds. opieki nad dziećmi i młodzieżą, czyli osławionego Jugendamtu.
Czytaj także: "Niemcy dwukrotnie odbierali mi dziecko". Zbiórka dla Polki ściganej przez niemiecki Jugendamt
Policja zajęła się agresywnym mężczyzną, który otrzymał zakaz zbliżania się do pani Anny i jego synów. Wydawało się, że matka z trójką chłopców - ośmioletnim Darkiem oraz 10-letnimi bliźniakami Emilianem i Aleksandrem - zaczną nowe życie. We wszystko jednak wmieszał się Jugendamt i odebrał kobiecie dzieci.
- Najpierw dali się przebłagać i pozwolili chłopcom zamieszkać u mojego ojca. Jednak kilka dni później dostałam powiadomienie, że cała trójka została zabrana i umieszczona w placówce Jugendamtu. Zabrali je siłą spod szkoły. Mój tata był przy tym. Przemocą zabrali ich do domu dziecka - mówi rozgoryczona pani Anna.
Czytaj także: Andruszkiewicz działa w sprawie polskich rodziców ściganych przez Jugendamt: "Przyjaciele, mobilizacja!"
Przez pierwsze dwa tygodnie kobieta w ogóle nie mogła się spotkać z synami. - Nawet zadzwonić do nich nie mogłam. W Niemczech mają takie metody - na początku żadnych kontaktów z rodzicami, żeby dziecko przyzwyczaiło się do nowej sytuacji i miejsca - wskazuje.
To jednak był dopiero początek problemów. - Najpierw urzędnicy wywieźli całą trójkę do Wschodniego Berlina, a wkrótce potem ich rozdzielili. Młodszy syn został w Berlinie, a bliźniaków zabrali do placówki we Frankfurcie nad Odrą. Myślę, że w ten sposób jeszcze bardziej chcieli utrudnić mi kontakt z nimi - uważa matka.
Znad granicy z Polską 10-latków urzędnicy wozili do szkoły w... Berlinie. - Żeby zdążyć, moje dzieci musiały codziennie wstawać o piątej rano. Już lepiej by było, gdyby zostały nad Odrą. I tak mogłam je widzieć tylko w weekendy. Zabierałam wtedy młodszego syna z placówki w Berlinie i jechaliśmy do Frankfurtu, żeby razem spędzić czas - wspomina pani Anna.
Dodaje, że jej rozmowy podczas spotkań z dziećmi były kontrolowane przez urzędników. - Gdy podczas którejś z wizyt pocieszałam ich po polsku, żeby się nie dali, że w końcu na pewno zabiorę ich do domu, znowu zakazano mi kontaktu z dziećmi - opowiada.
Źródło: TVP Info
Jak mówi kobieta, jej partner był wobec niej agresywny. - Kiedy zaczęły się problemy, kiedy doszło nawet do przemocy wobec dzieci, zgłosiłam to na policję. Wówczas Jugendamt rozstrzygnął, że dzieci będą tydzień u mnie, tydzień u ich ojca - wspomina w rozmowie z portalem tvp.info.
Ostatni raz mężczyzna pobił swoją partnerkę w styczniu zeszłego roku. - Postanowiłam wtedy zakończyć model wychowywania dzieci wymyślony przez Jugendamt - opowiada matka chłopców. Zaczęła szukać ochrony dla siebie i synów. Wezwani funkcjonariusze policji pojawili się wraz z urzędnikami ds. opieki nad dziećmi i młodzieżą, czyli osławionego Jugendamtu.
Czytaj także: "Niemcy dwukrotnie odbierali mi dziecko". Zbiórka dla Polki ściganej przez niemiecki Jugendamt
Policja zajęła się agresywnym mężczyzną, który otrzymał zakaz zbliżania się do pani Anny i jego synów. Wydawało się, że matka z trójką chłopców - ośmioletnim Darkiem oraz 10-letnimi bliźniakami Emilianem i Aleksandrem - zaczną nowe życie. We wszystko jednak wmieszał się Jugendamt i odebrał kobiecie dzieci.
- Najpierw dali się przebłagać i pozwolili chłopcom zamieszkać u mojego ojca. Jednak kilka dni później dostałam powiadomienie, że cała trójka została zabrana i umieszczona w placówce Jugendamtu. Zabrali je siłą spod szkoły. Mój tata był przy tym. Przemocą zabrali ich do domu dziecka - mówi rozgoryczona pani Anna.
Czytaj także: Andruszkiewicz działa w sprawie polskich rodziców ściganych przez Jugendamt: "Przyjaciele, mobilizacja!"
Przez pierwsze dwa tygodnie kobieta w ogóle nie mogła się spotkać z synami. - Nawet zadzwonić do nich nie mogłam. W Niemczech mają takie metody - na początku żadnych kontaktów z rodzicami, żeby dziecko przyzwyczaiło się do nowej sytuacji i miejsca - wskazuje.
To jednak był dopiero początek problemów. - Najpierw urzędnicy wywieźli całą trójkę do Wschodniego Berlina, a wkrótce potem ich rozdzielili. Młodszy syn został w Berlinie, a bliźniaków zabrali do placówki we Frankfurcie nad Odrą. Myślę, że w ten sposób jeszcze bardziej chcieli utrudnić mi kontakt z nimi - uważa matka.
Znad granicy z Polską 10-latków urzędnicy wozili do szkoły w... Berlinie. - Żeby zdążyć, moje dzieci musiały codziennie wstawać o piątej rano. Już lepiej by było, gdyby zostały nad Odrą. I tak mogłam je widzieć tylko w weekendy. Zabierałam wtedy młodszego syna z placówki w Berlinie i jechaliśmy do Frankfurtu, żeby razem spędzić czas - wspomina pani Anna.
Dodaje, że jej rozmowy podczas spotkań z dziećmi były kontrolowane przez urzędników. - Gdy podczas którejś z wizyt pocieszałam ich po polsku, żeby się nie dali, że w końcu na pewno zabiorę ich do domu, znowu zakazano mi kontaktu z dziećmi - opowiada.
Źródło: TVP Info

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 26.04.2018 12:10
Komentarze
Zginęła Polka. Jest ruch polskich śledczych po zamachu w Berlinie
27.07.2026 20:04
Abdul B. zabił Polkę w zamachu. Niemiecka lewica obwinia prawicę
27.07.2026 19:32

Komentarzy: 0
Abdul B. wjechał w tłum podczas Parady Równości w Berlinie. Zginęła Polka, a 29 osób zostało rannych. Niemiecka lewicowa partia Die Linke nie wspomniała o islamizmie, a jedynie ostrzegła przed... prawicą i konserwatystami.
Czytaj więcej
Śmierć Polki i szokujące dane z Niemiec. Tysiące islamistów zorientowanych na przemoc
27.07.2026 17:54

Komentarzy: 0
Po zamachu w Berlinie, w którym zginęła Polka, wróciła debata o islamistycznym ekstremizmie. W kraju żyje ponad 28 tys. islamistów, a ponad 9 tys. z nich jest klasyfikowanych jako zorientowani na przemoc – wynika z danych niemieckich służb.
Czytaj więcej
Polka zginęła w zamachu w Berlinie. Niemcy żądają wyjaśnień
27.07.2026 15:45

Komentarzy: 0
W zamachu w Berlinie zginęła obywatelka Polski, a 29 osób zostało rannych. Podejrzany był od lat znany niemieckim służbom, obserwowano jego aktywność i uznawano za zdolnego do przemocy. Niemcy żądają wyjaśnień.
Czytaj więcej
Iustitia zaprasza „dzieciaki” w katowskim kapturze i z toporem
27.07.2026 12:17

Komentarzy: 0
Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” zapowiedziało „rodzinne” atrakcje podczas Pol’and’Rock Festival. Uwagę internautów zwróciło jednak nagranie promujące wydarzenie. Do dzieci zwraca się w nim osoba ubrana w czarny kaptur, trzymająca obustronny topór. Prawnicza organizacja Veritas et Ius poinformowała, że zwróciła się w tej sprawie do Rzecznika Praw Dziecka.
Czytaj więcej
