[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Dwa razy stracić kraj, a raz go odnaleźć
![[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Dwa razy stracić kraj, a raz go odnaleźć](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/0a2416d5-839e-4ea3-8de8-004f8f239a7b/36034.jpg?p=article_hero_mobile)
Fizyczna utrata kraju niekoniecznie oznacza utratę mentalną ojczyzny. Sun Tsu uczy nas, że nie mamy szansy na triumf, dopóki nasz przeciwnik nie przyzna sam przed sobą, że przegrał. Marszałek Józef Piłsudski zrozumiał to dobrze. Powiedział: „Być pokonanym, a nie poddać się – to zwycięstwo”. Zademonstruję to na poziomie publicznym i prywatnym.
Mówiłem o tym niedawno u nas na uczelni, bowiem kilku z nas zaczęło się zastanawiać nad utratą własnego kraju. Richard Bishirjian roztrząsał sprawę izolacjonistycznych Chin w XVII w., Jack Tierney mówił o Francji po 1940 r., Ja opowiadałem o Polsce. Ale gdzieś tam - niewypowiedziana - wisiała nad nami troska o Amerykę. Bo jest coraz bardziej jasne, że tracimy USA. Co to znaczy?
Stracić kraj oznacza, że miejsce, w którym się urodziliśmy, przestaje być nasze. To zwykle oznacza również, że dominująca cywilizacja i kultura albo radykalnie odchodzi od ukochanego wzorca (czy może ideału), albo wręcz zostaje zupełnie porzucona. Staje się wtedy cywilizacją śmierci, jak to określał Jan Paweł II. Kraj, który tak radykalnie przekształca się, przestaje być nasz. Często mówimy wtedy, że znalazł się pod obcą okupacją. In extremis przyjmujemy, że po prostu nasza Ojczyzna przestała istnieć. Naturalnie dla Polek i Polaków jest to niemożliwe: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy".
Ale takie podejście zakłada, że gdzieś, najpewniej w podziemiu, przeżyje kultura, która wygeneruje kolejne pokolenia Polek i Polaków. A co się stanie, jeśli kontrkultura, kultura okupanta wyzuła nadwiślańców z polskości? Do pewnego stopnia komunistom to się udało. To właśnie z ich działań wywodzą się post-PRL-owcy, czyli polskojęzyczni ludzie sowieccy, oraz post-Polacy, czyli polskojęzyczni nowinkarze, wykorzenieni z tradycji.
Wracając do stwierdzenia, że radykalnie przekształcony kraj przestaje być nasz. Dlatego właśnie ojciec nowoczesnego konserwatyzmu Edmund Burke tłumaczył nam, że aby kochać swój kraj, ten kraj musi być uroczy. Przeciwieństwem takiego podejścia jest przekonanie, że "czy słusznie, czy nie - to mój kraj" (My country, right or wrong). Czyli nie ma znaczenia, jaki jest nasz kraj, bo mamy obowiązek mu służyć. Zaprawdę? Czyli "czy słusznie, czy nie - to moja Trzecia Rzesza". Albo Związek Sowiecki.
Jasne, że niesłusznie. No bo przecież to nie tylko "dobrzy Niemcy" nabrali się na łabędzią pieśń patriotyzmu, aby służyć Adolfowi Hitlerowi. Pomyślmy o porządnych białych Rosjanach, którzy licznie zdecydowali się służyć bolszewikom, bowiem oszukali samych siebie, że to najlepszy sposób, aby pomóc Rosji. To jest chore podejście. Obowiązkiem Niemców i Rosjan było bić własnych totalistów.
Dlatego pamiętajmy, że gdy kraj obedrze się z całego jego czaru, staje się on tylko powierzchnią geograficzną, do której odnosimy się z nostalgią od czasu do czasu. Ale co zrobić z ludźmi, którzy zostali złapani w sidła mocy zła w kraju, który stracił swój czar? Stopniowo większość nasiąka cechami negatywnymi im narzuconymi. Dzieje się to za pomocą manipulacji percepcjami, zalewem propagandy, a czasami wulkanem czystego terroru. Pamiętajmy, że celem komunizmu było stworzenie nowego człowieka, homo sovieticus, również w Polsce. Czerwonym udał się ten projekt do różnego stopnia wśród narodów zniewolonych.
Przyznajmy, że dzięki Kościołowi katolickiemu i prywatnym rolnikom, którzy obronili swoją ziemię przed kolektywizacją, oraz dzięki małemu prywatnemu sektorowi obsługi, Polska była wielkim dziwakiem w bloku sowieckim. Była najmniej zsowietyzowana ze wszystkich niewolników komunizmu. Ale nawet tu czerwona propaganda i przemoc wcisnęły się do mentalności podbitych ludzi. Prawie 50 lat prania mózgów dało straszliwe rezultaty.
W rezultacie panoszą się po Polsce cztery straszne przypadłości, których ofiary odmawiają przyjęcia do wiadomości, że istnieją i na nie oddziałują. Po pierwsze, mamy syndrom sztokholmski, gdzie ofiary pokochały swoich katów. Bo jak inaczej można wytłumaczyć przypadłość ludzi szarych, którzy dalej są posłuszni pogardzającymi nimi "elytami"? A co z tzw. inteligencją pod wpływem michnikowszczyzny? Czy lemingi małpujące "Zachód"? Po drugie, mamy też zespół stresu pourazowego (PTSD), gdzie cały naród kwalifikuje się na terapię indywidualną i zbiorową, aby odreagować niemal pół wieku traumy. Naturalnie najlepszą terapią byłoby dokopanie czerwonym i ich różowym kolaborantom i protektorom. Po trzecie, wydobyć się trzeba najpilniej z kompleksu niższości maskującego się jako kompleks wyższości, gdzie w społeczeństwie każdy wszystko wie najlepiej i w ogóle jest "debeściakiem." Ale, po czwarte, przy okazji ujawnia się przypadłość zwana jako "wyuczona bezradność" (learned helplessness). Jest to typowa cecha charakterystyczna niewolników oraz ich dzieci. Pasywność, brak inicjatywy, programowe kapitulanctwo. "Dobry pomysł, ale się nie da", mówili mi naturalnie bez spróbowania. Na szczęście ten tekst słychać coraz rzadziej.
Trzeba z tych przypadłości się otrząsnąć, aby odzyskać swój kraj. Najpierw straciliśmy swój kraj w 1939 r., ale odmówiliśmy przyjęcia tego do wiadomości. I to tak trwało pół wieku. Po 1989 r. ogrom dewastacji spowodował, że byliśmy zmuszeni przyznać, że faktycznie straciliśmy swój kraj. Co dalej?
W międzyczasie, my, emigranci, znaleźliśmy sobie nowy kraj osiedlenia. W moim wypadku to Stany Zjednoczone. Ponieważ Ameryka, gdy tu się zjawiłem po raz pierwszy, przypominała mi tak bardzo naszą starą Rzeczypospolitą, nie miałem zupełnie problemu z odnalezieniem się w uroczym miejscu. Czy ten czar przetrwa brutalne uderzenia obucha politycznej poprawności w rytm rewolucji kontrkulturowej i obyczajowej w USA, to jest zupełnie inna historia, do której wrócimy kiedyś indziej.
A jeśli chodzi o współczesną Polskę, tak bardzo odeszła ona od swoich ideałów, które nam służyły za przewodników, gdy walczyliśmy przeciw komunistom w starym kraju, a potem pomagaliśmy pozbyć się czerwonego reżimu. Czy Polska wciąż jest czarująca? Dla emigranta, który spędził prawie 40 lat na Zachodzie, głównie w USA, to jest rozszarpujące pytanie. Mówiąc jednak wprost, mamy pewne podstawy do optymizmu. Jest nadzieja.
Przywrócenie tradycji i normalności jest możliwe w Polsce, chociaż będzie bardzo trudne. Z jednej strony trzeba będzie stworzyć ponownie akwarium z miski zupy rybnej. Z drugiej jednocześnie trzeba będzie bronić się, aby przywrócony polskości młody narybek nie zachłystnął się narkotykiem ułudy liberalizmu, bo z dzieciaków wyjdą płynnie transgenderowe zastępy LGBT oraz ich zwolenników.
Historia nigdy nie przestaje gnać. Czasami robi to szybciej niż jest to właściwe. Naszym zadaniem jest ją spowolnić, przywrócić właściwe normy i proporcje. Aby był nasz kraj.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 6 sierpnia 2019
www.iwp.edu

Stracić kraj oznacza, że miejsce, w którym się urodziliśmy, przestaje być nasze. To zwykle oznacza również, że dominująca cywilizacja i kultura albo radykalnie odchodzi od ukochanego wzorca (czy może ideału), albo wręcz zostaje zupełnie porzucona. Staje się wtedy cywilizacją śmierci, jak to określał Jan Paweł II. Kraj, który tak radykalnie przekształca się, przestaje być nasz. Często mówimy wtedy, że znalazł się pod obcą okupacją. In extremis przyjmujemy, że po prostu nasza Ojczyzna przestała istnieć. Naturalnie dla Polek i Polaków jest to niemożliwe: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy".
Ale takie podejście zakłada, że gdzieś, najpewniej w podziemiu, przeżyje kultura, która wygeneruje kolejne pokolenia Polek i Polaków. A co się stanie, jeśli kontrkultura, kultura okupanta wyzuła nadwiślańców z polskości? Do pewnego stopnia komunistom to się udało. To właśnie z ich działań wywodzą się post-PRL-owcy, czyli polskojęzyczni ludzie sowieccy, oraz post-Polacy, czyli polskojęzyczni nowinkarze, wykorzenieni z tradycji.
Wracając do stwierdzenia, że radykalnie przekształcony kraj przestaje być nasz. Dlatego właśnie ojciec nowoczesnego konserwatyzmu Edmund Burke tłumaczył nam, że aby kochać swój kraj, ten kraj musi być uroczy. Przeciwieństwem takiego podejścia jest przekonanie, że "czy słusznie, czy nie - to mój kraj" (My country, right or wrong). Czyli nie ma znaczenia, jaki jest nasz kraj, bo mamy obowiązek mu służyć. Zaprawdę? Czyli "czy słusznie, czy nie - to moja Trzecia Rzesza". Albo Związek Sowiecki.
Jasne, że niesłusznie. No bo przecież to nie tylko "dobrzy Niemcy" nabrali się na łabędzią pieśń patriotyzmu, aby służyć Adolfowi Hitlerowi. Pomyślmy o porządnych białych Rosjanach, którzy licznie zdecydowali się służyć bolszewikom, bowiem oszukali samych siebie, że to najlepszy sposób, aby pomóc Rosji. To jest chore podejście. Obowiązkiem Niemców i Rosjan było bić własnych totalistów.
Dlatego pamiętajmy, że gdy kraj obedrze się z całego jego czaru, staje się on tylko powierzchnią geograficzną, do której odnosimy się z nostalgią od czasu do czasu. Ale co zrobić z ludźmi, którzy zostali złapani w sidła mocy zła w kraju, który stracił swój czar? Stopniowo większość nasiąka cechami negatywnymi im narzuconymi. Dzieje się to za pomocą manipulacji percepcjami, zalewem propagandy, a czasami wulkanem czystego terroru. Pamiętajmy, że celem komunizmu było stworzenie nowego człowieka, homo sovieticus, również w Polsce. Czerwonym udał się ten projekt do różnego stopnia wśród narodów zniewolonych.
Przyznajmy, że dzięki Kościołowi katolickiemu i prywatnym rolnikom, którzy obronili swoją ziemię przed kolektywizacją, oraz dzięki małemu prywatnemu sektorowi obsługi, Polska była wielkim dziwakiem w bloku sowieckim. Była najmniej zsowietyzowana ze wszystkich niewolników komunizmu. Ale nawet tu czerwona propaganda i przemoc wcisnęły się do mentalności podbitych ludzi. Prawie 50 lat prania mózgów dało straszliwe rezultaty.
W rezultacie panoszą się po Polsce cztery straszne przypadłości, których ofiary odmawiają przyjęcia do wiadomości, że istnieją i na nie oddziałują. Po pierwsze, mamy syndrom sztokholmski, gdzie ofiary pokochały swoich katów. Bo jak inaczej można wytłumaczyć przypadłość ludzi szarych, którzy dalej są posłuszni pogardzającymi nimi "elytami"? A co z tzw. inteligencją pod wpływem michnikowszczyzny? Czy lemingi małpujące "Zachód"? Po drugie, mamy też zespół stresu pourazowego (PTSD), gdzie cały naród kwalifikuje się na terapię indywidualną i zbiorową, aby odreagować niemal pół wieku traumy. Naturalnie najlepszą terapią byłoby dokopanie czerwonym i ich różowym kolaborantom i protektorom. Po trzecie, wydobyć się trzeba najpilniej z kompleksu niższości maskującego się jako kompleks wyższości, gdzie w społeczeństwie każdy wszystko wie najlepiej i w ogóle jest "debeściakiem." Ale, po czwarte, przy okazji ujawnia się przypadłość zwana jako "wyuczona bezradność" (learned helplessness). Jest to typowa cecha charakterystyczna niewolników oraz ich dzieci. Pasywność, brak inicjatywy, programowe kapitulanctwo. "Dobry pomysł, ale się nie da", mówili mi naturalnie bez spróbowania. Na szczęście ten tekst słychać coraz rzadziej.
Trzeba z tych przypadłości się otrząsnąć, aby odzyskać swój kraj. Najpierw straciliśmy swój kraj w 1939 r., ale odmówiliśmy przyjęcia tego do wiadomości. I to tak trwało pół wieku. Po 1989 r. ogrom dewastacji spowodował, że byliśmy zmuszeni przyznać, że faktycznie straciliśmy swój kraj. Co dalej?
W międzyczasie, my, emigranci, znaleźliśmy sobie nowy kraj osiedlenia. W moim wypadku to Stany Zjednoczone. Ponieważ Ameryka, gdy tu się zjawiłem po raz pierwszy, przypominała mi tak bardzo naszą starą Rzeczypospolitą, nie miałem zupełnie problemu z odnalezieniem się w uroczym miejscu. Czy ten czar przetrwa brutalne uderzenia obucha politycznej poprawności w rytm rewolucji kontrkulturowej i obyczajowej w USA, to jest zupełnie inna historia, do której wrócimy kiedyś indziej.
A jeśli chodzi o współczesną Polskę, tak bardzo odeszła ona od swoich ideałów, które nam służyły za przewodników, gdy walczyliśmy przeciw komunistom w starym kraju, a potem pomagaliśmy pozbyć się czerwonego reżimu. Czy Polska wciąż jest czarująca? Dla emigranta, który spędził prawie 40 lat na Zachodzie, głównie w USA, to jest rozszarpujące pytanie. Mówiąc jednak wprost, mamy pewne podstawy do optymizmu. Jest nadzieja.
Przywrócenie tradycji i normalności jest możliwe w Polsce, chociaż będzie bardzo trudne. Z jednej strony trzeba będzie stworzyć ponownie akwarium z miski zupy rybnej. Z drugiej jednocześnie trzeba będzie bronić się, aby przywrócony polskości młody narybek nie zachłystnął się narkotykiem ułudy liberalizmu, bo z dzieciaków wyjdą płynnie transgenderowe zastępy LGBT oraz ich zwolenników.
Historia nigdy nie przestaje gnać. Czasami robi to szybciej niż jest to właściwe. Naszym zadaniem jest ją spowolnić, przywrócić właściwe normy i proporcje. Aby był nasz kraj.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 6 sierpnia 2019
www.iwp.edu


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 22.08.2019 00:24
Komentarze
Wyciekły dane milionów Polaków
12.08.2026 15:17

Komentarzy: 0
„Niestety z przykrością muszę poinformować, że doszło do nadzwyczajnego wycieku danych blisko 19 milionów obywateli Polski, którzy w różnych kategoriach korzystali z wsparcia medycznego” – poinformował w środę po południu wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Wykradziona baza ma ponad 2 TB danych. Państwo uruchomiło specjalne procedury, a osoby objęte wyciekiem mają być informowane o tym, jakie działania powinny podjąć.
Czytaj więcej
Ile wolnego czasu mają Polacy? Wyniki badania CBOS mogą zaskakiwać
11.08.2026 19:03

Komentarzy: 0
Połowa Polaków ma tyle czasu wolnego, ile potrzebuje, a 37 proc. twierdzi, że ma go zbyt mało – wynika z najnowszego badania CBOS. 27 proc. ankietowanych czyta wówczas książki, a 18 proc. ogląda telewizję i uprawia sport. Tylko 10 proc. poświęca go członkom rodziny.
Czytaj więcej
Polacy zapłacą więcej za Starlink. Polska usunięta z „listy krajów europejskich”
11.08.2026 17:54

Komentarzy: 0
Należący do Elona Muska Starlink zmienił zasady korzystania z internetu satelitarnego podczas podróży zagranicznych, a Polska nie została włączona do wspólnego regionu europejskiego. Dla części użytkowników może to oznaczać konieczność wykupienia znacznie droższego abonamentu podczas dłuższych wyjazdów poza kraj. Różnica w cenie sięga nawet kilkuset złotych miesięcznie.
Czytaj więcej
Ważna (i długa) rozmowa z Kelusami. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
10.08.2026 15:54

Komentarzy: 0
Co zostało z pokolenia, które rzuciło wyzwanie komunizmowi — i co jego doświadczenie mówi nam o Polsce dzisiaj? W najnowszym numerze „Tygodnika Solidarność” Jan Krzysztof Kelus i Urszula Sikorska-Kelus wracają do Marca ’68, KOR, drugiego obiegu i lat opozycji, a także dzielą się również refleksjami o współczesności. W pozostałej części numeru piszemy o polityce krajowej i zagranicznej, a także wydarzeniach gospodarczych, związkowych i kulturalnych.
Czytaj więcej
162 lata temu urodził się Roman Dmowski. Jeden z ojców polskiej niepodległości
09.08.2026 21:35

Komentarzy: 0
9 sierpnia 1864 roku urodził się Roman Dmowski – polityk, publicysta, współtwórca polskiego ruchu narodowego i jeden z najważniejszych przedstawicieli Polski podczas konferencji pokojowej w Paryżu. Jego podpis, obok podpisu Ignacego Jana Paderewskiego, znalazł się pod traktatem wersalskim, który określił część zachodnich granic odrodzonej Polski i potwierdził jej miejsce w powojennym porządku europejskim. W 162. rocznicę urodzin Dmowski pozostaje postacią mającą ogromne znaczenie dla historii polskiej myśli politycznej.
Czytaj więcej