Ryszard Czarnecki: Ojciec opowiada czyli powstańcza opaska

Sierpień. Ojcu zebrało się na wspomnienia i opowiada rodzinną historię powstańczą. Polskie losy. Przyrodnia siostra Taty wyszła za spolonizowanego Austriaka, handlowca, w którego pustym biurze na Nowym Świecie między Smolną a Pierackiego (dziś: Foksal) przekoczowali część Powstania. Siostra Ojca, Isia, była w czasie Powstania sanitariuszką AK, jej mąż, antykomunista, przed komuną uciekł do Wiednia, a gdy i tam wkroczyła Armia Czerwona (była w austriackiej stolicy aż do 1955 roku) popełnił samobójstwo. Dokładnie tak, jak Witkacy na Kresach Wschodnich RP na wieść o wkroczeniu Sowietów na terytorium Rzeczypospolitej.
Ojciec opowiada, a mi aż żal, że tego nie nagrywam. O opasce, którą zachował do dzisiaj i ma ją dalej, biało-czerwoną, choć wyblakłą ,z orzełkiem w koronie i z napisem "Sztab Generalny WP" i numerem oddziału. Miał też legitymację z funkcją: "goniec". Ale podczas ewakuacji do obozu w Pruszkowie podarła ją jakaś obca pani, żeby 10-latek "nie miał problemu z Niemcami". W Powstaniu przemykał miedzy barykadami i ulicami a między jedną, drugą, trzecią drukarnią, które drukowały na rzecz Biura Propagandy AK. Drukarnia jego dziadka, a mojego pradziadka Bronisława, o którym wspomniałem tydzień temu funkcjonowała do 7 września.
Ojciec miał troje starszego rodzeństwa. Różnica wieku miedzy nimi była duża . Do tego stopnia, że córka jego siostry Marysi była starsza od swojego "wujka Henryka" o pięć czy sześć lat. Jej mama zmarła przy porodzie. Dziewczynkę zamordowali Niemcy w 1941 roku. Ciocia Marysia - której nigdy nie poznałem, bo zmarła wiele lat przed moim urodzeniem - wyszła za mąż za spolonizowanego rosyjskiego arystokratę Tołstikowa. To jeden z tych "białych" Rosjan, których do Polski przywiódł lęk przed "czerwoną Rosją". W historii wiele rzeczy się powtarza. Rodacy Tołstikowa trzysta, czterysta lat wcześniej uciekali na teren Pierwszej Rzeczypospolitej przed carem-dyktatorem tłumiącym wolność swoich poddanych, także tych najwyżej urodzonych. Wybierali polską wolność od ojczystego samodzierżawia. Minęło kilkaset lat i eksodus się powtórzył. Słynny "agent numer jeden", bohater dwóch narodów: Polski i Grecji, Jerzy Iwanow Szajnowicz, który walczył z Teutonami i zginął z ich ręki w Helladzie, też przecież był synem "białego Rosjanina".
Po wojnie ciocia Isia, owa sanitariuszka AK, wdowa po spolonizowanym Austriaku czy może raczej Polaku o austriackich korzeniach wyjdzie za mąż za żołnierza AK. Wujowi Wiesławowi po kilkunastu latach duszenia się w PRL-u udało się wyjechać za "Wielką Wodę", a potem ściągnąć rodzinę do USA. Pracował w "Głosie Ameryki" i w organizacjach niepodległościowych. Ciocia Isia (Henryka) po odzyskaniu wolności przez Polskę wróciła do Ojczyzny, mieszkała w niej niemal ćwierć wieku, zmarła niedawno, dobrze po dziewięćdziesiątce.
Polskie losy. Pytajmy najbliższych o historię naszych rodzin, aby ocalić od zapomnienia to, co zapomniane być nie może.
* Felieton ukazał się w " Gazecie Polskiej" 14.08.2019

Niepokojące słowa na temat stanu zdrowia Mariusza Kamińskiego
Samolot Lufthansy musiał awaryjnie lądować. Na pokładzie znany polityk PiS
Ryszard Czarnecki: Licznik geopolityczny bije na naszą korzyść

Czarnecki mocno o Von der Leyen: Jestem rozczarowany tym, jak sprawuje swoją funkcję. To bardzo słaba kadencja



